Merrith krzyknęła głośno i podbiegła. Zerwawszy futra zakrywające twarz Ulfadana, zaczęła lamentować i rwać włosy z głowy.
Herilak rozejrzał się, zauważył Frakena i zawołał go.
— Potrzebujemy twych umiejętności leczniczych. Marag upadł na Kerricka i złamał mu kość w nodze.
— Potrzebuję długich kijów, pasków skóry. Pomożesz mi.
— Poszukam drzewa — Herilak spojrzał na stojącą w pobliżu Armun.
— Przynieś miękką skórę — nakazał. — Szybko.
Kerrick zagryzł wargi, lecz nie zdołał powstrzymać jęku, gdy zdjęto go z noszy i położono na ziemi obok ogniska; złamane końce kości wbijały się w mięsień. Dotknięcie Frakena spowodowało palący ból.
— Trzymaj go mocno za ramiona, Herilaku, gdy będę naciągał nogę — rozkazał Fraken, po czym schylił się i złapał za stopę Kerricka. Robił to już wielokrotnie, tak długo ciągnął i skręcał, aż końce złamanej kości zetknęły się dokładnie. Ból sprawił, że Kerrick zemdlał.
— Kije utrzymają teraz kość na miejscu — powiedział Fraken, przywiązując je mocno paskami z miękkiej skóry. — Połóżcie go w namiocie i przykryjcie futrami, bo musi mu być ciepło. Ty, dziewczyno, pomożesz nam.
Kerrick odzyskał przytomność, czując w nodze ostry, tętniący ból. Bolało go już znacznie mniej niż podczas zabiegu. Podciągnął się na łokciach i w migocącym świetle palącego się przed namiotem ogniska zobaczył przywiązane do nogi długie kije. Skóra nie była przerwana; kość szybko się zrośnie. Ktoś poruszał się obok niego w ciemnościach. — Kto tu jest? — zawołał.
— Armun — odpowiedziała niechętnie. Opadł z westchnieniem.
— Daj mi wody, Armun. Dużo wody.
Jej ciemna sylwetka mignęła w świetle ogniska. Armun? Nie znał tego imienia. Czy się już spotkali? To nieważne. Noga pulsowała bólem jak zepsuty ząb. W gardle tak mu zaschło, że zaczął kasłać. Trzeba mu wody, długiego, głębokiego łyku zimnej wody.
ROZDZIAŁ XII
Kerrick aż do świtu spał niespokojnie, obudził go znowu tętniący ból nogi. Gdy odwrócił głowę, zobaczył przy sobie misę z wodą. Wysunął rękę spod futer, sięgnął po naczynie i pociągnął głęboki łyk, potem następny, aż je opróżnił. Z tyłu podeszła dziewczyna i wzięła misę. Nie mógł jej poznać pod opadającymi na twarz włosami. Jak się nazywa? Wczoraj mu powiedziała.
— Armun?
— Tak. Chcesz jeszcze wody?
— Tak. I coś do jedzenia.
Nie jadł wczoraj wieczorem, nie miał ochoty, teraz jednak był głodny. Dziewczyna wyszła szybko. Nie zdołał dostrzec jej twarzy, nie mógł zupełnie jej poznać. Głos jednak miała miły. Mówiła jakby przez nos, co wydawało mu się znajome. Jakże boli ta noga, gdy próbuje ułożyć się wygodnie! Znajome? Dlaczego? Dręczyło go to chwilę, dopóki nie przypomniał sobie, że podobny dźwięk wydawały Yilanè. Armun. Powiedział to na głos, równie nosowo, potem powtórzył imię w myślach. Od tak dawna nie mówił w języku Yilanè, że gdy zrobił to teraz, opanowały go wspomnienia z Alpèasaku.
Wróciwszy z wodą, przyniosła na plecionej tacy kawałek wędzonego mięsa. Nachyliła się, by położyć jedzenie przy nim. Mając obie ręce zajęte, nie mogła zasłonić twarzy i mógł jej się przyjrzeć. Gdy spojrzał jej w oczy, odwróciła się szybko i z zaciśniętymi pięściami czekała na śmiech. Za nią panowała cisza. Armun nie mogła tego zrozumieć. Patrzyła w zdumieniu, jak żuł łapczywie mięso. Gdyby jej powiedział, o czym myśli, nigdy by mu nie uwierzyła.
„Nie — pomyślał Kerrick — nigdy jej dotąd nie widziałem”. Ale dlaczego wydaje się znajomą? Na pewno bym ją zapamiętał. Ciekawe, czy wie, co przypomina jej głos? Lepiej jej nie mówić, rozgniewałaby się porównaniem do maraga. W jej mowie były jednak pewne dźwięki Yilanè. Co więcej, jej usta przypominają trochę Yilanè. Może dzięki rozszczepionej górnej wardze. Znajoma twarz. Inlènu* miała podobną, choć oczywiście szerszą i grubszą.
Armun siedziała zamyślona obok Kerricka. Musiał go rozdzierać ból, bo inaczej już by się z niej śmiał lub pytał o przyczyny zniekształcenia twarzy. Chłopcy zawsze byli ciekawscy, nigdy nie zostawiali jej w spokoju.
Kiedyś, gdy była sama, pięciu ich wciągnęło ją między drzewa. Walczyła i kopała, lecz ją powalili. Oglądali jej usta i nos, śmiali się, póki nie wybuchła płaczem. Nie czuła bólu, jedynie wielki wstyd, lak, różniła się od innych dziewcząt. Chłopcy nie ściągnęli nawet z niej ubrania, by przyjrzeć się, jak to robili z innymi złapanymi dziewczynami. Dotykali tylko jej twarzy. Była dla nich jedynie śmiesznym zwierzakiem. Zatopiła się w tych gorzkich myślach, tak iż dopiero po chwili spostrzegła, że Kerrick przekręcił się na bok i przygląda się jej. Szybko zakryła twarz włosami.
— To dlatego cię nie poznałem — powiedział z zadowoleniem. — Zawsze tak zsuwasz włosy, widziałem to.
Znów czekała na śmiech. Zamiast tego usłyszała jęk, gdy spróbował usiąść. Otuliła go futrami, bo ranek był wilgotny i mglisty.
— Jesteś córką Ulfadana? Widywałem cię przy jego ognisku.
— Nie. Mój ojciec i matka nie żyją. Merrith pozwala mi sobie pomagać.
— Marag spadł na Ulfadana, zwalił go na ziemię. Zabiliśmy go włóczniami, lecz nie wróci to życia Ulfadanowi. Miał złamany kark. Ten sam potwór jednym machnięciem ogona złamał mi nogę. Powinniśmy byli wziąć z sobą więcej śmiercio-kijów. Jedynie one mogą powstrzymać to paskudztwo.
Nie winił siebie. To on przecież polecił, by w każdej grupie łowców jeden z nich miał śmiercio-kij, by zapobiec podobnym zdarzeniom. W lesie między drzewami — jeden to jednak za mało. Od dzisiaj grupy łowców muszą mieć z sobą przynajmniej dwa hèsotsany.
Łowy i murgu natychmiast przestały się liczyć, gdy Armun podeszła bliżej. Jej włosy omiotły mu twarz, gdy nachyliła się, by zabrać pustą misę; poczuł ich słodki, kobiecy zapach. Nigdy dotąd nie znalazł się tak blisko dziewczyny i bardzo go to poruszało. Ujrzał w pamięci Vaintè; nad nim, obok niego. Ale tamto było wstrętne, niepożądane, nie chciał takich myśli. A jednak ówczesne odczucia przypominały to, czego doświadczał teraz; był równie podniecony. Gdy Armun nachyliła się ponownie, by zabrać tacę, położył dłoń na jej nagiej ręce. Była ciepła i miękka.
Armun zamarła; cała drżała, czując dłoń spoczywającą na swym ciele. Nie wiedziała, co robić. Bez namysłu odwróciła się ku niemu, przybliżyła twarz. Nie roześmiał się ani nie odwrócił głowy. Wtem rozległ się na dworze głos, który rozdarł ciszę.
— Co z Kerrickiem? — pytał Herilak.
— Idę tam zaraz — odpowiedział Fraken.
Dziwna chwila minęła. Kerrick drapał się po ręce, a Armun oddalała szybko z tacą. Fraken wszedł do namiotu, za nim Herilak. Fraken sprawdził skórzane rzemyki, którymi przywiązał Kerricka do drewnianej ramy, i kiwnął głową zadowolony.
— Wszystko jak należy. Noga szybko się zagoi. Jeśli te rzemienie ci się wpijają, musisz je obłożyć suchą trawą. Pójdę teraz śpiewać o Ulfadanie.
Kerrick chciał być tam, gdy stary człowiek zaśpiewa. Im więcej łowców będzie śpiewało, tym bardziej uszczęśliwi to tharm Ulfadana. Po zakończeniu śpiewu puste ciało Ulfadana zostanie szczelnie owinięte w miękką skórę i umieszczone wysoko na drzewie, by wyschło na wietrze. Ciało nie miało teraz znaczenia, tharm łowcy już je opuścił. Mimo to nie byłoby właściwe zostawienie go padlinożercom na pożarcie.
— Chciałbym być z tobą — powiedział Kerrick.