Выбрать главу

Na całe szczęście bębny wreszcie umilkły, ale ani jego głowa, ani serce nie zareagowały na to. Capiam przetoczył się na bok, usiłując usiąść. Musi poszukać jakiegoś lekarstwa, żeby uśmierzyć ten ból głowy. Zwiesił nogi nad podłogą, podparł się i podniósł.

Kiedy udało mu się usiąść prosto, aż jęknął z dotkliwego bólu. Skierował się chwiejnym krokiem do swojej szafki. Głowa bolała go coraz bardziej.

Sok fellisowy. Kilka kropli. To mu pomoże. Nigdy go nie zawiódł. Odmierzył dawkę, zamrugał oczyma, żeby rozkleić powieki, nalał wody do kubka i przełknął miksturę. Zataczając się wrócił do łóżka, niezdolny utrzymać się w pionie. Zdyszał się od tego niewielkiego wysiłku, serce biło mu jak oszalałe i oblewał się potem!

Miał już za sobą zbyt wiele bezsennych nocy i wypełnionych napiętą pracą dni, żeby to im przypisywać winę za ten stan rzeczy. Jęknął znowu. Przecież on nie ma czasu, żeby chorować. Nie powinien był złapać tej przeklętej choroby. Uzdrowiciele nie poddawali się żadnym dolegliwościom. Poza tym tak bardzo przestrzegał tego, żeby zawsze, po zbadaniu każdego pacjenta, dokładnie umyć się w roztworze czerwonego ziela.

Czemu sok fellisowy nie działa? Głowa bolała go tak, że nie był w stanie myśleć. Musi się jednak skoncentrować. Tyle było do zrobienia. Musi uporządkować swoje notatki, przeanalizować przebieg choroby, żeby zapobiec takim komplikacjom jak zapalenie płuc i choroby układu oddechowego. Jak miał jednak pracować, skoro oczy mu się same zamykały? Wyrzekając na niesprawiedliwość losu, przycisnął dłonie do skroni, a następnie do swojego gorącego, wilgotnego czoła. Na Skorupy! Jest rozpalony od gorączki.

Uświadomił sobie, że ktoś jest w pokoju, zanim jeszcze usłyszał cichy szmer przy drzwiach.

— Nie podchodź do mnie — powiedział z naciskiem, podnosząc gwałtownie rękę; od tego nieostrożnego ruchu ból głowy ponownie przybrał na sile i Capiam aż jęknął.

— Nie podejdę.

— Desdra! — Odetchnął z ulgą.

— Postawiłam ucznia przy drzwiach, żeby nasłuchiwał, czy się nie obudziłeś. — Jej słowa działały kojąco. — I ty dostałeś tej gorączki?

— Wiesz, jest w tym jakaś sprawiedliwość. — Capiama rzadko opuszczało poczucie humoru.

— Byłoby tak, gdyby nie to, że jesteś najbardziej poszukiwanym człowiekiem na Pernie.

— Ta kwarantanna nie została przyjęta z entuzjazmem?

— Można by tak powiedzieć. Wieża bębnów przeżywa stan oblężenia. Fortine jak dotąd radzi sobie jakoś.

— W plecaku są moje notatki. Daj je Fortine’owi. Jest dużo lepszy w systematyzowaniu niż w diagnozowaniu. Będzie miał wszystko, czego dowiedziałem się o tej epidemii.

Desdra lekkim krokiem przeszła przez pokój i wyjęła z plecaka notatnik Uzdrowiciela. Otwarła go szybkim ruchem.

— Niewiele tego.

— Nie, ale wkrótce będę już dużo lepiej rozumiał tę chorobę.

— Nie ma to jak osobiste doświadczenie. Czego ci trzeba?

— Niczego! Może wody, jakiegoś soku…

— Nie mamy żadnych dostaw przez tę kwarantannę…

— No to wystarczy woda. Nikomu nie wolno wchodzić do tego pokoju, ty też nie przekraczaj progu. Jeżeli o coś poproszę, macie mi to zostawiać na stole.

— Chcę tu przy tobie posiedzieć. Capiam pokręcił głową.

— Nie. Wolałbym zostać sam.

— No to cierp w milczeniu.

— Nie drwij, kobieto. Ta choroba jest niesłychanie zaraźliwa. Czy ktoś w Cechu albo w Warowni zapadł na nią?

— Jeszcze pół godziny temu nie.

— Jaka jest teraz pora dnia? — Capiam nie był w stanie dojrzeć zegara.

— Późne popołudnie.

— Każdego, kto był na jednym z tych Zgromadzeń i przyjedzie tutaj…

— Czego zabrania komunikat, który rozesłałeś za pomocą bębnów…

— Jakiś mądrala na pewno uzna, że wie lepiej… Każdego, kto tu przyjedzie, trzeba odizolować na cztery dni. Wydaje mi się, że okres inkubacji trwa dwa dni, sądząc po doniesieniach…

— I po twojej zacnej osobie…

— Doświadczenie to dobry nauczyciel. Nie wiem jeszcze, jak długo człowiek przekazuje zarazki. Dlatego też musimy być w dwójnasób ostrożni. Będę notował objawy i postępy mojej choroby na wypadek, gdyby…

— No, no, ależ dramatyzujemy.

— Zawsze utrzymywałaś, że umrę na coś, czego nie będę umiał wyleczyć.

— Nie mów tak, Capiamie! — W głosie Desdry dało się słyszeć więcej gniewu niż łęku. — Uczniowie i czeladnicy Mistrza Fortine’a siedzą nad kronikami dzień i noc.

— Wiem. Słyszałem wczoraj w nocy, jak chrapali.

— Mistrz Fortine domyślił się tego, gdy nikt nie umiał mu powiedzieć, kiedy wróciłeś. Niestety sam Mistrz Fortine mógł dopiero teraz udać się na spoczynek. Później będzie chciał się z tobą zobaczyć.

— Ma tu nie wchodzić.

— Bez wątpienia będzie wolał trzymać się z daleka. Czemu ten sok fellisowy nie działał? Serce tłukło się jak oszalałe.

— Bądź tak dobra, Desdro, i powiedz Fortine’owi, że słodki korzeń w ogóle nie działa i nie przynosi żadnej ulgi. Wydaje mi się nawet, że ma odwrotne działanie. Właśnie to lekarstwo stosowano w pierwszym stadium choroby w Igenie i Keroonie. Powiedz Fortine’owi, żeby próbował obniżać gorączkę za pomocą pierzastej paproci. Powiedz, żeby wypróbował też inne środki na obniżenie gorączki.

— Co? Wszystkie na tym samym biednym pacjencie?

— Będzie miał dość pacjentów, żeby wypróbować różne środki. Idź, Desdro. W głowie mi huczy, jak w wieży bębnów.

Desdra była tak okrutna, że cicho zachichotała. A może zdawało jej się, że w ten sposób okazuje mu współczucie? Nigdy nie było wiadomo, jakiej reakcji spodziewać się po Desdrze. Na tym częściowo polegał jej urok, ale nie pomoże jej to w otrzymaniu stopnia mistrzowskiego. Miała zwyczaj mówić co myśli, a uzdrowiciel niekiedy powinien przemawiać dyplomatycznie i kojąco. Bez wątpienia Capiamowi nie przyniosła ukojenia. Jednakże odczuł ulgę na myśl, że to ona się nim zajmuje.

Leżał bezwładnie, starając się jak najlżej opierać głowę na poduszce, która chyba zamieniła się w kamień. Siłą woli próbował stłumić ból, zmusić sok fellisowy, by udzielił mu swej znieczulającej magii. Serce mu waliło. Wielu pacjentów wspominało o nieregularnym biciu serca. Nie miał pojęcia, że ten objaw będzie aż taki dotkliwy. Miał nadzieję, że serce uspokoi się trochę, kiedy zacznie działać sok fellisowy.

Leżał, jak mu się zdawało, przez bardzo długi czas i chociaż ból pod czaszką znacznie zelżał, palpitacje nie ustawały. Gdyby tylko serce zaczęło mu bić normalnie, może udałoby mu się zasnąć. Czuł się śmiertelnie znużony, gdyż tamten przepełniony koszmarami sen nie dał mu wytchnienia. Zastanawiał się, które zioła mogłyby tu pomóc: głóg, miłek, naparstnica, wrotycz, tojad? Zdecydował się na ten ostatni, to był stary, godny zaufania korzeń.

Z ogromnym wysiłkiem i zduszonym jękiem podniósł się z łóżka. Powstrzymywał jęk, ponieważ nie chciał, żeby jakiś uczeń był świadkiem jego słabości. Wystarczy, że Mistrz Uzdrowiciel nikczemnie poddał się chorobie; nie ma co rozgłaszać ponurych szczegółów jego cierpienia.

Powinny wystarczyć dwie krople. To był silny lek i zawsze trzeba go było stosować z rozwagą. Pamiętał, żeby wziąć arkusz pergaminu, atrament i pióro. Zabrał to wszystko do łóżka, przy którym ustawił sobie stołek w charakterze biurka. Serce mu ciągle waliło. Capiam starannie odnotował dzień i godzinę.