Выбрать главу

– Jestem niedocenianym pracownikiem służby publicznej – mruknął do siebie Thornhill – a gdybym kiedykolwiek opuścił posterunek, to tym bogatym i potężnym zostałoby tylko echo ich przerażonych wrzasków. – Ta myśl go fascynowała.

Ledwie słuchał niespójnego świergotu żony o „jej dniu”, odłożył aktówkę, przyrządził sobie drinka, uciekł do gabinetu i zamknął drzwi. Nigdy jej nie opowiadał o tym, jak on spędził dzień. Opowiedziałaby o tym swemu – ach, jakże szykownemu, fryzjerowi, ten powiedziałby innej klientce, ta przyjaciółce, i jutro świat by przestał istnieć. Nie, nigdy o tym z żoną nie rozmawiał. Poza tym ulegał jej niemal we wszystkim, oprócz oczywiście tych sandwiczy.

Jak na ironię, domowy gabinet Thornhilla przypominał gabinet w domu Buchanana. Nie było w nim plakietek, pucharów i pamiątek jego długiej kariery zawodowej. W końcu jest szpiegiem. Ma może działać jak to idiotyczne FBI i nosić koszulki i czapki z emblematem CIA? Zakrztusił się whisky na samą myśl o tym. Nie, jego praca była niewidoczna dla opinii publicznej, za to zauważają ją ci, którzy się liczą. Dzięki niemu jego kraj ma się znacznie lepiej, chociaż prości ludzie nigdy się o tym nie dowiedzą. Tak powinno być. Błędem głupców jest szukanie poklasku szerokich mas. On, Robert Thornhill, robi swoje z dumy. Z dumy z siebie i ze swego poświęcenia dla kraju.

Pomyślał o swym ukochanym ojcu, patriocie, który do grobu zabrał swoje tajemnice i wspaniałe sukcesy. Służba i honor. To wszystko.

Przy odrobinie szczęścia już wkrótce i syn osiągnie kolejny sukces. Faith zginie w ciągu godziny od chwili, kiedy ją dostaną. A Adams? Cóż, też będzie musiał umrzeć, Thornhill go okłamał. Doskonale rozumiał, że oszustwo nie jest niczym więcej niż niezwykle skutecznym narzędziem w jego fachu. Trzeba tylko pilnować, by kłamstwo służbowe nie przenosiło się do życia prywatnego, ale Thornhill zawsze był dobry w takim rozgraniczaniu. Wystarczy zapytać jego żonę. Potrafił rano zapoczątkowywać tajną operację w Ameryce Południowej, a wieczorem z powodzeniem grać w brydża w Congressional Country Club. I to właśnie, do cholery, jest rozgraniczenie. Cokolwiek by mówiono o nim w kuluarach Agencji, zawsze był dobry dla swoich ludzi. Wyciągał ich z kłopotów, kiedy tego potrzebowali. Nigdy nie zostawił agenta czy operacji w potrzebie. Jednocześnie zawsze trzymał ich na placówkach, kiedy wiedział, że dadzą sobie radę. Rozwinął do tych spraw instynkt, który niemal nigdy go nie zawiódł. Nigdy też nie rozgrywał politycznych gier za pomocą danych wywiadu. Nigdy nie mówił politykom tego, co akurat chcieli usłyszeć. Zdarzało się to jego kolegom z Agencji i zawsze pociągało za sobą katastrofalne konsekwencje. Prawda, może robić tylko tyle, ile zdoła, a za dwa lata będzie to problem kogoś innego. Zostawi organizację w możliwie najlepszym stanie, to będzie taki prezent na pożegnanie. Nikt nie będzie musiał mu dziękować.

Służba i honor. Wypił za pamięć swego ojca.

ROZDZIAŁ 46

– Nie podnoś się, Faith – powiedział Lee, skradając się do okna wychodzącego na ulicę. W ręce miał pistolet, obserwował mężczyznę wysiadającego z samochodu przed domem. – Czy to Buchanan? – zapytał.

Faith nerwowo zerknęła ponad ramą okna i natychmiast odprężyła się.

– Tak.

– Dobrze, idź do drzwi, będę cię osłaniał.

– Mówię ci, że to jest Danny.

– Super, więc idź i wpuść swojego Danny’ego. Nie chcę podejmować zbędnego ryzyka.

Faith skrzywiła się, słysząc tę uwagę, podeszła do drzwi i otwarła je, Buchanan wśliznął się do środka, a Faith zamknęła za nim drzwi. Lee, z pistoletem wyraźnie widocznym w kaburze, ze schodów obserwował ich długi uścisk. Ich ciała drżały, na policzkach obojga pojawiły się łzy. Na ten widok Lee poczuł ukłucie zazdrości, ale szybko mu przeszło, gdy zrozumiał, że ta wymiana czułości wypływa z uczucia pomiędzy ojcem i córką, połączenia bliskich, których rozdzieliły okoliczności.

– Pan jest pewnie Lee Adamsem – Buchanan wyciągnął doń rękę – z pewnością żałuje pan dnia, w którym zgodził się przyjąć to zlecenie.

– Nie – odparł Lee, schodząc po schodach. – To było ciastko z kremem. – Uścisnął dłoń Buchanana. – Właściwie zastanawiam się nad specjalizacją w tym zakresie, zwłaszcza że nikt nie będzie na tyle głupi, żeby też to robić.

– Dziękuję Bogu, że był pan tam i ochronił Faith.

– W zasadzie wyspecjalizowałem się również w chronieniu Faith. – Lee i Faith wymienili uśmiechy, po czym Lee znowu spojrzał na Buchanana. – Mamy jednak kolejną komplikację. Bardzo istotną – dodał. – Chodźmy do kuchni. Opowiemy wszystko przy drinku.

Usiedli przy stole i Lee opowiedział Buchananowi o żądaniu wymiany Faith za jego córkę.

– Co za drań! – Buchanan sprawiał wrażenie wściekłego.

– Ten drań ma nazwisko? – Lee spojrzał na niego uważnie. – Chciałbym je poznać, dla przyszłych potrzeb.

– Uwierz mi – Buchanan potrząsnął głową – że nie będziesz chciał iść tą drogą.

– Kto się za tym kryje, Danny? – Faith dotknęła jego ramienia. – Myślę, że mam prawo wiedzieć.

Buchanan spojrzał na Lee.

– Przepraszam – Lee uniósł ręce – ale to pańska kolej.

– To bardzo potężni ludzie. – Buchanan ścisnął ramię Faith. – I przypadkiem pracują dla tego kraju. Tyle tylko mogę powiedzieć, nie wpędzając cię w jeszcze większe niebezpieczeństwo.

– Nasz własny rząd próbuje nas zabić? – Faith usiadła zadziwiona.

– Dżentelmen, z którym mamy do czynienia, lubi działać na własną rękę. Ale ma mnóstwo środków.

– To znaczy, że córka Lee jest w niebezpieczeństwie?

– Tak. Ten człowiek zazwyczaj mówi mniej, niż robi.

– Dlaczego pan tu przyszedł? – chciał wiedzieć Lee. – Uciekł pan temu facetowi. Przynajmniej dla naszego bezpieczeństwa, mam taką nadzieję. Mógł pan zniknąć w milionie różnych miejsc. Dlaczego przyszedł pan tutaj?

– To ja was w to wciągnąłem, chcę was z tego wydobyć.

– Niezależnie od tego, jak pan to chce zrobić, niech pan umieści w swym planie ratowanie mojej córki albo mnie w nim nie umieszcza. Jeśli będzie trzeba, to przez następne dwadzieścia lat nie opuszczę jej na krok.

– Myślałam, żeby zadzwonić do agentki FBI, która ze mną pracowała, Brooke Reynolds – wtrąciła Faith. – Możemy jej powiedzieć, co się dzieje. Może otoczyć opieką córkę Lee, umieścić ją w bezpiecznym miejscu.

– Na resztę życia? – Buchanan potrząsnął głową. – Nie, to się nie uda. Musimy odciąć hydrze wszystkie głowy i spalić to, co zostanie. Inaczej marnujemy czas.

– Jak mielibyśmy to zrobić? – zapytał Lee.

Buchanan otworzył aktówkę i z ukrytego schowka wyjął maleńką kasetę magnetofonową.

– Użyjemy tego. Udało mi się nagrać dżentelmena z CIA, o którym mówiłem. Na tej taśmie przyznaje się do tego, że kazał zabić agenta FBI, a także do innych przestępstw.

– Mówi pan poważnie? – W głosie Lee pojawiła się nadzieja.

– Możecie mi wierzyć, nigdy nie pozwoliłbym sobie na dowcipy w stosunku do tego człowieka.