Выбрать главу

Rey był naturalnie zaskoczony tymi odwiedzinami tak późno i bez zapowiedzi. Już zmienił nijakie ubranie dzienne na nocny stosunkowy splendor, kimono z mieniącego się jedwabiu z paroma wybornymi haftowanymi wstawkami.

Daniel wyciągnął rękę z wciąż jeszcze ciepłą miską.

— Proszę, amorino, zrobiłem dla ciebie pudding.

— Och, dziękuję. — Rey odebrał pudding obiema rękami i podniósł, by go powąchać. — Nie zdawałem sobie sprawy, że jesteś takim domatorem.

— Nie jestem, zwykle, ale pani Schiff przepada za moim chlebowym puddingiem. To mój własny przepis, z bardzo niską liczbą kalorii. Nazywam go skromnym plackiem.

— Czy masz ochotę wejść i zjeść ten smakołyk ze mną?

— A masz śmietanę?

— Zobaczę. Ale wątpię. Gdzie można w tych czasach dostać śmietanę?

Daniel wyjął zakorkowany dzbanek ze śmietaną ze swojego burnusa.

— Na czarnym rynku.

— Myślisz o wszystkim, mon ange.

W kuchni Rey, zawsze dbający o figurę, nabrał łyżką małą porcję puddingu dla siebie i większą dla Daniela.

Kiedy usadowili się przed kominkiem, pod dość fowistycznym pastelowym portretem Reya w roli Semiramidy, Daniel zapytał go, czy wyświadczyłby mu przysługę.

— To oczywiście zależy od rodzaju przysługi. Wyśmienity pudding.

— Cieszę się, że ci smakuje. Czy zaśpiewałbyś dla mnie piosenkę?

— Jaką piosenkę?

— Jakąkolwiek.

— To ta przysługa, o którą prosisz?

Daniel skinął głową.

— Po prostu nagle poczułem, że muszę usłyszeć twój śpiew. Ponieważ Teatro jest zamknięty na lato… Płyty są wspaniałe, ale to nie to samo.

Rey przetrząsał nuty na fortepianie. Podał Danielowi zapis Vedi quanto t`adoro Schuberta i zapytał, czy poradzi sobie z akompaniamentem.

— Zrobię to najlepiej, jak potrafię.

Przeszli kilka razy przez początkowe takty — Rey nucił linię wokalną, dopóki nie zadowoliło go tempo. Wtedy zaśpiewał, bez ozdobników ani upiększania, słowa, które napisał Metastasio, i nuty, które ustalił Schubert sto lat później:

Vedi quanto t`adoro ancora, ingrato! Con un tuo sguardo solo Mi togli ogni difesa e mi disarmi. Ed hai cor di tradirmi? E puoi lasciarmi?

Danielowi zaświtało, gdy jego palce niezdarnie towarzyszyły uroczemu wykonaniu, że Rey nie tyle śpiewa, co przedstawia dosłowną prawdę. Chociaż nigdy wcześniej nie słyszał tej arii, włoski wydawał się tłumaczyć sam ze spontaniczną, zielonoświątkową klarownością języka, jedna złota, pełna boleści samogłoska po drugiej: Popatrz, niewdzięczniku, jak wciąż cię uwielbiam! Jedno twoje spojrzenie wciąż wystarcza, by rozbić moją obronę i mnie obnażyć. Czy masz serce zdradzić taką miłość? A potem mnie opuścić?

Rey urwał w tym momencie, gdyż Daniel całkowicie pogubił się z akompaniamentem w wyniku jego cudownego śpiewu. Ruszyli znów od początku i tym razem Rey wprowadził do nagiego szkieletu zapisu nutowego Schuberta tremolo, które nieuchwytnie wzniosło się stopniowo do najwyższej ekstrawagancji przy E puoi lasciarmi?. Następnie, nagle, przy Ah! non lasciarmi, no, podwyższona barwa zniknęła, jakby zasłona opadła z oblicza muzyki. Śpiewał srebrzystym, lekko głuchym tonem, wskazującym na to, że został, a raczej Dydona, w którą się zmienił, została porzucona właśnie w tej chwili, gdy błagała, żeby tak się nie stało. Było to rozdzierające, heroiczne i zupełnie wyśmienite, smutek i zachód słońca skondensowane w jeden sznur pereł.

— Jak było? — zapytał Rey, kiedy skończyli ostatnie powtórzenie początkowej strofy.

— Cudownie! Co mogę powiedzieć?

— Chodzi mi zwłaszcza o to E puoi lasciarmi?, któremu ma coś do zarzucenia Alicia.

— Było tak, jakby spoliczkowała mnie Śmierć.

— Ach, powinieneś być recenzentem, bell` idol mio.

— Wielkie dzięki.

— Och, mówię całkiem szczerze.

— Nie wątpię w to.

— Może nawet udałoby mi się zorganizować ci to.

Daniel popatrzył na swoje brązowe ręce, spoczywające na zamkniętej klawiaturze, i wyrzucił z siebie krótkie, samokrytyczne parsknięcie śmiechem.

— Nie chciałbyś tego? — zapytał Rey z, jak się zdawało, szczerym niezrozumieniem.

— Ernesto… nie chciałbym tego recenzować, jeśli nie umiałbym tego robić.

— A więc nigdy nie porzuciłeś pragnienia, by być śpiewakiem?

— Czy ktoś kiedyś porzuca swoje pragnienia? Ty to robisz?

— To pytanie, na które nie ma odpowiedzi, obawiam się. — Rey podszedł do otomanki i usiadł, z ramionami rozpostartymi szeroko na poduszkach. — Wszystkie moje pragnienia się ziściły.

Normalnie Daniela rozwścieczyłoby takie samozadowolenie, ale ta pieśń zmieniła jego sposób postrzegania i czuł zamiast tego dość uogólniony smutek oraz zdumienie ogromną przepaścią między wewnętrznym ja a zewnętrznym wyglądem Reya; między ukrytym aniołem a zranionym zwierzęciem. Podszedł i usiadł w intymnej, ale nie miłosnej odległości od niego i przechylił do tyłu głowę, tak że spoczęła na przedramieniu Reya. Zamknął oczy i próbował przywołać dokładną krzywą, pęd i niuans tego E puoi lasciarmi?.

— Zapytam cię więc bardziej wprost — powiedział Rey tonem ostrożnego domysłu. — Czy chcesz być śpiewakiem?

— Tak, oczywiście. Czy nie napisałem tego w moim liście do ciebie?

— Zawsze zaprzeczałeś, że to był twój list.

Daniel wzruszył ramionami.

— Właśnie przestałem temu zaprzeczać. — Jego oczy były nadal zamknięte, ale wiedział po przesunięciu się poduszek, że Rey się przybliżył. Powiódł końcem palca po kręgu bladości kolejno na obu jego policzkach.

— Czy mógłbyś… — Rey zawahał się.

— Prawdopodobnie — odparł Daniel.

— …mnie pocałować?

Daniel wygiął szyję w górę, aż jego usta dotknęły warg Reya; była to bardzo mała odległość.

— Tak, jak pocałowałbyś kobietę — domagał się Rey przyciszonym głosem.

— Och, zrobię coś lepszego — zapewnił go Daniel. — Będę cię kochał!

Rey westchnął z lekkim niedowierzaniem.

— Albo przynajmniej — powiedział Daniel, starając się o Odrobinę własnego tremola — zobaczę, co mogę zrobić. Zgoda?

Rey pocałował go w jeden policzek.

— A ja… — Potem w drugi. — …nauczę cię śpiewać. Przynajmniej…

Daniel otworzył oczy w tym samym momencie, gdy Rey, z wyrazem bólu na twarzy i śladem łzy, zamknął swoje.

— …zobaczę, co mogę zrobić.

Gdy wychodził z holu z pustą miską po puddingu, usłyszał, że portier mamrocze coś podprogowo uwłaczającego. Daniel, nadal promieniejący poczuciem swojego zwycięstwa i skutkiem tego nieczuły na wszelkie krzywdy, obrócił się i rzucił:

— Proszę? Nie dosłyszałem tego.

— Powiedziałem — powtórzył morderczym tonem portier — fałszywiec, pieprzona kurwa.

Daniel ocenił to, i ocenił siebie samego w lustrzanej ścianie holu, przeczesując grzebieniem swoje kędzierzawe włosy.