Выбрать главу

— Zima będzie mroźna — zawołał. — Widzę wędrówkę. — Mówił z namaszczeniem, co wywierało wielkie wrażenie na słuchających. Tylko Kerrick nie zwracał na niego uwagi. Każdy powiedziałby to samo bez mysich kostek. Nie podpowiadały rozwiązania. Zrozumiał, że w ten sposób nie dojdą do rozsądnych wniosków. Chyba, że zrobią coś zupełnie nowego i zmienią wszystkie stare zwyczaje. Gdy przemyślał to dobrze, a nikt nie wystąpił z podobnym pomysłem, wstał w końcu z oporem i zaczął mówić.

— Słuchałem wszystkiego, o czym tu mówiono, i słyszałem, jak te same rzeczy wałkuje się na różne sposoby. Nie mająca końca zima opanowała góry. Sarny je opuściły, bo pod śniegiem nie mogą znaleźć pożywienia. Jeśli ktoś w to nie wierzy i chce pójść na północ, to chciałbym usłyszeć, jak zamierza się wyżywić.

Nie było na to żadnej odpowiedzi poza okrzykiem zgryźliwego łowcy imieniem Ilgeth, dobrze znanego ze swoich docinków.

— Siadaj. Wiemy o tym wszyscy, bezwłosy. Daj mówić łowcom.

Kerrick wiedział aż za dobrze, że brodę ma rzadką, a włosy nie zakrywają mu jeszcze uszu. Zawstydził się więc i chciał usiąść. Wtedy jednak podniósł się Herilak i stanął przy nim. Dotknięciem dłoni go powstrzymał.

— Ten łowca nazywa się Kerrick, a nie bezwłosy. Ilgeth powinien wiedzieć dużo o braku włosów, bo każdego roku nad oczami ma coraz więcej skóry i coraz mniej czupryny.

Zostało to przyjęte śmiechem, klepano się radośnie po udach, tak iż Ilgeth mógł tylko skrzywić się i umilknąć. Gdy Herilak był sammadarem, często przekonywał innych żartami. Miał jednak i coś poważniejszego do powiedzenia, zaczekał więc aż się uciszą.

— Włosy Kerricka przypominają nam, iż to murgu je usunęły, gdy wzięły go do niewoli. Nie wolno nam zapominać, że potrafi z nimi rozmawiać. Mamy pełne brzuchy, bo pokazał nam, jak można zabić murgu. Walczyliśmy tam, gdzie mogliśmy je dosięgnąć. To on pokazał nam, gdzie możemy je zaatakować i dzięki niemu wiele spośród nich zabiliśmy. Gdy Kerrick mówi, należy słuchać.

Rozległy się głosy uznania, co zachęciło Kerricka do dalszego mówienia.

— Jesteśmy wiec wszyscy tego samego zdania, że nie możemy iść na północ. Ku wschodowi, aż do morza tereny są równie puste, jak i tutaj. Na brzegu mogą nas napaść murgu. Nie ma tam miejsca na przezimowanie. Nie ma go także na zachodzie, gdzie ziemie są może i dobre, lecz drogę do nich zagradzają Tanu, którzy nas nie przepuszczą. Pytam teraz: czemuż by nie udać się na południe?

Propozycję przyjęto ze zdumieniem. Ktoś zaśmiał się, lecz ucichł, gdy usłyszał, nerwowe chrząknięcie Herilaka. Szanowano go, tak za umiejętność dowodzenia w bitwie jak i za siłę mięśni. Wobec jego niezadowolenia śmiechy urwały się nagle. Następnie wstał Ulfadan i zaczął mówić o marszu na południe.

— Gdy byłem młody, dotarłem do południowego skraju puszczy i wyszedłem na ciągnącą się bez końca trawę. Oto co mam stamtąd — dotknął wiszącego mu na szyi długiego zęba. — Byłem młody i na tyle głupi, by narazić swe życie. Nie ma tam saren, są jedynie walczące i zabijające murgu. Wielkie jak drzewa. Na południu czeka nas jedynie śmierć. Nie odważymy się tam pójść.

Rozległy się znów okrzyki aprobaty. Kerrick poczekał, aż umilkną i nie zrażony mówił dalej.

— Posłuchajcie o murgu, wiele lat żyłem tam, daleko na południu, gdzie śnieg nigdy nie pada i jest zawsze gorąco. W tym ciepłym kraju są murgu zjadające trawę, pasące się w lasach i na bagnach. Choć nie przypominają saren ani innych zwierząt, na które polujemy, to można je jeść, mają smaczne mięso. Wiem o tym, bo jadłem je przez wszystkie te lata.

Nikt się na to nie odezwał. Nawet kobiety przestały ze sobą rozmawiać, a dzieci się uspokoiły. Wszyscy słuchali zaskakującej opowieści Kerricka.

— Ulfadan powiedział wam prawdę. Są wielkie murgu zjadające mniejsze. Widziałem je, jak też wiele innych zadziwiających rzeczy. Lecz to nie ma znaczenia. Liczy się tylko jedno. Jak żyją tam murgu-chodzące-jak-Tanu? Jak sobie radzą wśród tych zabójczych murgu? Żywią się mięsem zwierząt tak jak my. Dlaczego nie giną od murgu wysokich jak drzewa?

Mógł wymienić wiele ważnych powodów, lecz żaden z nich nie miał teraz znaczenia. Liczyła się tylko jedna przyczyna i był zdecydowany mówić wyłącznie o niej.

— Nie giną, bo murgu-chodzące-jak-Tanu zabijają wszystkie zwierzęta, które im zagrażają. Zabijają je tym.

Pochylił się i podniósł hèsotsan leżący obok niego na ziemi, uniósł, go wysoko. Nikt się teraz nie odzywał, wszyscy wpatrywali się w broń.

— To zabije każde zwierzę, choćby największe. Marag, do zabicia którego potrzebowaliście wszystkich swoich włóczni i strzał, padnie od jednej strzałki, która zadraśnie mu skórę.

— Widziałem to — wtrącił się Herilak z powagą w głosie. — Widziałem murgu wynurzające się z morza z tymi śmiercio-kijami, widziałem, jak padł od nich cały mój sammad. Widziałem, jak po trzasku śmiercio-kija runął największy mastodont Kerrick mówi prawdę.

— A teraz mamy ich wiele — powiedział Kerrick. — Ich, a także strzałek. Wiem, jak obchodzić się z tymi stworzeniami i mogę wam pokazać, jak się to robi. Wiem, co robić, by zmusić je do wysyłania strzałek śmierci, i to też mogę wam pokazać. Jeśli ruszycie na południe, czekają nas dobre łowy, dobre pastwiska dla mastodontów. A to — uniósł wysoko broń nad głową, by wszyscy ją zobaczyli — zgotuje murgu śmierć.

Podniosła się wrzawa, wszyscy zaczęli mówić, lecz nic nie zdecydowano. W ciągu dnia Kerrick jadł niewiele, więc gdy zobaczył odchodzącego Herilaka, poszedł za nim. Skierowali się do ogniska, na którym kobiety piekły mięso na zielonych gałązkach. Warzyły też napar z kory. Merrith, kobieta Ulfadana, dostrzegła, jak siadają, i dała im jeść. Choć miała już tylko kilka zębów, była gruba i silna, a młodsze kobiety traktowały ją z szacunkiem.

— Mam nadzieję, że śmiercio-kije posłuchają nas tak jak ciebie, bo inaczej zostawimy na południu nasze kości. — Miała matowy, niemal męski głos. Swobodnie wypowiadała swe myśli.

— Sądzisz więc, że wyruszymy na południe? — spytał Herilak niewyraźnie, mając usta pełne mięsa.

— Będą się spierać całą noc, ale na koniec to właśnie postanowią. Za dużo gadają. Pójdziemy na południe, bo nie ma dla nas innej drogi. — Spojrzała na Kerricka z ciekawością. — Jakie są te murgu, które trzymały cię w niewoli? Czy mają duże namioty? Czy używają mastodontów? A może ich włóki ciągną ogromne murgu?

Kerrick uśmiechnął się do wspomnień, potem spróbował wyjaśnić.

— Nie mieszkają w namiotach, lecz hodują specjalne, podobne do namiotów drzewa, w których śpią. Merrith roześmiała się głośno.

— Opowiadasz mi niestworzone rzeczy. Jak można załadować drzewo na mastodonta przy przenoszeniu obozowiska?

Ich rozmowie przysłuchiwały się kobiety siedzące wokół ogniska. Teraz chichotały, usłyszawszy to, co Kerrick powiedział.

— Murgu cały czas przebywają w tym samym miejscu, tak iż nie muszą ciągnąć ze sobą drzew do spania.

— Wiem teraz, że zmyślasz swoje opowieści. Gdyby zostały w jednym miejscu, upolowałyby i zjadły tam wszystkie zwierzęta. Zerwałyby wszystkie owoce i umarłyby z głodu. Ale zabawnie mówisz!

— Mówi prawdę — powiedział Herilak. — lak właśnie żyją. Byłem tam i widziałem je, choć nic nie rozumiałem. Nie muszą polować, bo trzymają wszystkie swoje zwierzęta w jednym miejscu, tak iż nie mogą uciec. Zabijają je, kiedy tylko chcą. Czyż tak nie jest? — spytał Kerricka.