Kerrick zrozumiał, że coś strasznego stało się z jego przyjacielem, nie wiedział jednak co. Esetta zapomniał o nim, kołysał się z zamkniętymi oczyma. Mruczał żałobnym głosem, potem zaczął śpiewać pieśń nasyconą przerażeniem.
Esetta umilkł. Zapomniał, że Kerrick miał mu opowiedzieć o Inegban*, a może nie pragnął już słuchać o dalekim mieście. Odwrócił się, ignorując pytania Kerricka i odszedł. Kerrick wołał potem głośno, lecz nikt się już nie pojawił. W końcu wyszedł zatrzaskując za sobą drzwi. O czym mówił Esetta? Co na plaży zabiło Alipola? Nic nie rozumiał. Inlènu* drzemała na słońcu oparta o ścianę. Szarpnął ze złością za smycz, aż oprzytomniała, ziewnęła i powoli dźwignęła się na nogi.
ROZDZIAŁ XXIV
Fargi pragnęła bardzo przekazać wiadomość — wiadomość dla samej eistai! — lecz z gorliwości pędziła za szybko w upale dnia. Po dotarciu do ambesed tak szeroko rozwierała usta i dyszała tak szybko, że nie mogła mówić. Szarpana niepewnością, wychynęła na słońce, by po chwili cofnąć się do chłodnego cienia. Czy w pobliżu jest sadzawka? Była tak zmieszana, że nie pamiętała. Żadna z pobliskich fargi nie zwracała najmniejszej uwagi na ruchy jej palców i grę barw we wnętrzu dłoni. Były samolubne, myślały tylko o sobie, nigdy nie pomagały innym fargi. Wysłanniczka rozgniewała się, niepomna, iż w podobnej sytuacji sama by się tak zachowała. W rozpaczy zaglądała do pobliskich korytarzy, aż w końcu znalazła pitny owoc. Wyssała z niego zimną wodę, a resztkami ochlapała ramiona i całe ciało. W końcu uspokoiła oddech i podjęła próbę mowy.
— Eistao… przyniosłam ci wiadomość…
Chrypliwie, lecz zrozumiale. Powoli, trzymając się cienia, krążyła po ambesed, przepychając się między gromadzącymi się fargi do pustej przestrzeni przed eistaą. Usztywniła swe ciało w postawie wyczekiwania, proszenia o uwagę najwyższej dla najniższej.
Vanalpè spostrzegła to i zainteresowała Vaintè milczącą postacią.
— Mów — rozkazała Vaintè.
Fargi zadrżała i wydusiła z siebie starannie zapamiętane słowa:
— Eistao, przynoszę wiadomość. Wiadomość od karmiącej drapieżnego ptaka. Wrócił.
— Wrócił! — Vaintè okazała zadowolenie, a fargi wierciła się radośnie, uważając w swej naiwności, że to ona jest tego powodem. Szybkim gestem Vaintè przywołała inną fargi.
— Znajdź Stallan. Ma natychmiast do mnie przyjść. Odwróciła się do fargi, która przyniosła wiadomość.
— Ty wróć do tych z ptakiem. Zostań z nimi, aż przygotują mi zdjęcia, wtedy przyjdź i daj mi znać. Powtórz!
— Wrócić do tamtych z ptakiem. Zostać. Wrócić do eistai, gdy będą gotowe…
— Zdjęcia, obrazki, widoczki. — Vaintè powiedziała to na trzy różne sposoby, by głupie stworzenie zrozumiało. — Powtórz, akayil.
Akayil, wstrętna-w-mowie. Przyglądające się fargi powtarzały ze strachem okropne słowo, odsuwały się od wysłanniczki, jakby w obawie przed skalaniem.
— Vanalpè, ile to potrwa? — spytała Vaintè.
— Zacznę od tego, że informacje już są dostępne. Zawartość magazynów pamięci ze zwojów nerwowych ptaka zostanie przeniesiona do większego zasobnika. Robiłam to sama przy rejestrowaniu wzorców wzrostu. Pierwsze i ostatnie obrazy będą widoczne natychmiast, lecz przekopanie się przez informacje zawarte między nimi wymaga czasu.
— Mówisz niejasno.
— Zaraz to wyjaśnię, eistao. Nie było ptaka wiele dni. Przez cały ten czas, we dnie i w nocy, co kilka chwil zapamiętywał obraz. Można nakazać stworzeniu pamięciowemu usunięcie wszystkich czarnych obrazów nocy, lecz i tak pozostanie ich niezmiernie wiele. Każdy obraz musi zostać przeniesiony na ekran z ciekłych kryształów, by go odrzucić lub zapisać. Zajmie to całe dnie, wiele dni.
— Będziemy więc cierpliwe i zaczekamy. — Rozejrzała się i zobaczyła zbliżającą się krępą, pokrytą szramami figurę Stallan. Nakazała jej podejść.
— Ptak wrócił. Wkrótce się dowiemy, czy odnalazł ustuzou. Gotowe jesteśmy do przeprowadzenia ataku?
— Tak. Fargi strzelają już dobrze, hèsotsany są odżywione. Zasadzono dalsze strzałokrzewy i zebrano wiele strzałek. Rozmnożono łodzie, niektóre młode są już zdatne do służby.
— Przygotuj je. Załaduj żywność i wodę, potem mnie zawiadom. Vanalpè, twoje doświadczenia ze zdjęciami zostaną teraz wykorzystane. Pójdziesz zaraz pomóc wykonującym tę pracę.
Przez resztę dnia i cały następny Vaintè kierowała miastem, nie myśląc o ustuzou. Za każdym jednak razem, gdy odpoczywała, a w pobliżu nie było nikogo, z kim musiałaby rozmawiać, natychmiast sobie o nich przypominała. Nie cieszyło jej jedzenie, zachowywała się tak nerwowo, że wystraszona fargi zmarła, gdy odprawiła ją brutalnie. Dobrze się stało dla wszystkich, że wreszcie trzeciego dnia przyszła wiadomość.
— Zdjęcia są gotowe, Eistao — powiedziała fargi i wszystkie, które to usłyszały, odetchnęły z ulgą. Gdy Vaintè wyszła z ambesed, nawet Kerrick przyłączył się do dużej grupy ciągnącej za nią, równie niecierpliwie jak inne chcąc się dowiedzieć, co się stało.
— Znalazły — oznajmiła Vanalpè. — Duży obraz jest obrabiany, zaraz będzie gotowy.
Z otworu zwierzęcia powoli wysuwał się arkusz celulozy. Vanalpè wyszarpnęła go niecierpliwie i podała Vaintè, mokry jeszcze i ciepły.
— Naprawdę znalazły — powiedziała; z radości drżały jej palce, w których trzymała zdjęcie. — Gdzie jest Stallan?
— Tu, Eistao — odezwała się Stallan, odkładając przeglądane odbitki.
— Czy wiesz, gdzie to jest?
— Jeszcze nie — Stallan wskazała na środek obrazu. — Wystarcza jednak, ze wiemy, iż obok jest ta rzeka. Zaatakujemy z wody. Sledzę teraz ich szlak, jego początki są już nanoszone na mapę. Za pomocą obrazków wyśledzę ich drogę aż do tego miejsca. Patrz, to ich legowisko. Skórzane schronienia, wielkie zwierzęta, wszystko jak przedtem.
— I jak przedtem zostanie zniszczone. — Przywołała gestem Kerricka, potem stuknęła kciukiem w obrazek. — Wiesz co to jest?
Białe i czarne wzory nic mu nie mówiły; nigdy przedtem nie widział zdjęcia. Wziął arkusz i obracał nim we wszystkich kierunkach, zajrzał nawet na drugą stronę, nim Vaintè wyrwała mu go z rąk.
— Utrudniasz — powiedziała Vaintè. — Widziałeś już przedtem te istoty i przedmioty.
— Z całym szacunkiem, Eistao — wtrąciła się pokornie i przepraszająco Vanalpè. — Fargi też tak się zachowują. Nim nie nauczą się patrzeć na zdjęcia, niczego na nich nie dostrzegają.
— Rozumiem — Vaintè odłożyła zdjęcie. — Zakończyć przygotowania! Wyruszymy, gdy tylko rozpoznamy to miejsce. Ty, Kerrick, wyruszysz z nami.
— Dziękuję, Eistao. Z chęcią pomogę.
Kerrick mówił to szczerze. Nie miał pojęcia, gdzie wyruszają ani po co. Cieszył się jednak na myśl o nowej wyprawie na łodziach.
Jego entuzjazm bardzo szybko minął. Wyruszyli o świcie, płynęli aż do zmroku i spali na brzegu. Powtarzało się to co dnia, aż zaczął zazdrościć Yilanè ich umiejętności zapadania w stan niemal bezmyślności. Nie mogąc zasnąć, przyglądał się brzegowi, usiłując wyobrazić sobie, co się kryje ze ścianą drzew wyrastającą poza plażą.