„Gdybyś siedziała na mnie, to byś się nie martwiła — powiedziała Orlith żałośnie. — Jeszcze nie jestem taka ociężała od tych jaj!”
„Wiem, najmilsza!”
Malth szybowała przez moment w szarym mroku, a potem wylądowała na półce przed weyrem.
— Dziękuje ci, Malth! — Moreta powiedziała to donośnym głosem, chcąc uprzedzić mieszkańców weyru. Zsiadła i ruszyła w kierunku blasku światła. Nie widziała nawet swoich stóp na półce skalnej. Obejrzała się na smoka, który jak gdyby wisiał w powietrzu. Oczy Malth zawirowały, dodając jej odwagi.
— Nie wchodź tutaj — zawołał S’gor, a jego postać zasłoniła światło.
— S’gorze, naprawdę nie mogę stać tutaj we mgle. Uprzedziłam was już dawno o moim przybyciu.
— To ta epidemia, Moreto, Berchar zachorował. Strasznie źle się czuje. Powiedział, żeby nie wpuszczać nikogo do weyru. Moreta zdecydowanie szła naprzód, S’gor cofnął się do alkowy sypialnej i stanął z rozpostartymi ramionami, zasłaniając wejście.
— Muszę z nim pomówić, S’gorze.
— Nie, Moreto. Nic ci to nie da. On majaczy. I mnie nie dotykaj. Prawdopodobnie też się zaraziłem… — S’gor odsunął się na bok, wolał ją wpuścić, żeby go tylko nie dotknęła. Usłyszeli bredzenie chorego w gorączce człowieka. — Sama widzisz.
Moreta odsunęła zasłonę oddzielającą część sypialną od weyru i stanęła na progu. Nawet w tym przyćmionym świetle widać było zmiany, jakich w Bercharze dokonała choroba. Rysy miał ściągnięte gorączką, skórę bladą i wilgotną. Moreta zobaczyła, że jego torba z lekami leży otwarta na stole, i podeszła do niej.
— Od jak dawna jest chory? — zapytała, biorąc jedną z butelek.
— Już wczoraj źle się czuł. Strasznie go bolała głowa, więc nie pojechaliśmy na żadne ze Zgromadzeń. — S’gor nerwowo przebierał palcami po buteleczkach. — Przy śniadaniu był jeszcze zupełnie zdrów. Wybieraliśmy się do Isty, żeby zobaczyć to zwierzę. Potem Berchar powiedział, że głowa mu pęka z bólu i musi się położyć.
— Zażył słodki korzeń na ból głowy?
— Wierzbowy salicyl — S’gor podniósł do góry buteleczkę z kryształkami.
— A potem słodki korzeń?
— Tak, ale nic mu nie pomogło. W południe był już cały rozpalony. Uparł się, żeby dać mu tojad. Kiedy zdziwiłem się, ofuknął mnie, żebym nie podawał w wątpliwość tego, co mówi uzdrowiciel. Dziś rano kazał naparzyć sobie pierzastej paproci, co zrobiłem, i powiedział mi, żebym dodał dziesięć kropli soku fellisowego.
Moreta nie okazała zdziwienia. Tojad na ból głowy i gorączkę? Pierzasta paproć i sok fellisowy, to co innego.
— Czy miał wysoką gorączkę?
— W każdym razie wiedział, co robi.
— Jestem pewna, że wiedział, S’gorze. On jest Mistrzem Uzdrowicielem, a Weyr Fort miał szczęście, że skierowano go do nas. Co jeszcze kazał ci zrobić?
— Kazał nie wpuszczać żadnych gości — Popatrzył z urazą na Moretę. Moreta nawet okiem nie mrugnęła i czekała, aż jeździec znowu się opanuje. — Mieliśmy mu podawać esencję z pierzastej paproci co dwie godziny, aż gorączka opadnie, i sok fellisowy co cztery godziny.
— Czy uważał, że zaraził się od K’lona?
— Berchar nigdy by ze mną nie mówił o swoich pacjentach!
— Szkoda, że tym razem tego nie zrobił. S’gor spojrzał na nią przerażony.
— Czy K’lon czuje się gorzej?
— Nie, śpi sobie spokojnie. Chciałabym zamienić kilka słów z Bercharem, kiedy mu opadnie gorączka, S’gorze. Nie omieszkaj mnie zawiadomić. To bardzo ważne. — Opuściła wzrok na chorego. Jeżeli K’lon zapadł na tę samą chorobę, którą Mistrz Capiam zdiagnozował jako epidemię, to czemu wyzdrowiał, skoro ludzie na południowo-wschodnim Pernie umierali? Czy mogło to wynikać z warunków życia w gospodarstwach i warowniach? Czy nadmierne zatłoczenie gospodarstw i wyjątkowo jak na tę porę roku ciepła pogoda sprzyjały rozszerzaniu się tej choroby? Zdała sobie sprawę, że jej milczenie przeraża S’gora. — Rób, co ci Berchar polecił. Dopilnuję, żeby ci więcej nie zakłócano spokoju. Każ Malth powiadomić Orlith, kiedy Berchar będzie mógł ze mną rozmawiać. I nie zapomnij podziękować Malth, że mnie tu przyniosła.
S’gor nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w dal, co wskazywało na to, że rozmawia ze swoim smokiem. Uśmiechnął się, patrząc na Moretę.
— Malth mówi, że zrobiła to z miłą chęcią, a teraz zabierze cię na dół.
Opadanie przez gęstą mgłę do Niecki robiło niesamowite wrażenie.
„Malth nie ośmieliłaby się upuścić swojej Władczyni Weyru” — powiedziała zdecydowanie Orlith.
„Szczerze wierzę, ale jest taka mgła, że nic nie mogę dostrzec.” Zielona smoczyca zgrabnie wyhamowała skrzydłami i wylądowała z Moreta w tym samym miejscu przy Niższych Jaskiniach, skąd wystartowała. Kiedy Malth wracała do swojego weyru, mgła zafalowała wielką spiralą.
„Użył pierzastej paproci, żeby obniżyć gorączkę — myślała Moreta. — Tojad na uspokojenie serca? Aż taka wysoka gorączka? I sok fellisowy na bóle. Sh’gall nic nie mówił, żeby Capiam wspominał coś o bólach.” Żałowała, że nie miała okazji porozmawiać z Bercharem. Może powinna sprawdzić, czy nie obudził się K’lon?
„Śpi — powiedziała Orlith. — I ty powinnaś się trochę przespać.”
Teraz, kiedy opadło podniecenie wywołane zaskakującą wiadomością, przyniesioną przez Sh’galla, Moreta poczuła ogromne znużenie. Poranna mgła tak zgęstniała, że można się zgubić, próbując znaleźć infirmerię.
„Mnie zawsze znajdziesz — zapewniła ją Orlith. — Skręć troszkę na lewo, a potem kieruj się prosto na mnie. Doprowadzę cię bezpiecznie z powrotem do weyru.”
— Prześpię się tylko parę godzin — powiedziała Moreta. Zrobiła wszystko, co było w jej mocy, a lekarstwa sprawdzi, zanim pójdzie na górę do weyru. Skręciła w lewo.
„A teraz idź prosto” — doradziła jej Orlith.
Nie było to takie łatwe do wykonania. Po kilku krokach straciła już nawet z oczu jaskrawożółte światło z Niższych Jaskiń; kierując się wskazówkami Orlith ufnie szła dalej, a mgła wirowała z tyłu i rozstępowała się przed nią za każdym krokiem.
K’lon wyzdrowiał. Jeżeli nawet gospodarze umierali, K’lon, smoczy jeździec, wyzdrowiał. Sh’gall był bardzo zmęczony, i może nie wszystko właściwie zrozumiał. S’peren mówił coś o chorobie. Jutro ma być Opad Nici, a ona tak się świetnie bawiła, tylko że ten biegus padł martwy.
„Nie zamartwiaj się — poradziła jej Orlith. — Zrobiłaś wszystko, co w twojej mocy. Nikomu więcej nie możesz o tym powiedzieć, zanim się ludzie obudzą. Na pewno coś będzie w kronikach. Leri to znajdzie.”
— To ta mgła tak mnie przygnębia. Czuję się, jak gdybym już od dawna szła donikąd.
„Już jesteś blisko mnie. Jesteś niemal na schodach. ” Moreta natrafiła stopą o najniższy stopień. Z tyłu napływały kłęby mgły. Wymacała ścianę, a potem framugę drzwi do magazynu. Zamek w drzwiach był tak stary, że Moreta nieraz zastanawiała się, po co się go w ogóle używa. Gdy skończy się to Przejście, porozmawia z którymś z mistrzów kowalskich. Pchnęła masywne drzwi i z rozkoszą poczuła uspokajający zapach ziół. Kiedy weszła w głąb pokoju, zaczęła rozróżniać delikatniejsze aromaty i wonie. Nie musiała zapalać światła; wiedziała, gdzie są przechowywane środki przeciwgorączkowe. Tego, co zapełniało półki oraz wiązek pierzastej paproci, suszących się na stelażach, powinno wystarczyć gdyby nawet wszyscy w weyrze zapadli na tę chorobę. Usłyszała szmer pełzających węży tunelowych. Te szkodniki miały swoje własne ścieżki przez skały. Musi kazać Nesso, żeby położyła więcej trucizny. Tojad stał na prawo: kwadratowy, szklany pojemnik, pełen sproszkowanego korzenia. Mieli mnóstwo wierzbowego salicylu i cztery duże słoje soku fellisowego. Sh’gall wspominał coś o kaszlu. Moreta znalazła podbiał, żywokost, hizop, tymianek, macierzankę, ogórecznik. Aż nadto wystarczy. W czasie Przeprawy starożytni zabrali ze sobą wszystkie lecznicze zioła i drzewa. Przecież chyba znajdzie się jakiś odpowiedni lek, żeby zaradzić tej nowej chorobie.