— Najpierw musimy oczyścić ranę z kojącego balsamu. Sądzę, że żyły przerwane są tu… i tu, i może nawet jeszcze tu, w pobliżu serc. — Zaznaczyła lekko te obszary, a potem za pomocą nasączonych olejem tamponów zaczęli obydwoje z Pressenem usuwać kojący balsam. Tamianth drgnęła. — Przy takich ilościach kojącego balsamu nie może odczuwać żadnego bólu. Tutaj! Widzisz, skąd sączy się posoka… — Kiedy jej ojciec opatrywał biegusy, zawsze przez cały czas mówił. Wiele z tego, co wtedy słyszała, dało się później zastosować do smoków. Nie powinna myśleć o swoim ojcu w takiej chwili, ale w ten sposób łatwiej nauczyć Pressena. — O, jest pierwsza żyła. Tuż pod twoją lewą ręką, Pressenie, powinna być następna. Tak i jeszcze trzecia, jedna z głównych arterii prowadzących do serc, i żyła brzuszna. — Moreta sięgnęła po cienką igłę i odkażoną nić przygotowaną przez Pressena.
— Tak, to zupełnie inny kolor! — Pressen zobaczył zielonkawe ciało, ciemniejszą, zieloną posokę, która była smoczą krwią, i osobliwie połyskującą włókninę, stanowiącą smocze mięśnie. Był zaintrygowany. — Czy posoka w ogóle dochodziła do skrzydeł? Zręcznymi palcami nakładał szwy na pierwszą rozciętą żyłę.
— W niewystarczającym stopniu.
— Pić! Pić! Wody! — szaleńczo majaczyła Falga.
— Czy ta głupia Diona nie potrafi nic zrobić? Ma tam całe jezioro wody!
Nagle dał się słyszeć głuchy odgłos podzwaniającego metalu. Zapach tak rozpaczliwie pożądanej wody wyrwał smoczycę z otępienia.
Ukryta za skrzydłem Moreta nie widziała, co się dzieje, ale usłyszała brzęk postawionego kotła i plusk wody. Słyszała łakome chłeptanie Tamianth.
— Na Jajo, ona pije beczkami! — powiedział jakiś starszy mężczyzna. — Nie wolno jej dawać za wiele na raz, chłopcy, wiec nie spieszcie się z ponownym napełnianiem kotła. Czy jest coś jeszcze, co mógłbym zrobić… — Mistrz Weyrzątek wszedł pod skrzydło i dopiero wtedy zauważył Moretę. — Wydawało mi się że twoja królowa zniosła jaja, Moreto.
— Zniosła, ale tej tu niewiele brakowało do śmierci… Kiedy Moreta pokazała mu poplamioną posoka podłogę.
Mistrz Weyrzątek przeraził się.
— S’ligar jest lekko chory, pomimo szczepionki — powiedział Cr’not. — Ale… — tu spojrzał na Pressena, i Dionę, dziękującą weyrzątkom — sam słyszałem, jak Falga prosiła o wodę…
— To nie jest niczyja wina, Cr’nocie. Wszyscy są zmęczeni. przekroczyli już granice wytrzymałości i próbują robić to, na czym się nie znają. To ja powinnam była zbadać tę ranę dwa dni temu!
— Czasami wydaje mi się, że działamy już całkiem machinalnie — powiedział Cr’not, pocierając sobie twarz i oczy.
— Na to wygląda. No, to już ostatni szew! Dziękuję ci, Pressenie. Masz zadatki na dobrego uzdrowiciela Weyru!
— Jak się wreszcie przyzwyczaję do takich wielkich pacjentów! — Pressen odpowiedział uśmiechem na uśmiech Morety.
— A teraz nauczysz się jeszcze jednej bezcennej techniki leczenia smoków — powiedziała Moreta i skinęła na Pressena, żeby poszedł za nią. Wzięła największą strzykawkę z torby Barly’ego, dopasowała do jej otworu igłę cierniową, namoczyła tampon w czerwonym zielu, a potem zanurkowała pod skrzydło Tamianth. — Diono!
— Och, nie! — zajęczała bojaźliwie Diona rozkładając ręce, żeby zasłonić swoją królową. — Tamianth już znacznie lepiej wygląda. Poprawił jej się kolor.
— Oczywiście, ale jeżeli nie damy jej trochę posoki na stawy, może już nigdy nie móc latać. Holth, powiedz Kilanath!
Cr’not spoglądał zaskoczony na Władczynię Weyru, a Diona jęknęła znowu.
— To nie potrwa długo i nie będzie bolało, Kilanath. Królowa była znacznie bardziej chętna do współpracy niż jej jeźdźczyni, uklękła, żeby poddać się zabiegom Morety, i pochyliła skrzydło.
— Widzisz, Pressenie? Tu, gdzie żyła krzyżuje się z kością? Kiedy Pressen skinął głową, Moreta wtarła trochę czerwonego ziela, od czego złota skóra smoczycy zrobiła się brązowa. Delikatny, ostry cierń wszedł w skórę i żyłę tak gładko, że smoczyca nawet nie poczuła ukłucia. Moreta zręcznie wciągnęła do rurki posokę, połyskującą zielonkawo w świetle żarów.
— Bardzo ciekawe — powiedział Pressen z napiętym wyrazem twarzy. Żadne z nich nie zwracało uwagi na jęki Diony i okrzyki odrazy Cr’nota.
— A teraz posmarujemy tym stawy i chrząstki. — Moreta powróciła z Pressenem do Tamianth. — Czy widzisz, jakie te chrząstki są suche? Posoka natychmiast w nie wsiąka. A popatrz tutaj, najbliżej barku, widzisz jak tworzą się krople posoki? Organizm Tamianth zaczyna znowu funkcjonować. Uratujemy jeszcze to skrzydło! — Uśmiechnęła się szeroko do małego człowieczka, który patrzył na nią rozpromieniony. — Oczy Tamianth też nabierają koloru.
— Rzeczywiście! Chyba nawet mrugnęła do mnie.
Moreta zaśmiała się. Szarość rzeczywiście odpływała z olbrzymich oczu Tamianth, a kiedy smoczyca poczuła się lepiej, pojawiła się w nich znowu iskierka, którą Pressen wziął za „mruganie”.
— Na to wygląda. Wie, kto jej pomógł.
— A Falga śpi. — Pressen pospiesznie podszedł do łóżka i zbadał puls na szyi Falgi. Odetchnął z ulga. — Jest teraz dużo spokojniejsza.
„Co tam słychać, Holth?” — zapytała w myślach Moreta, uświadamiając sobie, że ma wiele innych zobowiązań. „Obie śpią!” — powiedziała obojętnym tonem Holth.
— Muszę wracać do Fortu. Cr’nocie, czy zrobisz to dla mnie i będziesz kontrolował to skrzydło? Pressen potrafi pobierać posokę i wie gdzie ją nałożyć, kiedy zajdzie potrzeba, ale nie będzie sam wiedział, czy jest to konieczne, czy nie.
— Zrobię to! — Cr’not uroczyście skinął głową. — Nie powinnaś jednak zostawiać swojej królowej — dodał, potrząsając z zatroskaniem głową.
— Przychodzi taka chwila, kiedy to, co się powinno robić, ma niewiele wspólnego z tym, co się robi, Cr’nocie. Posłano po mnie! Przyleciałam! A teraz odlatuję! — Skinęła Cr’notowi głową. Mistrzowie Weyrzątek stanowili zupełnie odrębny gatunek ludzi i uważali, że wolno im wszystkich w Weyrze krytykować. Zbierając swoje rzeczy, Moreta mrugnęła do Pressena, a następnie wyszła z budynku.
Wbiegła na schody.
„One śpią” — powtórzyła Holth, a oczy jej pogodnie wirowały.
— My też pójdziemy spać, jak tylko wrócimy do domu powiedziała Moreta, dosiadając chudego grzbietu Holth. — Lećmy teraz do Weyr Fortu.
Holth zeskoczyła z półki skalnej i natychmiast zanurzyła się w „pomiędzy”. Kiedy otulało je zimno nicości, Moreta zastanawiała się, czy nie powinna Leri wspomnieć o tej dziwacznej sztuczce Holth. Czy chodziło tylko o to, że królowa była stara i nie mogła wybić się silnie? A może taka krytyka ze strony Morety zostałaby źle przyjęta?
A potem wynurzyły się w bladym świetle przedświtu i leciały niziutko tuż nad jeziorem Weyr Fortu. Mało prawdopodobne, żeby jeździec wartownik dojrzał w ciemnościach smoka, który leci tak nisko.
Holth wyładowała na swojej półce skalnej, przyjęła podziękowania Morety, po czym poczłapała chwiejnie do swojego weyru. Moreta zbiegła w dół po schodach i wpadła do Wylęgarni. Z ulgą stwierdziła, że Orlith nawet głową nie ruszyła podczas jej nieobecności. A Leri leżała na pryczy Morety, pogrążona w głębokim śnie.
Rozdział XIII
Alessan musiał zrobić przerwę. Krople potu wystąpiły mu na czoło, spływały po policzkach i brodzie. Spociły mu się dłonie, zaciśnięte na rękojeści pługa, a biegusy, ciągnące pług po ubitej deszczem ziemi, dyszały równie ciężko jak on sam. Lord Warowni Ruatha nie zwracał uwagi na to, że pieką go pęcherze, które porobiły mu się przez ostatnie dwa dni, i wytarł dłonie w brudną szmatę zatkniętą za pas. Otarł ręką spoconą twarz i kark, łyknął wody z flaszki, podniósł lejce, klepnął po zadach biegusy i uchwycił na powrót nieporęczny pług.