Выбрать главу

— Przed snem? — zawołali równocześnie Capiam i Moreta.

— A tak. — B’lerion podniósł do góry rękę, żeby powstrzymać ich protesty. — Spojrzał surowo na Moretę. — Ty po Opadzie będziesz musiała przez następne godziny łatać smoki. Nie poradzisz sobie z tym po takim dniu. — Ty, Alessanie, będziesz musiał zaszczepić te swoje bezcenne klacze rozpłodowe i źrebaki i sprowadzić je na dół z łąk. Nie wyobrażam sobie, żebyś pozwolił komuś innemu tym kierować. Wy, Desdro i Capiamie, po powrocie będziecie musieli rozszerzyć program szczepień tak, żeby objął biegusy, a nie jest to łatwe zadanie. Skoro więc skończymy jeść, należy się przespać. Kiedy wzejdzie Belior, Nabeth nas obudzi, prawda, ty mój wspaniały? — B’lerion klepnął smoka po karku.

— B’lerionie — zaprotestowała energicznie Moreta — ja naprawdę powinnam wracać do Orlith.

— Orlith ma się świetnie, moja droga. Świetnie! Nie będzie cię tylko przez godzinę rzeczywistego czasu. A mówiąc szczerze, moja droga przyjaciółko, lecisz już z nóg! — B’lerion pochylił się i zmierzwił jej włosy śmiałym gestem, na co siedzący obok Alessan aż zesztywniał. Moreta szybko położyła mu rękę na udo, żeby go uspokoić. — Tak czy owak — ciągnął dalej B’lerion — nie masz wyboru, Moreto. — Był tak rozbawiony, że jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. — Możesz stąd odlecieć wyłącznie na Nabecie. A on słucha moich rozkazów.

— Przebiegły z ciebie człowiek — powiedział bez urazy Capiam.

— Nie przebiegły, tylko rozsądny — poprawiła go Desdrą. Przerażenie mnie ogarniało na samą myśl o tym, że wpadnę znów w ten wir pracy, w te wszystkie obowiązki. Nie mówiąc już o tym, jak to wytłumaczymy. — Przyjrzała się swoim podrapanym rękom.

— Jeżeli każdemu dasz tyle do roboty, co zwykle, Desdro — powiedział Capiam — nikt nie będzie miał czasu, żeby zwrócić na to uwagę.

— Ułóżcie się więc jak najwygodniej przy Nabecie. Jemu nie przeszkadza to, że będzie nam służył zarówno za poduszkę, jaki za osłonę przed wiatrem. Jest tu miękka trawa, a wiatr od morza odpędzi komary.

Potem B’lerion kazał Nabethowi wyciągnąć szyję i usadowili się tam razem z Okliną. Capiam i Desdra ułożyli się w zakręcie ogona, a Moreta przytuliła się do boku Nabetha i skinęła na Alessana, żeby do niej dołączył.

— Nie przygnieciecie nas? — wyszeptał Alessan.

— Dopóki B’lerion leży mu na karku, nawet nie drgnie. Tak więc Alessan wtulił się plecami w Moretę, oplótł się w pasie jej rękami i ścisnął jej dłonie. Moreta czuła, jak jego oddech robi się coraz wolniejszy. Przytuliła twarz do jego silnych pleców. Tropikalna noc była ciepła i wonna. Moreta usłyszała, jak Capiam mruknął coś i ucichł. Alessan spał, ale Morecie nie dawało spokoju to samo poczucie dezorientacji, które męczyło ją rano. Czuła kojący, korzenny zapach smoka, z niewielką domieszką smoczego kamienia, i zdała sobie sprawę, że po raz pierwszy od dwudziestu Obrotów spędziła dzień bez Orlith. Tęskniła za nią. Orlith podobałoby się to, jak czule kochał ją Alessan. Kiedy się kochali, brakowało jej tylko tego, żeby smoczyca mogła podzielać jej szczęście. Uspokojona Moreta zasnęła.

Jak tylko Nabeth wpadł w przestrzeń powietrzną nad Ruathą, z Moretą skontaktowała się rozpaczliwie zdenerwowana Orlith.

„Jesteś tam! Gdzie byłaś?”

„Gdzieś się podziewała”? — spytała zaniepokojona Holth.

„Byłam w Iście. Tak jak wam powiedział Nabeth.”

„Nie mogłyśmy cię tam znaleźć!” — odezwały się obydwie królowe.

„Jestem tutaj. Mam to, po co polecieliśmy. Wszystko w porządku! Niedługo wracam.”

Jak tylko Moreta poczuła obecność Orlith, skończyła się ta związana ze zmianą czasu dezorientacja i dziwaczne poczucie niespójności, które męczyło ją w Iście nawet we snach. Była nie tylko wypoczęta, ale i niezwykle ożywiona. Miała wrażenie, że gdzieś w środku tkwi w niej ciepła kula euforii, która rośnie i napełnia siłą całe jej ciało. Rzeczywiście było to bardzo rozsądne ze strony B’leriona, że uparł się, żeby się przespali.

Siedzący za Moretą Alessan nagle zesztywniał i mocno zacisnął ręce na jej talii. Choć od wiatru wywołanego szybowaniem Nabetha gwizdało jej w uszach, słyszała przekleństwa Alessana. Spojrzała w dół na posępną Ruathę i zdała sobie sprawę, jak Alessan musi cierpieć, patrząc z perspektywy smoczego grzbietu na swoją zrujnowaną Warownię. Kiedy udało jej się obrócić tak, żeby na niego popatrzeć, zobaczyła na jego twarzy wyraz bezwzględnej determinacji.

Skoro tylko Nabeth zwinnie wylądował obok stajni, Alessan zwrócił się do Okliny.

— Chyba niektórzy z rekonwalescentów mogliby już zabrać się do sprzątania, Oklino. Czy przyjrzałaś się dobrze naszej Warowni? To jedna ruina. Pozwól, Moreto. Pomogę ci. — Alessan zsunął się po boku Nabetha i wyciągnął do niej ręce. Moreta wiedziała, że to tylko pretekst, żeby ją przytulić. — Będę nadal produkować surowicę, Mistrzu Capiamie i czekał na dalsze instrukcje. Oklino, czy wiesz, o co mi chodzi? No, to pomogę ci zsiąść. Kłaniam ci się, Nabethu, jestem ci bezgranicznie wdzięczny. — Alessan skłonił się uroczyście przed spiżowym smokiem, który mrugnął do niego z sympatią. Jego oczy zawirowały zielononiebieskim światłem.

— Mówi, że to nie był obowiązek, lecz przyjemność — powiedział B’lerion, pomagając Oklinie usiąść na uniesioną przednią łapę smoka. Zaczekał, aż zeszła na ziemię, a potem, kiedy Nabeth znowu wzleciał w powietrze, pomachał im wesoło ręką.

Właściwie to pożegnali się jeszcze w Iście, kiedy na istańskie niebo wzeszedł okrągły i zielonozłoty Belior. Gdyby okazało się za mało cierni, B’lerion miał zebrać je dyskretnie w Neracie razem z Okliną i Desdrą. Capiam ułożył komunikat dla Mistrza Hodowcy i wszystkich warowni, gdzie hodowano albo trzymano biegusy. Do osiedli, gdzie nie było bębnów, miały się udać sztafety.

Ledwie wiatr uniósł obłok kurzu, który wzbił się przy odlocie Nabetha, kiedy ze stajni wyszedł Tuero z wyrazem zaskoczenia na swojej nieładnej twarzy.

— Nie zajęło wam to wiele czasu — powiedział. — Alessanie, nie możemy robić następnej partii, póki M’barak nie znajdzie więcej szklanych butli. Nie wiem, dlaczego tak długo go nie ma.

Wszyscy troje drgnęli, ale zanim Tuero zdążył ich zapytać o powód tego niepokoju, nad polami przeleciał Arith z M’barakiem i wylądował niemalże w tym samym miejscu, co Nabeth. Moreta chwyciła Alessana za rękę.

— Kogo on przywiózł ze sobą? — zapytał Tuero. Kiedy błękitny smok usiadł na ziemi, na jego grzbiecie zobaczyli trzech pasażerów i jakieś siatki.

— Moreto! — zawołał M’barak, poganiając ją ruchami rąk. Pospiesz się. Weźcie te butelki. Mam tutaj ludzi, którzy mówią, że potrafią się obchodzić z biegusami. Pośpieszcie się, bo muszę się przygotować do Opadu. F’nedril żywcem obedrze mnie ze skóry, jeżeli nie przybędę na czas.

Alessan, Tuero, Oklina i Moreta pędem rzucili się, żeby zdjąć z Aritha pasażerów i butle. Potem Alessan podsadził Moretę na grzbiet Aritha. Trochę za długo nie mógł oderwać dłoni od jej nogi, ale nikt tego nie komentował. Kiedy Moreta spojrzała na zwróconą ku górze twarz Alessana, pożałowała, że na pożegnanie może ofiarować mu tylko uśmiech. Alessan cofnął się o krok i jedna z nowo przybyłych osób dotknęła jego łokcia. Była to kobieta, wysoka i szczupła, ostrzyżona tak krótko, jak kobiety z Weyrów. Przypominała kogoś Morecie. Chwilę potem byli już w powietrzu i M’barak uprzedził ją, że polecą w „pomiędzy”, jak tylko Arith będzie miał dość przestrzeni powietrznej.