Orlith przestąpiła z łapy na łapę i przysiadła na zadzie. Moreta czule klepnęła ją po barku i kazała jej się uspokoić.
„Są gotowe. Brzuchy mają pełne kamienia smoczego. Czemu nie lecimy, Kadith?”
Moreta nie posiadała tej wyjątkowej zdolności, która pozwalała niektórym partnerkom królowych porozumiewać się z każdym smokiem. Kadith zwrócił swoje podobne do płynnego metalu czy na Orlith i smoczyca natychmiast się uspokoiła. Orlith była królową Weyru, była królową seniorką, najpotężniejszym smokiem w Weyrze, a ponieważ Fort był najstarszym i największym z Weyrów na całej planecie, ona i jej jeźdżczyni przewyższały rangą wszystkie inne pary. Kiedy jednak opadały Nici, ster rządów obejmował Przywódca Weyru i Orlith musiała słuchać Kaditha i Sh’galla. I Moreta również.
Nagle najdalsze skrzydło wystrzeliło wysoko w powietrze. Będą lecieli w pierwszej, zachodniej formacji trzech skrzydeł. Wystartowało skrzydło drugiego poziomu, potem trzeciego. Kiedy każde z nich osiągnęło przepisaną dla siebie wysokość, zniknęły w „pomiędzy”. Następnie wystartowało skrzydło północ — południe, mające przeciąć przewidywaną trasę Opadu Nici. Wlecieli w „pomiędzy”. Skrzydła przekątne, które miały ruszyć w kierunku północ — zachód, wzbiły się i zniknęły. Sh’gall uniósł rękę jeszcze raz i tym razem Kadith zatrąbił. Czekał z równą niecierpliwością jak Orlith, żeby wreszcie móc ruszyć. Przywódca Weyru zamierzał zabrać swoje trzy skrzydła na wschód, na skraj cromiańskiego płaskowyżu, gdzie spodziewano się pierwszego ataku Nici. Skrzydło królowych zajmowało końcową pozycję i miało lecieć jak najniżej nad ziemią. Ich potężne skrzydła pozwalały na większą stabilność lotu w kapryśnych prądach powietrznych.
Teraz Kadith zeskoczył z Obrzeża, a Orlith poleciała za nim tak szybko, że Moretę szarpnęło w tył w uprzęży. Zajęły swoją pozycję. Dołączyła do nich Leri na Holth. Haura i Kamiana zajęły wyznaczone im miejsca, a Lidora dołączyła do Morety na wyższym poziomie.
— Kadith mówi, że mamy lecieć „pomiędzy”.
— Określił pozycję?
— Bardzo dokładnie.
— No to lećmy, Orlith!
Daleko na horyzoncie rysowały się potężne góry Nabolu, zimowe słońce ogrzewało im plecy. Pod nimi leżały gołe jak kość równiny wschodniego Cromu, lśniły na nich jakieś plamy i smugi, które przywodziły na myśl szron albo obfitą rosę.
Moreta spojrzała na Leri i Holth, które radziły sobie świetnie Haura i Kamiana ustawiły się za nimi, tworzą formację w kształcie litery V. Skrzydła bojowe znajdowały się nad nimi, najwyższa ich grupa wyglądała jak szybujące powoli na zachód kropki. Pozostałe dziewięć skrzydeł szybowało na wyznaczonych pozycjach w kierunku niewidocznego na razie wroga. Moreta obejrzała się przez ramię.
— Czy jest silny wiatr? — Nie taki, żeby miał jakieś znaczenie. — Orlith na próbę skręciła lekko w prawo, potem w lewo.
„A wiec Nici będą opadały nieco pod kątem” — pomyślała Moreta. Problemy zaczną się w pobliżu gór Nabolu, gdzie są nagłe zawirowania powietrza. Podczas zimnej pory Nici opadały szybciej, ale dziś, chociaż się ochłodziło, nie było mrozu.
— Nadchodzi!
Moreta znowu obejrzała się za siebie. Zobaczyła srebrzyste, zasnuwające niebo pasma, nieubłaganie pełznące w kierunku ziemi. Opad Nici!
Orlith gwałtownie poruszyła swymi potężnymi skrzydłami i skierowała się na spotkanie niszczycielskiego deszczu.
Moreta wstrzymała oddech i oparła się o pasy bojowe. Za chwilę dojdzie do starcia z Nićmi. Rzuciła spojrzenie Holth.
— Dobrze się trzyma! — stwierdziła Orlith. — Im też słońce grzeje w plecy.
Było już widać skraj Opadu, a na niebie po obydwu jego stronach rozbłysły płomienie nagłych wybuchów. Po układzie smoczych płomieni Moreta zorientowała się, że Opad był nieregularny.
— Kadith mówi, że Opad jest cały poszarpany. Powiększyć front. Zbliża się druga grupa. Południowe skrzydła nawiązały kontakt. — Orlith miała zwyczaj komentować Opad na bieżąco, dopóki królowe nie musiały użyć miotaczy płomieni. Wtedy całą jej uwagę pochłaniała troska o to, żeby obydwie z Moreta wyszły z walki bez szwanku. — Górny poziom opada. Żadnych obrażeń.
„Rzadko odnosimy obrażenia w ciągu tych pierwszych kilku podniecających chwil Opadu, nawet jeśli ma fatalny układ” — pomyślała Moreta. Jeźdźcy są wypoczęci, ich smoki pełne zapału. Kiedy już ocenią Opad, gęsty czy rzadki, szybki czy wolny, wtedy zaczną się zdarzać błędy. Druga godzina Opadu była najbardziej niebezpieczna. Jeźdźcy i smoki tracili swą początkową sprawność, nie trafiali w Nici, źle oceniali odległość.
— Kadith rusza do akcji. Zieje ogniem! — Podniecenie zabarwiło spokojny dotąd głos Orlith. — Jest w przestworzach. Wszystkie skrzydła wdały się już w walkę. Pierwsza grupa wraca, by dokonać ponownego przelotu.
Moreta poczuła powiew wiatru. Ułożyła lepiej na ramieniu miotacz płomieni. Wiatr niósł ze sobą drobne kruszynki czarnych, spopielonych Nici. W deszczowy dzień jej gogle pokrywały się niekiedy warstwą błotnistego osadu. Znalazły się pod frontowym skrajem Nici.
— Nic nie umknęło skrzydłom — powiedziała Orlith.
Te pola pod nimi uprawiano starannie przez całe setki Obrotów. Teraz w żyznej, ciemnej ziemi płaskowyżu było dość mineralnej pożywki, żeby Nici przeżyły jakiś czas i zdążyły wszystko spustoszyć.
Zbliżały się do pierwszego szeregu pagórków i pierwszych gospodarstw Cromu. Symetryczne szeregi okien, szczelnie zakrytych metalowymi okiennicami, rysowały się na tle chroniącego je stoku. Kiedy przelatywały nad płonącymi wzgórzami ogniowymi, Moreta zastanowiła się, czy wszyscy w tym gospodarstwie są zdrowi.
— Zapytaj whera — stróża, Orlith.
— On nic nie wie — odparła pogardliwie Orlith. Królowej nie bawiła wymiana zdań z takim prostaczkiem.
— Whery one też się czasem przydają — powiedziała Moreta. Nawiążemy dziś kontakt ze wszystkimi stróżami. Sh’gall nie życzy sobie, żebyśmy się kontaktowały z ludźmi, ale może tak uda nam się czegoś dowiedzieć.
Kiedy wyłoniło się następne pasmo pagórków, Orlith wzbiła się na większą wysokość. Jeźdżczyni i królowa nie spuszczały z oczu srebrzystego deszczu, klucząc po wyznaczonej im trasie. Zobaczyły nad sąsiednim płaskowyżem Lidorę i Ilith, również lecących zygzakiem.
— Kadith mówi, że mamy zbiórkę nad Warownią Crom — powiedziała Orlith po kilku długich przelotach.
— No to dołączmy do nich.
Moreta skupiła myśli na wzgórzach ogniowych Cromu, śpiewnie wypowiedziała zaklęcie i już były na miejscu. Warownia została usytuowana w pobliżu rzeki, z jej okien, kiedy nie były zasłonięte okiennicami, można było zobaczyć wodospad. Zwierzęta, które zwykle pasły się na polach, zostały zapędzone do środka. Moreta przypomniała sobie wesołe, bogate dekoracje na oknach Ruathy i poprosiła Orlith, żeby porozmawiała z wherem — stróżem Cromu.
— On się tylko martwi Nićmi. Nic nie wie o chorobie — powiedziała Orlith z odrazą. — Kadith mówi, że Opad jest teraz bardzo gęsty i powinnyśmy być ostrożne. Są już trzy pobrużdżenia. Wszystkie smoki zieją ogniem.
Cóż to za wspaniały widok, kiedy wszystkie skrzydła zbierały się nad Warownią Crom. Szkoda, że gospodarze nie mogli tego zobaczyć. Zlot wyglądał fantastycznie, ale takie skupisko smoków stwarzało Niciom doskonałą okazję do ataku.