— Po prawdzie, nie miałem czasu, żeby o nim pomyśleć. Norman jak i inni amatorzy wyścigów, lekceważąco odnosił się do takich spokojnych bydlątek. Usłyszałem od harfiarza, że bębny mówiły tylko o biegusach.
— No cóż, będziemy musieli zarżnąć bydło, żeby wykarmić naszych niespodziewanych gości. Nie zostało mi po Zgromadzeniu wystarczająco dużo świeżego mięsa.
— Lordzie Alessanie, czy Dag… — zaczął Norman i machnął ręką w kierunku urwiska i wielkich szczelin, gdzie zwykle chroniły się zwierzęta Warowni podczas Opadu Nici.
Alessan czujnie spojrzał na Normana.
— To ty o tym wiedziałeś?
— Tak, panie, wiedziałem — odpowiedział lojalnie Norman. Dag i ja martwiliśmy się, że ten kaszel się szerzy. Nie chcieliśmy ci przerywać tańców, ale ponieważ rasowe zwierzęta nie miały kontaktu z tymi… Popatrz na to!
— Na Skorupy!
Zobaczyli, jak pod biegusem, prowadzącym zaprzężoną do wozu czwórkę, ugięły się nogi i padł, pociągając swojego towarzysza.
— W porządku, Normanie. Zorganizuj ludzi, żeby zajęli się padłymi zwierzętami. Palcie je tam. — Alessan wskazał na zagłębienie na dalekich polach, którego nie było widać z dziedzińca i które znajdowało się po zawietrznej. — Pamiętaj, że ludziom trzeba będzie powetować straty.
— Nie mam nikogo, kto by to notował.
— Przyślę ci jednego z uczniów. Chcę także wiedzieć, ilu ludzi zostało tu na noc.
— Została większość trenerów i trochę takich zapaleńców, jak stary Runel i jego dwaj przyjaciele. Niektórzy z hodowców plątali się to tu, to tam, ale kiedy domyśliłeś się, żeby przysłać tu kilka antałków, przestały ich interesować tańce.
— Żałuję, że nie wiemy więcej o tej chorobie. „Leczenie objawowe”, tak mówiły bębny. — Alessan obejrzał się na szereg kaszlących zwierząt.
— A wiec damy im tymianek, pierzastą paproć i pokrzywy. Może otrzymamy jakąś wiadomość od Mistrza Hodowcy. Może już tu zmierza. — Norman z nadzieją spojrzał w kierunku wschodnim.
„Ze wschodu rzadko można otrzymać pomoc” — pomyślał Alessan, ale uspokajająco klepnął Normana po ramieniu.
— Zrób, co tylko będziesz mógł!
— Możesz na mnie liczyć, Lordzie Alessanie.
Cicho wypowiedziane przez Normana zapewnienie podniosło Alessana na duchu i ruszył na skróty przez rżysko do warowni. Zaledwie wczoraj zatrzymali się z Moretą na tym wzniesieniu, żeby popatrzeć na wyścigi. A ona dotykała tego umierającego biegusa Vandera! Weyr pewnie otrzymał komunikat wcześniej niż Ruatha. Moretą na pewno zna już konsekwencje swojego uczynku. Prawdopodobnie też lepiej od niego wie, jak ustrzec się przed tą chorobą.
Podobnie jak wszyscy w Ruacie, Alessan widywał już przedtem Władczynię Weyru. Odkąd zajęła tę najwyższą pozycję w Weyrze, bywała na spotkaniach w Warowni, ale on zawsze trzymał się od nich z daleka. Uważał, że jest chłodna i całkowicie zaabsorbowana sprawami Weyru. Odkrycie, że jest równie namiętną wielbicielką wyścigów jak on sam, sprawiło mu niespodziewaną radość. Wieczorem pani Oma zganiła go, że zajmuje Morecie tyle czasu. Alessan doskonale wiedział, że chodziło jej raczej o to, że on sam nie wykorzystuje do maksimum możliwości poznawania nowych panien na wydaniu. Zdając sobie sprawę, że musi zapewnić ciągłość swojemu rodowi, usiłował okazywać im zainteresowanie, aż nagle zauważył, że Moretą przemyka za podium harfiarzy. Miał już po uszy jąkających się, nieśmiałych panienek. Wywiązał się ze swego obowiązku jako Lord Warowni i postanowi też się zabawić na swoim pierwszym Zgromadzeniu. W towarzystwie Morety. I zabawił się. Alessana wychowano tak, że oczekiwał zarówno sprawiedliwej nagrody, jak i sprawiedliwej kary. Przez moment przemknęła mu przez głowę myśl, że dzisiejsze nieszczęście rekompensuje wczorajszą przyjemność, ale szybko odrzucił tę myśl jako dziecinadę.
Zapoznał się już z sytuacją na terenach wyścigów i uznał, że następną pod względem wagi sprawą jest przesłanie wiadomości do oczekujących na powrót uczestników Zgromadzenia gospodarstw, nie objętych siecią bębnów. W innym razie zaniepokojeni ludzie zaczną się schodzić do Warowni. Następnie będzie musiał dowiedzieć się, kto jeszcze sprowadzał zwierzęta z Keroonu, tak jak Yander, czy te zwierzęta były na polach czy w gospodarstwach, i kazać je zniszczyć. Będzie musiał również wymyślić, jak radzić sobie z buntownikami. W jedynej niewielkiej celi Warowni można było zamknąć małego chłopca, takiego jak Fergal, ale nie agresywnego gospodarza.
Na drodze Alessanowi stanął Tolocamp, który doglądał właśnie rozbijania namiotu pod murem.
— Lordzie Alessanie — powiedział sztywno, oficjalnie z zaciśniętymi szczekami. — Chociaż zdaję sobie sprawę, że ta kwarantanna dotyczy i mnie, muszę powrócić do Warowni Fort. Zamknę się w odosobnieniu w moim apartamencie, nie będę kontaktował się z nikim. Pomyśl, jakie wrzenie wywoła moja nieobecność w Warowni Fort.
— Milordzie Tolocamp, zawsze odnosiłem wrażenie, że twoi synowie zostali wspaniale wyszkoleni, żeby w razie konieczności przejąć wszelkie obowiązki Warowni i wykonać je bez zarzutu.
— I tak jest. — Tolocamp wyprężył się jeszcze bardziej. Wyjeżdżając na twoje Zgromadzenie, przekazałem ster władzy Campiamowi. Żeby nabrał doświadczenia obejmując przywództwo…
— Świetnie. Ta kwarantanna powinna dać mu niezrównaną szansę.
— Mój drogi Alessanie, ta krytyczna sytuacja przerasta również i jego doświadczenie.
Alessan zaciął zęby zastanawiając się, czy nie za nisko oceniał spostrzegawczość Tolocampa.
— Lordzie Tolocampie, czy pozwoliłbyś, żeby ktokolwiek nie podporządkował się rozkazom Mistrza Cechu?
— Nie, oczywiście, że nie. Jednakże w tych niezwykłych okolicznościach…
— No właśnie. Twój syn nie musi borykać się z gośćmi Zgromadzenia. — Widać stąd było, jak dwaj bracia Alessana z obnażonymi mieczami zaganiają jakąś grupę z powrotem. Campena w tej krytycznej sytuacji pouczy zarówno Siedziba Uzdrowicieli, jak Mistrz Harfiarz. — Alessan powściągnął rozdrażnienie. Nie może sobie zrazić Tolocampa. Będzie potrzebował jego poparcia w stosunku do niektórych starszych ludzi w swojej Warowni, którzy nie przywykli jeszcze do otrzymywania rozkazów od kogoś tak młodego i niewprawnego w zarządzaniu Warownią. — Jak przekazały nam bębny, dwa do czterech dni inkubacji. Spędziłeś tu już jeden dzień — perswadował, rzucając okiem na wysokie o południu słońce. — Jeszcze jeden dzień i jeżeli nie będziesz odczuwał żadnych dolegliwości, dyskretnie powrócisz do Warowni Fort. Tymczasem powinieneś dawać innym przykład.
— Dobrze. — Wyraz twarzy Tolocampa złagodniał — To prawda, że okazałbym całkowity brak karności, gdybym teraz wyłamał się z kwarantanny. Ten wybuch choroby ograniczy się prawdopodobnie do terenów wyścigowych. Nigdy nie byłem amatorem sportu. — Lekceważąco machnął ręką na jedną z głównych namiętności Pernu. Alessan nie zdążył zareagować, ponieważ grupa jakichś mężczyzn skierowała się właśnie w stronę obydwu Lordów Warowni; twarze mieli zacięte, złe.
— Lordzie Alessanie…
— Słucham cię, Turvine — odpowiedział Alessan hodowcy zbóż z południowo-wschodniego zakątka Ruathy, któremu towarzyszyli pasterze.
— W pobliżu naszych domów nie ma bębnów, a w domu czekają na nas. Nie chciałbym postępować wbrew radom Uzdrowiciela, ale trzeba też wziąć pod uwagę inne okoliczności. Nie możemy się tu zatrzymać…