Выбрать главу

— Ale dlaczego wciąż to znosisz? — zapytał w końcu. — Skoro wiesz, że on taki jest i się nie zmieni?

— Odpowiedź jest oczywista: muszę.

— To nie jest odpowiedź. Dlaczego musisz?

— Bo Ernesto jest wielkim artystą.

— Wielki artysta czy nie, nikt nie ma prawa srać na ciebie.

— I w tym właśnie miejscu się mylisz, Danielu. Mówiąc tak, pokazujesz, że nie rozumiesz natury wielkiego artyzmu.

Był to bezpośredni atak na czuły punkt Daniela, o czym pani Schiff dobrze wiedziała. Porzucili ten temat.

Wkrótce wiedziała o nim wszystko, znała całą historię jego spartaczonego życia. Skoro Boa została umieszczona w pokoju Daniela, małomówność nie miała sensu i była raczej niemożliwa. W każdym razie po dwunastu latach życia pod przybranym nazwiskiem okazja, by powiedzieć wszystko, była zbyt kusząca, by się jej oprzeć. Zdarzały się chwile, jak wtedy, gdy pani Schiff zadała dopiero co wspomniany cios poniżej pasa, kiedy myślał, że wykorzystuje nieuczciwie jego wyznania, ale nawet wtedy jej przykre słowa prawdy nie zawierały żadnej zjadliwej złośliwości. Miała po prostu bardzo grubą skórę i oczekiwała, że twoja też taka będzie. Ogólnie jako matka spowiedniczka biła Renatę Semple na głowę. Renata, mimo całego swego reichiańskiego żargonu i cotygodniowego sondowania głębin, zajmowała się ego Daniela ze zbyt delikatnym nastawieniem. Nic dziwnego, że terapia nigdy nic mu nie dała.

Krótko mówiąc, Daniel był znów członkiem jakiejś rodziny. Oglądani z zewnątrz, stanowili rodzinę dosyć osobliwą: trajkocząca, garbata staruszka, rozpieszczony, zgrzybiały cocker-spaniel i eunuch z nadszarpniętą karierą (chociaż bowiem Rey nie mieszkał z nimi, jego pozasceniczna obecność była tak samo stała i namacalna jak w przypadku każdego ojca rodziny wychodzącego codziennie do biura). I sam Daniel. Ale lepiej być dziwnymi razem niż osobno. Cieszył się, że znalazł w końcu taką przystań, i żywił tę najbardziej rodzinną i skazaną na porażkę nadzieję, że nic się nie zmieni.

Ale już były wiadomości w radiu: nietypowy dla tej części roku okres zimna wyrządził rozległe szkody roślinom uprawnym w Minnesocie i obu Dakotach, a katastrofalna śnieć atakowała korzenie pszenicy na całym Środkowym Zachodzie. Krążyła pogłoska, że ta śnieć została wytworzona w laboratorium i jest rozprzestrzeniana przez terrorystów, chociaż żadna ze znanych dotąd organizacji nie ogłosiła, że to jej dzieło. Na rynku towarowym już panował zamęt i nowy minister rolnictwa oznajmił publicznie, że jesienią może stać się konieczne ścisłe racjonowanie. Na razie jednak ceny żywności stały w miejscu z tego dobrego powodu, że były już bardzo wysokie, nie na kieszeń większości ludzi. Przez całą wiosnę i lato trwała seria zamieszek na tle żywności w takich typowych zapalnych punktach jak Detroit i Filadelfia. Pani Schiff, której wyobraźnię zawsze pobudzały nagłówki i wiadomości w skrócie, zaczęła gromadzić zapasy toreb suchej karmy dla psów. W czasie ostatniego takiego kryzysu, cztery lata wcześniej, karma dla zwierzaków jako pierwsza rzecz zniknęła z półek, i musiała wtedy żywić Inkuba z własnej ograniczonej racji. Wkrótce cały jeden pokoik został całkowicie zapełniony dziesięciofuntowymi torbami Pet Bricquettes, ulubionej marki Inkuba. O siebie się nie martwili: rząd w jakiś sposób zaspokoi ich potrzeby.

13

We wrześniu, kiedy w Metastasiu zaczął się nowy sezon, Daniel zgłosił się z powrotem w pracy z wdzięcznością bliską służalczości. Było to chude lato, chociaż o wiele lepsze od poprzednich dzięki temu, że miał dach nad głową. Kiedy Teatro zamknięto na początku czerwca, pracował jeszcze zbyt krótko, by odłożyć więcej niż parę dolarów, a stanowczo nie chciał uciekać się do panny Marspan, która już wzięła na siebie koszty finansowe związane z podtrzymywaniem funkcji życiowych Boi. Ani też nie czuł się już całkiem w porządku żebrząc, bo gdyby go zobaczono i wieść o tym doszłaby do pana Ormunda, był raczej pewny, że kosztowałoby go to pracę. Z braku innych środków zrobił to, czego przyrzekł sobie nigdy nie robić: sięgnął do kapitału, który dawał niewielkie odsetki pozwalające mu opłacać rachunki Boi podczas jej długiego pobytu na Pierwszych Narodowych Torach Lotu. Pieniądze te pochodziły ze sprzedaży jej biżuterii i do tej pory udawało mu się unikać użycia ich na własne potrzeby. Teraz jednak Boa była utrzymywana w inny, lepszy sposób, więc Daniel mógł załatwić to ze swoim sumieniem przez uznanie tego za pożyczkę: kiedy wróci do pracy, wpłaci wydaną kwotę z powrotem na konto.

Gdy wznowił pracę, nie udało się tego przeprowadzić w ten sposób, ponieważ odkrył na nowo radość z bycia przy forsie. Czuł się tak, jakby miał znów swoją trasę gazetową. Drobne w kieszeni, banknoty w portfelu i cały Nowy Jork pełen pokus. Sprawił sobie trochę porządnych ubrań, co musiałby zrobić i tak, gdyż pan Ormund powiedział wyraźnie, że nie chce, żeby jego chłopcy zjawiali się w pracy wyglądając jak obszarpańcy. Zaczął chodzić do fryzjera za dziesięć dolarów, co było również raczej comme il faut. A teraz, gdy nie pomagał już w Adonis, Inc., musiał opłacać zwykłą składkę członkowską, która zabierała 350-dolarowy kawał pensji z konta bankowego. Ale dywidendy okazały się zupełnie niewspółmierne do inwestycji, ponieważ kiedy wrócił do pracy, pan Ormund przydzielił go już na Balkon Pierwszego Piętra, gdzie napiwki wielokrotnie przekraczały to, co dostawał na górze, na Balkonie Drugiego Piętra (chociaż nadał nie były tak znaczne jak łupy na Głównej Kondygnacji).

Napiwki były tylko, jak wyjaśnił mu kiedyś pan Ormund, czubkiem góry lodowej. Prawdziwa zapłata następowała w formie zalotów, ze wszystkimi ich odwiecznymi korzyściami — obiadami, przyjęciami, weekendami na Long Island i uprzejmościami nawet kosztowniejszymi i milszymi, zależnie od twojego szczęścia, ambicji i umiejętności zabiegania o więcej. Z początku Daniel opierał się takim pokusom z powodu świadomości, której dwanaście lat życia w wielkim mieście jeszcze nie zatarło, jak cały świat by go nazwał, gdyby im uległ. Ani też pan Ormund nie śpieszył się wcale, by wypchnąć go w światło reflektorów powszechnej uwagi. Ale coraz bardziej Daniel zastanawiał się, czy jego uczynki robią światu jakąś różnicę. Kiedy po rozpoczęciu nowego sezonu nadal, niechętnie, odrzucał wszelkie zaproszenia, nawet tak mało kompromitujące, jak przyjęcie drinka i pogawędzenie z posiadaczem loży podczas jednego z nudniejszych ansambli, gdy drinki i pogawędki były na porządku dziennym, pan Ormund uznał, że musi zaistnieć pełniejsze zrozumienie między nimi, i wezwał Daniela do swojego gabinetu.

— No więc nie chcę, żebyś myślał, mignon (taka, albo mignard, była jego pieszczotliwa nazwa dla jego aktualnych ulubieńców), że jestem jakimś nikczemnym stręczycielem. Żaden chłopiec nigdy nie został poproszony o odejście z Teatro za to, że nie godził się na seks, i wszyscy nasi goście to rozumieją. Ale nie powinieneś być tak całkowicie nieprzystępny, tak arktycznie chłodny.

— Czy to stary Carshalton się skarżył? — zapytał Daniel, zmartwionym tonem.

— Pan Carshalton jest bardzo uprzejmym, sympatycznym dżentelmenem, pragnącym jedynie, niech będzie błogosławiony, by z nim rozmawiano. Zdaje sobie sprawę, że jego wiek i tusza — pan Ormund westchnął ciężko ze współczuciem — czynią spełnienie wszelkich większych nadziei mało prawdopodobnym. I bynajmniej się nie skarżył. To jeden z twoich kolegów — nie podam jego nazwiska — zwrócił moją uwagę na tę sprawę.