Выбрать главу

— Leć powoli i spokojnie — powiedziała Moreta do Holth. Smok wartownik pozdrowił je, życząc Holth i Leri wszystkiego dobrego. Ponieważ na warcie stało zielone weyrzątko, można było mu wybaczyć, że nie poznał jeźdźca Holth, ale Moreta nie mogła pozbyć się tej myśli, kiedy Holth dzielnie i mozolnie wzbijała się lecąc pod porywisty wiatr.

Moreta wyobraziła sobie charakterystyczną grań Weyru Dalekich Rubieży, ten poszarpany grzbiet o siedmiu nierównych turniach.

— Wiem, dokąd się musimy udać. Zaufaj mi — powiedziała stara smoczycą.

— Ufam ci, Holth — odparła Moreta. Wiedziała, że Holth ma dużo większe doświadczenie niż Orlith, chociaż młodsza królowa miała więcej wigoru. — Lećmy do Dalekich Rubieży.

Zamiast recytować jak zwykle litanię do „pomiędzy”, Moreta próbowała przeanalizować różnice pomiędzy dwiema smoczymi królowymi. Głos Holth był stary i zmęczony, ale mocny, bogaty, głęboki, o wiele tonów niższy niż głos Orlith. Może kiedy Orlith osiągnie ten wspaniały wiek, jakim cieszyła się Holth, osiągnie też jej głęboką wrażliwość.

A potem znalazły się w cieplejszym powietrzu nad Dalekimi Rubieżami, i Holth, niemal muskając w locie poszarpane turnie, zaczęła opadać z głębokim przechyłem w lewo, tak że Morecie nic nie zasłaniało widoku ziemi i znajdujących się tam rannych smoków. Tamianth najbardziej potrzebowała pomocy. Kiedy Holth schodziła w dół, Moreta zobaczyła, że Tamianth utraciła wiodący skraj wszystkich trzech płatów skrzydła. I że była bardzo pobrużdżona wzdłuż lewego boku.

— Jak to się stało? — Moreta była przerażona.

Leciała w poprzek Opadu — powiedziała Holth i przekazała jej wstrząsający obraz wypadku. Tamianth wznosiła się pod kątem, żeby Falga mogła użyć miotacza płomieni. Zanim wyrównały lot, natrafiły na wznoszący się prąd powietrza. Wielki kłąb Nici opadł na skrzydło i na bark smoczycy. I na nogę Falgi. Holth nie potrafiła zawracać na czubku skrzydła, tak jak Orlith, ale obliczyła dokładnie, gdzie ma wyładować, poszybowała i zatrzymała się na odległość skrzydła od rannej Tamianth.

— Czy możesz mi pomóc uśmierzyć jej ból, Holth? — zapytała Moreta, ześlizgując się w szalonym pośpiechu z grzbietu smoczycy. Trzeba było uspokoić wycie Tamianth.

— Jest z nami Orlith — powiedziała z wielką godnością Holth, a w jej oczach zamigotały jaskrawożółte iskry.

Falga leżała z boku na noszach, z twarzą zwróconą ku swojej królowej, ale była półprzytomna. Dwóch uzdrowicieli okładało jej nogę nasączonymi mrocznikiem bandażami.

— Tamianth — powiedziała Moreta podchodząc do rannej, mając nadzieję, że smoczycą ją zrozumie. — Jestem Moreta, przyszłam cię wyleczyć!

Tamianth rzucała na boki głową i kopała ziemię przednimi łapami, co bardzo przeszkadzało mieszkańcom weyru, którzy usiłowali posmarować skrzydło kojącym balsamem. Moreta zauważyła, że udało im się nałożyć maść na głęboką bruzdę na ciele, z której płynęła posoka; ale prawdziwym źródłem męki dla Tamianth było skrzydło.

— Trzymajcie ją! — krzyknęła Moreta.

Pozostałe ranne smoki i smok wartownik zatrąbiły w odpowiedzi. Holth uniosła się na zadzie, również trąbiąc z rozpostartymi skrzydłami. Z weyrów wychynęły smoki Dalekich Rubieży, których jeźdźcy byli zbyt chorzy, żeby walczyć z Nićmi. Połączoną siłą woli smoki unieruchomiły Tamianth.

— Ruszcie się! — napomniała Moreta mieszkańców weyru, którzy wytrzeszczali oczy ze zdumienia. — Nakładajcie kojący balsam!

Chwyciła szpatułkę i garnek, pospiesznie oceniając rozległość rany. Przypominała ona nieco ranę Dilentha. On stracił skraj wiodący skrzydła, miał uszkodzoną kość i stawy palców, ale Tamianth utraciła więcej płata. Długo nie wzniesie się w powietrze.

— Czy moglibyśmy w czymś pomóc temu smokowi? — U jej boku pojawił się niewysoki człowieczek o bystrych oczach, wydatnej szczęce i szerokim nosie. Tuż za nim stał inny, niewiele wyższy mężczyzna, z brwiami ściągniętymi w pełnym niepokoju grymasie. Obydwaj ubrani byli w fiolet uzdrowicieli, a na ramionach mieli węzły czeladnicze. Moreta rzuciła pospieszne spojrzenie na nosze Falgi.

— Ona jest nieprzytomna, ma opatrzoną ranę. Nic więcej teraz nie możemy dla niej zrobić. Będzie mi potrzebny olej, trzcinki, cienka gaza, igły, odkażone nici…

— Nie jestem z tego Weyru — powiedział mężczyzna o bystrych oczach i odwrócił się do wyższego, który skinął głową Morecie i pobiegł do niskiego, kamiennego budynku, gdzie znajdowały się główne pomieszczenia mieszkalne Dalekich Rubieży. — Mam na imię Pressen, Władczyni Weyru.

— A więc rozsmaruj ten kojący balsam, Pressenie. Wzdłuż kości. Powinny zostać grubo nim pokryte, zwłaszcza stawy. Tak jak robi się to w przypadku bruzdy po Niciach u ludzi. Rana na boku również ma być grubo pokryta. Nie chcę, żeby Tamianth traciła aż tak wiele posoki.

Jakaś stara kobieta potykając się podeszła do nich z wiaderkiem czerwonego ziela; pokrzykiwała na trójkę idących za nią dzieci, żeby nie ociągały się niosąc olej. Do Morety zbliżyło się dwóch jeźdźców, obydwaj z zabandażowanymi bruzdami; ich smoki, błękitny i brunatny — obydwa pobrużdżone, usiadły na skalistej ziemi i wlepiły wirujące troską oczy w Tamianth.

Moreta miała teraz więcej pomocników, niż mogła wykorzystać, więc zmusiła jeźdźców, żeby pomogli temu drugiemu uzdrowicielowi poszukać wszystkich potrzebnych jej rzeczy, a dzieci wysłała po stół, na który zamierzała stanąć. Stara kobieta poinformowała ją, że uzdrowiciele Weyru umarli, a tych dwóch nowych nie wie absolutnie nic o smokach, ale są chętni do pracy. Ona zwykle pomagała uzdrowicielom, ale teraz zbyt drżą jej ręce.

Moreta wysłała ją na poszukiwanie gazy — tego najbardziej potrzebowała. Kiedy kończyła przygotowania do zabiegu przy skrzydle, przeszywający ból Tamianth został dzięki Holth i Orlith zredukowany do tępego pulsowania. Skrzydło Tamianth było znacznie większe niż skrzydło Dilentha i mniej z niego ocalało. Obydwaj jeźdźcy okazali się bardzo pomocni przy sortowaniu gazy.

— Nigdy by mi nie wpadło do głowy, żeby użyć gazy — wymamrotał Pressen, zafascynowany rekonstrukcją. Pomagał Morecie zakładać co delikatniejsze szwy, ponieważ jego drobne dłonie były ogromnie zwinne. Nattal, stareńka ochmistrzyni Dalekich Rubieży, zmusiła Moretę do zrobienia małej przerwy na kubek zupy. Powiedziała, że wie, iż Władczyni Weyru Fortu dopiero co wstała po chorobie i że Dalekie Rubieże zyskałyby sobie złą sławę, gdyby Moreta zwaliła się tu z nóg. No i co by się wtedy stało z Tamianth? Po kilku chwilach Moreta zorientowała się, że zupa musiała zawierać jakiś środek stymulujący, bo kiedy podjęła pracę, mogła bardziej się nad nią skupić. Mimo to, kiedy skończyła, dygotała ze zmęczenia.

— Musimy wracać — powiedziała Holth tonem niedopuszczającym sprzeciwu.

Moreta nie miała nic przeciwko temu, ale czuła jakiś dziwny, niejasny niepokój. Spojrzała w kierunku Falgi, która leżała pod futrami na noszach albo nieprzytomna, albo pogrążona we śnie. Rozejrzała się nerwowo po skalistej Niecce i popatrzyła na pozostałe ranne smoki.

— Jesteś bardzo blada, Moreto — powiedział Pressen, dotykając lekko jej ramienia swoją poplamioną na czerwono ręką. Jestem pewien, że poradzimy sobie z wszelkimi innymi obrażeniami. Pracowałaś jak natchniona.

— Dziękuję ci. Kości należy wciąż nasycać mrocznikiem. Kiedy stawy zaczną produkować posokę, pokryje ona rany i wtedy rozpocznie się proces gojenia.

— Nigdy nie myślałem, że Nici mogą tak poranić smoki — powiedział Pressen, rzucając spojrzenie na smoki na półkach skalnych i na siedem szczytów.