Выбрать главу

Powoli i cicho nałożył strzałę na cięciwę, naciągnął łuk, wycelował w ciemny kształt. Potem strzelił.

Rozległ się wrzask bólu — i ptak zleciał z gałęzi. Spadł na konar ponad głową Harla i zawisł tam nieruchomo, zatrzymany przez małe gałązki. Wspinając się na palce, chłopiec ledwo zdołał dosięgnąć go końcem łuku. Zwalił go wreszcie pod swe nogi. W piersi ptaka sterczała strzała, jego okrągłe, martwe oczy wpatrywały się w Harla. Ten cofnął się, dygocąc ze strachu.

Sowa. Zabił sowę.

Czemu się wcześniej nie zastanowił? Jęknął z przerażenia. Powinien był wiedzieć, że w ciemnościach nie mogło być żadnego innego ptaka. Zabił tego, który jest nietykalny. Nie dalej, jak poprzedniego wieczoru stary Fraken rozwinął kulkę sierści wyplutą przez sowę, dotknął palcami znajdujących się w środku drobnych kostek myszy, z ich układu przepowiadał przyszłość i powodzenie łowów. Fraken opowiadał o sowach, jedynych ptakach latających nocą, czuwających, by przez mrok poprowadzić do nieba tharmy zmarłych łowców.

Nie wolno nigdy zabijać sowy.

A Harl to zrobił.

Jeśli ją zakopie, może nikt się nie dowie. Zaczął gwałtownie grzebać rękami w ziemi. Po chwili przestał. To na nic. Sowa wie i dowiedzą się inne sowy. Zapamiętają. A pewnego dnia nie zechcą poprowadzić jego tharmu, bo zwierzęta nigdy nie zapominają. Nigdy. Ze łzami w oczach pochylił się nad martwym ptakiem, wyciągnął strzałę. Potem nachylił się jeszcze bardziej i zaczął bacznie przyglądać się stworzeniu, które wziął za sowę.

Armun siedziała przy ognisku, gdy chłopiec przybiegł. Stał czekając, aż go zauważy. Nie spieszyła się z tym, dołożyła wpierw drew do ognia. Była teraz kobietą Kerricka i z tego powodu czuła nie tylko zadowolenie, ale też dumę. Kobieta Kerricka. Chłopcy nie śmiali się już z niej, nie pokazywali palcami. Nie odczuwała teraz potrzeby zakrywania twarzy.

— Co tam? — spytała, udając srogą, co przychodziło jej z trudem, jako że uśmiech świadczył o przeżywanym szczęściu.

— To namiot margalusa? — zapytał Harl drżącym głosem. — Czy pomówi ze mną?

Kerrick słyszał ich głosy. Wstał powoli, bo choć złamana noga zrosła się dobrze, wciąż jeszcze go bolała, gdy się na niej opierał. Wyszedł z namiotu. Harl zwrócił się do niego. Blada twarz chłopca wyrażała napięcie, na policzkach widniały ślady rozmazanych łez.

— Jesteś margalusem i wiesz wszystko o murgu — tak słyszałem.

— Czego chcesz?

— Chodź ze mną, proszę, to ważne. Muszę ci coś pokazać.

Kerrick wiedział, że roiło się tu od różnych zwierząt. Chłopiec musiał znaleźć coś, czego nie znał. Zamierzał się go pozbyć, gdy nagle się rozmyślił. Może to być coś groźnego; lepiej się temu przyjrzeć. Kerrick kiwnął głową i odszedł z chłopcem od ogniska. Gdy odeszli na tyle, że nie słyszała ich Armun, chłopiec stanął.

— Zabiłem sowę — powiedział drżącym głosem. Kerrick wzruszył ramionami, potem jednak przypomniał sobie historie o sowach opowiadane przez Frakena i zrozumiał, czego boi się chłopak. Musi go jakoś uspokoić, nie łamiąc przy tym zasad i wierzeń Frakena.

— To źle zabijać sowy — powiedział — ale nie powinieneś aż tak się tym martwić…

— Nie o to chodzi. Jest jeszcze coś.

Harl pochylił się i wyciągnął sowę za koniec długiego skrzydła spod krzaka. Potem podniósł ją tak, by padał na nią blask z najbliższego ogniska.

— To dlatego cię przyprowadziłem — powiedział, pokazując czarną bryłkę na nodze ptaka.

Kerrick nachylił się i przyjrzał dokładnie. Światło ogniska odbiło się nagle w otwartym na chwilę oku stworzenia.

Kerrick wyprostował się powoli i wziął ptaka z rak chłopca.

— Dobrze zrobiłeś — powiedział. — Nie należy strzelać do sów, ale to nie jest nasza sowa. To sowa raurgu. Słusznie, że ją zabiłeś. Słusznie, że do mnie przyszedłeś. Teraz biegnij szybko, poszukaj łowcy Herilaka i powiedz mu, by natychmiast przyszedł do mego namiotu. Powiedz mu też, co zobaczyłeś na nodze sowy.

Gdy łowcy dowiedzieli się, co znalazł chłopiec, przyszli także Har-Havola i Sorli, następca Ulfadana. Przyjrzeli się martwemu ptakowi i żywemu maragowi przyczepionemu czarnymi pazurami do nogi sowy. Sorli wzdrygnął się, gdy wielkie oko otwarło się i spojrzało na niego, by po chwili się zamknąć.

— Co to znaczy? — zapytał Herilak.

— To znaczy, że murgu wiedzą, iż tu jesteśmy — powiedział Kerrick.

— Nie wysyłają już drapieżników, by nas śledziły, bo zbyt wiele z nich nie wracało. Sowa umie latać nocą, widzi w ciemności. — Dotknął palcem czarnego stworzenia przyczepionego do nogi. Chłodna skóra drgnęła i zamarła. — Ten marag także widzi w ciemnościach. Widział nas i opowiadał o tym murgu. Mógł nas widzieć już wiele razy.

— Co może oznaczać, że murgu są teraz w drodze, by na nas napaść — dopowiedział Herilak głosem cichym jak śmierć. Kerrick potrząsnął głową z ponurą miną.

— Nie może, lecz na pewno. Tu, tak daleko na południu, jest dla nich dostatecznie ciepło, nawet o tej porze roku. Muszą nas szukać, a ten stwór powiedział im, gdzie obozujemy. Pragną zemsty, nie ma co do tego wątpliwości.

— Co mamy robić? — spytał Har-Havola, wpatrując się w rozgwieżdżone niebo. — Czy wracamy na północ? Jeszcze nie ma wiosny.

— Może będziemy musieli wyruszyć, wiosna czy nie — powiedział Kerrick. — Trzeba się nad tym zastanowić. Na razie musimy wiedzieć, czy zbliża się atak. Łowcy pójdą na południe wzdłuż rzeki, zabiorą najlepszych biegaczy. Muszą iść dzień, a nawet dwa na południe od obozowiska i obserwować rzekę. Gdy dojrzą łodzie murgu, zawiadomią nas przez biegaczy.

— Sigurnath i Peremandu — powiedział Har-Havola. — Mają najszybsze nogi w moim sammadzie. Ścigali sarny w górach i biegli równie rączo jak one.

— Wyruszą o świcie — zadecydował Herilak.

— Nie wróciło kilku moich łowców — powiedział Sorti. — Wybrali się daleko i zwlekają z powrotem. Nie możemy wyruszyć bez nich. Kerrick spojrzał w ognisko, jakby szukając tam odpowiedzi.

— Uważam, że nie powinniśmy czekać dłużej. Musimy pójść na północ, gdy tylko wrócą.

— Tam ciągle leży lód, nie można polować — sprzeciwił się Herilak.

— Mamy jedzenie — powiedział Kerrick. — Upolowane mięso i zapasy murgu w pęcherzach. Wystarczy, by przeżyć. Jeśli zostaniemy tutaj, napadną nas. Czuję to, wiem o tym. — Wskazał na martwą sowę i przyczepione mocno do jej nogi żywe stworzenie. — Obserwują nas. Wiedzą, gdzie jesteśmy. Przybywają, by nas zabić. Znam je, wiem, co czują. Zginiemy, jeśli tu zostaniemy.

Tej nocy spali krótko i o brzasku Kerrick uczestniczył w wysyłaniu Sigurnatha i Peremandu. Obaj byli wysocy i silni, nogi mieli osłonięte brzozową korą, by nie ranić skóry wśród krzaków.

— Zostawcie włócznie, by was nie obciążały — powiedział Kerrick.

— Weźcie suszone mięso i ekkotaz, lecz tyle, by starczyło na trzy dni. Nie będziecie potrzebować włóczni, bo to nie polowanie. Macie obserwować. Dla ochrony możecie mieć łuki, weźmiecie też hèsotsany. W drodze na południe ani na chwilę nie traćcie z oczu rzeki, choćbyście musieli nadłożyć drogi. Idźcie aż do zmroku, noc spędzajcie nad rzeką. Jeśli nie poślemy po was wcześniej, wracajcie trzeciego dnia, bo dłużej tu nie zostaniemy. Cały czas obserwujcie rzekę, lecz wracajcie natychmiast po zauważeniu murgu. Gdy je zobaczycie, musicie jak najszybciej znaleźć, się tu z powrotem.