Merrith wzruszyła ramionami na takie niedorzeczności i wróciła do ognia. Pozostałe kobiety przysłuchiwały się jednak dziwnej opowieści, szeroko otwierając oczy ze zdumienia. Prawdziwa czy nie — była interesująca.
— To nie wszystko — powiedział Kerrick. — Dzieje się tam wiele, a różne murgu wykonują różne czynności. Niektóre karczują ziemię i budują płoty, tak iż zwierzęta są bezpieczne i ogrodzone. Są też strażniczki pilnujące samców w okresie rozrodu, by młode rodziły się bez zagrożeń. Inne karmią zwierzęta, a potem, gdy przyjdzie pora, zabijają je. Inne łowią ryby. Wszystko to jest bardzo skomplikowane.
— Samce opiekują się dziećmi? — spytała jedna z kobiet cichym, nosowym głosem. Szturchnęła ją starsza kobieta.
— Uspokój się, Armun.
— To dobre pytanie — powiedział Kerrick, starając się dojrzeć, kto je zadał, lecz Armun odwróciła twarz, zasłaniając ją włosami.
— Murgu składają jaja i samce je wysiadują. Gdy młode wyklują się z jaj, idą do oceanu, by tam żyć. Nie opiekują się dziećmi tak jak my.
— Są wstrętne i należy je wszystkie zabić! — zawołała Merrith z przekonaniem. — Kobiety nie powinny słuchać takich opowieści.
Słuchające kobiety rozeszły się na jej polecenie i obaj mężczyźni dokończyli swój posiłek w milczeniu. Herilak zlizał z palców ostatnie kawałki mięsa i szturchnął Kerricka w ramię.
— Musisz mi więcej opowiedzieć, chcę dowiedzieć się wszystkiego o tych stworach. Nie jestem jak kobiety — wierzę w każde twoje słowo. Byłem jak ty ich jeńcem. Bardzo krótko, ale to wystarczyło. Jeśli poprowadzisz, pójdę za tobą, Kerricku. Łowcy wystarczą silne ręce i szybki łuk. Lecz Tanu potrzebują władzy. Jesteśmy Tanu, bo potrafimy obrabiać kamień i drewno, znamy zwyczaje zwierząt, na które polujemy. Lecz teraz będziemy polować na murgu i tylko ty masz wiedzę, która jest nam niezbędna. Tylko ty możesz nami kierować.
Kerrick nie myślał dotąd w ten sposób, lecz teraz musiał przytaknąć. Wiedza może być siłą i bronią. Miał wiedzę, którą szanował Herilak. Wielka to pochwała ze strony tak mądrego i silnego łowcy, jak on. Kerrick poczuł dumę. Po raz pierwszy zaczął wierzyć, że nie jest tu zupełnie bez szans.
ROZDZIAŁ IX
Merrith miała rację. Po trwających długo w noc rozmowach łowcy postanowili, choć z wielkimi oporami, że muszą iść na południe, by szukać paszy dla mastodontów. Gdy podjęli tę decyzję, stanęli przed następnym problemem: jak się do tego zabrać?
Herilak wyszedł ze swego namiotu tuż po świcie. Gdy rozpalał ognisko, podeszli doń Ulfadan i Kellimans. Obaj sammadarzy powitali go uprzejmie i siedli obok przy ogniu. Herilak nalał im do drewnianych kubków naparu z kory i czekał, co powiedzą. Za jego plecami wyjrzał z namiotu Ortnar, lecz szybko cofnął głowę.
— Można by po ostatniej nocy sądzić, że mają dość gadania, lecz tak nie jest — powiedział do Kerricka. — Nie widzę w tym żadnego problemu. Zabijać murgu to wszystko, co mamy robić?
Kerrick, drżąc z zimna, usiadł w śpiworze. Szybko włożył przez głowę skórzaną kurtę, potem przeganiał palcami krótkie włosy, ziewnął i przeciągnął się. Przez odsuniętą połę namiotu widział rozmawiających trzech łowców. Myślał tak samo jak Ortnar; mieli już dosyć w nocy.
Nie sposób jednak było uniknąć ostatecznego spotkania. Herilak wstał od ognia, podszedł do namiotu i zawołał go:
— Potrzebujemy ciebie, Kerricku. Dołącz do nas. Kerrick wyszedł, usiadł obok nich przy ognisku i zaczął pić gorący, gorzki wywar. Herilak opowiadał, co postanowiono.
— Sammady pójdą na południe, bo nie mają innego wyjścia. Nie wiedzą jednak, co robić przy spotkaniu z murgu. Jedno jest pewne, musimy zabijać murgu, dlatego niezbędny jest wódz wojenny. Poprosili mnie, bym został sacripexem.
Kerrick skinął na zgodę.
— Tak powinno być. Poprowadziłeś nas do zwycięstwa, kiedyśmy zabijali murgu na plaży.
— Atak to jedno i wiem dobrze, jak nim kierować. Teraz jednak planujemy coś więcej niż atak. Zamierzamy opuścić puszczę i wyruszyć na południe, na łąki, gdzie są tylko murgu. Murgu rożnych rodzajów. Musimy je zabijać śmiercio-kijami. Teraz powiem ci prawdę. Mało wiem o murgu, a nic o śmiercio-kijach. Ale ty wiesz wszystko, Kerricku. Dlatego powiedziałem, że to ty musisz zostać sacripexem.
Kerrick nie był w stanie odpowiedzieć. Była to dla niego niespodzianka. Namyślał się długo, nim z wahaniem powiedział:
— To wielkie zaufanie, lecz nie sądzę, bym wiedział dostatecznie dużo, aby zostać sacripexem. Wiem dużo o murgu, lecz mało o polowaniu i zabijaniu. W tym jako dowódca sprawdził się Herilak.
Czekali w milczeniu na dalsze jego słowa. Sammady oczekiwały od niego przywództwa i nie mógł odmówić. Ortnar usłyszał rozmowę, wyszedł z namiotu i dołączył do czekających łowców. Chcieli, by nimi kierował, lecz nie miał na to odwagi. Co ma robić? Co w takiej sytuacji zrobiłyby Yilanè? Gdy tylko zadał sobie to pytanie, zaczęła mu świtać odpowiedź.
— Posłuchajcie, jak jest z tym u murgu — powiedział. — Mają w swych miastach sammadara, przewodzącego we wszystkim. Poniżej jego jest sammadar łowców, inni sammadarzy do różnych zajęć w mieście. Dlaczego nie mielibyśmy urządzić tego podobnie? Sacripexem będzie Herilak, jak pragnęliście. Ja będę mu służył, doradzał w sprawach dotyczących murgu. Ale to on będzie decydował, co należy robić.
— Musimy się nad tym zastanowić — powiedział Ulfadan. — To coś nowego.
— Wszystko teraz jest nowe — stwierdził Kellimans. — Zrobimy tak, jak powiedział Kerrick.
— Tak zrobimy — oznajmił Herilak — ale to ja będę służył. Kerrick będzie mówił nam o murgu, tłumaczył, co trzeba zrobić, by na nie polować i jak je zabijać. Zostanie margalusem, doradcą-od-murgu.
Ulfadan skinął potwierdzająco i wstał.
— Tak musi być.
— Zgadzam się — powiedział Kellimans. — Powiadomimy łowców z sammadów i jeśli wszyscy się zgodzą, wyruszymy na południe, kiedy powie nam to margalus.
Gdy odeszli, Herilak zwrócił się do Kerricka:
— Co należy zrobić najpierw, margalusie?
Kerrick szarpał kosmyki swej rzadkiej brody, podczas gdy obaj łowcy czekali. Odpowiedź na to była łatwa, miał nadzieje, że równie proste do rozwiązania okażą się wszystkie inne problemy.
— Aby zabijać murgu, musicie się nauczyć posługiwać śmiercio-kijami. Zrobimy to teraz.
Herilak i Ortnar byli jak zwykle uzbrojeni we włócznie i łuki, lecz Kerrick odłożył swoją broń, biorąc w zamian hèsotsan i zapas strzałek. Poprowadził ich w górę rzeki, z dala od namiotów, na otwartą przestrzeń nad wodą. Między głazami, zostawionymi tu przez wezbrane wiosenne wody, tkwił pień zwalonego drzewa.
— Będziemy strzelać do tego — powiedział Kerrick. — Jeśli ktoś się zbliży, to go zauważymy. W tych strzałkach tkwi śmierć, a nie chcę, by ktoś zginął.
Łowcy odłożyli na bok swe włócznie i łuki. Gdy Kerrick wyciągnął do nich hèsotsan, podeszli niechętnie.
— Teraz niczym nie grozi, bo nie włożyłem jeszcze strzałek do stworzenia. Najpierw pokażę wam, jak je karmić i opiekować się nim. Potem włożymy strzałki i użyjemy drzewa za cel.
Łowcy mieli wprawę w używaniu narzędzi i szybko przestali traktować nową broń jako żywą istotę. Gdy Kerrick strzelił po raz pierwszy, podskoczyli od ostrego trzasku wybuchu, by zaraz podbiec do drzewa i zobaczyć wbitą w nie strzałkę.
— Czy to strzela równie daleko jak łuk? — spytał Herilak. Kerrick zastanowił się i zaprzeczył ruchem głowy.