Выбрать главу

W tym czasie miałam też kontakty z narkomanami, którzy moim zdaniem genialnie podchodzili do ćpania. Na przykład taki Atze czy Lufo. Atze to był mój pierwszy chłopak. Jedyny chłopak przed Detlefem, z którym byłam jakoś bliżej, w którym się autentycznie zabujałam. Lufo, tak jak Atze i Detlef, należał w 1976 do naszej paczki z „Soundu”, gdzie wspólnie paliło się hasz. Atze i Lufo zaczęli z heroiną na krótko przede mną. Mieszkali aktualnie w bezbłędnym mieszkaniu z francuskim łóżkiem, kompletem wyściełanych mebli i dywanową wykładziną na podłodze. Lufo normalnie jeszcze pracował jako robotnik niewykwalifikowany u Schwarzkopfa. Obaj twierdzili, że jeszcze nigdy nie byli fizycznie uzależnieni i normalnie potrafią nie ćpać przez miesiąc albo dwa. Wierzyłam im, chociaż ile razy ich spotkałam, zawsze byli naćpani.

Atze i Lufo byli dla mnie prawdziwym wzorem. Nie chciałam już nigdy tak się wkopać, jak przed pierwszym odwykiem. Byłam przekonana, że ja z Detlefem też mogę kiedyś mieć taką chatę z francuskim łóżkiem, wyściełanymi meblami i dywanową wykładziną, jak tylko nauczymy się tak podchodzić do prochów, jak Atze i Lufo.

Oni obaj nie byli też tacy agresywni, jak inni narkomani. Poza tym Atze miał bezbłędną dziewczynę, Simone, która w ogóle nie ćpała. Uważałam, że to genialne, że mimo to rozumieją się nawzajem. Lubiłam do nich wpadać i czasami, jak się ścięłam z Detlefem, to spałam na wersalce Lufo.

Kiedy któregoś wieczora wróciłam do domu i poszłam do mamy do dużego pokoju, bo miałam dobry nastrój, ona bez słowa pokazała mi gazetę. Od razu wiedziałam, co jest grane. Zawsze bez słowa podawała mi gazetę, kiedy była jakaś informacja o kolejnej ofierze heroiny. Wkurzyło mnie to. Nie chciałam przeczytać.

Ale przeczytałam, chociaż mnie tak wkurzyło. Przeczytałam: Andreas W. (lat 17), uczeń szklarza, pragnął uwolnić się od nałogu. Jego szesnastoletnia przyjaciółka, uczennica szkoły pielęgniarskiej, chciała mu w tym pomóc: na próżno. W mieszkaniu w Tiergarten, które ojciec Andreasa urządził obojgu kosztem kilku tysięcy marek, młody chłopak zaaplikował sobie śmiertelny strzał…

Nie zaskoczyłam tak od razu, bo po prostu nie mogłam uwierzyć. Ale przecież wszystko się zgadzało: mieszkanie, uczeń szklarza, dziewczyna, Andreas W. Czyli Andreas Wiczorek, którego nazywaliśmy Atze.

Najpierw pomyślałam sobie tylko: Kurwamać. W gardle mi kompletnie zaschło i zrobiło mi się niedobrze. Pomyślałam sobie, że to nie może być prawda, że Atze władował sobie „złoty strzał”. Akurat Atze, który tak genialnie podchodził do ćpania. Nie chciałam dać mamie poznać, jak mnie ta notatka załatwiła. Przecież ona nie miała pojęcia, że znowu jestem w ciągu. Wzięłam gazetę i poszłam do swojego pokoju.

Nie widziałam się z Atzem od jakiegoś czasu. A teraz czytam w gazecie, co się z nim działo przez ostatnie dni. Już tydzień temu przedawkował i zapakowali go do szpitala. Jego dziewczyna podcięła sobie wtedy żyły. Obydwoje zostali odratowani. Nadzień przed śmiercią Atze poszedł na policję i wsypał wszystkich znajomych handlarzy, nawet takie dwie dziewczynki, które wszyscy nazywali Bliźniaczki i które zawsze miały bezbłędny towar. Potem napisał list pożegnalny, który wydrukowali teraz w gazecie: Zamierzam skończyć ze sobą, bo narkoman przynosi same kłopoty, gorycz i rozpacz rodzinie i przyjaciołom. Wykańcza nie tylko siebie, ale i innych. Dziękuję za wszystko moim rodzicom i kochanej babuni. Fizycznie jestem już zero. Być narkomanem to ostatnie dno. Ale kto wpycha ludzi, którzy przychodzą na świat młodzi i pełni życia, w to nieszczęście? Niech ten list będzie ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy stoją przed decyzją: A może ja też spróbuję? Idioci, popatrzcie na mnie. Simone, twoje kłopoty się skończyły. Zegnaj.

Leżałam w łóżku i myślałam sobie: To był twój pierwszy chłopak. W ziemi. Nawet nie potrafiłam się rozpłakać. Nie byłam już zdolna nawet do najzwyklejszych uczuć.

Kiedy po południu następnego dnia poszłam do swoich, żaden z narkomanów nie płakał po Atzem. Narkomani nie płaczą z takich powodów. Ale niektórzy byli niesamowicie źli na Atzego. Bo wsypał porządnych ludzi, którzy sprzedawali bezbłędny towar, a teraz siedzieli przez niego w kiciu, i dlatego, że całej kupie ludzi nie pooddawał długów.

Najbardziej niesamowita rzecz w całej tej historii z Atzem to to, że jego dziewczyna, ta Simone, która jeszcze nigdy w życiu nie miała nic z heroiną i cały czas starała się wyciągnąć Atzego z nałogu, w tydzień po jego śmierci sama zaczęła ćpać. W parę tygodni potem rzuciła szkołę pielęgniarską i poszła na zarobek.

Lufo umarł niecały rok później, w styczniu 1978, po przedawkowaniu hery.

Razem ze śmiercią Atzego diabli wzięli cały dobry nastrój, że niby można być dobrym w zabawie z herą. W naszej paczce, z którą Atze był przecież w kontakcie, pojawił się strach i nieufność Dawniej, kiedy ładowaliśmy sobie wspólnie i nie było wystarczająco dużo strzykawek, każdy chciał być pierwszy. A teraz nagle każdy chciał być dopiero następny. Nikt nie mówił, że się boi. Ale to był właśnie paniczny strach, że może towar jest za czysty, za silny albo doprawiony strychniną czy inną trucizną. Bo wykorkować można było nie tylko z przedawkowania, ale też jak towar był za czysty albo za bardzo zanieczyszczony.

Czyli znowu zrobił się kompletny syf. W gruncie rzeczy było dokładnie tak, jak Atze pisał w tym swoim pożegnalnym liście. Mama też zaczęła się przeze mnie wykańczać. Znowu przyłaziłam do domu nie wiadomo kiedy. A mama nigdy nie położyła się spać, zanim nie przyszłam. A jak już przyszłam, to musiała najpierw łyknąć parę sztuk valium, żeby w ogóle trochę pospać. Tak sobie myślę, że w ogóle ciągnęła jakoś tylko dzięki valium.

Coraz bardziej byłam pewna, że skończę tak jak Atze. Czasami miałam jeszcze jakiś cień nadziei, którego się czepiałam. Nawet w szkole. Był tam jeden taki nauczyciel, którego nawet trochę lubiłam, nazywał się Mücke. Odgrywał z nami sytuacje, w jakich możemy się kiedyś znaleźć. Na przykład rozmowa kwalifikacyjna przy staraniu się o pracę. Jeden grał szefa, drugi kandydata na jakieś stanowisko. Ja tam nigdy nie dałam sobie takiemu szefowi nic powiedzieć. Od razu wykręcałam kota ogonem, tak, że ten chłopak, co grał szefa, nie miał co podskakiwać. Wtedy sobie myślałam, że może w życiu też dam sobie jakoś w ten sposób radę. Poszliśmy też z panem Mücke do poradni zawodowej. To znaczy najpierw obejrzeliśmy sobie paradę wojskową NATO. Chłopaki byli poważnie zainteresowani, marzyli o czołgach i tym całym wyposażeniu. A mnie to wszystko tylko wkurzało, bo czołgi robiły pieroński hałas, a poza tym były przeznaczone tylko do tego, żeby zabijać innych ludzi.

W poradni poczułam się całkiem okay. Przeczytałam wszyściutko, co było na temat zawodu opiekuna zwierząt. Zaraz następnego dnia poszłam tam po południu drugi raz, z Detlefem, i kazałam sobie zrobić fotokopie wszystkiego, co tam mieli na ten temat. Niektóre zawody z tych, co tam mieli, normalnie spodobały się też Detlefowi. On też szukał czegoś, co byłoby związane ze zwierzętami i rolnictwem. Tak się zapaliliśmy, że o mało co byśmy zapomnieli, że trzeba jeszcze skombinować forsę na następną działkę. Kiedy tak potem staliśmy na dworcu i czekaliśmy na klientów z tymi fotokopiami z poradni w mojej plastikowej torbie, wszystko znowu zrobiło się takie nierzeczywiste. Przecież jak tak dalej będzie, to nawet nie skończę podstawówki.

Następnego dnia po drodze do szkoły kupiłam sobie na dworcu Moritzplatz nowy numer „Playboya”. Kupowałam dla Detlefa, bo lubił to pismo, ale najpierw zawsze sama czytałam. Nie pamiętam dokładnie, dlaczego interesował nas akurat „Playboy”. Dzisiaj kompletnie tego nie rozumiem. Ale wtedy „Playboy”, to był dla nas czysty świat. Czysty seks. Piękne dziewczyny bez żadnych problemów. Żadnych pedałów, żadnych klientów. Faceci palili fajki, jeździli sportowymi wozami i mieli kupę szmalu. A dziewczyny kochały się z nimi, bo miały na to ochotę. Detlef mówił nieraz, że to wszystko pić na wodę, ale i tak chciał, żeby mu kupować.