Capiama ogarnęła trwoga. Czy przy tak bezprecedensowym popycie na zapasy destylarni i magazynów wystarczy nawet tych prostych leków? Stajnie Keroonu, przystosowane do leczenia zwierząt, powinny być w stanie zaspokoić własne potrzeby. Capiam popadł w rozpacz, kiedy pomyślał o mniejszych warowniach. Tam ludzie będą mieli pod ręką tylko niewielkie zapasy podstawowych środków leczniczych. Większość warowni wymieniała miejscowe zioła ze swojego terenu na te, których im brakowało. Jaka gospodyni, nawet najbardziej zapobiegliwa i zaradna, mogła zgromadzić dość leków, żeby poradzić sobie z epidemią?
Do tego choroba ta zaatakowała w porze zimowej. Większość roślin leczniczych zbierano w czasie kwitnienia, kiedy ich uzdrawiające własności były najsilniejsze; a korzenie i cebulki zbierano jesienią. Wiosna i kwitnienie, jesień i wczesne zbiory… Niestety trudności mieli teraz!
Capiam wił się w swoich futrach. Gdzie podziewała się Desdra? Jak długo będzie to jeszcze trwało, zanim pozbędzie się przeklętego osłabienia?
— Capiamie? — spokojny głos Desdry przerwał mu te żałosne rozmyślania. — Chcesz jeszcze zupy?
— Desdro, ta wiadomość ze Stajni Keroonu…
— Jakbyśmy mieli tylko jedno lekarstwo na gorączkę! Fortine ułożył już listę środków zastępczych. — Desdra nie miała cierpliwości do Gorby’ego. — Kora jesiona, bukszpan, tymianek, są równie dobre jak ogórecznik i pierzasta paproć. A kto to wie, może się okazać, że jedno z nich jest właśnie tym szczególnym lekiem na tą chorobę. Semment z Warowni Wielkie Rubieże uważa, że tymianek dużo lepiej działa na te płucne infekcje, które leczył. Mistrz Fortine trzyma się pierzastej paproci, jako jednej z niewielu miejscowych roślin. Jak się czujesz?
— Fatalnie! Nie mogę nawet ręki podnieść.
— Takie zmęczenie jest charakterystyczne dla tej choroby. Zapisywałeś często ten objaw. Jeżeli czemuś nie można zaradzić… Zebrawszy wszystkie siły w nagłym wybuchu irracjonalnego gniewu, Capiam cisnął w nią poduszką. Nie była ani wystarczająco ciężka, ani nie została rzucona wystarczająco mocno, żeby dolecieć do celu. Desdra roześmiała się, podniosła ją i odłożyła na łóżko.
— Widzę, że jesteś już w lepszym nastroju. A teraz wypij zupę. — Postawiła ją na stole.
— Czy tu wszyscy są zdrowi?
— Wszyscy. Nawet ten natrętny Tolocamp, który zamknął się w czterech ścianach swoich apartamentów. Prędzej już złapie zapalenie płuc, jak tak będzie stał w odsłoniętym oknie, pilnując wartowników. — Desdra złośliwie zachichotała. — Poustawiał posłańców na dziedzińcu. Rzuca im zapiski, które mają zanosić winowajcom. Ani wąż tunelowy nie prześliźnie się niezauważony. Mistrz Tirone musiał długo i stanowczo przekonywać, żeby założył w rozpadlinie obóz dla internowanych. Tolocamp był uważał, że jak komuś zaoferuje schronienie, to tak, jakby zaprosił niepożądanych ludzi, żeby mieszkali i żywili się na jego koszt. Tirone jest wściekły na Tolocampa, ponieważ chce rozsyłać swoich harfiarzy, mając pewność, że będą mogli wrócić, ale Tolocamp nie chce uwierzyć, że harfiarze potrafią uniknąć zarażenia. Tolocamp wyobraża sobie chorobę jako mgiełkę czy opar, który sączy się z łąk, strumieni i szczelin górskich.
„Desdra próbuje mnie zabawić — pomyślał Capiam — nigdy nie była taka gadatliwa.”
— Przecież zarządziłem kwarantannę. Desdra prychnęła.
— Otóż to! Tolocamp nie powinien był opuszczać Ruathy. Wymógł to na bracie, kiedy Alessan zachorował. Powiadają, że Tolocamp zalewa się łzami, iż musiał pozostawić swoją drogą żonę, panią Pendrę i te swoje cenne córki, na łaskę szalejącej w Ruacie zarazy. — Desdra zachichotała ironicznie. — Zostawił je rozmyślnie. A może to pani Pendra uparła się, że zostaną. Na pewno chciały pielęgnować Alessana.
— Jak stoją sprawy w Weyr Forcie i Ruacie?
— K’lon mówi, że Moreta ma się nie najgorzej. Berchar ma prawdopodobnie zapalenie płuc, a dziewiętnastu jeźdźców — łącznie ze Sh’gallem — jest przykutych do weyrów. Ruatha ciężko to przechodzi. Fortine rozesłał ochotników. A teraz wypij tę zupę, zanim ostygnie. Mam dużo pracy na dole. Nie mogę tu stać i plotkować z tobą.
Kiedy Capiam podnosił kubek przekonał się, jak ręka mu dygocze.
— Nie powinieneś był marnować tyle energii na rzucanie poduszką — powiedziała Desdra.
Żeby nie rozlać zupy, Capiam musiał ująć w obie ręce kubek. — Co dodałaś? — zapytał, przełykając ostrożnie.
— Trochę tego, trochę tamtego. Wypróbowuję na tobie różne leki wzmacniające. Jak podziałają, ugotuję pełny kociołek.
— To jest obrzydliwe!
— Ale również pożywne. Wypij!
— Udławię się.
— Wypij, albo pozwolę Nerilce, tej córce Tolocampa, która przypomina wieszak na ubrania, przyjść i pielęgnować cię. Ciągle się naprasza. Capiam zaklął pod nosem, ale wypił zupę do dna.
— No, widzę, że wracasz do zdrowia! — zachichotała, zamykając za sobą drzwi.
— Wcale nie mówiłam, że mi się to podoba — powiedziała S’perenowi Leri. — Jednak stare smoki potrafią szybować. Dlatego właśnie Holth i ja możemy jeszcze wyprawiać się na Nici razem ze skrzydłem królowych. — Leri czule poklepała Holth i popatrzyła rozpromieniona na przyjaciółkę swego życia. — To stawy na czubku skrzydeł, w palcu i w łokciu sztywnieją tak, że traci się zdolność do bardziej precyzyjnych manewrów. Szybowanie nie wymaga wielkiego wysiłku przy tym wietrze, jaki nas czeka teraz. Czemu musiało się zrobić tak cholernie zimno? Łatwiej byłoby znieść deszcz, który bardziej pasowałby do tej pory roku. — Leri poprawiła sobie futra na ramionach. — Nie chciałabym powierzać weyrzątkom takiej żmudnej roboty. Na pewno miałyby jakieś niesłychane pomysły, jak ta sztuczka, której przy obecności Morety próbował T’ragel na grzbiecie górskim. Mówiłeś, że L’bol pogrążył się w żałobie?
Tak. Stracił obydwu synów. — S’peren ze smutkiem potrząsnął głową i pociągnął następny łyk wina, które podała mu Leri, „żeby sobie przepłukał gardło po tej naradzie przy Granitowym Wzgórzu”. S’perena czuł się podniesiony na duchu mogąc jak dawniej składać raport Leri. Przypomniało mu to dawne czasy sprzed kilku Obrotów, kiedy to L’mal był Przywódcą Weyru, a on sam bardzo często przebywał w jego weyrze. Miał wrażenie, że lada chwila przysadzista postać L’mala pojawi się we drzwiach i usłyszy jowialny, pozdrawiający go głos. To dopiero był Przywódca! On potrafiłby opanować sytuację. „A przecież — pomyślał S’peren, rzucając na Leri przelotne spojrzenie — ona jest ciągle taka jak dawniej.” — Czy Igen mógłby wystawić osiem pełnych skrzydeł na Opad?
— Co? — Leri aż podskoczyła. — Mało prawdopodobne, Torenth powiedziała Holth, że połowa Weyru jest chora, a druga połowa chyba wkrótce zachoruje. Ta ich przeklęta ciekawość i to słońce, które im bez przerwy świeci na głowy. Robią się przez to ślamazarni. Nie mają nic do roboty, a w wolnych chwilach tylko przypiekają sobie rozum. Oczywiście, że wszyscy poszli się pogapić na to dziwo! I nigdy nie darują sobie, że musieli zapłacić taką cenę! — Zajęła się przeglądaniem list, które wręczył jej S’peren. Nie mogę powiedzieć, żebym potrafiła wszędzie dopasować twarze do imion, czy określić, który smok jest od której pary. Dużo tu nowych. Kiedy L’mal był Przywódcą Weyru, znałam wszystkich nowych jeźdźców we wszystkich Weyrach.
— S’ligar pytał o Moretę.