Выбрать главу

Moreta nerwowo wzruszyła ramionami. — Trzeba rozejrzeć się. I zachować milczenie, bo jest to równie ważne jak same igły. — W tym momencie pojawili się B’lerion i Oklina. — Czy jesteś ciężko ranny, B’lerionie? — zapytała, pozdrawiając wesoło spiżowego jeźdźca, i dodała cichszym głosem, zwracając się do Capiama: — Nie może być z nim tak bardzo źle, bo nie ryzykowałby lotu w „pomiędzy”.

— Nie, wywichnąłem sobie tylko ramię — odpowiedział niepewnie spiżowy jeździec. — Pressenowi potrzebny był ktoś, kto by przewiózł do Ruathy to, co możemy im oddać z naszych zapasów, więc się zgłosiłem na ochotnika. — B’lerion nawet nie spojrzał na Oklinę, która stała tuż przy nim, ale skłonił się z milczącym współczuciem Alessanowi. — Chciałem wyrazić…

— Możesz nam w czymś pomóc, skoro już tu jesteś — powiedziała Moreta, a B’lerion spojrzał na nią zaskoczony. Odciągnęła go na bok, wytłumaczyła, jaka jest sytuacja, i przedstawiła swą prośbę.

— Przyznaję ci rację — odparł B’lerion, pospiesznie zerkając w kierunku Capiama i Alessana — że sprawa jest niesłychanie pilna, ale dodać kilka godzin do dnia to co innego niż przeskoczyć parę miesięcy. Sama dobrze wiesz, że jest to cholernie niebezpieczne! — Chociaż B’lerion często lekceważył formy dobrego zachowania, nie był nieroztropny ani nieodpowiedzialny.

— B’lerionie, wiem dokąd trzeba polecieć. Wiem, kiedy dojrzewają do zbiorów igły cierniowe. Zawsze kwitną wtedy drzewa ging, a las tropikalny przypomina zieloną twarz o tysiącu oczu w ciemnej oprawie…

— Szalenie poetyczne, Morelo, ale chyba potrzebna by mi była jakaś bardziej dokładna wskazówka.

— To określa nam porę, a dokładne współrzędne uzyskamy sprawdzając, jakie jest jesienne położenie Czerwonej Gwiazdy. Alessan ma mapy. Czerwona Gwiazda wschodzi coraz bardziej na zachód. Trzeba tylko obliczyć jej jesienne położenie. Widziała, że ten argument bardzo go uspokoił.

— Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że spędzę wolne popołudnie na zbieraniu igieł cierniowych…

— Możemy tam spędzić tyle czasu, ile trzeba będzie, B’lerionie, i zebrać to, co jest nam teraz tak rozpaczliwie potrzebne. Musimy jednak polecieć już teraz, ponieważ chcę wrócić do Weyru na koniec Opadu. Nabeth sobie z tym poradzi.

— Oczywiście, ale oni się dowiedzą — pokazał palcem stojącą w oczekiwaniu grupkę — że polecieliśmy naprzód w czasie, Moreto.

— Capiam i Desdra już wiedzą, że jest to możliwe. — Uśmiechnęła się widząc jego minę. — W końcu to Siedziba Uzdrowicieli wyhodowała smoki.

— No tak — przyznał B’lerion.

— Będziemy również musieli wykorzystać tę zdolność w dzień rozwożenia szczepionki.

B’lerion zamrugał oczami i zerknął na Oklinę.

— Może i Weyry darują nam, jeżeli zrobimy z tego taki użytek, Moreto.

— Nie muszą wiedzieć, że dzisiaj zrobiliśmy sobie trochę czasu. Kto wie, że tutaj przyleciałeś?

— Pressen i ten chłopak na dworze.

— Wyślę stąd M’baraka z jakimś zadaniem. Z pewnością możemy liczyć na milczenie Okliny. W ten sposób będziemy mieli sześcioosobową grupę roboczą. Weyry, warownie i cechy nie wytrzymają drugiej epidemii.

— Muszę ci przyznać rację, Moreto. — B’lerion rozejrzał się dokoła. — Ten widok zwala człowieka z nóg. — Każę Nabethowi skontaktować się Orlith. Jeżeli ona się zgodzi…

— Powiedz Orlith, że to dla biegusów. Musimy o nie dbać. Kiedy Moreta przedstawiła swój plan Capiamowi, Desdrze i Alessanowi, odpowiedzieli zaskoczeni, że nie mają czasu, żeby przyłączyć się do tej wyprawy.

— Mistrzu Capiamie, to, o co mi chodzi, nie zajmie nam w ogóle czasu teraźniejszego — odparła surowo na ich protesty. — Alessanie, przecież da się chyba zorganizować sprawy w Warowni w taki sposób, żebyś mógł oddalić się stad na godzinę? — Tymczasem twoi ludzie przywiozą tu Daga i spędzą na dół klacze i źrebaki. Co masz teraz do roboty? Przyglądać się, jak wirują butelki? Najważniejsze, żeby nasze przedsięwzięcie zostało utrzymane w tajemnicy. Capiam i Desdra wiedzą już o tej zdolności smoków i bardzo są im potrzebne igły cierniowe. B’lerion gotów jest do drogi. Nabeth bez trudu uniesie naszą szóstkę, a przez dzień ciężkiej pracy przy zbiorach zdobędziemy to, co jest konieczne, żeby zaraza nie objęła znowu swoim zasięgiem całego kontynentu. Nikt więcej nie może o tym będzie wiedzieć.

— Sześcioro? — zapytał Alessan po pełnej namysłu pauzie.

— B’lerionowi zależy na towarzystwie twojej siostry. Desdra zachichotała. Capiam szeroko się uśmiechnął, a Alessan wyglądał na zaskoczonego.

— Wspominałaś coś o paradoksie czasowym, Moreto — zaczął Capiam.

— To nas nie będzie dotyczyć, chyba że wrócimy do Isty tego dnia, kiedy rozkwitają drzewa ging.

— Bardzo mało prawdopodobne.

— Do jaru, o który mi chodzi, można dostać się tylko od strony wysokiego urwiska. Zbierałam tam już kolce wiele razy, kiedy byłam w Iście.

Alessan wahał się jeszcze przez chwilę, spoglądając na Follena i ludzi, którzy czekali z biegusami zaprzężonym do wózka.

— Jeszcze jeden drobny, ale bardzo ważny szczegół, Alessanie — powiedziała Desdra. — Twoje stajnie są bardzo dobrze utrzymane, ale, ściśle rzecz biorąc, nie jest to idealne środowisko do produkowania dużych ilości surowicy, która musi być wolna od zanieczyszczeń. — Wskazała na łajno kulawego biegusa.

— Bardzo słusznie — zgodził się Alessan, a potem uśmiechnął się ironicznie i dodał — Sprzątanie nie powinno zająć więcej niż godzinę. Jakie wyposażenie powinniśmy wziąć ze sobą?

— Siatki — odpowiedziała Moreta. — Wszystkiego innego dostarczy nam dżungla.

B’lerion podszedł do nich uśmiechnięty.

— Nabeth był zaskoczony, że rozmawia z dwiema królowymi naraz, ale masz jej pozwolenie na lot, żeby tylko nie zajęło ci to zbyt wiele czasu. Wysłałem M’baraka do Warowni Dalekich Rubieży, żeby przywiózł więcej butli wyprodukowanych przez uczniów Mistrza Claresha. Pewnie w każdej większej warowni na zachodzie trochę ich się znajdzie. Clargesh taki był z nich dumny. To mu zajmie trochę czasu.

— Dobrze, B’lerionie, a teraz znajdź jakaś kurtkę dla Okliny.

— Ona jest taka niezwykła, prawda? Nic dziwnego, że Arith to zauważył.

Capiam i Desdra udzielali Follenowi i Tuero instrukcji, jak powinni zorganizować produkcję szczepionek. Alessan wysłał ludzi po Daga i stada biegusów, a potem zaproponował, żeby aparat do szczepionek zainstalować w Wielkiej Sali, ponieważ większość znajdujących się tam pacjentów można przenieść na wyższe piętra Warowni albo nawet do ich własnych chat. Moreta pomogła Alessanowi przygotować do zabrania wszystkie siatki, które wisiały na ścianach stajni, spinając je rzemieniami w jeden tobołek. Zanim z Warowni wrócił B’lerion z Oklina, inni zaczynali się już niecierpliwić.

— Musiałem poszukać map, moja droga Moreto. Nie mam zamiaru skakać w przyszłość, mając za jedyną współrzędną ”zieloną twarz o tysiącu oczu w ciemnej oprawie”. Musimy znaleźć się tam o świcie, żeby mieć absolutną pewność, ponieważ będą wtedy widoczne obydwa księżyce.

Kiedy zaczęli dosiadali rosłego Nabetha, Moreta odwróciła się do Alessana.

— Przygląda się nam Tuero. Może się czegoś domyśla? — Alessan błądził rękoma po jej talii, niby to pomagając jej przesunąć się w stronę B’leriona, który już siedział na karku Nabetha.

— Każdy harfiarz zawsze się czegoś domyśla i nie ma na to rady. Starałem się jednak zasugerować Tuerowi, że wybieramy się do Mistrza Balfora, w sprawie tej szczepionki dla zwierząt. Niedługo zaczną przenosić wszystko do Wielkiej Sali, a wtedy nie będzie miał czasu zastanawiać się nad innymi sprawami.