Odwróciła się plecami do nowego lorda, który wyglądał, jakby miał dostać apopleksji.
– Wolicie zostać tutaj, być niczym i niczego nie mieć?
I znowu odezwał się Ian.
– Nie jesteśmy tchórzami, Flanno, ale zmęczyły nas wojny, które nie mają z nami nic wspólnego. Jeśli z tobą pójdziemy i pewnego dnia uda nam się wrócić, co zyskamy? Możemy zostać kalekami, gdyż niewielu udaje się wyjść z bitwy nietkniętym. Nawet jeśli zdobędziemy dla siebie trochę łupów, w niczym nie zmieni to naszego położenia. Istnieje jednak sposób, by zyskać niezależność. Możemy popłynąć do Nowego Świata. To szansa dla ludzi, którzy chcą i potrafią pracować. Nie brakuje tam ziemi i można się dorobić. Nie oddam życia za zdetronizowanego angielskiego króla o szkockim nazwisku, Flanno, ale nie braknie mi odwagi, by przebyć morze i chętnie powitam każdego, kto zechce mi w tym towarzyszyć!
W sali zapadła pełna zdumienia cisza, a potem bratankowie Flanny zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego:
– Ja z tobą popłynę, Ianie! Ja!
– Widzisz, czego narobiłaś, nieznośna dziewczyno! – powiedziała z gniewem Una. – Ile matek będzie cierpiało przez to, co tu dzisiaj zaczęłaś?
– Nie zrzucaj winy na mnie – zaprotestowała Flanna gorąco. – Ja chcę, by pozostali w Szkocji i walczyli za króla. To Ian Brodie mówi o wyjeździe.
– Nie miałby odwagi o tym mówić, gdybyś nie uświadomiła młodym, że mogą umrzeć za króla, pozostać tutaj z niczym albo wyjechać i szukać szczęścia gdzie indziej – odpaliła Una.
– Jeśli nie chcą walczyć za króla, niech jadą, dokąd chcą – odparła Flanna. – Skoro wolą służyć sobie, zamiast swemu królowi i ojczyźnie, niech odejdą i wezmą swoją hańbę ze sobą! Ojciec spaliłby się ze wstydu widząc, że Brodie z Killiecairn zachowują się w ten sposób!
– Jeśli naprawdę w to wierzysz – wtrącił z gniewem Aulay – to zupełnie go nie znałaś. Przetrwanie było dla niego naczelną wartością, podobnie jak jest nią dla Lesliech z Glenkirk. Klan nie mógłby przeżyć, gdyby wysyłał ludzi na każdą wojnę, jaką rozpęta król. Karol Stuart nie ma ze mną nic wspólnego, lecz jeśli ktoś z was chciałby przyłączyć się do oddziału mojej siostry, nie będę go zatrzymywał, tak jak nie będę zatrzymywał tych, którzy zdecydują się wyruszyć z Ianem. Jesteśmy dużą rodziną i prawda wygląda tak, że nie będziemy w stanie zadbać należycie o wszystkich. Może już czas, by część z was odeszła. Zrobię, co w mojej mocy, aby wam pomóc, Ianie, lecz musisz przyrzec, że pomożesz każdemu, kto zechce udać się do Nowego Świata za tobą.
– Masz moje słowo, wuju – obiecał Ian, uśmiechając się z zadowoleniem. – Daj nam pięć lat, a poślemy po wszystkich, którzy zechcą do nas dołączyć, i po żony. Na razie popłyną tylko mężczyźni, gdyż kobiety mogłyby nie wytrzymać trudów.
– A kto podąży za królem? – spytała Flanna, zdecydowana się nie poddać.
Odpowiedziała jej cisza.
– Tchórzliwe łotry z was, co do jednego! – wrzasnęła, oburzona.
Callum Brodie zerwał się z ławy i krzyknął na siostrę:
– Nie waż się nas oskarżać, Flanno Leslie! Brodie zawsze wywiązywali się ze swych zobowiązań względem klanu i ojczyzny. To ty nie dopełniłaś jeszcze obowiązku względem męża. Wracaj do domu i rodź dzieci, jak na przyzwoitą kobietę przystało! Jakim prawem domagasz się od nas, byśmy wysłali synów i wnuki jako mięso armatnie dla angielskiego króla!
– To królewski Stuart! – zawołała w odpowiedzi.
– To Anglik! – odparł Callum, a w sali dał się słyszeć szmer aprobaty.
– Skoro tak, pojadę jutro do Gordonów – wypaliła Flanna. – A potem do Campbellów, Hayów i każdego, kto zechce mnie wysłuchać. Dałam królowi słowo i go dotrzymam!
– Jutro – powiedział Aulay spokojnie – wrócisz do Glenkirk, siostro. Sam cię odwiozę.
– Nie pojadę! – zaprotestowała z uporem.
– D licha, dziewczyno, spodziewasz się dziecka! – wykrzyknął Aulay, sfrustrowany.
– Ja… nie wiem, o czym mówisz! – zaprotestowała Flanna, oblewając się rumieńcem.
– Ale ja wiem! – wtrąciła Una Brodie. – Powiedziałam ci już, że potrafię poznać, kiedy dziewczyna jest w ciąży, Flanno Leslie! Co więcej, doskonale wiesz, że tak jest, nie wspomniałaś jednak o tym mężowi, by nie próbował powstrzymać cię przed popełnieniem głupstw, które sobie zamierzyłaś! Cóż, pojadę jutro z tobą do Glenkirk, a jeśli nie wyznasz Patrickowi, że spodziewasz się potomka, sama mu powiem, tak jak powiedziałam mężowi, przed którym nie mam tajemnic. A teraz usiądź i bądź wreszcie cicho!
Zebrani parsknęli zgodnym śmiechem. Flanna rozejrzała się z furią po sali, usiadła jednak i powiedziała do Uny:
– Nie jestem dzieckiem.
– Więc nie zachowuj się jak dziecko – odparła Una cicho. – Będziesz spała dziś ze mną. Nie zaryzykuję, że się obudzę, a ciebie już w Killiecairn nie będzie. Nie dopuszczę do tego, by twój mąż miał do Aulaya pretensje.
– Ale, Uno, ja obiecałam królowi – poskarżyła się Flanna niemal z płaczem.
– Nie sądzę, by jakikolwiek monarcha, nawet król Szkocji, potraktował zbyt poważnie obietnicę złożoną przez wiejskie dziewczę – zauważyła cierpko Una. – Aulay ma rację. Stuartowie to uroczy mężczyźni, a król był po prostu uprzejmy. Jestem pewna, że twoja oferta bardzo go wzruszyła, świadczy bowiem, iż jesteś swemu krajowi oddana, nie sądzę jednak, by choć przez chwilę wierzył, że zdołasz dotrzymać obietnicy. A teraz masz doskonałą wymówkę. Nikt przy zdrowych zmysłach nie może oczekiwać, że kobieta w odmiennym stanie będzie przemierzała okolicę, werbując żołnierzy. Poklepała pocieszająco dłoń Flanny.
– Jesteś zmęczona, Flanno, gdyż wczesne miesiące bywają trudne, zwłaszcza przy pierwszej ciąży. Wypełniłaś jednak obowiązek względem swego ojca. Chodź, położę cię do łóżka.
Wstała i wyciągnęła do Flanny dłoń. Flanna westchnęła i także wstała.
– Rzeczywiście, czuję się znużona – przyznała.
– Dobra dziewczynka – pochwaliła ją Una, gdy wychodziły z sali. – To niełatwy czas, gdy nosi się pod sercem pierwsze dziecko. Najlepszy, a zarazem najgorszy. Przynajmniej ja tak właśnie się czułam. Twój mąż będzie bardzo szczęśliwy, zwłaszcza jeśli urodzi się chłopiec.
– Będzie, jak Bóg da – odparła Flanna. Do licha, rzeczywiście, nagle poczuła się zmęczona. Była też jednak skonsternowana. Co stało się z mężczyznami z jej rodziny? Sądziła, że ochoczo skorzystają z okazji, by stanąć w obronie swego króla. Lecz odmówili, a młodsi zaczęli otwarcie mówić, że chcą opuścić Killiecairn i Szkocję, aby poszukać dla siebie szansy w Nowym Świecie. Nie ośmieliliby się wystąpić z czymś podobnym, gdyby stary Lachlann nadal żył, pomyślała.
– Jesteś podejrzanie milcząca – zauważyła szwagierka, kiedy zaczęły się rozbierać. – O czym tak rozmyślasz?
Flanna skorzystała z nocnika i wdrapała się na łóżko, które miała dzielić z Uną.
– Nie rozumiem tego – przyznała.
– Czego mianowicie? – spytała Una, kładąc się obok młodszej kobiety.
– Mężczyźni Brodiech zawsze odpowiadali na wezwanie. Walczyli za swego króla, wykazując się odwagą. Dlaczego nie chcą już tego robić? – spytała, wzdychając.
Una także westchnęła, a potem zaczęła wyjaśniać:
– Od wieków klany walczyły pomiędzy sobą. W Szkocji każda piędź ziemi nasiąkła krwią. Podobnie jak Glenkirk, Killiecairn uniknęło najgorszego, gdyż znajdowało się na uboczu. Nasi sąsiedzi, Gordonowie i Leslie, są od nas o wiele potężniejsi, dlatego nie uważają nas za zagrożenie. Kiedyś mieli tu swoje włości także Hayowie, lecz dawno odeszli, a ich ziemie zostały podbite albo stracone na posagi. Urodziłam się w roku, gdy w Anglii zmarła stara królowa, a nasz król Jakub odziedziczył tron. Ledwie mógł się doczekać, aby opuścić Szkocję. Nie jest to spokojny kraj, a ludźmi trudno rządzić. Więcej Stuartów zginęło gwałtowną śmiercią, niż zmarło spokojnie w łożu. Król Jakub miłował pokój, wyjechał zatem do Anglii, zabierając królową i potomstwo. O ile wiem, nigdy tu nie wrócił, ale ponieważ Szkocja należy do Stuartów, od czasów tego króla nie mamy rezydującego monarchy.