— Boa — powiedział, dotykając jednego z nylonowych skrzydeł. Ale nie wiedział, co dalej. Już samo mówienie do niej stanowiło przyznanie się do wiary, a nie chciał wierzyć, już nie, że ona może żyje, i słucha, i czeka na właściwą chwilę. Jeśli tak to wyglądało, okrutne było z jej strony to, że nie wracała. Jeśli tak się nie działo, jeśli porzuciła ten świat na zawsze, tak jak porzuciła tę łuskę siebie, ten pojemnik jednorazowego użytku, to nie mogła stać się żadna krzywda, gdyby też przestał o niego dbać. — Boa, nie zrezygnuję z następnych piętnastu lat. I nie będę znów zarabiać na dupie. Myślę, że mógłbym poprosić Freddiego Carshaltona, żeby mi coś pożyczył, ale nie zrobię tego. Albo Shellyego Gainesa, który prawdopodobnie nie ma nadmiaru forsy. Mam natomiast zamiar zadzwonić do twojego ojca. Jeśli to jest złe, to będę po prostu musiał dźwigać brzemię winy. Okej? Aureola iskrzyła się.
— Jeśli chcesz wrócić później, będziesz musiała wrócić do niego. Może na to właśnie czekałaś. Mam rację?
Nachylił się, uważając, żeby nie dotknąć rurki wijącej się do jej lewego nozdrza, i pocałował usta, które były z punktu widzenia prawa martwe. Potem wstał, wyszedł na korytarz i ruszył do gabinetu pani Schiff, gdzie znajdował się telefon.
Przez te wszystkie lata nigdy nie zapomniał numeru telefonu do Worry.
Telefonistka odebrała przy trzecim sygnale. Powiedział, że chce rozmawiać z Grandisonem Whitingiem. Ta kobieta zapytała o jego nazwisko. Odparł tylko, że jest to rozmowa osobista. Telefonistka powiedziała, że połączy go z sekretarką pana Whitinga.
Potem odezwał się nowy głos:
— Mówi panna Weinreb.
Daniel był zbyt zaskoczony, by odpowiedzieć.
— Halo?
— Halo — powtórzył jak echo, zapominając użyć głębszego głosu, którym zwracał się do telefonistki. — Panna Weinreb?
„Która panna Weinreb?” — zastanawiał się. Jego sekretarka!
— Obawiam się, że pan Whiting nie jest w tej chwili osiągalny. Jestem jego sekretarką. Czy mogę przyjąć wiadomość?
Daniel usłyszał, że w sąsiednim pokoju dzwoni drugi telefon. Ale to nie mógł być telefon. To musiał być dzwonek przy drzwiach. A w takim razie pani Schiff je otworzy.
— Która panna Weinreb? — zapytał ostrożnie. — Cecelia?
— Aurelia. — Wydawała się zirytowana. — A pan kim jest?
— To rozmowa osobista. Z panem Whitingiem. Dotyczy jego córki.
Nastąpiła długa cisza. Potem Aurelia powiedziała:
— Której córki? — Zauważył, że coś jej świta, i stał się niespokojny.
W tym momencie pani Schiff wpadła do gabinetu. W jednej ręce trzymała aureolę z głowy Boi. Wystarczyło spojrzenie, by wiedział, co mu powie. Odłożył słuchawkę na widełki.
To nie był dzwonek do drzwi.
— To Boa — powiedział. — Wróciła.
Pani Schiff skinęła głową.
Boa żyła.
Pani Schiff położyła aureolę na biurku, gdzie ta kołysała się chwiejnie. Ręce kobiety drżały.
— Lepiej idź się z nią zobaczyć, Danielu. A ja zadzwonię po lekarza.
19
Tydzień po premierze w Cherry Lane Czas Miodokróliczków został przeniesiony poza centrum miasta, do St. James Theater, dokładnie naprzeciwko Metastasia, i Daniel był gwiazdą. Jego nazwisko, jego własne imię i nazwisko, Daniel Weinreb, widniało na markizie wypisane litera po literze migoczącymi światełkami. Jego twarz, ciemną jak melasa, można było zobaczyć na plakatach w całym mieście. Jego piosenki puszczano w radiu dniem i nocą. Był bogaty i sławny. „Time” umieścił go na okładce, z króliczymi uszami i tak dalej, pod 36-punktowym nagłówkiem o kształcie i barwach tęczy, pytającym pompatycznie: BELCANTO — CZY ISTNIEJE COŚ JESZCZE? W środku, w artykule na wyłączność, pani Schiff opowiadała coś w rodzaju historii jego życia.
On się do tego nie przyczynił. A może jednak tak. Telefon do Worry został automatycznie nagrany i jego źródło wyśledzone przez system ochrony Whitinga. Po sugestii jego siostry próbki głosu z tej rozmowy zostały porównane z tymi z taśm, które Daniel zarejestrował z Boą w dawnych czasach.
Policja pojawiła się pod drzwiami mieszkania pani Schiff dokładnie w momencie, gdy kurtyna szła w górę w Czasie Miodokróliczków. Pani Schiff, przewidująco niedysponowana, była obecna i przyjęła ich. Boa już wcześniej została zabrana do kliniki, żeby wracać do zdrowia po skutkach piętnastoletniej śpiączki, i w ten sposób oszczędzono jej tego pierwszego szturmu. Kiedy policjanci w końcu dali się przekonać, że tylko Daniel może podać im nazwę tej kliniki, i zostali wysłani do Cherry Lane, pani Schiff, widząc, że tajemnica tak czy owak się wydała, postanowiła na tym zarobić. Z pomocą Irwina Taubera dotarła do redaktora naczelnego „Time`a” i zanim Daniel zaśpiewał zamykającą całość powtórkę utworu Miodokróliczki idą do nieba, ubiła interes, dając „Time`owi” wyłączne prawa do jej własnej wersji, o długości 4000 słów, romantycznej historii Daniela Weinreba. Nie było mowy, żeby po tym Czas Miodokróliczków nie stał się hitem.
Daniel był wściekły, ale także potajemnie uradowany. Mimo to postanowił, dla zasady, gniewać się na panią Schiff za tak zyskowne pogwałcenie tajemnicy jego zwierzeń. Oczywiście apoteoza Daniela była tylko kwestią czasu, kiedy już został wyśledzony jego telefon do Worry; prawdopodobnie kwestią godzin, jak próbowała wyjaśnić pani Schiff za pośrednictwem Irwina. I musiał przyznać, że jej wersja minionych trzech lat była tak zręcznym wybieleniem, jakie mógłby wykombinować najlepszy agent prasowy. Według pani Schiff związek Daniela z Reyem opierał się na wzajemnym szacunku i wspólnym oddaniu dla wspaniałości ludzkiego głosu. W swojej relacji położyła nacisk głównie na dozgonną miłość Daniela do żony, jego zmagania z różnorodnymi przeciwieństwami losu (włączyła tam jego przepis na chlebowy pudding), odkrycie jego ukrytego talentu i (to ostatnie miało, z pewnością, być poufnym szturchnięciem w żebra) jego chrześcijańską wiarę. Nigdzie nie napisała niczego, co nie było całkowicie prawdziwe, ale na pewno nie była to cała prawda, ani też — takie miała zdolności jako opowiadaczka — cała prawda nigdy nie zrobiła wielkich postępów, kiedy zaczęła jednak wyciekać, poprzez Lee Rappaciniego i paru innych starych przyjaciół. Media nie lubią niszczyć swoich bohaterów, a jednym z nich stał się Daniel.