Выбрать главу

Trwało to do dnia, kiedy weszła również Enge. Kerrick nic nie powiedział, ale wyprężył się tak, że Stallan obeszła się z nim brutalniej niż zwykle. Gdy wykręciła mu ręce do tyłu i poczuł zaciskające się zimne więzi, spytał:

— Dlaczego mnie krzywdzisz i wiążesz? Nic ci nie zrobiłem. Jedyną odpowiedzią Stall an było uderzenie w głowę. Kącikiem oka dojrzał, że słucha go Enge.

— Trudno jest mówić będąc związanym — powiedział.

— Stallan — przemówiła Enge — to stworzenie ma rację.

— Napadło na ciebie, zapomniałaś?

— Nie, ale to się zdarzyło, gdy weszłyśmy po raz pierwszy. Przypomnij to sobie, że ugryzło mnie, bo myślało, że krzywdzę samicę. — Zwróciła się do Kerricka. — Czy nadal będziesz próbował mnie zranić?

— Nigdy. Jesteś moją nauczycielką. Wiem, że gdy będę mówił dobrze, dasz mi jedzenie i nie skrzywdzisz.

— Podziwiam to ustuzou, że umie mówić, ale jednak to dziki stwór i musisz być przy nim bezpieczna. — Stallan była nieugięta. — Vaintè nałożyła na mnie ten obowiązek i wypełnię rozkazy.

— Wypełniaj, ale w granicach rozsądku. Uwolnij przynajmniej nogi. Ułatwi to mówienie.

Stallan z oporami przystała na to tego dnia i Kerrick szczególnie się przykładał, bo zrobił krok w kierunku realizacji swego planu.

Nie umiał liczyć mijających dni, zresztą zbytnio mu na tym nie zależało. Gdy był na północy ze swym sammadem, zima różniła się wyraźnie od lata, a przy łowach konieczna była znajomość pór roku. Ale tu, w niekończącym się upale, czas nic nie znaczył. Raz o przezroczystą skórę nad komorą bił deszcz, chmury przyćmiewały światło. Kerrick wiedział tylko, że od śmierci Ysel minęło wiele dni i że potem doszło do przerwy w codziennych lekcjach. Zgrzyt rygla przyciągnął uwagę obu Yilanè, odwróciły się, obserwując otwierające się drzwi. Kerrick ucieszył się z urozmaicenia, dopóki nie zobaczył, że weszła Vaintè.

Chociaż murgu były bardzo do siebie podobne, nauczył się je odróżniać. A Vaintè nigdy nie zapomni. Automatycznie uczynił gest poddaństwa i szacunku, gdy zbliżyła się do nich. Z ulgą spostrzegł, iż jest w dobrym humorze.

— Dobrze ci idzie szkolenie zwierzęcia, Enge. Niektóre głupie fargi nie odpowiadają tak szybko i zrozumiale jak ono. Każ mu coś powiedzieć.

— Możesz sama z nim porozmawiać.

— Mogę? Nie wierzę. Przypomina to wydawanie poleceń łodziom i ich odpowiedzi.

Zwróciła się do Kerricka i powiedziała wyraźnie:

— Płyń w lewo, łódź, płyń w lewo.

— Nie jestem łodzią, ale mogę pójść w lewo.

Odszedł powoli, podczas gdy zaskoczona Vaintè wyraziła zadowolenie:

— Stań przede mną. Powiedz, jakie dostałeś imię.

— Kerrick.

— To nic nie znaczy. Jesteś ustuzou, nie możesz więc mówić prawidłowo. Trzeba to wymawiać „Ekerik”.

Vaintè nie potrafiła zrozumieć, że jego imię składa się tylko z dźwięków. Dodała do niego tony gestowe, tak iż w całości znaczyło to powolno-głupi- Kerricka to nie obeszło.

— Ekerik — powiedział, potem drugi raz, z gestami — powolno-głupi.

— Zupełnie jakbym rozmawiała z fargi — powiedziała Vaintè. — Zauważ jednak — uśmiechnęła się — jak niewyraźnie powiedziało „powolno-głupi”.

— Nie może lepiej — wyjaśniła Enge. — Nie mając ogona, nie jest w stanie wykonać właściwego ruchu. Samo jednak, jak widzisz, nauczyło się tego obrotu, który przypomina właściwy.

— Wkrótce to stworzenie będzie mi potrzebne. Uruketo przywiozło z Inegban* Zhekak, ma pracować z Vanalpè. Jest próżna i tłusta, ale jest też najtęższym umysłem w Entoban*. Musi tu zostać, bo potrzebujemy jej pomocy. Chcę, by jej dogadzano na każdym kroku. Musisz dopilnować, by to ustuzou przyciągnęło jej uwagę. Chcę unaocznić nasz sukces w postaci mówiącego ustuzou.

Gdy Vaintè zwracała się do niego, Kerrick okazywał wyłącznie pełną szacunku uwagę. W przeciwieństwie do Yilanè, których myśl była natychmiast uzewnętrzniana, potrafił bardzo dobrze kłamać. Vaintè obejrzała go od stóp do głów.

— Wygląda na zapaskudzone, musi zostać umyte.

— Jest myte codziennie. To jego naturalny kolor.

— Obrzydliwy. Podobnie jak i jego członek. Czy nie można coś zrobić, by schował go do sakwy?

— Nie ma sakwy.

— To każcie ją zrobić i przymocujcie. Takiego koloru jak ciało ustuzou, by nie rzucała się w oczy. A czemu ma tak podrapaną czaszkę?

— Futro jest codziennie golone. Kazałaś to robić.

— Oczywiście, ale nie kazałam, by to stworzenie było przy tym kaleczone. Porozmawiaj z Vanalpè. Niech znajdzie lepszy sposób usuwania futra. Zrób to zaraz!

Gdy wychodziły, Kerrick wyraził jedynie pokorne podziękowanie i szacunek. Dopiero gdy zniknęły za drzwiami, pozwolił sobie na wyprostowanie się i głośny śmiech. Znalazł się w brutalnym świecie, lecz choć miał zaledwie dziewięć lat, nauczył się świetnie w nim poruszać.

Vanalpè przyszła tego samego dnia, przyprowadzona przez Stallan. Za nimi ciągnął się jak zwykle orszak pomocnic i gorliwych fargi. Było ich za dużo jak na małą komorę i Vanalpè kazała wszystkim, poza pierwszą asystentką, pozostać na zewnątrz. Asystentka położyła paczki i pojemniki na podłodze, podczas gdy Vanalpè obeszła Kerricka wokół, przyglądając mu się bacznie.

— Nigdy dotąd nie widziałam żywego ustuzou — powiedziała. — Znam je jednak dobrze. Zrobiłam sekcję tego drugiego.

Powiedziała to za plecami chłopca, tak że nic nie zrozumiał. Dobrze się stało, bo wyrażenie określające sekcję oznaczało dosłownie „ciąć-martwe-ciało-na-kawałki-dla-nauki”.

— Powiedz mi, Stallan, czy to naprawdę mówi?

— To zwierzę — Stallan nie podzielała powszechnego zainteresowania ustuzou i pragnęła jego śmierci. Słuchała jednak rozkazów i nie krzywdziła go.

— Mów! — rozkazała Vanalpè.

— Co mam ci powiedzieć?

— Cudownie! — Vanalpè opuściło dalsze zainteresowanie. — Czego używacie do usuwania futra?

— Struno-noża.

— Bardzo nierozsądnie. Pocięłaś zwierzę. Tak można ciąć jedynie mięso. Przynieś mi unutakha — poleciła pomocnicy.

Ta położyła na dłoni Vanalpè brązowe, podobne do ślimaka stworzenie.

— Używani go do przygotowywania próbek. Zjada futro, ale nie skórę. Jak dotąd stosowano je wyłącznie do martwych okazów. Zobaczymy, czy poradzi sobie z żywym.

Stallan przewróciła Kerricka na podłogę i przytrzymała. Vanalpè wyprostowała skręconego unutakha i położyła na głowie chłopca. Zadrżał od zimnego, śluzowatego dotknięcia, co wzbudziło wesołość u Yilanè. Czuł wilgotne pełzanie po skórze.

— Bardzo dobrze! — stwierdziła Vanalpè. — Ciało nienaruszone, a futro usunięte. Teraz następna sprawa. Ustuzou potrzebuje sakwy. Mam tu wygarbowaną skórę, barwą pasuje niemal idealnie. Pozostaje tylko umieszczenie jej we właściwym miejscu i przymocowanie. Zaopatrzyłam ją w specjalne bandaże, by przylegała do skóry. Dobrze. Podnieś to teraz.

Brutalne i nieprzyzwoite dotknięcia omal nie doprowadziły Kerricka do płaczu, ale się opanował. Murgu nie zobaczą go we łzach. Zimny ślimak pełzł mu po głowie, teraz siedział na oku. Gdy zsunął się, zerknął w dół, na przymocowany sączek. Nie przejęło go to. Zapomniał o nim, gdy ślimak powoli przesuwał się po rzęsach drugiego oka.