Выбрать главу

Jego cierpienia jeszcze się wzmogły, bo wieża bębnów zaczęła przekazywać jakąś pilną wiadomość. O tej porze? Czyżby obsadzali wieżę przez dwadzieścia cztery godziny na dobę? Czy nikt już nigdy nie będzie mógł się wyspać? Capiam zorientował się, że wiadomość przekazywana jest do Weyru Telgar, ale nareszcie nie mógł się skoncentrować.

Jeszcze godzina, zanim będzie mógł napić się soku fellisowego? Powinien bacznie obserwować przebieg choroby. To jego obowiązek względem Pernu. Czasami obowiązki bywają bardzo trudnym zadaniem.

Capiam westchnął, pragnąc, żeby minął wreszcie ten ohydny ból głowy. Powinien był posłuchać tej wiadomości z Telgaru. Skąd ma wiedzieć, co dzieje się na Pernie? Czy choroba się rozszerza? Co ma o tym myśleć?

Rozdział VIII

Weyr Fort, Przejście bieżące, 3. 12. 43

Kiedy następnego ranka o świcie Orlith obudziła Moretę, mgła już zniknęła ze zboczy gór otaczających Weyr Fort.

— A na północnym zachodzie? W kierunku na Nabol i Crom? — zapytała Moreta, ubierając się do lotu.

— Jeździec wyleciał już na rekonesans. Zaraz będziemy wiedzieli — odparła Orlith.

— A Sh’gall?

— Wstał i ubiera się. Kadith mówi, że czuje się dobrze i jest wypoczęty.

— A co Malth mówi o Bercharze?

Nastąpiła chwila przerwy w rozmowie, kiedy Orlith dowiadywała się, co z Bercharem.

— Malth mówi, że Berchar czuje się gorzej niż wczoraj. Moreta zaniepokoiła się. Jeżeli zażył słodki korzeń, powinien był już wypocić gorączkę z ciała.

— Ani ty, ani Przywódca Weyru nie jesteście chorzy — zwróciła jej uwagę Orlith, jak gdyby chcąc podnieść ją na duchu.

Moreta objęła królową za szyję i czule podrapała po wyrostkach nad oczami. Potem mimo woli zwróciła uwagę na wypukłości brzucha Orlith. — Czy naprawdę możesz dziś wyprawiać się na Nici?

— Oczywiście, że mogę. — Orlith wyciągnęła szyję, żeby przyjrzeć się tym sterczącym baniom. — Jak już będę w powietrzu, to się ułożą.

— Jak tam Holth i Leri?

— Jeszcze śpią.

— Pewnie do świtu ślęczały nad kronikami. Orlith zamrugała oczami.

Kiedy po spotkaniu w Weyrze Moreta poszła zwrócić Leri naprawiony pasek, zastała ją zatopioną w lekturze.

— Mieszkańcy Weyrów nigdy nie chorują — powiedziała zniechęcona. — Mogą ich pobruździć Nici. Zdarza im się pokiereszować w czasie głupich zderzeń albo poranić w walce na noże. Jak się któryś przeje albo wypije za dużo młodego wina, to czasem go boli brzuch. Ale żeby mieli chorować? Przejrzałam dwadzieścia Obrotów od ostatniego Opadu — tu Leri przerwała, żeby szeroko ziewnąć — ależ to było nudne. Czytam dalej, ale tylko dlatego, że wymaga tego obowiązek. Jeźdźcy smoków to tacy zdrowi ludzie!

Moreta z miłą chęcią przyjęła to do wiadomości i udała się na spoczynek. Nesso mogła się dziwić, że to Fortine wysyła wiadomości, ale Moreta doszła do logicznego wniosku, że Capiam po prostu odsypia zmęczenie wywołane objazdem dotkniętych chorobą Warowni. Sh’gall mówił, że Capiam podróżował tak przez kilka dni. Bojąc się wszelkich obrażeń i dolegliwości, Sh’gall aż do przesady przeraził się epidemii. Moreta patrzyła teraz na świat z większym optymizmem. To, że dotknęła tego padłego biegusa nie mogło jej zaszkodzić.

W efekcie spała dobrze i wyszła z weyru w jasny, rześki, wietrzny dzień, gotowa śmiało stawić czoło atakom Nici. Wolała do Opadu wyruszać wcześnie rano, zwłaszcza w taki dzień jak dziś. Zwykle to Berchar przygotowywał wszystko, co mogło się przydać do opatrywania pobrużdżonych smoków. Skoro jednak Berchar był chory, sama musi tego dopilnować.

W pobliżu infirmerii przygotowaniami zajmowali się Declan, Maylone i jeszcze sześciu innych mieszkańców Weyru. Declan był dwudziestoletnim młodzieńcem o szczupłej twarzy. Podobnie jak ona sama, Declan, i Maylone pochodzili z warowni, gdzie hodowano biegusy. Jeźdźcy trafili na nich podczas Poszukiwania kandydatów dla jaj Pelianth, ale chłopcy nie Naznaczyli. Pozwolono im jednak zostać w Weyrze, ponieważ Declan okazał się użyteczny dla Berchara. a Maylone był tak młody, że mógł jeszcze Naznaczyć. Zresztą gdyby nawet Declan został smoczym jeźdźcem, nadal wspierałby Moretę swymi umiejętnościami, a pomoc była jej bardzo potrzebna. W żadnym Weyrze nie było nigdy dość uzdrowicieli ludzi i smoków.

Kiedy Moreta zajmowała się sprawdzaniem przygotowań, Declan przyniósł jej kubek klahu. Przez krótką chwilę zastanawiała się, czy nie wysłać któregoś z weyrzątek do Siedziby Uzdrowicieli po jakiegoś bardziej doświadczonego uzdrowiciela, który mógłby zastąpić Berchara, ale zdecydowała, że skoro jest kwarantanna, a Declan i Maylone tak dobrze sobie radzą, nie ma takiej konieczności. Większość jeźdźców umiała opatrywać drobne pobrużdżenia, własne i smocze.

Nałożyła sobie właśnie z kociołka owsianki, kiedy do jaskini wszedł Sh’gall. Skierował się prosto na podium i odsunął od stołu wszystkie krzesła poza jednym. Usiadł, skinął na senne weyrzątko, a kiedy chciało wejść na podium, bezapelacyjnie mu tego zakazał. Zebrani w jaskini przyglądali się z rozbawieniem, jak weyrzątko przynosi kubek klahu i miskę owsianki i ustawia je na drugim końcu stołu. Sh’gall zaczekał, aż weyrzątko odejdzie, i dopiero potem wziął śniadanie.

Moreta zniecierpliwiła się, widząc takie środki ostrożności. Było wystarczająco dużo pracy, przecież w południe miał być Opad. Jednak, chcąc uszanować autorytet Przywódcy Weyru, zachowała kamienny wyraz twarzy. Nesso przyprawiła czymś owsiankę i Moreta starała się rozpoznać, co to takiego.

Przywódcy skrzydeł i ich zastępcy zaczęli się schodzić i składać Sh’gallowi raporty o gotowości skrzydeł. Przezornie nie zbliżali się zbyt blisko.

Trzy jeźdżczynie królowych przyszły razem i przysiadły się do Morety. Moreta dała znak weyrzątku, żeby obsłużyło panie i dolało jej klahu. Kamiana, o kilka Obrotów młodsza od Morety, jak zwykle była niewzruszona, jej ciemne, krótkie włosy sterczały po kąpieli na wszystkie strony, twarz miała opaloną i gładką. Lidora, która tyle razy już odpierała ataki Nici, że nie musiała się szczególnie niepokoić, wyraźnie była czymś wyprowadzona z równowagi, ale ponieważ niedawno zmieniła partnera, często ulegała zmiennym nastrojom. Haura, najmłodsza z nich, zawsze denerwowała się przed Opadem, ale uspokajała się, kiedy skrzydło królowych wkraczało do akcji.

— Nie chce się narażać? — powiedziała Kamiana zauważywszy, że Sh’gall odizolował się od wszystkich.

— To on wiózł Capiama z Isty do Warowni Południowej i Fortu.

— Jak się ma Berchar?

— Ciągle gorączkuje. — Moreta wzruszyła ramionami, dając do zrozumienia, że należało się tego spodziewać.

— Mam nadzieje, że nie będzie żadnych poważnych obrażeń. Kamiana skierowała tę uwagę do Haury, która nie lubiła występować w roli pielęgniarki.

— Holth nas poprowadzi — powiedziała Morela strofując wzrokiem Kamianę. — Haura i ty polecicie z tyłu. My z Lidorą na górnym poziomie. Może w Nabolu i Gromie nie będzie mgły…

— Czy któryś z jeźdźców wybrał się na rekonesans?

— Sha’gall nigdy nie poleci na ślepo — sucho odpowiedziała Moreta. Weyrzątko wróciło z owsianką i klanem i obsłużyło Władczynię Weyru. Jeźdźcy smoków zaczęli się schodzić grupami, podchodzili do paleniska śniadaniowego, a potem rozchodzili się do stołów. Zastępcy przywódców skrzydeł krążyli po sali, sprawdzali jeźdźców, wydawali polecenia. Wszystko odbywało się całkiem normalnie, dopóki nie wszedł jeździec, który poleciał na rekonesans.