Выбрать главу

— Powiedziałaś, że możemy tu zostać tak długo, aż zbierzemy tyle kolców, ile nam potrzeba — powiedział cicho Alessan, klęcząc obok niej. — I mimo to wrócimy do Ruathy, zanim tam upłynie godzina… — Popatrzył badawczo w jej odwróconą twarz i chwycił ją za ręce, zanim zdążyła sięgnąć po następne ciernie. — Czy nie moglibyśmy przywłaszczyć sobie odrobiny tego czasu?

Usłyszeli dźwięczny, pełen zachwytu śmiech Okliny, a po nim przekleństwo zaskoczonego B’leriona.

— To diabelstwo gryzie!

Moreta napotkała spojrzenie Alessana. Podniosła ręce, przesunęła palcami po bruzdach, jakie napięcie i niepokój wyżłobiły na jego obliczu. Wystarczyło to lekkie dotknięcie, a zareagowało całe jej ciało. Kiedy ją pocałował, bez sprzeciwu osunęła się w jego ramiona. Zalała ją fala gorącego uczucia. Klęczeli przy krzaku, który właśnie oczyszczali z iglastych cierni. Moreta zarzuciła Alessanowi jedną rękę na szyję, a drugą mocno przycisnęła go do siebie.

— A czego więcej można się spodziewać po jednorękim człowieku? — głośno narzekał B’lerion.

Moreta i Alessan oderwali się od siebie, ale spiżowego jeźdźca nie było jeszcze widać. Alessan uśmiechnął się rozbawiony ich zmieszaniem.

— W południe będzie za gorąco, żeby pracować, Alessanie, i na pewno uda nam się wtedy znaleźć jakieś miejsce, gdzie nikt nam nie zakłóci spokoju.

— Sprytnie uczyniłaś dzieląc nas na pary.

— Człowiek zawsze bardziej żałuje tego, czego nie zrobił, niż tego, co zrobił — powiedziała Moreta z udawaną surowością.

— Ja osobiście nie lubię, kiedy jest za gorąco. — Teraz Alessan w skupieniu zaczął całować jej policzki i szyję. Wystarczył jeden nie ostrożny ruch i dotknął ręką cierniowego krzaka. Odskoczył jak oparzony, pociągając za sobą Moretę. — One naprawdę gryzą! — Pocierał rękę, gdzie na skórze pojawił się rządek drobnych, krwawych koralików.

— Oczywiście, że gryzą. — Sięgnęła po ucięty ging i wycisnęła trochę soku na ukłucia. — Ten sok zaklei też ranki. Naprawdę, Alessanie — ucałowała go i pogładziła po twarzy — musimy zająć się tym, po co tu przybyliśmy!

— Ja się zaraz policzę z tym krzakiem — powiedział Alessan i garściami zaczął zrywać ciernie. — Masz nauczkę, mój kolczasty przyjacielu! A masz! A masz! I oto już jesteś goły!

Na ten pełny oburzenia monolog Moreta parsknęła śmiechem i zaczęła w pośpiechu pakować plon jego zemsty.

— Ty obierałaś pierwszy krzak. Teraz pakuj dla mnie! — mruknął Alessan. Kiedy zamykała ostatnią paczkę, zaczął całować ją w szyję, w brodę.

— Chyba na całym Pernie nikt nie pakuje szybciej, niż ty — pochwalił ją, nie zajmując się już kolcami.

— Teraz moja kolej, żeby zbierać — powiedziała Moreta, skubiąc go zębami za ucho i gładząc jego gęste włosy. — Ktoś w końcu musi zrobić z tobą porządek — mruknęła. Alessan miał już tak potarganą czuprynę, jak za dawnych lat, co ją z jakiegoś powodu denerwowało.

— To ja z tobą zrobię porządek, jeśli się nie weźmiesz do roboty, Moreto.

— I tak pracuję szybciej niż ty — powiedziała, obrywając pospiesznie z najbliższego krzaka całe garście kolców i sypiąc je na stos, który Alessan miał zapakować.

— Czy nie potraficie pracować w zgodzie? — zapytał B’lerion, wyłaniając się nagle zza zakrętu wąwozu.

— Wkrótce się nauczymy! — odpowiedzieli chórem, wesoło machając do niego rękami. B’lerion przyjrzał im się przez chwilę i odszedł.

— Teraz czas na pracę, bawić się będziemy później — powiedziała Moreta, dalej ogałacając cierniste krzaki z kolców.

— Można pracę połączyć z zabawą. — Alessan lekko musnął ją dłonią.

Pracowali solidnie, ale oboje wykorzystywali każdą okazję, żeby się przytulić czy pocałować, kiedy zawijali igłowe ciernie w ging. Klęcząc pod krzakami dotykali się kolanami lub udami. Moreta czuła, jak podnoszą jej się na rękach cieniutkie włoski, jak reaguje na jego rozkoszną bliskość. Miała ochotę rozchichotać się jak ostatnia idiotka. Widziała, że Alessan ma również na twarzy niezbyt mądry uśmiech. Zdążyli już niemal całkiem zapomnieć o obecności reszty towarzystwa, kiedy B’lerion i Oklina z hałasem przedarli się na szczyt wąwozu.

— Ale z was pracusie — powiedział B’lerion z niechętnym uznaniem. — Nie zauważyliście, że się zrobiło okropnie gorąco? Był goły do pasa, a Oklina podwiązała sobie koszulę pod piersiami, odsłaniając talię. Niosła cztery siatki zapakowanych igieł cierniowych. — Poza tym zgłodniałem, chociaż może wam nie chce się jeść. — Zakołysał tobołkiem zrobionym z koszuli. — Znalazłem trochę dojrzałych owoców i zrąbałem jedną z tych palm, które mają jadalny rdzeń. Nie wytrzymacie tego tempa pracy — gestem wskazał na ich pełne siatki — jeśli czegoś nie zjecie… Capiamie! Desdro! Zjedzmy coś!

Capiam i Desdra, którzy kłócili się właśnie o ściągające własności soku z drzew ging, wolnym krokiem podeszli do nich. Capiam również ściągnął tunikę i zarzucił ją sobie na ramiona. Był bardzo chudy, wyraźnie było mu widać wszystkie żebra.

— Wiem, że jest gorąco — zaczęła zręcznie Moreta — ale żadne z nas nie może wrócić do Ruathy z oparzeniami od słońca.

Capiam pokazał liść, którego używał jako wachlarza.

— Ani z porażeniem słonecznym. — Na widok pełnych siatek uniósł z podziwem brwi. — Nasze siatki zostawiliśmy tam, zgodnie z tradycją powinniśmy o tej porze dnia zrobić sobie sjestę.

Wszyscy przyznali, że to rozsądny pomysł.

— Znalazłam trochę melonów i tych czerwonych korzeni, które tak smakują Istańczykom — powiedziała Desdra.

— Na wszystkich drzewach wiszą całe pęki orzechów, Alessanie. Mógłbyś zerwać trochę, jeżeli potrafisz się wspinać — rzekła Moreta.

— Wejdę na drzewo, a ty łap.

Alessan zdjął koszulę, żeby mu się nie podarła, a Moreta wrzucała do niej orzechy. Kiedy skończyli pracę, w nagrodę przytuliła go mocno, a on wsunął ręce pod jej tunikę i pieścił jej ramiona. Ku własnemu zaskoczeniu Moreta przekonała się, że Alessan ma skórę gładką jak skóra Orlith, a zapach niemal korzenny.

Przypomnieli sobie o swoich obowiązkach. Ta prosta czynność nie powinna zająć im zbyt wiele czasu. Moreta stwierdziła, że nieco spiekła się na słońcu.

— Na tej szerokości geograficznej słońce zbyt ostro świeci, jak na naszą wybladłą, zimową skórę — powiedziała Desdra, wylegując się na liściach gingu, których w tym celu nacięli oboje z Capiamem. — A ten upał każdego by zmęczył — dodała, wachlując się.

Przy jedzeniu odprężyli się wszyscy. Czerwone korzenie były mięsiste, miękkie orzechy właśnie dojrzały, a melony miały winny posmak. Rdzeń palmy był orzeźwiająco chłodny i chrupiący B’lerion ani na chwilę nie przestawał żartować i komentować faktu, że podczas wyprawy, która ma uratować cały kontynent, dysponuje zaledwie jedną ręką. Czy wobec tego ma oczekiwać tylko połowy należnego mu uznania?

— Czy on zawsze jest taki? — zapytał cicho Alessan, kiedy B’lerion opowiedział im zabawną historyjkę, naśmiewając się z Lorda Diatisa. — Nawet harfiarze nie mogą się z nim równać.

— Potrafi dobrze śpiewać, ale jest przy tym najprawdziwszym smoczym jeźdźcem — odparła Moreta.

— Czemu więc nie został twoim partnerem w Weyrze?

— Orlith wybrała Kaditha.

— A ty w tej sprawie nie miałaś nic do powiedzenia? — zirytował się Alessan. Rano, podczas wspólnej pracy, Moreta zorientowała się, że nie darzy on sympatią Sh’galla. Czy aby Ruatha nie straci oparcia w Przywódcy Weyr Fortu na skutek ich wzajemnych powiązań? Usiłowała właśnie odpowiedzieć sobie na to pytanie, kiedy Alessan z błagalnym i skruszonym wyrazem twarzy położył dłoń na jej ręce, prosząc, żeby wybaczyła mu te szorstkie słowa. — Przepraszam cię, Moreto. To jest sprawa Weyru.