Выбрать главу

Potem pojawił się prawdziwy problem. Klaus, facet mojej mamy, zaczął wydziwiać z powodu Detlefa. Powiedział, że mieszkanie jest za małe, żeby jeszcze przyjmować kogoś obcego. Mama nie umiała mu się jakoś szczerze sprzeciwić, i znowu byłam bezsilna. Poczułam się mniej więcej tak samo, jak wtedy, kiedy Klaus kazał mi pozbyć się psa. W jednej chwili diabli wzięli całe to bezbłędne życie. Po trzech tygodniach laby musiałam znowu iść do szkoły, a Detlef nie mógł już ze mną mieszkać.

W szkole nawet nie odczułam, że mnie nie było przez trzy tygodnie. Przecież i tak dawno przestałam kontaktować na lekcjach. Pojawił się tylko nowy problem, palenie. Teraz, jak nie byłam naćpana, paliłam cztery do pięciu paczek dziennie. Odpalałam jednego papierosa od drugiego, i już na pierwszej lekcji nie mogłam wydolić bez papierosa. Musiałam wyjść do klopa, żeby wypalić parę sztuk. Tego pierwszego dnia w szkole wypaliłam tyle, że się porzygałam. Rzygałam do kosza na papiery. W klasie prawie nie byłam.

Po raz pierwszy od trzech tygodni nie zobaczyłam się z Detlefem. Następnego dnia po szkole bezwiednie pojechałam na dworzec Zoo. Stał tam mój Detlef i czekał na klientów.

Powiedziałam mu, że stanie na tym ohydnym dworcu i czekanie na ohydnych klientów to beznadziejne dno. Ale on mi na to, że nie ma już ani marki, i tak zresztą nie wie, co miałby robić innego. Znowu sypiał przeważnie u Axela i Bernda, codziennie przyłaził na dworzec i codziennie ładował sobie działkę. Jak chciałam zobaczyć się z Detlefem, to znowu musiałam jeździć na dworzec. Detlef był jedynym bliskim mi człowiekiem. Wydawało mi się, że nie mogę bez niego żyć. No więc znowu prawie codziennie byłam na dworcu Zoo.

MATKA CHRISTIANE

Tej niedzieli, kiedy zobaczyłam plamy krwi w łazience i sprawdziłam ręce Christiane, nagle otworzyły mi się oczy. To był straszny cios. Christiane wystawiła mi, że tak powiem, rachunek za moje wychowanie, z którego byłam taka dumna. Teraz widziałam, że wszystko robiłam nie tak. Wszystko tylko dlatego, że nie chciałam powtórzyć błędów wychowawczych własnego ojca.

Na przykład kiedy Christiane zaczęła chodzić do tej dyskoteki „Sound”, to nie byłam tym wprawdzie zbudowana, ale jej przyjaciółka Kessi i reszta młodzieży z „Haus der Mitte” też przecież tam chodziła. Powiedziałam sobie, no trudno, w takim razie czemu Christiane nie ma tam od czasu do czasu pójść. Cała ta młodzież marzyła tylko o „Soundzie”. Przypomniałam sobie wszystkie te niewinne przyjemności, których zabraniał mi ojciec, jak byłam młodą dziewczyną.

Równie wspaniałomyślnie postąpiłam, kiedy Christiane przedstawiła mi Detlefa, swojego chłopaka, którego poznała w „Soundzie”. Detlef zrobił na mnie bardzo korzystne wrażenie. Umiał się zachować, miał dobre maniery i szczery charakter.

Jednym słowem – miły chłopiec. Było dla mnie rzeczą najzupełniej normalną, że Christiane właśnie po raz pierwszy się zakochała. W końcu, taki wiek. Myślałam sobie, grunt, że chłopak jest porządny. Widziałam, że on też naprawdę bardzo Christiane lubi.

Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że obydwoje biorą już heroinę, to bym powiedziała, że zwariował. Bo pomijając zauroczenie Detlefem, niczego szczególnego w Christiane nie zauważyłam.

Wprost przeciwnie, wydawała mi się spokojniejsza i bardziej zrównoważona, a przecież przez pewien czas była wręcz nie do zniesienia. Nawet w szkole szło jej jakby lepiej.

Po szkole zawsze dzwoniła do mnie do pracy i opowiadała, co tam u niej słychać. Że idzie do jakiejś koleżanki albo po Detlefa, który właśnie wychodzi z pracy. Nie miałam nic przeciwko temu. W tygodniu z reguły na kolację była już w domu. A jak się miała spóźnić, to dzwoniła do domu i za godzinę już była. Czasem wychodziła jeszcze potem do „Haus der Mitte” albo do przyjaciół. Tak przynajmniej mówiła.

Znowu zaczęła mi trochę pomagać w domu, za co starałam sieją wynagrodzić jakimś drobiazgiem, płyta albo parę marek więcej do kieszonkowego. Mój przyjaciel, Klaus, uważał, że to niedobrze. Twierdził, że powinnam pomyśleć trochę o sobie, bo Christiane mnie wykorzystuje. W pewnym sensie miał prawdopodobnie rację. Bo ja wciąż miałam to uczucie, że muszę zrobić dla Christiane coś szczególnego, wynagrodzić jej jakieś wyimaginowane krzywdy. Ale wtedy nie dostrzegałam tego jeszcze tak wyraźnie.

Mój przyjaciel był też przeciwny, żebym pozwalała Christiane nocować u koleżanek. Nie wierzył, że naprawdę śpi u koleżanki. Ale nie miałam zamiaru jej szpiegować. Robił to w stosunku do mnie ojciec, nawet jak nic nie przeskrobałam.

Któregoś dnia Christiane powiedziała mi, że spała z Detlefem. – Mamuśka – powiedziała – był dla mnie taki kochany, że nie masz pojęcia. – Teraz już wiedziałam, dlaczego w weekendy zawsze chce nocować u koleżanki.

Ale cóż, trudno, stało s/ę. Przecież nie ma co robić tragedii. Od tej pory pozwalałam jej od czasu do czasu nocować u Detlefa.

Zresztą, jak mogłam im zabronić spać ze sobą? W telewizji i w gazetach psychologowie wystarczająco często podkreślali, że dzisiejsza młodzież dojrzewa znacznie wcześniej i, że nie należy tłumić seksualizmu. Sama tak zresztą uważam.

Bądź co bądź Christiane miała stałego chłopaka. Inne dziewczyny dziś chodzą z tym, jutro z tamtym. Także stałość uczuć Christiane trochę mnie uspokoiła.

Ale z drugiej strony, jeśli mam być szczera, to czasem robiło mi się dziwnie. Przede wszystkim z powodu nowych kolegów i koleżanek Christiane, których poznała w „Soundzie”. Opowiadała, że niektórzy z nich biorą narkotyki. O heroinie nie wspomniała. Mówiła tylko, że palą „hasz” i biorą „kwas”. Opowiadała zupełnie straszne rzeczy, powiedziała też, że jej przyjaciółka Babsi jest narkomanką. Ale mówiła o tym z takim obrzydzeniem, uważała to za takie wstrętne – nigdy by mi do głowy nie przyszło, że robi to samo.

Kiedy ją zapytałam: – Po co w ogóle zadajesz się z tymi ludźmi? – powiedziała: – Ach, mamuśka, tak mi ich żal. Nikt nie chce ich znać. A oni tak się cieszą, jak ktoś z nimi porozmawia. Im trzeba pomóc. – A Christiane zawsze była skora do pomocy. Dzisiaj wiem, że mówiła wtedy o sobie.

A któregoś wieczora, w środku tygodnia, kiedy wróciła do domu dopiero o jedenastej, powiedziała: – Mamuś, nie krzycz na mnie. Byłam z tymi ludźmi w Release-Center. – Zapytałam: – A to co takiego? – No wiesz, prowadzimy tam rozmowy i staramy się odciągnąć ich od narkotyków. – A potem dodała: – Żebym tylko sama nie wpadła przy tym w nałóg… – i zaczęła chichotać. Popatrzyłam na nią przerażona. Wtedy powiedziała: – Tak tylko mówię. Ze mną wszystko w porządku. – Aż Detlefem? – zapytałam. Na to Christiane aż się oburzyła: – Detlef? Coś tył Musiałby na głowę upaść!