— Ale… ale…
— Wystarczy, K’lonie, jeden błąd — Leri wyciągnęła w jego kierunku dziwacznie powykręcany przez chorobę stawów palec i pogroziła mu nim z naciskiem — a wkrótce będziesz zbyt zmęczony, żeby zdać sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmujesz. Tylko jeden błąd, a nigdy już nie zobaczysz A’murry’ego — Leri urwała, żeby sprawdzić, jakie wrażenie wywarły jej słowa. K’lon spuścił oczy. Holth zanuciła na karcącą nutę, a zaskoczony Rogeth odpowiedział z zewnątrz. Klon podniósł na Leri oczy szeroko rozwarte ze zdumienia. — I chyba nie chcesz mieć do czynienia z Sh’gallem i Kadithem?
K’lon rzucił błagalne spojrzenie na Moretę, która pokręciła tylko głową.
— Będę potrzebny dziś w czasie Opadu — powiedział cichym, niepewnym głosem. — Jak mam wytłumaczyć to A’murry’emu? Mamy kłopoty ze sformowaniem choćby dwóch skrzydeł, a Ista może dać tylko jedno skrzydło i dziesięciu zastępców.
— Powiedz A’murry’emu, iż uznaliśmy, że się przepracowujesz. Kazaliśmy ci odpocząć, ponieważ możesz mieć zwolniony refleks, co jest niebezpieczne w czasie Opadu.
— K’lonie, my również ciebie potrzebujemy — dodała Moreta.
— Faktem jest, że Siedziba Uzdrowicieli i Weyr mają ogromny dług w stosunku do ciebie — powiedziała Leri jak przedtem życzliwie. — A teraz idź już i wyślij tego łobuza, M’baraka, żeby zrobił to wszystko, co Capiam zaplanował dla ciebie. I nigdy, Klonie, nawet słowem nie wspomnisz nikomu, a zwłaszcza A’murry’emu, że smoki potrafią przenosić się z jednego czasu do drugiego.
Holth wyciągnęła głowę w kierunku K’lona, w jej oczach błysnęły czerwone ogniki. K’lon wyprostował się na całą swoją wysokość, przelękniony wyglądem smoczycy.
— Dobrze, Leri.
— I? — Leri wskazała na Moretę.
— Dobrze, Moreto!
— Nie będziemy nigdy już do tego wracać. Pozdrów od nas A’murry’ego — rzekła Leri z ujmującą grzecznością. — Gdyby nie było tu tak cholernie zimno, zaproponowałabym ci, żebyś sprowadził jego i Gratha do Fortu, ale przypuszczam, że igeńskie słońce jest dla niego zdrowsze.
Skarcony jeździec opuścił weyr ciężkim krokiem. Obydwie Władczynie Weyru słyszały, jak Rogeth coś zaćwierkał.
— Będzie teraz przez jakiś czas odgrywał męczennika — powiedziała z westchnieniem Leri.
— Lepsze to, niż żeby miał nim naprawdę zostać. Leri zaśmiała się.
— Okropnie trudno było mi zachować właściwy wyraz twarzy, Moreto. Muszę przyznać, że K’lon wykazał wiele sprytu przy podróżach w czasie. Gdyby nie był się tak podejrzanie opalił i gdyby mu nie spłowiały włosy, mogłybyśmy się nigdy nie domyślić.
— Miał za dużo energii! I pomyśleć tylko, że ja czuję się taka zdechła!. Czy Holth zdoła mieć go na oku?
— To bez znaczenia, grunt, żeby on uważał, że się go pilnuje. Sprawdzisz Rogetha od czasu do czasu, prawda, moja spryciulko? — Leri czule poklepała swoją królową. — A teraz załóż na nią uprząż, Moreto, ruszymy na Opad.
Moreta przeciągle przyglądała się swojej przyjaciółce, aż Leri z niecierpliwością wzruszyła ramionami.
— Och, idźże gotować ten fellis! — I wstała z tapczanu. Zakładając uprząż na starą królową, Moreta zastanawiała się w duchu, czy Orlith mogłaby wyperswadować Holth, żeby się tak nie męczyły.
„Nie.”
Moreta zamrugała oczami ze zdumienia, ponieważ bardzo starała się ukryć swoje zmartwienie. Na dodatek nie wiedziała, która to smoczyca się odezwała, Orlith czy Holth. Potem skupiła się na właściwym pozapinaniu rzemieni bojowych. Kiedy Leri była gotowa, Moreta odprowadziła ją i Holth na półkę i patrzyła, jak odlatują z dwoma skrzydłami, które stanowiły wkład Fortu do ochrony Pernu przed Opadem. Kiedy skrzydła znikały w „pomiędzy”, pożegnalne trąbienie przykutych do Weyru smoków zabrzmiało modlitewną nutą pragnienia, wyzwania i zachęty. Widząc tak niewiele smoków na Obrzeżu, Moreta pomyślała, że żaden Weyr ani Pern nie jest niezniszczalny. Było jej bardzo ciężko myśleć o swojej rodzinnej warowni, którą pandemia wyludniła w ciągu kilku dni. Chociaż wiedziała, że takich tragedii na terenie Igenu, Isty, Telgaru, Keroonu i Ruathy jest wiele, nie potrafiła pogodzić się z tym faktem. Ze też po tym cudownym Zgromadzeniu nastąpiła taka katastrofa!
Moreta zdecydowanie odwróciła wzrok od zimnego, niebieskiego nieba i pracowicie zajęła się obieraniem i przygotowywaniem owoców fellisu na sok. Ręce nie drżały jej już tak, jak poprzedniego dnia i mogła się uporać z twardymi łupinami. Kiedy gesty moszcz zaczął się gotować, przeprowadziła przegląd pozostałych zapasów. Była zdumiona, że z takiej obfitości leków pozostało zaledwie po kilka mieszków tego czy owego. Ponieważ wszyscy jeźdźcy zostali zaszczepieni, Weyr nie będzie już potrzebował wielkiej ilości środków przeciwgorączkowych, stymulujących i lekarstw na piersi. Całe szczęście, ponieważ o tej porze roku uzupełnienie zapasów nie było możliwe.
— Gdzie jest K’lon? — zapytała Orlith. „Jest w Igenie.”
— Jak się czuje Sh’gall? — zapytała Moreta z poczucia obowiązku. ”Śpi głęboko, a Kadith mówi, że jadł z apetytem. Zdrowieje.” Moretę rozbawiła obojętność w głosie Orlith — jej też na nim nie zależało. Kiedy Orlith znowu wzniesie się do lotu godowego… „LECI HOLTH! Falga i Tamianth są poważnie ranne!” Moreta zdjęła z ognia pyrkający sok fellisowy i pospiesznie wyszła na zewnątrz. Holth pojawiła się nad Kamieniami Gwiezdnymi i zanurkowała prosto na swoją półkę. Moreta pobiegła schodami na górę. Ze zręcznością, w którą Moreta nie mogła wprost uwierzyć, Leri zsunęła się ze swojej smoczycy i rzuciła nieporęczny pojemnik na hanocz tak, że aż potoczył się pod ścianę, dzwoniąc głucho na kamieniach.
— Tamianth straszliwie pobruździło, Moreto — powiedziała Leri z twarzą poszarzałą z niepokoju. — Uzdrowiciele poradzą sobie z nogą Falgi, ale skrzydło Tamianth… — Łzy żłobiły rowki w zakurzonej od lotu twarzy Leri. — Masz, weź moją kurtkę. Hełm i gogle też będą na ciebie pasowały. Och, ruszaj już!
— Orlith nie może lecieć! — powiedziała Moreta z udręką, wyczuwając rozpacz Leri.
— Orlith nie może, ale poleci Holth! — Leri wpychała wyciągniętą rękę Morety do rękawa swojej kurtki. — Nikt tak jak ty nie przyda się Faldze i Tamianth. Musisz polecieć! Holth nie będzie miała nic na przeciw temu, ani Orlith! To jest sytuacja krytyczna!
Obydwie królowe smoczyce były poruszone. Orlith porykując i wyciągała głowę do swojej jeźdźczyni, do Leri i do Holth. Moreta naciągnęła na siebie kurtkę. Ponieważ była dużo wyższa niż Leri, kurtka nie sięgała jej nawet do talii, a pas Leri trzeba było poluzować aż do ostatniej dziurki. Moreta wcisnęła sobie hełm na głowę i podciągnęła się na rzemieniach bojowych.
— Przebacz mi, Orlith! — zawołała, machając ręką do swojej królowej.
— Co tu jest do przebaczania?
— Lećże już! — krzyknęła Leri.
Holth skoczyła, poruszając się niemal tak ociężale, jak rozdęta od jaj Orlith. Moreta przez tyle Obrotów kontaktowała się tylko ze swoją smoczycą, że poczuła nagle w głowie chaos. Nie miała pojęcia, jak poradzi sobie ze zrozumieniem Holth. I oto nagle zaczęła ją rozumieć. Wyczuwała obecność Holth, a do tego opiekuńczą obecność Orlith. Czy była zazdrosna? Nie, jedynie zatroskana o to, że Moreta nie potrafi porozumiewać się z jej przyjaciółką, Holth. Holth była już w powietrzu, kiedy Moreta nawiązała z nią kontakt.