— Czy nie mogłybyśmy poprosić Mistrza Capiama, żeby spalił te stare kroniki? — zapytała z nadzieją w głosie Leri.
— Zgodził się je „zagubić”. I to właśnie dlatego zgodziłam się polecieć.
— To są cztery osoby. Kto jeszcze poleciał? Znamy się już zbyt długo, moja droga, żebyś mogła mnie oszukać.
— Alessan i Oklina.
Leri ciężko westchnęła i zakryła oczy ręką.
— Alessan jest zbyt honorowy, żeby miał plotkować o tej zdolności smoków. A sądząc po tym, jak Arith węszy naokoło Okliny, może być ona kandydatką do jaja Orlith — powiedziała Moreta.
— Ty chyba nie mogłabyś… nie chciałabyś zabierać Alessanowi siostry… — zdumiała się Leri.
— Ja bym tego nie zrobiła, ale królowa może. Alessan powiedział, że nie będzie się sprzeciwiał, jeżeli wszystkim urodzonym przez nią dzieciom wolno będzie wrócić do Ruathy.
— No, no! — wykrzyknęła z pochwałą Leri. — Dużo osiągnęłaś przez tę jedną godzinę, prawda?
— B’lerion uparł się, żebyśmy się przespali sześć godzin w Iście w tamtym czasie, no i musieliśmy sobie zostawić godzinę na powrót do Ruathy.
— Wśliznęliście się tak z powrotem do Ruathy, niosąc siatki pełne igieł cierniowych, nie udzielając żadnych wyjaśnień?
Napięcie Morety opadło. Kiedy już Leri uspokoi się, zacznie ona dostrzegać humorystyczną stronę tej przygody.
— B’lerion wysadził Alessana, Oklinę i mnie, a potem odleciał do Siedziby Uzdrowicieli razem z Capiamem i Desdrą. Jeszcze kurz nie opadł, kiedy przyleciał M’barak z następnymi szklanymi butlami i ochotnikami. Poza tym, kto miałby żądać od Lorda Ruathy, żeby tłumaczył się ze swojej godzinnej nieobecności, albo wypytywać Mistrza Capiama, gdzie zdobył igły cierniowe? Ma je! Nikt więcej nie musi wiedzieć!
— Trafne spostrzeżenie. — Leri odzyskała dobry humor.
— Tak więc — powiedziała Morela, kiedy jakimś cudem udało jej się uspokoić Leri — jutro muszę się zwrócić do innych Weyrów i poprosić o pomoc przy rozwożeniu szczepionki. Obiecałam to Capiamowi.
— Moja droga dziewczyno, możesz wymknąć się stąd na godzinkę w jakimś tajemniczym celu, ale jak wytłumaczysz swoją nieobecność, kiedy zaczniesz skakać z Weyru do Weyru?
— Mam świetny pretekst. Oto leży tu jajo królewskie. Mogę odwiedzać Weyry w celu Poszukiwań. Nawet Orlith zgodziłaby się, że jest to konieczne! A jeżeli dobrze pamiętam, Przywódcy Weyrów obiecali na tym swoim historycznym spotkaniu przy Granitowym Wzgórzu, że dostarczą kandydatów dla jaj Orlith.
— To było kiedyś, a nie dzisiaj — zwróciła jej sardonicznie uwagę Leri. — Wiesz chyba przecież, jaki niezadowolony jest M’tani ze wszystkich i ze wszystkiego. Nie zanosi się na to, żeby miał się rozstać choćby z największym tępakiem ze swojej Jaskini.
— Pomyślałam o tym. Pamiętasz te listy, które Przywódcy Weyrów dali S’perenowi? A może oddałaś je Sh’gallowi?
— Nie bądź śmieszna. Leżą bezpiecznie w moim weyrze.
— Możemy zorientować się, po których spiżowych jeźdźcach Telgaru najprędzej można się spodziewać, że podróżują w czasie. Nie wyobrażam sobie, żeby Benden czy Dalekie Rubieże miały wycofać się z oferowania kandydatów…
— Oczywiście, że nie zrobiliby tego. W Telgarze powinnaś się zobaczyć z T’grelem. I mogłabyś się zwrócić do Dalovej w Igenie. Trochę za dużo trajkocze, ale to rozsądna osoba. Wszystko to już sobie przemyślałaś, co? — Leri zachichotała cichutko, podziwiając przebiegłość Morety. — Moja droga, zanosi się na to, że będziesz wspaniałą Władczynią Weyru. Pozbądź się tylko tego spiżowego jeźdźca i znajdź sobie kogoś, z kim będziesz szczęśliwa. Bynajmniej nie mam na myśli tego jasnookiego Lorda Warowni, razem z jego zapasami bendeńskiego białego wina. Chociaż muszę przyznać, że to przystojny chłopak!
Na zewnątrz Kadith spiżowym głosem zwoływał bojowe skrzydła na Obrzeże.
Rozdział XI
— Któregoś dnia, M’baraku, i to w niedalekiej przyszłości powiedziała Moreta smukłemu, młodemu weyrzątku — nie zostanie nam do roboty nic innego, jak tylko wylegiwać się na słońcu.
— Mnie nie przeszkadza wożenie ludzi, Moreto. To doskonały trening dla Aritha. — M’barak odwrócił wzrok i Moreta zobaczyła, jak jego szyję i policzki oblewa rumieniec. — F’neldril wytłumaczył mi wczoraj wieczorem, za co są odpowiedzialne Poszukujące smoki i dlaczego Arith był taki nieuprzejmy.
— To nie jest brak uprzejmości, M’baraku.
— Może, ale wcale mi się to nie podoba. Smok nie powinien się tak zachowywać w stosunku do kogoś takiego jak pani Oklina.
— M’baraku, ona też wie, o co chodzi. A o ten instynkt Aritha musimy się wszyscy troszczyć. To wspaniały, wrażliwy błękitny smok, a ty okazałeś wielką pomoc Weyrom, cechom i warowniom! No, dziś musimy zacząć nasze Poszukiwanie od Bendenu. Przywódcy Weyru obiecali nam kandydatów…
— … takich, których już zaszczepiono — dodał M’barak pospiesznie.
Rozbawiona tym zastrzeżeniem Moreta złapała go za ramię. Dosiedli Aritha i opuścili Weyr Fort.
— Zawsze jesteś mile widziana w Bendenie — powiedziała Levalla, kiedy wprowadzono Moretę do weyru królowej — jeżeli tylko przybywasz bez Orlith, która nie daje żyć Tuzuthowi. Władczyni Weyru Benden zerknęła spod oka na K’drena. — Mam nadzieję, że jest teraz na dobre uziemiona w Wylęgarni.
— To jest jeden z powodów mojej wizyty. — Moreta była sam na sam z parą Przywódców Weyru, ponieważ udało jej się M’baraka zostawić razem z Arithem w Niecce. K’dren i Levalla wyglądali na zmęczonych i Moreta z żalem myślała o tym, że musi wystawić ich siły na jeszcze cięższą próbę, ale jeden Weyr w żaden sposób nie poradziłby sobie z dystrybucją szczepionki.
— Przyleciałaś z powodu Orlith? — szeroko uśmiechnął się K’dren. — Ach, tak, oczywiście. Kandydaci na twój Wylęg. Nie ma najmniejszej obawy, że wycofam się z tego zobowiązania. Mamy kilku obiecujących wychowanków w naszych jaskiniach. Wszyscy zostali już zaszczepieni…
— To jest ten drugi powód, dla którego przyleciałam. — Moreta musiała przy pierwszej nadarzającej się okazji wyjawić prawdziwy powód swojej wizyty.
K’dren i Levalla słuchali jej w pełnym znużenia milczeniu. K’dren drapał się po faworytach, a Levalla przesuwała w palcach drewienko, którym się bawiła, ilekroć była czymś zmartwiona. Używała go już od wielu Obrotów i powierzchnia drewienka stała się jedwabiście gładka.
— Czego jak czego, ale następnej epidemii to nam na pewno nie trzeba — powiedziała Levalla, kiedy Moreta przedstawiła im plan Capiama. — Tu, na wschodzie, wymarło stosunkowo niewiele stad biegusów, ale jestem pewna, że Lord Shadder ucieszy się ze szczepionki. I pomyśleć, że Alessan jest w stanie ją produkować po tym wszystkim, co przeszedł!
— Nie podoba mi się to, że mamy prosić jeźdźców, żeby podróżowali w czasie, Levallo.
— Nonsens, K’drenie, poprosimy tylko tych, którzy i tak to robią. Nie dalej jak zeszłego Obrotu Oribeth musiała przywołać do porządku V’mula, a to zaledwie brunatny jeździec. Ta para jest leniwa do szpiku kości. Sama wiesz, Moreto, jacy potrafią być brunatni jeźdźcy. A ty doskonale wiesz, K’drenie, że M’gent podróżuje w czasie, kiedy tylko ma na to ochotę.
— No to poruczymy jego pieczy tych bendeńskich jeźdźców, którzy mają pomagać Siedzibie Uzdrowicieli — powiedział K’dren, strzeliwszy palcami. — Właśnie czegoś takiego trzeba, żeby powstrzymać go od psich figli. Wiecie co, zły był — tu K’dren puścił oko do Morety — że tak szybko wróciłem do zdrowia po tej chorobie. Z przyjemnością przewodził skrzydłom. Ani się obejrzymy, a będzie z niego Przywódca Weyru, prawda, partnerko?