16
Po wypiciu filiżanki mocnej kawy powiedziałem:
– Mamy na dziś kupę roboty do odwalenia. Ponieważ nie wiemy, jak długo będziemy mogli tu zostać, musimy efektywnie wykorzystać każdą minutę.
Spojrzałem na Savicha, który tępo wpatrywał się w zawartość niedopitej filiżanki. Drań był wysoki i dobrze zbudowany, w dżinsach i ciemnoniebieskim golfie, o posturze budzącej zaufanie.
– Mamy na razie piętnaście po ósmej, ale nie ruszę się stąd, zanim nie wrzucę czegoś na ruszt – mruknął.
– Wy oboje z Laurą powinniście też wziąć prysznic – dodała Sherlock. – A ty, Mac, musisz się ogolić i uczesać, włosy ci sterczą na wszystkie strony. Właściwie moglibyście jeszcze trochę pospać, ale wyglądacie mi na dziwnie wypoczętych…
Uniosła brwi, dwa razy mrugnęła znacząco i szybko wyszła do kuchni.
– Ona już wie! – szepnęła do mnie Laura.
– Mam nadzieję, że cię zaakceptowała. Nie poszliśmy z Laurą razem pod prysznic, chociaż korciło mnie, aby to zrobić. Umyliśmy natomiast jednocześnie zęby. Po powrocie do kuchni zachłysnąłem się apetycznym zapachem jajek na bekonie. Savich trzymał na ramieniu Nolana, a Grubster siedział na kolanach Sherlock.
– Macie tu całą menażerię – zauważył Savich, czochrając palcem piórka na piersi Nolana.
– Skuaak!
Tymczasem usiedliśmy, jak przystało na dorosłych ludzi, do elegancko nakrytego stołu. Savich wyjął z piekarnika talerze z nałożonymi już porcjami, które trzymał w cieple. Przez pięć minut zajął się wyłącznie jedzeniem, aż wreszcie zdecydował się zabrać głos.
– Wspominałeś, Mac, że zamordowali tu starszego faceta, Charliego Ducka. Co to za gość i czy pasuje do naszej układanki?
– Jedyną wskazówką, jaką mamy, są jego ostatnie słowa, które wypowiedział do Doca Lamberta: „mocne uderzenie… za mocne… a jednak mnie dopadli!” Osobiście jestem pewien, że musiał coś wiedzieć o tym narkotyku, którym uraczono Laurę. Nie wiadomo tylko, co.
– Zgadzam się z tym, choć nie mieliśmy zbyt wiele czasu, aby to dobrze przemyśleć – dodała Laura. – Na pewno Charlie Duck zginął, bo wpadł na trop czegoś, o czym nie powinien był się dowiedzieć.
– Po śniadaniu mam zamiar zadzwonić do specjalisty od medycyny sądowej w Portland, aby sprawdzić, co wykrył – powiadomiłem zebranych. – Chcę też skontaktować się z szeryfem, Maggie Sheffield, chociaż przypuszczam, że gdyby dowiedziała się czegoś nowego o Jilly, sama dałaby mi znać.
– Dziś jest pogrzeb Charliego Ducka – dodała Laura, karmiąc Nolana ziarnami słonecznika. – Może powinniśmy tam pójść, żeby przewąchać, co jest grane, i ewentualnie trochę im namieszać?
– Namieszamy im wcześniej – uspokoiłem ją. – A zaczniemy od Paula.
Savich schylił się i podał Grubsterowi skrawek bekonu.
– Jak sądzisz – spytał Sherlock – czy oni potrafią tak absorbować naszą uwagę jak Sean?
– Och, on już potrafi nieźle narozrabiać – rozczuliła się Sherlock. – Savich poszukuje dla niego odpowiednio lekkich hantli, żeby miał się na czym wyżyć.
Z zachwytem popatrzyła na Grubstera, który siedział na kanapie i się mył.
– To dopiero kawał kota! Cholernie wielkie bydlę, ale strasznie słodki.
– Znalazłam go jeszcze podczas studiów – wyjaśniła Laura. – Był wtedy tak drobny i chudy, że chyba teraz jedna jego łapa jest większa. Weterynarz ocenia, że może mieć siedem lub osiem lat. To on nauczył mnie otwierać puszki i od tej pory nie przestaje jeść.
Sherlock zaparzyła więcej kawy, ja rozpaliłem w kominku i od razu zrobiło się przytulnie. Całkiem niespodziewanie Sherlock wygłosiła szokującą opinię.
– Właściwie to nawet lepiej, że widziałeś, jak Laura posługuje się bronią. Dzięki temu nie mogła dłużej ukrywać, kim naprawdę jest, bo nie cierpię działać po omacku.
– Moja żona potrafi spojrzeć na wszystko od jaśniejszej strony! – Savich poklepał ją po udzie. – Może to i lepiej, że tym, którzy do was strzelali, udało się uciec. Gdybyście ich od razu złapali, oglądalibyście teraz siebie w telewizji, a wasi dyrektorzy kłóciliby się, czyja to jest zasługa. Ciebie z Laurą obwoziliby po całym kraju i żądali od was niekończących się sprawozdań, a prawdziwi szefowie gangu, korzystając z zamieszania, dawno by się ulotnili. Czyli Sherlock, jak zwykle, ma rację!
Wstał i otrzepał ze swoich spodni sierść kota.
– Powiem ci jeszcze jedno, Mac. Laura szaleje za tobą i to jest następna dobra strona tego całego rejwachu. No więc do dzieła!
W tym momencie usłyszałem warkot samochodu nadjeżdżającego po drodze gruntowej. Odruchowo sięgnąłem do pasa, gdzie miałem zatknięty pistolet.
– Gdzie zaparkowałeś, Savich?
– Za tą chałupą.
– Dobra. Wy zostańcie tutaj – zakomenderowałem. Wyciągnąłem pistolet, jednym ruchem otworzyłem drzwi, i gdy tylko przekroczyłem próg, zamknąłem je za sobą.
17
Z wyciem silnika zbliżał się do mnie niebieski bmw – kabriolet prowadzony przez Cal. Ziemia była jeszcze wilgotna po deszczu, więc nawet ostre hamowanie nie wznieciło tumanów kurzu, chociaż Cal chyba specjalnie starała się, aby do tego doszło. Wzdrygnąłem się, gdy przypomniałem sobie, jak zabawialiśmy się na imprezie u jej rodziców.
Szybko zatknąłem spluwę z powrotem za pas, zawołałem do Cal i pomachałem jej ręką. Od razu wyskoczyła z wozu, ale nie odwzajemniła mojego gestu ani się nie odezwała, tylko czekała, aż podejdę bliżej. Tym razem miała na sobie workowate dżinsy i luźny sweter sięgający prawie do kolan. Włosy ściągnęła do tyłu w kucyk, a okulary siedziały mocno na nosie.
Kiedy przybliżyłem się dostatecznie – znów rzuciła się na mnie, jak tamtego wieczoru. Oplotła nogi wokół mojej talii, ramiona zarzuciła mi na szyję i zaczęła obcałowywać mnie po całej twarzy. Zawiodła się jednak, gdyż uścisnąłem ją krótko i strząsnąłem z siebie.
– Cześć, Cal, co tam słychać nowego?
– Co z tobą, Mac? Nie chcesz się ze mną pokochać? Moglibyśmy to zrobić na tym wysokim brzegu. Dziś jest ciepło, a zresztą, już ja bym cię rozgrzała! To jak, pójdziemy?
– Nie jestem sam, Cal.
– Ach, tak, rzeczywiście, mama mówiła, że siedzisz tu z Laurą Scott i robisz za jej ochroniarza. Zgadza się?
– Mniej więcej, a poza tym jest jeszcze wcześnie. Czym mogę służyć?
– To raczej ja przyjechałam, żeby sprawdzić, czy nie mogę ci w czymś pomóc. Gdzie jest ta Laura, którą się opiekujesz?
– Tu jestem!
Laura we własnej osobie stała na schodku prowadzącym do drzwi wejściowych.
– Cześć, jestem Laura Scott.
– A ja Cal Tarcher. Wszyscy zachodzimy w głowę, dlaczego ktoś chciałby cię zabić.
– Przecież to proste – wyjaśniła Laura. – Jestem agentką DEA i wykonywałam tutaj ściśle tajne zadanie. Dopiero w zeszłym tygodniu musiałam się zdekonspirować, bo okazało się, że za bardzo zainteresowałam się pewną sprawą. Proszę, Cal, wejdź do środka. Jemy akurat śniadanie, a widzę, że dobrze znacie się z Makiem.
– Czy DEA to taka policja narkotykowa? – zaciekawiła się Cal.
– Tak, to właśnie to.
– A co robisz tu z Makiem?
– To długa historia. Wejdź, proszę. Cal wyminęła nas oboje i weszła do chatki, a ja szepnąłem Laurze do ucha:
– Kurczę, musiałaś ją zapraszać?
– A niby czemu nie, skoro jesteście ze sobą tak blisko, powiedziałabym nawet, intymnie zaprzyjaźnieni? Sherlock i Savich zamelinowali się w sypialni, więc zobaczmy, jakie jeszcze twoje wielbicielki się tu objawią.
– Daj spokój, Lauro, to wcale nie jest tak, jak ci się wydaje. Zresztą, chyba cię jeszcze nie znałem, kiedy Cal mnie poderwała.
– Ona ciebie? Zwykle bywa odwrotnie. Biedny Mac, jak te dziewczyny na ciebie lecą…