Kiedy znaleźli się z powrotem nad Weyrem, tyle było tu krzątaniny związanej z przygotowaniem do odlotu dużych skrzydeł, że nikt nie zauważył ich przybycia, chociaż na wszelki wypadek M’barak wynurzył się z „pomiędzy” tuż nad jeziorem, Arith poszybował dalej, żeby wysadzić Moretę przy Wylęgarni. Moreta z wdzięcznością poklepała błękitnego smoka i pobiegła przez piaski do Orlith. Wcale nie była zaskoczona, kiedy obok Orlith zobaczyła Leri.
— Jesteś wreszcie! — powiedziała z ulgą Orlith rozpościerając skrzydła i obsypując piaskiem niewielką postać Leri.
— Wszystko w porządku, Orlith, jestem tutaj! Nie rób takiego zamieszania! — Moreta podbiegła do swojej smoczycy, zarzuciła ramiona na głowę Orlith, tuląc ją mocno, drapiąc po wyrostkach nad oczami i mrucząc uspokajająco.
— Na pierwsze Jajo — powiedziała Leri, opierając się o bok Orlith — tak się cieszę, że cię widzę! Co się z tobą działo? Holth również nie potrafiła cię znaleźć. Och, bądź już cicho!
— W końcu wróciłaś. — Orlith nigdy nie umiałaby powiedzieć tego z takim wyrzutem, jak Holth.
— Czy nie miałaś kontaktu z Nabethem? — zapytała Moreta Orlith. Orlith miała bardzo niezdrowy kolor, a twarz Leri poszarzała z udręki. Moreta poczuła się do głębi skruszona. Nie chciała ich na to narażać. — Czemu nie porozumiałyście się z Nabethem?
— Ja chciałam ciebie — powiedziała żałośnie Orlith.
— Czy zechciałabyś poświecić jedną chwilkę na wyjaśnienie, co tu się działo? — zapytała Leri sarkastycznym tonem. — Ta ostatnia godzina była okropna. Musiałam powstrzymywać Orlith. która chciała polecieć za tobą nie wiadomo gdzie… A gdzie ty właściwie byłaś?
— Czy Nabeth wam nie wytłumaczył?
Ze zdenerwowania Leri zamachała rękami.
— Powiedział tylko, że lecicie w podróż, która jest konieczna i która nie zajmie wam więcej jak godzinę.
— No i upłynęła nie więcej niż godzina i byliśmy z powrotem w Ruacie. — Teraz, kiedy znowu miała obok siebie Orlith, tamte dwadzieścia subiektywnych godzin wydawało jej się snem.
— Nie — powiedziała stanowczo Leri — w rzeczywistości było to nieco więcej niż godzina. Rozmawiałaś o czymś z Capiamem a potem ty, on i ta jego czeladniczka popędziliście jak szaleni na M’barakowym Aricie do Ruathy. Następnie Holth przekazała mi prośbę od Nabetha i B’leriona. — Leri obrzuciła Moretę surowym spojrzeniem; efekt byłby wspaniały, gdyby nie to, że wygłaszając reprymendę, przestępowała z nogi na nogę.
— Wyglądasz, jakby cię trochę parzył ten piasek, Leri. Lepiej wyjdźmy z Wylęgarni. Mam ci wiele do opowiedzenia. Nie, Orlith, będziesz mnie miała przez cały czas na oku, a to gorąco, tak potrzebne twoim jajom, nie wpływa na mnie najlepiej. — Moreta popchnęła lekko Leri w kierunku swojej tymczasowej kwatery, a potem pogładziła smoczycę po pysku.
Zanim Moreta uspokoiła Orlith, Leri zdążyła już się usadowić. Królowa łagodnie odsunęła swoją partnerkę i zaczęła turlać królewskie jajo.
— To wszystko zaczęło się wówczas — powiedziała Moreta do Leri, kiedy już obie rozsiadły się na poduszkach — gdy przybył Mistrz Capiam, żeby zadać mi to samo pytanie, jakie usłyszałam od Alessana. Dotyczyło ono szczepienia biegusów.
Leri parsknęła z niezadowoleniem.
— Jeszcze mu mało, kiedy ma na głowie leczenie wszystkich ludzi?
— To choroba odzwierzęca. Zwierzęta zarażają ludzi i inne zwierzęta.
Leri spojrzała na Moretę z przerażeniem. — Choroba odzwierzęca? Już samo to określenie jest okropne! — Poprawiła poduszkę, którą miała za plecami. — No, teraz jest mi wygodniej. Mów dalej.
Moreta opowiedziała Leri o wizycie Capiama, o jego obawach, że ta odzwierzęca choroba może rozejść się drugą falą jeszcze bardziej jadowitej infekcji wirusowej, i wyjaśniła, dlaczego masowe szczepienia są takie istotne. Capiam zostawił jej swoje wykresy. Moreta wyciągnęła je i dała Leri do obejrzenia.
— Capiam zaplanował wszystko tak, żeby użyć do tego jak najmniej smoczych jeźdźców. — Urwała, widząc zaskoczenie na twarzy Leri. Starsza Władczyni Weyru zorientowała się w metodzie dystrybucji.
— A więc jeźdźcy będą musieli wędrować w czasie! — Leri patrzyła na nią szeroko otwartymi oczami, nozdrza jej prostego nosa o szlachetnej linii rozdęły się z oburzenia. — Powiedziałaś, że to Capiam przywiózł ten… ten nieprawdopodobny plan? — Moreta skinęła głową. — A skąd, jeżeli wolno zapytać, skąd Mistrz Capiam wiedział, że smoki mogą poruszać się w czasie? Obedrę K’lona ze skóry! — Leri aż podskakiwała na kamiennym podeście. Na górze na znak protestu zatrąbiła Holth.
— To nie był K’lon — powiedziała Morela, chwytając za ręce gestykulującą gorączkowo Leri. — Uspokój Holth. Sprowadzi nam tu Sh’galla!
— Jeżeli to ty, Moreto, powiedziałaś Capiamowi…
— Nie bądź niemądra. On już przedtem wiedział o tym! Moreta pamiętała, jak bardzo sama była oburzona na Capiama, gdy usłyszała to z jego ust. — Musiał mi przypomnieć, że to jego cech rozwinął tę zdolność u smoków.
Leri otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale po chwili namysłu skinęła głową.
— Wciąż jeszcze masz parę spraw do wyjaśnienia, Moreto. Gdzie byłaś przez tę godzinę, kiedy nie mogły się z tobą skomunikować ani Orlith, ani Holth?
Nagle Moreta przelękła się, jak zareaguje Leri, kiedy powie jej, gdzie naprawdę była, zwłaszcza teraz, kiedy stało się oczywiste, że Nabeth nie udzielił zbyt wyczerpujących wyjaśnień.
— Polecieliśmy do Isty. Polecieliśmy naprzód w czasie do Isty, żeby nazbierać igieł cierniowych. Niewiele ma sensu produkowanie szczepionki, jeżeli nie będzie czym robić zastrzyków.
Moreta potulnie zniosła przeszywające spojrzenie Leri, wyrażające niedowierzanie, gniew, niepokój, a w końcu rezygnację.
— A więc tak po prostu przenieśliście się o cztery czy pięć miesięcy w przyszłość?
— B’lerion sprawdził położenie Czerwonej Gwiazdy i obydwóch księżyców, żeby mieć pewność, że znajdziemy się blisko jesiennej równonocy. I wróciliśmy do Ruathy po godzinie.
Leri zabębniła palcami po swoich krótkich udach, co świadczyło o tym, że jest bardzo niezadowolona.
Obejrzała dłonie Morety, dopiero teraz dostrzegając zadrapania od kolców.
— Dobrze ci tak. — Parsknęła z niesmakiem. A potem z niechętnym uśmiechem dodała: — Przecież powinnaś się była czegoś nauczyć na błędach K’lona. A tu proszę! Spiekłaś się na słońcu. Podrapałaś się!
— Wszystko to mogę zamaskować czerwonym zielem. — Wsunęła obydwie dłonie pod uda i poczuła chłód kamienia na głębszych rankach. — Nabeth nie powiedział ci, że lecimy do Isty? Wybrałam miejsce, które naprawdę jest trudno dostępne od strony tropikalnego lasu. Na północnym kontynencie są tylko dwa miejsca, gdzie rosną iglaste ciernie, ale pomyślałam sobie, że ten wąwóz w Iście będzie bardziej bezpieczny niż Nerat. Byliśmy absolutnie bezpieczni przez cały czas.
— My? — I znowu Leri patrzyła na Moretę w popłochu.
— Trudno by mi było samej zebrać tyle igieł — Moreta zdała sobie sprawę, że usiłując uspokoić Leri, powiedziała więcej, niż musiała.
— Kto poleciał?
— B’lerion…
— Tego nie dałoby się uniknąć.
— Mistrz Capiam i Desdra, ta czeladniczka. Wiedziała o podróżach w czasie, bo to właśnie ona znalazła te wpisy w starych kronikach.