Выбрать главу

— Orlith, powiedz smokowi wartownikowi, że nikogo, ani żadnego smoczego jeźdźca, ani gospodarza, nie wolno dzisiaj wpuszczać do Weyru. I nikomu nie wolno również Weyru opuszczać. Ten rozkaz ma zostać przekazany wszystkim jeźdźcom na warcie.

— A kto by chciał odwiedzać Weyr w taką mgłę? — zapytała Orlith. — I to następnego dnia po dwóch Zgromadzeniach.

— Orlith!

— Przekazałam wiadomość. Balgeth jest taki śpiący, że nawet nie zapytał, o co tu chodzi.

Głos Orlith brzmiał podejrzanie potulnie.

— Dzień dobry, Holth — powiedziała uprzejmie Moreta, wchodząc do pomieszczeń starej Władczyni Weyru.

Holth na moment uniosła głowę, a potem zamknęła powieki i wtuliła łeb jeszcze bardziej miedzy przednie łapy. Stara królowa była już niemal spiżowa ze starości.

Obok niej na skraju kamiennego podestu, który był legowiskiem smoczycy, siedziała na stosie poduszek Leri, owinięta w grube koce. Leri mówiła, że sypia obok Holth zarówno dla ciepła, które smoczyca zgromadziła w sobie, wygrzewając się na słońcu przez tyle Obrotów, jak i po to, żeby oszczędzić sobie kłopotów z chodzeniem. Przez ostatnich kilka Obrotów stawy Leri buntowały się, jeżeli ich nadużywała. Wielokrotnie już Moreta i Capiam nalegali na nią, żeby wykorzystała stałe zaproszenie z Weyru Ista i przeniosła się na południe. Leri nieugięcie odmawiała, oświadczając, że nie jest wężem tunelowym, żeby zmieniać skórę:

urodziła się w Weyr Forcie i miała zamiar dożyć swoich Obrotów we własnym domostwie, razem z kilkorgiem starych przyjaciół, którzy jej jeszcze zostali.

— Słyszę, że bawiłaś dłużej, niż do pierwszej straży — powiedziała Leri. Uniosła brwi pytająco. — Czy to dlatego Sh’gall tak ci wymyślał?

— On nie wymyślał. Wyrażał ubolewanie. Na Pernie wybuchła, epidemia.

Z twarzy Leri zniknęło rozbawienie, a pojawiła się troska.

— Co? Nigdy nie mieliśmy epidemii na Pernie. Nigdy o czymś takim nie słyszałam. Ani nie czytałam.

Ponieważ ruchliwość Leri ograniczały dolegliwości stawowe, podjęła się prowadzenia kronik, żeby Moreta miała więcej czasu na leczenie. Leri często przerzucała co starsze kroniki w poszukiwaniu „ploteczek”, jak to określała.

— Na Skorupy! A ja miałam nadzieję, że gdzieś coś wyczytałaś. Coś, co by nam dodało otuchy!

— Może za mało cofnęłam się w czasie i dlatego nie doszłam jeszcze do tak ekscytujących rzeczy, jak epidemie. — Leri rzuciła Morecie poduszkę ze swojego stosu i władczo wskazała jej mały, stojący z boku stołeczek dla gości. — Na ogół zdrowi z nas ludzie. Najczęściej zdarza nam się łamać kości, spalają nas Nici, czasami dopadają jakieś gorączki, ale nie jest to nic o zasięgu kontynentalnym. Co to jest za choroba?

— Mistrz Capiam jeszcze nie postawił diagnozy.

— Oj, nie podoba mi się to! — Leri podniosła oczy do góry. A wczoraj mieliśmy dwa Zgromadzenia, prawda?

— Nie doceniano w pełni niebezpieczeństwa. Mistrz Capiam i Talpan…

— Ten Talpan, który był twoim przyjacielem?

— Tak, został uzdrowicielem zwierząt i to on zorientował się, że ten kot, którego pokazywano w Iście, jest nosicielem choroby.

— Ten wielki kot z Południowego Kontynentu? — Leri cmoknęła. — A jakiś cholerny idiota woził tego zwierzaka tu i tam i wystawiał go na pokaz, tak że wszędzie mamy teraz chorobę! Zaś wszyscy jeźdźcy, łącznie z naszym szlachetnym Przywódcą Weyru, polecieli rzucić na niego okiem!

— Sh’gall mówił nieco nieskładnie, ale zrozumiałam, że zabrał Lorda Ratoshigana i polecieli do Isty zobaczyć tego kota; potem przybył Capiam, który wcześniej pojechał do Warowni Morskiej w Igenie, do Keroonu i do Telgaru, żeby zobaczyć, co im dolega…

— Na wielką Faranth! Moreta skinęła głową.

— I oczywiście do Isty. Potem Ratoshigan otrzymał pilną wiadomość, wzywającą go do powrotu z powodu choroby, wiec Sh’gall przewiózł Ratoshigana i Mistrza Capiama.

— Jakim cudem ta choroba dotarła tam tak szybko? Przecież to zwierzę nie było dalej niż w Iście!

— Tak, ale najpierw było w Stajniach Keroonu, gdzie Mistrz Sufur miał je zidentyfikować. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że jest ono nosicielem choroby.

— A ponieważ zima nie była ostra, biegusy rozsyłano już po całym kontynencie! — zakończyła. Leri i obydwie kobiety spojrzały na siebie z powagą.

— Talpan powiedział Capiamowi, że smoki na to nie chorują.

— Przynajmniej za to powinniśmy być wdzięczni losowi — powiedziała Leri.

— A jutro jest Opad. Stanie się to, zanim ktoś z nas zachoruje, gdyż okres inkubacji trwa dwa do czterech dni.

— Niewiele nam to pomoże, prawda? Chociaż ty nie byłaś w Iście. — Leri zmarszczyła brwi.

— Nie, ale Sh’gall był. Jednakże w Ruacie podczas drugiego biegu jeden z biegusów nie wiadomo dlaczego upadł…

Leri skinęła głowa. Teraz rozumiała wszystko.

— A ty oczywiście stałaś wystarczająco blisko, żeby mu się dobrze przyjrzeć. Czy ten biedak zdechł?

— Tak, a pochodził z Keroonu.

— Ohoooo! — Leri wzniosła oczy do góry i westchnęła z rezygnacją. — Jakie wiec lekarstwa zaleca Capiam? Chyba już coś wymyślił, skoro latał po całym kontynencie?

— Zaleca, żeby tymczasem objawy leczyć empirycznie.

— A cóż to są za objawy?

— Ból głowy, gorączka i suchy kaszel.

— Od tego się nie umiera.

— Tak było dotąd.

— Nie podoba mi się to wszystko — powiedziała Leri, naciągając szal na ramiona. — Chociaż wiesz co, mieliśmy tu kiedyś takiego harfiarza — Umai przegonił go, bo był strasznym ponurakiem — który zwykł mówić, że „nie ma nic nowego pod słońcem”. Niewielka to nadzieja w tych okolicznościach, ale sadze, że nie wolno nam niczego zaniedbać. Przynieś mi więcej kronik. Tych z zeszłego Przejścia. Na szczęście nigdzie się nie wybierałam dziś rano.

Moreta uśmiechnęła się, ponieważ Leri opuszczała swój weyr wyłącznie wtedy, kiedy miała lecieć ze skrzydłem królowych.

— Sh’gall tobie powierzył zawiadomienie Weyru?

— Mam powiadomić wszystkich tych, którzy nie śpią, I Nesso…

Leri parsknęła.

— To od niej należy zacząć. Upewnij się, że dobrze wszystko zrozumiała, bo w innym razie już w południe ludzie wpadną w histerię. Może zechciałabyś, Moreto, przygotować mi wino? Leri poruszyła się niespokojnie. — Ta zmiana pogody nie najlepiej wpływa na moje stawy. Jeżeli sama przygotujesz wino, będziesz miała pewność, że nie przekroczę właściwej dawki soku fellisowego. — Spojrzała z ukosa na młodą Władczynię Weyru. Morecie nie podobało się to, że Leri zażywa tyle soku fellisowego. W ogóle mogłaby się obyć bez niego, gdyby tylko udała się na południe, gdzie ulgę przyniosłaby jej cieplejsza pogoda.

Od wilgotnego zimna sama czuła się zesztywniała, więc Leri musiało być bardzo źle.

— A teraz powiedz mi, czy dobrze bawiłaś się na Zgromadzeniu? — zapytała Leri, kiedy Moreta odmierzała sok fellisowy do jej wysokiego pucharu.

— Tak, świetnie. Poszłam na tereny gonitw i oglądałam większość wyścigów razem z Lordem Alessanem.

— Co? Zajmowałaś czas Lordowi Alessanowi, kiedy wszystkie panny na wydaniu…

— Spełniał swoje obowiązki wobec tych dziewczyn na placu do tańca. A nam — uśmiechnęła się szeroko — udało się utrzymać na nogach w tańcu z podrzutem!

— To dobrze, że Alessan doszedł już do siebie po śmierci tej szalonej dziewczyny, z którą się ożenił. Smutne to było! A przecież jego dziadek, ojciec Leefa… ale pewnie o tym wszystkim już słyszałaś. Mam zwyczaj pogawędzić chwilę z Alessanem, kiedy drużyny naziemne zgłaszają się z raportem. On zawsze ma przy sobie flaszkę bendeńskiego wina.