Выбрать главу

Moreta zmusiła się, żeby w spokoju przemyśleć sens słów Nesso. Może z powodu ulgi, że wyznała wszystko, a może pod wpływem wyrzutów sumienia, Nesso zaczęła płakać.

— Kiedy bębny nadały tę wiadomość?

— Były dwie wiadomości. Pierwsza, wzywająca kogoś, kto by przewiózł Lorda Tolocampa, przyszła tuż po tym, jak skrzydła wyleciały do Opadu! — Nesso otarła oczy, bez słów prosząc Moretę o wybaczenie. — Curmir powiedział, że musimy zareagować!

— No i zareagowaliście! — Szlochy Nesso denerwowały Moretę. — Nie mogliście poczekać, aż wrócimy z Opadu? Przecież chyba Curmir powiedział im, że Weyr wyleciał do Opadu?

Wiedzieli o tym. Jednakże F’neldril i K’lon byli tutaj… Kiedy usłyszeliśmy tę wiadomość, K’lon powiedział natychmiast, że poleci. Tłumaczył nam, że skoro już przeszedł przez tę gorączkę, to mało prawdopodobne, żeby znowu ją złapał. Nie chciał pozwolić, aby ryzykował F’neldril, któreś z weyrzątek, albo ktoś z inwalidów. — Nesso spojrzeniem błagała, żeby ją ktoś pocieszył. Próbowaliśmy zapytać Berchara, jakie jest niebezpieczeństwo zarażenia, ale S’gor nie pozwolił nikomu się z nim zobaczyć, a sam nie potrafił odpowiedzieć za niego. Przecież musieliśmy zareagować na prośbę Lorda Tolocampa. Lord Warowni powinien być w swojej Warowni podczas takiego kryzysu. Curmir dowodził, że w takiej szczególnej chwili obowiązek zmusza nas do udzielenia pomocy Lordowi Warowni, nawet jeżeli oznacza to nieposłuszeństwo wobec Przywódcy Weyru!

— Żeby już nie wspomnieć o nieposłuszeństwie wobec Mistrza Uzdrowiciela i o ogólnej kwarantannie.

— Przecież Mistrz Capiam jest właśnie w Warowni Fort — zaprotestowała Nesso, jak gdyby to usprawiedliwiało wszystko. — A nie potrafię sobie wyobrazić, co mogło się tam wydarzyć pod nieobecność Lorda Tolocampa!

Dużo bardziej interesowało Moretę, co dzieje się w Warowni Ruatha i jaka była ta druga nadana przez bębny wiadomość.

— A co z tymi chorymi jeźdźcami? Czy była to wiadomość zakodowana?

— Oczywiście, że tak! Żeby ją zrozumieć, Curmir musiał sięgnąć do kroniki. Jednakże w tej sprawie nic nie zrobiliśmy. Nawet nie przekazaliśmy wiadomości dalej, bo nie dostaliśmy takiego polecenia. F’neldril i K’lon powiedzieli, że powinnaś się o tym dowiedzieć. W samym Telgarze zachorowało czterdziestu pięciu jeźdźców! Nesso dramatycznym gestem położyła sobie rękę na piersi. — Dziewięciu jest ciężko chorych! W Igenie choruje dwudziestu dwóch, a w Iście czternastu. — Te liczby jak gdyby radowały Nesso.

Osiemdziesięciu jeden jeźdźców padło ofiarą tej epidemii? Moreta poczuła nagłą rozpacz i lęk. Zachorowali jeźdźcy? Zakręciło jej się w głowie. Przecież był Opad! Potrzebni byli wszyscy jeźdźcy smoków. Siły Weyr Fortu po poprzednim Opadzie zostały pomniejszone o trzydziestu, a po tym o trzydziestu trzech ludzi. Minie pełny Obrót, zanim Dilenth będzie mógł latać. Dlaczego tak się stało? Pozostało tylko osiem Obrotów w tym Przejściu, a potem jeźdźcy uwolniliby się od zniszczenia, jakie Nici wyrządzały smokom, ludziom, całemu Pernowi. Moreta potrząsnęła głową, usiłując myśleć logicznie. Należało zwrócić więcej uwagi na to, jak wstrząśnięty był Sh’gall donosząc jej o chorobie, a nie lekceważyć tej prawdy, ponieważ była przykra. Wiedziała, że Mistrz Capiam nie miał zwyczaju bez powodu wydawać arbitralnych rozkazów. Jeźdźcy byli zdrowi, w dobrej formie, mniej podatni na wszelkie dolegliwości. Dlaczego również oni padali ofiarą tej epidemii, która szalała w warowniach, cechach i wśród zwierząt, chociaż przebywali w odosobnieniu, robiąc to, co im nakazywała tradycja?

Mówiła sobie, że zło szerzyło się już w momencie, kiedy Sh’gall przyniósł jej te wiadomości. Ona sama mimowolnie dołożyła się do tego, kiedy popisywała się swoją wrażliwością, żeby zaimponować Alessanowi. Czyż na Ruathańskim Zgromadzeniu mogło komukolwiek przyjść na myśl, że zbliżanie się do tego umierającego biegusa jest niebezpieczne? Przecież kiedy Talpan odkrył współzależność pomiędzy chorobą a podróżami tego zamkniętego w klatce zwierzaka, oni z Alessanem już przyglądali się wyścigom.

— „Nie ma w tym twojej winy — odezwał się czuły, kochający głos Orlith. — Nie wyrządziłaś żadnej krzywdy temu biegusowi. Miałaś prawo bawić się na Zgromadzeniu.”

— Czy jest coś, co powinniśmy zrobić, jeśli chodzi o inne Weyry, Moreto? — zapytała Nesso. Przestała płakać, ale wciąż jeszcze załamywała ręce, co niemal tak samo denerwowało Moretę.

— Czy Sh’gall już wrócił?

— Tak i poszedł szukać Leri. Był zły.

„Orlith?” — Moreta zwróciła się w myślach do swojej królowej. „Są zajęci, ale nic im się nie stało” — odpowiedziała Orlith.

— Nesso, czy powiedziałaś mu, jaką wiadomość nadały bębny? Nesso rzuciła na Moretę rozpaczliwe spojrzenie i pokręciła głową.

— Nie, był tu zbyt krótko.

— Rozumiem. — Oczywiście. Nesso nigdy by się nie zdobyła na to, żeby przekazać Przywódcy Weyru tak fatalną wiadomość. Moreta pomyślała, że sama będzie musiała porozmawiać z Sh’gallem, chociaż wcale się do tego nie kwapiła. — Jak się czuje Sorth?

— Wszystko w porządku — powiedziała Nesso, podejmując ten temat z dużo większym entuzjazmem. — Jest tam. Pomyślałam, że może chciałabyś sprawdzić, co z nim robiłam.

Blask zachodzącego słońca odbijał się od Zębatej Turni nad Weyrem Fort. Moreta popatrzyła tam, gdzie wskazywała Nesso, i od światła zabolały ją zmęczone oczy. Nie zdawała sobie sprawy, że łatanie skrzydła Dilentha zajęło jej tak wiele czasu. „Słonce wciąż jeszcze świeci na twoją półkę skalną, Orlith. Powinnaś się nim nacieszyć. Pozbyć zimna przestworzy.” „Ty też jesteś zmęczona. Kiedy wreszcie odpoczniesz?” „Kiedy skończę robić to, co muszę” — powiedziała Moreta, ale troskliwość smoczycy pocieszyła ją. Potarła opuszki palców, które zdrętwiały jej, kiedy mrocznik przesiąkł przez olej. Wypłukała ręce w czerwonym zielu i wytarła je porządnie w szmatkę.

Jakiś błękitny smok zaskomlał żałośnie ze swojej półki skalnej i zmartwiona Morela spojrzała w tamtą stronę.

— Jego jeździec ma złamany bark — powiedziała Nesso, pociągnąwszy nosem.

Moreta przypomniała sobie o innym błękitnym jeźdźcu. „Orlith, co z tym jeźdźcem błękitnego weyrzątka? Czy wrócił z tamtego grzbietu?” — zapytała.

„Tak, nie było tam Nici, Zgłosił się do Mistrza Weyrzątek, który chce zamienić z tobą parę słów na temat narażania bardzo młodego jeźdźca, na ryzyko.”

„Ten chłopak naraziłby się na większe ryzyko, gdyby kontynuował swoje sztuczki, a ja mam do pogadania z Mistrzem Weyrzątek jeszcze na inny temat”

— Chodźmy zobaczyć Sortha — powiedziała Moreta głośno do Nesso.

— To stary smok. Wątpię, żeby rany dobrze mu się goiły — paplała Nesso nerwowo, pragnąc wrócić do łask Morety. Niezbyt wiele wiedziała o obrażeniach smoków, ale uważała, że doskonale zna się na kierowaniu Weyrem.

W pewnej chwili Moreta stwierdziła, że sama również nie zważając na kwarantannę, rozkazałaby przewieźć Lorda Tolocampa, gdyby była wówczas w Weyrze. Tolocamp mógł bardziej przydać się w Warowni Fort niż w Ruacie. Ciekawe, czy w Ruacie ktoś zachorował. A jeżeli tak, to jak to się stało, że Alessan pozwolił Tolocampowi naruszyć kwarantannę?

Kłąb splątanych Nici uderzył Sortha prosto w przedni palec skrzydłowy, przecinając kość tuż za kłykciem. L’rayl nie wiedział, jak chwalić Declana. Przypomniał sobie też o Nesso, kiedy spiorunowała go wzrokiem. „Zrobili kawał dobrej roboty” — zauważyła fachowo Moreta, wkładając tę kość w łubki i dowiązując w odpowiednie miejsca trzcinki na silnie znieczulone ciało.