Выбрать главу

— Mieli ku temu powody. — I Moreta wszystko mu powiedziała.

Peterpar zamarł bez ruchu. Natychmiast jednak odzyskał zimną krew.

— Co ma być, to będzie. — I znów zaczął ostrzyć nóż.

— Z którego gospodarstwa pochodziły te biegusy, które otrzymaliśmy jako daninę? — zapytała Moreta i łyknęła klahu.

— Z Tilleku. — Na twarzy Peterpara odbiła się ulga. — Słyszałem w Iście, że biegusy z Keroonu na coś chorują. Czy o to właśnie chodzi?

Skinęła głową.

— Jak może wielki kot, pochodzący z Południowego Kontynentu, zarazić ludzi i zwierzęta?

— Mistrz Talpan stwierdził, że tak się właśnie stało. Ani ludzie, ani biegusy nie wykazują żadnej odporności na tę chorobę, którą przyniósł ten wielki kot.

Peterpar skrzywił się.

— A więc na to był chory ten biegus, który padł trupem w czasie wyścigów w Ruacie?

— Całkiem prawdopodobnie.

— Tillek nie otrzymuje biegusów rozpłodowych z Keroonu. Jak tylko skończę klah, sprawdzę nasze stada. — Schował nóż do kopyt do pochewki, zwinął pas do wecowania i wepchnął go do kieszeni tuniki. — Smoki na to nie zapadają?

— Mistrz Talpan uważa, że nie. Jednakże jeźdźcy mogą zachorować.

— My, mieszkańcy Weyrów, jesteśmy twardzi — powiedział z dumą Peterpar. — Będziemy teraz ostrożni. Sama zobaczysz. Niewielu z nas zapadnie na tę chorobę. Nie martw się teraz tym, Moreto. Przecież jutro Opad.

Moreta pomyślała, że pociecha przychodzi z najmniej spodziewanej strony. Ludzie Weyrów byli tacy odporni dlatego, że odżywiali się właściwie. Wielu chorobom można zapobiec, albo złagodzić ich skutki, dzięki odpowiedniej diecie. Jednym z jej najważniejszych obowiązków jako Władczyni Weyru było zmienianie diety z sezonu na sezon. Moreta rozejrzała się po jaskini, żeby zobaczyć, czy Nesso już wstała. Lepiej zawiadomić ją natychmiast; informacje tego rodzaju Nesso przekaże wszystkim z rozkoszą.

— Nesso, chciałam cię prosić, żebyś do gulaszu przez pewien czas dodawała ostre pory i białe bulwy.

Nesso w charakterystyczny dla siebie sposób pociągnęła z urazą nosem. — Właśnie zamierzałam to uczynić, a w porannych bułeczkach jest cytron. Gdybyś zjadła przynajmniej jedną, to byś sama wiedziała. Szczypta zapobiegliwości warta jest funta leczenia.

— Miałaś już takie plany? Więc słyszałaś o tej chorobie? Nesso znowu siąknęła nosem.

— Jak już obudzono mnie o pierwszym brzasku…

— Sh’gall ci powiedział?

— Nie, nie powiedział mi. Łaził dookoła paleniska i mówił sam do siebie, jakby go coś opętało, nie zważając na tych, którzy spali w pobliżu.

Moreta wiedziała bardzo dobrze, dlaczego Nesso zgłosiła się do dyżuru przy nocnym palenisku w noc Zgromadzenia. Ta wścibska kobieta uwielbiała przyłapywać ludzi wymykających się z Weyru i wślizgujących do niego; dawało jej to swego rodzaju poczucie władzy.

— Kto jeszcze o tym wie?

— Wszyscy, którym powiedziałaś, zanim przyszłaś do mnie. Rzuciła przez ramię ponure spojrzenie na Peterpara, który ciężkim krokiem wychodził z Jaskini.

— A co mówił Sh’gall? — Moreta znała skłonność Nesso do plotek i do przekręcania zasłyszanych wiadomości.

— Że na Pernie wybuchła epidemia i wszyscy umrą. — Nesso rzuciła Morecie pełne oburzenia spojrzenie. — Przecież to jakaś głupota.

— Tak stwierdził Mistrz Capiam.

— No, przynajmniej dobrze, że u nas jej nie ma! — Nesso machnęła chochlą, — Klon czuje się dobrze, śpi jak niemowlę chociaż obudzono go i przesłuchiwano. To gospodarze umierają od epidemii. — Nesso czuła pogardę dla wszystkich, którzy niebyli ściśle związani z Weyrami. — A czegóż innego można się spodziewać, jeśli upycha tyle ludzi na powierzchni, która by nawet na nie starczyła dla whera — stróża! — Całe oburzenie Nesso zniknęło, kiedy podniosła wzrok i zobaczyła wyraz twarzy Morety. — Ty mówisz na serio? — Oczy jej się rozszerzyły. — Myślałam, że Sh’gall wypił za dużo wina! Och! Przecież wszyscy byli albo w Iście, albo w Ruacie! — Nesso mogła kochać plotki, ale niebyła głupia i natychmiast pojęła grozę sytuacji. Otrząsnęła się, wzięła chochlę, wytarła ją ścierką i tak zamieszała owsiankę, że aż chlusnęła na rozpalony czarny kamień. — Jakie są objawy?

— Ból głowy, gorączka, dreszcze, suchy kaszel.

— To pojawiło się u K’lona.

— Jesteś pewna?

— Oczywiście, że jestem pewna. Jednakże K’lon czuje się już dobrze. Mieszkańcy Weyrów mają dobre zdrowie! — Zapewnienia Nesso, podobnie jak zapewnienia Peterpara, nieco pocieszyły Moretę. — Z K’lonem nikt się nie widział oprócz ciebie, kiedy do niego wczoraj zaglądałaś, i Berchara, który go leczył ale on już wtedy wracał do zdrowia. Wiesz, nie trzeba chyba od razu opowiadać wszystkim o tych objawach. Dziś rano i tak ludzie będą się uskarżali na ból głowy, gdyż ostatniej nocy zmogła ich epidemia wina. — Znów zamieszała owsiankę i odwróciła się do Morety. — Jak długo trwa rozwój choroby?

— Capiam mówi, że dwa do czterech dni.

— No to przynajmniej jeźdźcy będą mogli skupić się na jutrzejszym Opadzie.

— Ludziom zakazano gromadzenia się. Nie wolno do Weyru wpuszczać żadnych gości, ani nikogo wypuszczać. Powiedziałam to już jeźdźcowi wartownikowi.

— I tak mało prawdopodobne, żeby ktoś przyjechał, po wczorajszych Zgromadzeniach. W dodatku jest taka mgła, że nie widać drugiego skraju Niecki. Berchara znajdziesz w weyrze S’gora.

— Tak przypuszczałam. I nie przeszkadzajcie Sh’gallowi.

— Co? — Nesso uniosła brwi. — Czy on sobie wyobraża, że już zapadł na tę chorobę? Przecież jutro Opad Nici. Co mam powiedzieć przywódcom skrzydeł, jeżeli będą o niego pytali?

— Powiedz, żeby przyszli do mnie. On nie jest chory, ale woził wczoraj Mistrza Capiama i jest bardzo wyczerpany.

Tymi słowy Moreta pożegnała Nesso. Jak się Sh’gall wyśpi, przejdzie mu ten pierwszy atak paniki i jak zawsze będzie czekał z podnieceniem na Opad. Lubił przewodzić skrzydłom bojowym.

Kiedy Moreta wyszła z Niższej Jaskini, dostrzegła kłębiącą się mgłę.

„Orlith, czy skontaktujesz się z Malth i poprosisz, żeby podrzuciła mnie do jej weyru?” — Moreta zapytała w myślach swoją smoczycę.

„Sama przylecę” — odpowiedziała Orlith.

„Wiem, że przyleciałabyś, najmilsza, ale jesteś ciężka od jaj, a na dworze panuje gęsta mgła. Zresztą w ten sposób uprzedzę ich, że się do nich wybieram.”

„Malth zaraz przyleci.”

Coś w głosie Orlith nasunęło Morecie myśl, że Malth niezbyt chętnie posłuchała wezwania. Malth powinna wiedzieć, że Władczyni Weyru nie żądałaby tego bez powodu.

„Malth wie” — usłyszała natychmiast Orlith.

W tejże chwili z mgły wynurzyła się zielona smoczyca i usadowiła się tuż obok Morety.

„Wyraź jej moją wdzięczność, Orlith.”

„Zrobiłam to.”

Moreta przerzuciła nogę przez grzebień grzbietowy Malth. Zawsze czuła się nieswojo, kiedy dosiadała smoka o tyle mniejszego niż jej królowa. Nie ma obawy, zielona smoczyca, której jeździec, S’gor, był wysokim, zwalistym mężczyzną, uniesie ją bez trudu.

Malth odczekała z szacunkiem chwilę, chcąc mieć pewność, że Moreta się usadowiła, a potem lekko podskoczyła i dała nura w oślepiającą mgłę; zdezorientowało to Moretę, chociaż w pełni ufała Malth.