Moreta złapała Alessana za rękę, kiedy Lord zachwiał się na nogach. Uzdrowiciel podtrzymał go z drugiej strony. Tuero spoglądał na Alessana ze współczującym wyrazem twarzy.
— Tym razem szczepieniom trzeba poddać zarówno zwierzęta, jak i ludzi — ciągnął dalej Capiam. — Na całym kontynencie. Opracowałem plan dystrybucji szczepionki, a Moreta postara się o pomoc smoczych jeźdźców. Potrzebna jest nam teraz surowica od ozdrowieńców. Masz dość biegusów, żeby zaspokoić potrzeby tej Warowni, Fortu i Południowego Bollu oraz tej części Telgaru, która podchodzi pod twoje granice. Lord Shadder wyświadczy nam tę przysługę na wschodzie.
— Przecież stada w Keroonie są przeogromne… — Alessana oszołomiła nagle skala tego przedsięwzięcia.
— Już nie — powiedział łagodnie Capiam. — Jeżeli ten twój Dag ocalił rasowe biegusy, to jesteś bogatszy, niż ci się wydaje. Czy możemy liczyć na twoją pomoc?
Alessan popatrzył na Mistrza Uzdrowiciela.
— Ruatha straciła bardzo wiele: ludzi, stada, wszystko, z czego była tak dumna. Użyczymy jednak wszelkiej pomocy, jakiej tylko będziemy w stanie użyczyć. Może w ten sposób uda nam się zmazać hańbę naszej wieczystej — Alessan wskazał na kopiec grzebalny — gościnności.
W głosie młodego Lorda Warowni nie było goryczy, ale nikt ani przez chwilę nie wątpił, że epilog tego Zgromadzenia pozostawił niezatarte ślady w jego duszy.
— Dlaczego uważasz, że to na ciebie spada odpowiedzialność za to? — Jednym gwałtownym gestem Capiam wskazał kopce grzebalne, a drugim stajnię. — Nie ponosisz żadnej winy, Lordzie Alessanie. To niedający się przewidzieć zbieg okoliczności. „Szkwał” został zepchnięty z kursu. Oportunizm kazał kapitanowi wylądować na Południowym Kontynencie, a chciwość trzymała go tam przez trzy dni. Co skusiło załogę, żeby przewieźć tamto zwierzę na północ, nie dowiemy się nigdy, ponieważ żaden ze świadków tej nagannej decyzji już nie żyje. Nie miałeś na to żadnego wpływu. Jednakże ty, Lordzie Alessanie, wykazałeś wielką odwagę, opiekowałeś się chorymi, starałeś się obsiać pola, zachować rasowe stada Ruathy. A najważniejsze — tu Capiam odetchnął głęboko — że po tych wszystkich ciężkich przeżyciach wciąż jeszcze chcesz pomagać innym.
— Kiedy spada na człowieka nieszczęście, ten kto nie jest zaradny i nie ma wyobraźni, rozgląda się naokoło i szuka, na kogo by tu zrzucić winę; człowiek śmiały godzi się ze swoją niedolą i podejmuje wysiłki, żeby przetrwać, a przy tym dojrzewa i doskonali się.
— Z kursu został zepchnięty przez niewczesny szkwał jeden jedyny rybacki statek i wydarzenie to miało wpływ na nas wszystkich — mówił dalej Capiam ze smutnym wyrazem twarzy. Rzucił spojrzenie na Desdrę, która przyglądała mu się z zakłopotaniem. — Jeżeli uważasz, że u podstaw życia leży sprawiedliwość, to stało jej się zadość, bo kapitan i załoga nie żyją. My zaś żyjemy. I czeka nas robota. — Capiam chwycił Alessana za ramię i potrząsnął nim, żeby podkreślić swoje słowa. — Lordzie Alessanie, nic z tego nie jest twoją winą, ale chwała ci za twoją przenikliwość!
Na zewnątrz Arith zatrąbił nagle na powitanie; odpowiedział mu jakiś głębszy głos.
— Spiżowy smok? Tutaj? — Moreta szybko skierowała się do wyjścia ze stajni. M’barak stał przy Arithu, który wpatrywał się w niebo. Błękitny smok zachowywał się spokojnie, ale Moreta obawiała się, że mógł za nią przylecieć Sh’gall. — M’baraku, kto to przyleciał?
— Nabeth i B’lerion — powiedział obojętnie M’barak, osłaniając oczy od słońca.
— B’lerion! — Moreta odetchnęła z ulgą, a kiedy z Warowni wypadła jakaś smukła postać i pomknęła w dół nasypu, zrozumiała, skąd wziął się tu ów jeździec.
Arith uniósł się na zadzie i zaryczał.
— Nie mam pojęcia, co go napadło, Moreto — zawołał zażenowany M’barak. — Zaczął być strasznie opiekuńczy w stosunku do pani Okliny.
— W Wylęgarni leży królewskie jajo, M’baraku — powiedziała Moreta, a kiedy zrozumiała, że jej wyjaśnienie nie dotarło do weyrzątka, dodała: — Błękitne smoki często okazują wielkie podniecenie w czasie Poszukiwania. Chociaż wydaje się, że Arith dojrzał przedwcześnie. — Zmarszczyła brwi patrząc na Oklinę, która czekała na B’leriona. — Nie sądzę, żeby Weyr Fort miał prawo zabierać ją z Ruathy.
Odwróciła się na pięcie. Alessan prowadził właśnie Capiama, Desdrę i Tuero do wirówki. Wielkie koło już zwalniało i można było zbadać następną porcję surowicy. Odwróciwszy głowę Moreta ujrzała, że Nabeth wylądował i B’lerion ześlizguje się niezgrabnie po boku spiżowego smoka. Oklina powitała go powściągliwie, wskazując na pomieszczenia dla zwierząt. B’lerion wziął ją za rękę i poszli. Kiedy skręcili na drogę, Moreta zobaczyła, że lewa ręka B’leriona spoczywa na temblaku. Nie mógł polecieć na Opad. Czy cieszył się, że może pozostać na ziemi? Może uznał to obrażenie za dobrą wymówkę, pozwalającą odwiedzić Oklinę?
Wycofawszy się w cień, Moreta przyłączyła się do grupy przy wirówce. Stała z boku — żeby lepiej widzieć Alessana — a uzdrowiciele zastanawiali się, ile potrzeba szczepionki, jaka może być najmniejsza efektywna dawka, jak dyskretnie dowiedzieć się, ile biegusów jest po gospodarstwach.
— Należy brać pod uwagę masę ciała — powiedziała Moreta, włączając się do rozmowy.
— Musimy liczyć się z tym, że w różnych zapadłych gospodarstwach na pewno znajdą się trenerzy nie tylko niekompetentni, ale i sceptycznie nastawieni. Jeśli w ogóle żyją tam jeszcze jacyś trenerzy. — Zarumienił się, kiedy Capiam zganił go wzrokiem.
— Powynajdywaliśmy różnych utalentowanych ludzi i skierowaliśmy ich tam, gdzie są potrzebni. To zdumiewające, jak wiele ludzie mogą zdziałać, kiedy są do tego zmuszeni.
— Mistrzu Capiamie, czy to szczepienie biegusów jest takie istotne w obecnej chwili? — zapytała Desdra, nie spuszczając swoich szarych oczu z twarzy Uzdrowiciela.
— Jeżeli o zarażeniu decyduje czynnik zwierzęcy, a wydawało mi się, że co do tego doszliśmy do porozumienia…
— Tak, ale nie stać nas na daremny wysiłek. — Desdra wskazała na ozdobną butlę, w której warstwy krwi już się ustały. Muszę ci wyznać, że ledwo starczy nam igieł na zaszczepienie ludzi. Nie byłoby rzeczą roztropną używać igieł po kilka razy ciągnęła dalej cicho Desdra. — Niebezpieczeństwo zarażenia…
— Wiem, wiem. — Capiam potarł rękami czoło. Uśmiechnął się słabo. — Tylko wtedy możemy mieć pewność, że wyplenimy tę zarazę, jeżeli zaszczepimy ludzi i zwierzęta.
— Czy brakuje wam jedynie igieł cierniowych? — zapytała Moreta, zauważając przygnębienie Capiama.
— Brakuje nam też czasu — odparła Desdra odwracając się, żeby nie widzieć rozczarowania swojego mistrza. Nie zauważyła wymiany spojrzeń pomiędzy Moretą a Capiamem. — Zwróciłam się z prośbą do wszystkich warowni i cechów, objętych siecią bębnów, żeby przysłały nam spis posiadanych zapasów. W obecnym stanie rzeczy będziemy być może musieli wykluczyć niektórych ludzi…
— Jak? Kto? Kiedy? — Capiam zadawał Morecie te lapidarne pytania ochrypłym szeptem, ale głos miał tak napięty, że wszyscy ucichli, a Desdra gwałtownie odwróciła się i spojrzała na niego.