Inkub wiedział, że nie może ulegać takim aluzjom. On sam był całkowicie przebudzony i pochłonięty tą historią.
— …wyskoczył, hipiti-hop, z ich kochanej norki, i jak myślicie, co zobaczył, świecącego w górze na niebie?
Inkub popatrzył na Daniela.
— Co zobaczył? — zapytał Daniel.
— Zobaczył gwiazdę! I powiedział do swojej siostry, Miodka Miodokróliczka: „Jaka piękna i naprawdę zdumiewająca gwiazda! Chodźmy za nią”. A więc poszli za tą gwiazdą. Szli za nią po łąkach, gdzie krowy ułożyły się już do snu, i przez szerokie szosy, i również po jeziorach, bo była to zima i jeziora były całe pokryte lodem, aż w końcu przybyli do Betlejem, które jest w Judei. Do tego czasu, naturalnie, oboje byli dość zmęczeni po podróży i niczego nie chcieli tak bardzo jak położyć się spać. A więc poszli do największego hotelu w miasteczku, Hotelu Betlejem, ale nocny portier był bardzo niegrzeczny i powiedział, że w hotelu nie ma miejsca z powodu spisu ludności, który przeprowadza rząd, i że nawet gdyby było miejsce, nie wpuściłby królików do swojego hotelu. Biedna Miodek Miodokróliczek myślała, że się rozpłacze, ale ponieważ nie chciała, by brat martwił się z jej powodu, postanowiła być dzielna. A więc, z wesołym strzyżeniem długimi futrzanymi uszami, obróciła się w stronę Króliczka i powiedziała: „Nie musimy mieszkać w żadnym głupim starym hotelu. Chodźmy znaleźć stajenkę i tam zamieszkajmy. Stajenki i tak są bardziej zabawne!”. A więc poszli poszukać stajenki, co nie było w ogóle problemem, bo oto przyjemna mała stajenka stała tuż za Hotelem Betlejem, z wołami i osłami, krowami i owcami… i czymś jeszcze poza tym! Czymś tak cudownym i delikatnym i ciepłym i cennym, że nie mogli uwierzyć swoim króliczym oczom.
— Co zobaczyli w stajence? — zapytał Daniel.
— Zobaczyli Dzieciątko Jezus!
— No nie!
— Tak, był tam, mały Pan Bóg, i Maryja i Józef też, klęczący przy nim, i wielka liczba pasterzy i aniołów i mędrców, wszyscy oni klękali i ofiarowywali Dzieciątku Jezus prezenty. Biedni Króliczek Miodokróliczek i Miodek Miodokróliczek czuli się po prostu okropnie, oczywiście, bo nie mieli żadnych prezentów dla Dzieciątka Jezus. A więc, krótko mówiąc…
Inkub podniósł czujnie oczy.
— …te dwa kochane króliki skoczyły w noc, hipiti-hop, i dotarły aż do bieguna północnego, co wymaga mnóstwa skakania, ale one nie narzekały ani słowem. A kiedy przybyły na biegun północny, jak myślicie, co znalazły?
— Co tam znalazły?
— Znalazły warsztat Świętego Mikołaja. Był nadal wczesny wieczór, więc Mikołaj wciąż jeszcze tam był, i pani Mikołajowa też, i miliony małych elfów, które pomagają Mikołajowi robić jego zabawki, i renifery, które pomagają Mikołajowi je dostarczyć, ale nie podam imion wszystkich reniferów.
— Czemu nie?
— Bo jestem zmęczona i boli mnie głowa.
Inkub zaczął skowyczeć.
— Kometek i Kupidynka i Grzmot i Błyskawica. I Fircyk i Pyszałek i… i… Pomóż mi.
— Rudolf?
— Z bardzo błyszczącym nosem, oczywiście. Jak mogłam zapomnieć o Rudolfie? No więc po tym, jak wszyscy usiedli przed płonącym ogniem, a oni ogrzali swoje łapki i zjedli po kawałku smacznego ciasta marchewkowego pani Mikołajowej, dwoje Miodokróliczków wyjaśniło, dlaczego musieli przybyć na biegun północny. Opowiedzieli Mikołajowi o Dzieciątku Jezus i o tym, jak chcieli dać mu prezent na Boże Narodzenie, ale żadnego nie mieli. „Więc mieliśmy nadzieję — powiedziała Miodek Miodokróliczek — że moglibyśmy oddać mu swoje”. Święty Mikołaj naturalnie był tym głęboko wzruszony, a pani Mikołajowa musiała się odwrócić, żeby wytrzeć łzy. Łzy szczęścia, rozumiecie.
— Czy jest jakiś inny rodzaj? — zapytał Daniel.
Inkub poruszył niespokojnie głową.
— No więc — ciągnęła pani Schiff, krzyżując ręce stanowczo na kolanach — Mikołaj powiedział Miodokróliczkom, że oczywiście mogą oddać swoje prezenty Dzieciątku Jezus, jeśli pomogą mu załadować je do wielkiego worka i włożyć go do jego sań.
— I jakie prezenty włożyli do worka? — zapytał Daniel.
— Były tam rutituttuty i ramitamtamy i lalki i frisbee i zestawy doktora z cukierkowymi tabletkami i malutkimi termometrami do udawania, że mierzy się temperaturę. Och, i sto innych uroczych rzeczy: gry i cukierki i mirra i kadzidło i płyty operowe i Dzieła Wszystkie Sir Waltera Scotta.
Inkub położył głowę, zadowolony.
— I załadował worek z prezentami do swoich sań, i pomógł dwóm Miodokróliczkom usiąść za sobą, i trzasnął ze swojego bata i…
— Odkąd to Mikołaj ma bat?
— Mikołaj ma bat od niepamiętnych czasów. Ale rzadko, jeśli w ogóle, musi go używać. Renifery wiedzą instynktownie, gdzie powinny polecieć. A więc… polecieli wszyscy, instynktownie, jak puch ostu, prosto do stajenki w Betlejem, gdzie Jezus i Maryja i Józef i pasterze i aniołowie i mędrcy, a nawet nocny portier z hotelu, który doznał odmiany serca, czekali na Mikołaja i Miodokróliczki, a kiedy zobaczyli ich w górze na niebie, które było rozświetlone, jak zapewne pamiętacie, przez tamtą piękną gwiazdę, wszyscy wydali wielki okrzyk: „Niech żyją! Niech żyją Miodokróliczki! Niech żyją! Niech żyją! Niech żyją!”.
— Czy to koniec tej historii?
— To koniec tej historii.
— Wie pani co, pani Schiff?
— Co?
— Inkub właśnie zrobił psipsi w pani łóżku. Widzę to na pościeli.
Pani Schiff westchnęła i trąciła łokciem Inkuba, który był martwy.
16
Wydawało się, że panuje jednomyślność pośród komentatorów, z których wielu nie miało skłonności do wyrażania łatwego optymizmu, co do tego, że świta nowy dzień, kryzys minął, a życie będzie toczyć się dalej. Ci, dla których to słowo nie stanowiło postrachu, mówili, że wydarzyła się rewolucja, natomiast ci mniej milenijnie nastawieni nazywali to czasem pojednania. Pogoda była teraz ładniejsza, oczywiście, jak niezmiennie jest w maju i czerwcu. Nikt nie miał zbytniej pewności, co wskazało początek tej jaśniejszej ery, a tym bardziej, czy siły ciemności są w pełnym odwrocie, czy też tylko zatrzymały się dla złapania oddechu, ale kiedy kraj przebudził się z koszmaru długiego upadku, wiele problemów zniknęło z nagłówków wraz z pewną liczbą ludzi.
Najbardziej zdumiewającą zmianę z punktu widzenia Daniela stanowiło to, że latanie przestało być przestępstwem w czterech ze stanów Środkowego Zachodu (chociaż jeszcze nie w Iowa). Ponadto rząd odstąpił od ścigania wydawców anonimowej sensacyjnej książki, sprzedawanej spod lady, pod tytułem Opowieści o terrorze, rzekomo wyznań człowieka, który dziewiętnaście lat wcześniej w pojedynkę wysadził rurociąg alaskijski, a teraz żałował tego i dalszych przestępstw, przez cały ten czas otwarcie chlubiąc się ich opisami. Rząd, przestając domagać się od wydawców ujawnienia tożsamości autora, mówił w istocie, że co było, to było. W rezultacie ludzie mogli sobie pozwolić na kupowanie tej książki po niższej (oficjalnej) cenie, i robili to milionami, Daniel pośród nich.
Na innej osi pojednania pastor Jack Van Dyke był z powrotem w wiadomościach jako pierwsza liberalna gruba ryba popierająca Purytańską Ligę Odnowy, najnowszy z odłamów Sług Bożych, które próbowały zyskać zwolenników w tak dogodnym momencie. Magazyn „Time” miał raz na okładce zdjęcie ukazujące Van Dyke`a i Goodmana Halifaksa wystrojonych w czarne stetsony, nakrochmalone białe koloratki, czerwone muchy ze sztucznego jedwabiu i ozdobione insygniami marynarki z denimu, które były wesoło anachronicznym uniformem PLO, gdy ślubowali wierność fladze na cmentarzu Arlington. Nie tak Daniel wyobrażał sobie świt nowej ery, ale Halifax stał za posunięciem, by zdekryminalizować latanie, co z pewnością przemawiało na jego korzyść, jakkolwiek zawiłe i Van Dyke`owskie były motywy przypisywane mu przez „Time”.