Выбрать главу

— Dzień dobry, Tolocampie — powiedział Alessan, nie siląc się na kurtuazję i z trudem opanowując gniew. Starszy Lord wtrącał się w nie swoje sprawy, nawet jeżeli miał jak najlepsze intencje. Co się tu dzieje, Normanie?

Usiłował odciągnąć Normana na bok, ale nie tak łatwo było pozbyć się Tolocampa.

— To może być bardzo poważna sprawa, Alessanie — powiedział zatroskany Tolocamp.

— Wybacz, ale o tym ja zdecyduję. — Alessan odezwał się tak ostro, że Tolocamp popatrzył na niego ze zdumieniem. Alessan skorzystał z tej okazji i odszedł z Normanem na bok.

— Cztery biegusy Vandera padły — powiedział Norman cichym głosem — a następny zdycha. Dziewiętnaścioro sąsiadujących z nimi zwierząt poci się i kaszle, aż przykro słuchać.

— Czy odizolowałeś je od zdrowych?

— Kazałem ludziom zabrać się za to, jak tylko się rozjaśniło, Lordzie Alessanie.

— Pani Oma mówiła, że Yander jest chory, a także dwóch jego ludzi.

— Tak, panie. Wezwałem poprzedniej nocy Mistrza Uzdrowiciela Scanda, żeby się nimi zajął. Najpierw myślałem, że Vandera wytrąciła tak z równowagi strata tego biegusa, ale gorączkuje też dwóch jego ludzi. A teraz Helly skarży się na piekielny ból głowy. Helly nie pije, i nie może być to efekt ostatniej nocy.

— Yandera bolała głowa?

— Nie wiem, Lordzie Alessanie. — Norman ciężko westchnął i ręką potarł czoło.

— Tak, oczywiście, musiałeś się zająć tyloma rzeczami, a wyścigi naprawdę udały się świetnie.

— Cieszę się, że tak uważasz, ale… — Normana zainteresowało coś na drodze i zwrócił uwagę Alessana na wyjeżdżający właśnie wóz. Do tyłu wozu uwiązane były cztery biegusy. — Martwię się tym, że Kulan wyjeżdża.

Kiedy tak patrzyli w tamtą stronę, jeden z biegusów gwałtownie zaczął kaszleć.

— Powiedziałem Kulanowi, że nie powinien podróżować z tym biegusem, ale on nie chce mnie słuchać.

— Ilu ich wyjechało dziś rano? — Alessan poważnie się zaniepokoił. Orka jest dopiero na półmetku. Jeżeli po obszarze Warowni rozniesie się ten kaszel…

— Kilkunastu, głównie ci, którzy podróżowali na wozach. Ich zwierzęta nie miały wyznaczonych pastwisk w pobliżu zwierząt wyścigowych. Wiem jednak, że jedno zwierzę Kulana jest chore.

— Porozmawiam z nim. A ty dowiedz się, ilu ich wyruszyło do domu. Powiedz paru gospodarzom, żeby się tu do mnie zgłosili jako gońcy. Odszukamy tych naszych gości, którzy nas opuścili. Żadnemu zwierzęciu nie wolno opuścić Warowni, aż dowiemy się co powoduje ten kaszel.

— A co z ludźmi?

— Nie wolno również wyjeżdżać ludziom. Muszę jeszcze porozmawiać z Mistrzem Scandem o Yanderze.

Kulan nie był zadowolony, że go zatrzymano. Zapewniał, że ten zwierzak kaszle z powodu kurzu i zmiany trawy. Nic mu nie będzie. Kulan zaczynał się denerwować. Miał przed sobą trzy dni ciężkiej drogi. Zostawił zarządzanie gospodarstwem drugiemu co do starszeństwa synowi i miał wątpliwości, jak on sobie z tym poradzi. Alessan stanowczo zwrócił Kulanowi uwagę, że nie chciałby chyba sprowadzić do domu zarażonego zwierzęcia i wpuścić go między zdrowe. Lepiej będzie spóźnić się o jeden dzień, żeby przekonać się, co to za dolegliwość.

Tolocamp, który przyszedł tu za Alessanem i usłyszał koniec tej dyskusji. Na twarzy starszego Lorda odmalował się wyraźny niepokój, ale milczał, dopóki Kulan i jego ludzie nie zawrócili na pola Zgromadzenia.

— Czy takie drastyczne środki są konieczne? Chodzi mi o to, że ci ludzie muszą wrócić do swoich gospodarstw, podobnie jak ja muszę wrócić do siebie…

— To tylko niewielkie opóźnienie, Tolocampie, musimy zobaczyć, jak zwierzęta będą się czuły. Przecież chyba ty i twoje panie będziecie zadowoleni z dłuższej wizyty?

Tolocamp zamrugał oczami, zaskoczony nieprzejednaniem Alessana.

— One mogą zostać, jeżeli sobie tego życzą, ale ja właśnie miałem cię prosić, żebyś postarał się o transport dla mnie.

Jak sam powiedziałeś kilka minut temu, Tolocampie, może to być poważna sprawa. To jest poważna sprawa. Nie wolno dopuścić, żeby ta choroba rozszerzyła się wśród biegusów. Oczywiście, może się okazać, że zapadają na nią tylko biegusy wyścigowe, ale czułbym się nie w porządku, gdybym nie podjął działań zapobiegawczych, zanim ta infekcja zdoła się rozprzestrzenić na większy obszar. — Alessan widział, jak Tolocamp rozważa korzyści płynące z dłuższego pobytu. — Kulan jest moim człowiekiem, ale byłoby bardzo uprzejmie z twojej strony, gdybyś porozmawiał z ludźmi z twojej Warowni, którzy świętowali razem z nami. Nie chcę wywoływać popłochu, ale w boksach cztery biegusy wyścigowe padły, a następne kaszlą…

— No cóż…

— Dziękuję ci, Tolocampie. Wiedziałem, że mogę liczyć na twoją współpracę.

Alessan szybko oddalił się, zanim Tolocamp zdobył się na sprzeciw. Skierował się do kuchni, gdzie znużona służba przygotowywała wielkie dzbany klahu i tace owoców i ciast. Oczywiście nad tym wszystkim czuwała Oklina. Sądząc po zmęczeniu na jej twarzy, w ogóle nie spała.

— Oklino, mamy kłopoty — powiedział jej cicho. — Choroba na terenach wyścigów. Powiedz pani Omie, że dopóki nie upewnię się, co to jest i jak to leczyć, nikomu nie wolno opuszczać Warowni. Przyda się jej siła perswazji i gościnność.

Oczy Okliny rozszerzyły się z przerażenia, ale opanowała się i stanowczym tonem przywołała do porządku jednego z posługaczy za to, że rozlał klah.

— Gdzie jest nasz brat, Makfar? — zapytał Alessan. — Śpi na górze?

— Nie ma go. Wyjechał dwie godziny temu.

Alessan potarł twarz. Dwa biegusy Makfara brały udział w wyścigu.

— Po rozmowie z matką wyślij za nimi gońca. Na ile znam sposób podróżowania Makfara, nie ujechali daleko. Powiedz mu…

— Że pilnie potrzebujesz jego rady. — Oklina szeroko się uśmiechnęła.

— Otóż to. — Poklepał ją czule po ramieniu. — I poinformuj naszych pozostałych braci, że trzeba podjąć środki ostrożności w samej Warowni.

Zanim Alessan wrócił na dziedziniec, przybył Norman z kilkoma ruathańskimi gospodarzami. Alessan kazał im uzbroić się w krótkie miecze i udać się parami na główne drogi, gdzie mają zawracać podróżnych pod byle pretekstem. Nakazano im użyć siły, gdyby zawiodły argumenty. Zgłosili się też jego bracia, niezbyt zadowoleni z zaistniałej sytuacji. Alessan wysłał ich po broń i kazał, jeżeli będzie trzeba, pilnować razem z gońcami, żeby nikt więcej nie opuścił Warowni. Właśnie w tym momencie pośpiesznie wyszedł z Warowni Lord Tolocamp.

— Alessanie, wcale nie jestem taki pewien, czy konieczne jest to całe zamieszanie…

Z Warowni Nad Rzeką dał się słyszeć odgłos bębnów sygnalizacyjnych, ich dudnienie odbijało się echem z południa. Wiadomość, zapowiedziana jako szczególnie pilna, nadawana była przez uzdrowiciela. Bębny były dobrym sposobem porozumiewania się, ale nie dawało się zachować żadnej tajemnicy.

„Epidemia — grzmiały bębny — rozszerza się gwałtownie na cały kontynent od Igenu, Keroonu, Telgaru, Isty. Bardzo zaraźliwa. Dwa do czterech dni inkubacji. Bóle głowy. Gorączka. Kaszel. Zapobiegać wtórnym infekcjom. Wysoka śmiertelność. Leczyć objawowo. Biegusy wysoce podatne. Powtarzam ostrzeżenie o epidemii. Wszelkie podróże zakazane. Odradza się spotkania. Capiam.”

Końcowy grzmot nakazywał przekazanie wiadomości dalej.

— Przecież nikt tu nie zachorował poza paroma biegusami. A one nie były ani w Igenie, ani w Keroonie, ani nigdzie! Tolocamp spojrzał spode łba na Alessana, jak gdyby to on spowodował ten alarm.