Выбрать главу

Starał się oddychać równomiernie i zmusić serce, żeby biło wolniej. W pewnym momencie zmorzył go sen.

— Holth się denerwuje. On się złości i Leri też. — Zatroskany glos Orlith wyrwał Moretę z głębokiego snu.

— Czemu nie zostawi zarządzania Weyrem mnie?

— On mówi, że Leri jest za stara, żeby latać, a ta zaraza zabija najpierw starych.

— Żeby go szlag trafił! Ta epidemia całkiem mu zamąciła rozum!

Ubrała się szybko i skrzywiła się, wsuwając stopy w wilgotne buty.

— Leri twierdzi, że musi rozmawiać z załogami naziemnymi, zwłaszcza w takim czasie jak teraz, żeby dowiedzieć się, kto choruje, i żeby przekazać wieści. Mówi, że może to zrobić, nie dotykając nikogo.

— Pewnie, że może. — Leri nie miała zwyczaju zsiadać ze smoka, żeby przyjmować raporty od drużyn naziemnych. Nie była wysoka i wolała pozostawać na grzbiecie królowej.

Morela pognała przez gęstą mgłę pod górę po schodach. Pomruki Holth słychać było już przy wejściu do weyru. Na gniewny głos Sh’galla jeszcze przyspieszyła.

— Jak śmiesz wtrącać się do skrzydła królowych? — zapytała, wpadając do środka.

Sh’gall odwrócił się gwałtownie, podniósł obie ręce, żeby nie dopuścić jej do siebie, i cofnął się. Holth mrugała oczami ze zdenerwowania i kiwała z boku na bok głową nad Leri.

— Jak śmiesz denerwować Holth i Leri? — krzyczała Moreta.

— Nie jestem jeszcze taką zgrzybiałą staruchą, żebym miała sobie nie poradzić z rozhisteryzowanym spiżowym jeźdźcem! — odparła Leri, a oczy jej rzucały gromy.

— Wy, królowe, zawsze trzymacie się razem — odkrzyknął Sh’gall — wbrew wszelkiemu rozsądkowi i logice!

Holth zaryczała, a w weyrze zatrąbiła Orlith; chwilę potem cała mgła rozdzwoniła się od pytającego nawoływania smoków.

— Uspokój się, Sh’gallu! — Niepotrzebny jest nam w Weyrze cały ten harmider! — Leri odezwała się napiętym, ale opanowanym głosem i spojrzała Sh’gallowi w oczy. Chociaż ustąpiła ze stanowiska najwyższej Władczyni Weyru, to zajmowała je przez wiele Obrotów i wciąż miała niepodważalny autorytet. Kiedy Sh’gall odwrócił wzrok, Leri spojrzała surowo na Moretę. Moreta odezwała się uspokajająco do Orlith i zgiełk na zewnątrz weyru ucichł. Holth przestała ze zdenerwowania wymachiwać głową.

Leri złożyła ręce na nieporęcznej kronice, którą usiłowała utrzymać na podołku.

— Wspaniały moment, żeby się kłócić o drobiazgi. Weyrowi bardziej niż kiedykolwiek potrzebne jest teraz jednolite przywództwo — musimy uporać się z podwójnym zagrożeniem. Tak więc pozwól, Sh’gallu, że poinformuję cię o kilku sprawach, o których zdajesz się nie pamiętać w swojej godnej najwyższej pochwały trosce o ochronę Weyru przed tą Capiamową zarazą. Na wczorajszych Zgromadzeniach większość jeźdźców zetknęło się z tą zarazą. A najbardziej prawdopodobnym nosicielem jesteś ty sam, ponieważ byłeś w infirmerii w Południowym Bollu, jak również w Iście, gdzie oglądałeś to biedne zwierzę.

— Wcale nie wchodziłem do infirmerii i nie dotykałem tego kota. Umyłem się dokładnie w Lodowym Jeziorze, zanim wróciłem do Weyru.

— Ach, to dlatego tak powoli myślisz — fatalna sprawa, że najpierw ci odtajał język! — Chwileczkę, Przywódco Weyru! — Władczy ton Leri powstrzymał spiżowego jeźdźca od wygłoszenia repliki — Kiedy spałaś, Moreto, ja pracowałam. — Uniosła z trudem ciężką kronikę. — Każdy jeździec stojący na warcie wie, że ma nikogo nie wpuszczać do Weyru, chociaż jest mało prawdopodobne, żeby ktoś chciał latać w tej mgle, po dwóch Zgromadzeniach. Wieże bębnów w Warowni Fort grzmiały przez cały dzień. Peterpar sprawdził, czy wśród stad nie ma jakichś oznak choroby, co jest mało prawdopodobne, bo ostatnia partia przybyła z Tilleku. Nesso zajęta była rozmowami z ludźmi, którzy wytrzeźwieli na tyle, że przyswoić sobie tę informację. K’lon nadal czuje się coraz lepiej. Moreto, jak myślisz, co właściwie dolega Bercharowi? Moreta nie miała nigdy wątpliwości, że Leri doskonale orientuje się we wszystkim, co dzieje się poza jej weyrem, ale dawna Władczym Weyru była zbyt dyskretna, żeby okazywać, co wie.

— Bercharowi? — wykrzyknął Sh’gall. — Co mu jest?

— Prawdopodobnie zachorował na to samo co K’lon. Zgodnie z pouczeniem Berchara S’gor odizolował go i sam pozostanie w weyrze.

Sh’gall z trudem powstrzymywał się od zadania kolejnego pytania, które chciał zadać.

— Jeżeli K’lon wyzdrowiał, powinien wyzdrowieć i Berchar powiedziała Moreta.

— Dwóch chorych! — Sh’gall podniósł dłoń do gardła, a potem do czoła.

— Jeżeli Capiam mówi, że pierwsze symptomy pojawiają się po dwóch do czterech dni, nie powinieneś jeszcze czuć się chory stwierdziła Leri bez ogródek, chociaż dosyć życzliwie. — Poprowadzisz skrzydła w czasie jutrzejszego Opadu. Holth i ja polecimy ze skrzydłem królowych, a ja przyjmę raporty od drużyn naziemnych, jak to mam w zwyczaju — o ile w ogóle będą jakieś drużyny naziemne. Mało prawdopodobne, żeby Nabol i Crom wpadły w panikę. Musiałaby to zaiste być niezwykła choroba, gdyby chciała szukać ofiar w tych odludnych warowniach. Zgodnie z moim zwyczajem nie będę zsiadała z Holth, i w ten sposób do minimum zredukuję możliwość zarażenia. Utrzymywanie kontaktu ze wszystkimi gospodarzami należy do podstawowych obowiązków Weyrów. Bez pomocy drużyn naziemnych mielibyśmy dwa razy tyle roboty. Czy zgadzasz się ze mną, Przywódco Weyru?

Sądząc po konsternacji na twarzy Sh’galla, nie przyszło mu jeszcze do głowy, że wsparcie drużyn naziemnych może okazać się niewystarczające.

— Zresztą nie będzie tragedii, jeżeli złapię tę zarazę Capiama. Nie tylko jestem jeźdźcem w podeszłym wieku — tu Leri złośliwie spojrzała spod oka na Sh’galla — ale do tego łatwo mnie zastąpić.

Holth i Orlith zatrąbiły przerażone. Nawet Kadith się odezwał. Moreta ze ściśniętym gardłem rzuciła się, żeby objąć Leri.

— Nie da się ciebie zastąpić! Nie da się! Jesteś najmężniejszą ze wszystkich jeźdźczyń królowych na Pernie!

Leri łagodnie wyzwoliła się z uścisku Morety, a potem rzekła władczo do Sh’galla: — Idź. Wszystko, co można było zrobić, zostało zrobione.

— Uspokoję Kaditha — powiedział Sh’gall i wypadł, jakby go kto gonił.

— Ty się też uspokój — powiedziała Leri do Morety. — Nie jestem warta niczyich łez. Poza tym to prawda. Można mnie z łatwością zastąpić. Wydaje mi się, że Holth chciałaby już zasnąć w spokoju, a nie może tego uczynić przede mną.

— Leri! Nie mów takich rzeczy! Co ja bym bez ciebie zrobiła? Leri rzuciła na nią przeciągłe, badawcze spojrzenie.

— No cóż, dziewczyno, robiłabyś to, co trzeba. Zawsze tak będziesz postępować. A teraz najlepiej będzie, jeśli zejdziesz do Jaskini. Na pewno wszyscy słyszeli podniecone głosy królowych i Kaditha. Trzeba ich uspokoić.

Moreta cofnęła się o krok od legowiska Holth i Leri, zawstydzona swoją spontaniczną reakcją.

— Nie martwisz się tym, że dotykałaś tego biegusa w Ruacie, prawda?

— Nieszczególnie. — Moreta wzruszyła niepewnie ramionami. — Cóż, stało się. L’mala zawsze martwiły moje nieprzemyślane odruchy.

— Znacznie bardziej cieszył się z tego, że tak sobie radzisz z obrażeniami smoków. A teraz idź już, zanim oni się zaczną zamartwiać. Czy nie zabrałabyś tego kawałka uprzęży, żeby go Tral naprawił? Przecież nie mogę spaść ze smoka, prawda? Taki sromotny koniec! Idź już, dziewczyno. I sprawdź swoją własną uprząż — rutynowe czynności działają uspokajająco w takich chwilach. Idź już! Zamierzam kontynuować tę fascynującą lekturę!