– Nie widzieliśmy papy od Bożego Narodzenia. Wyjechał tuż po świętach do Perth, by uczestniczyć w koronacji – wyjaśniła Sabrina. – Musi być bardzo zajęty, gdyż dotąd nie wrócił.
– A ty i bracia jesteście tutaj szczęśliwi? – zapytał. Gdyby było to bezpieczne, zabrałby bratanicę i bratanków do Cadby, jednak teściowie Charliego byli przysięgłymi purytanami i chcieli wychować wnuki na swoją modłę, do czego ich ojciec nie zamierzał dopuścić. Na szczęście teściowie nie słyszeli nigdy o Glenkirk.
– Tu jest wspaniale – odparła Brie – tęsknimy jednak za Queen's Malvern. Oczywiście, odkąd ciocia Flanna wyjechała, nie mamy już tylu rozrywek, lecz ona chce odnowić Brae, by czekało na drugiego syna – wyjaśniła Brie cokolwiek chaotycznie.
– Kim jest ciocia Flanna? – spytał Henry, zaintrygowany.
– To przecież żona wuja Patricka. Za kilka tygodni urodzi mu dziedzica – poinformowała go dziewczynka. – Jest bardzo ładna i świetnie strzela z łuku. Mnie też nauczyła, ale nie jestem tak dobra jak ona i pewnie nigdy nie będę.
Westchnęła dramatycznie.
Henry Lindley poszukał krzesła i ciężko na nie opadł. Z pewnością musiał się przesłyszeć. Kiedy to Patrick zdążył znaleźć sobie żonę i dlaczego matka nie wspominała o tym w listach? Wszystko to bardzo niejasne, pomyślał, gdy nagle w sali pojawił się jego najmłodszy brat. Markiz natychmiast wstał.
– Witaj w Glenkirk, Henry! Co, u diabła, tu robisz? – zawołał Patrick na powitanie, obejmując brata. Mężczyźni uścisnęli się serdecznie.
– Odeślij Brie – powiedział cicho Henry. – Musimy porozmawiać, a nie chcę jej przestraszyć.
A potem usiadł.
– Odszukaj braci, Brie – powiedział książę do bratanicy – tylko upewnij się, że przyjdą do sali wyglądając przyzwoicie, nie w podartych ubraniach i z brudnymi buziami. Nie chcemy, by wujek pomyślał, że nie daję sobie rady z opieką nad nimi, prawda? – zakończył ze śmiechem.
– Dobrze, wujku, dopilnuję, by się umyli i przyodziali jak należy – obiecała Brie, po czym wybiegła spełnić polecenie.
Książę usiadł naprzeciw Henry'ego Lindleya i zaczekał, aż sługa poda im po kielichu wina z Archambault.
– Za mamę – powiedział, wznosząc kielich.
– Za mamę – zawtórował mu Henry.
– A teraz – powiedział książę – zdradź mi, po co przybyłeś. To nie mogła być łatwa wyprawa. Czy z mamą wszystko w porządku?
– Nic jej nie jest – zapewnił Henry brata. – I tak, wyprawa nie była z pewnością łatwa. Nie masz pojęcia, co dzieje się teraz w Anglii, Patricku. Atmosfera strachu przenika wszystko i wszystkich. Nie można ufać nikomu, nawet własnej służbie. Trzeba uważać na każde słowo, by ktoś fałszywie go nie zinterpretował. Nie ma już towarzystwa, gdyż boimy się spotykać. Żyjemy zamknięci w rodzinnym kręgu, płacimy podatki i modlimy się ostentacyjnie co tydzień w kościele. Nasze stroje i zachowanie muszą być skromne, nie rozmawiamy też o niczym poza pogodą, zdrowiem i gospodarowaniem. Ci, którzy byli na tyle niemądrzy, by krytykować Cromwella i jego popleczników skończyli pozbawieni majątku, wyrzuceni na gościniec i opuszczeni przez krewnych i przyjaciół, obawiających się, że spotka ich ten sam los.
By móc wyruszyć do Glenkirk, musiałem udać się do miejscowych władz i skłamać, że przebywająca we Francji matka jest bardzo chora, ja zaś muszę zawiadomić cię o tym osobiście, gdyż posłaniec mógłby zostać przez szkockich rebeliantów zatrzymany. Na szczęście zgodzili się ze mną, że dżentelmen o mojej pozycji, mający w Szkocji przyrodniego brata, ma szansę tego uniknąć. Dali mi więc w końcu dokumenty. Musiałem okazywać je po dziesięć razy dziennie, i to przez całą drogę na północ.
Przeczesał dłonią czarne włosy, w których pojawiły się już srebrne nitki, i westchnął głęboko.
– Skoro u mamy wszystko w porządku, po co właściwie przyjechałeś? – zapytał Patrick.
– Mama zamartwia się o Charliego. Połowa z tego, co pisze, jest właśnie o nim. Rozumie, że Charlie pozostaje wierny Stuartom. Od momentu narodzin traktowali go jak jednego ze swoich, choć przyszedł na świat w nieślubnym związku. Zarówno król Jakub, jak królowa kochali Charliego i wcale się z tym nie kryli. Zawsze sądziłem, że gdyby mogli uczynić go dziedzicem, na pewno by to zrobili. Lecz Charlie unikał polityki, nigdy nie wysuwał się na pierwszy plan. Nawet francuska królowa wdowa podziwia go za doskonałe maniery. I gdyby Bess nie została zamordowana przez ludzi Cromwella, Charlie postępowałby teraz tak, jak ja. Trzymałby język za zębami i głowę nisko spuszczoną, czekając na lepsze czasy. Lecz mama boi się o naszego brata. Wie, że nie powinien wracać do Queen's Malvern, życzyłaby sobie jednak, aby pozostał w Glenkirk z tobą i dziećmi, póki ten chaos się nie skończy i władzy nie przejmą znów ludzie rozsądni.
– Charlie jest z królem – poinformował brata Patrick.
– Wiem, Brie mi powiedziała – odparł markiz.
– Będziesz musiał pojechać i sprowadzić go z powrotem. Przekonać, że nie powinien ryzykować życia w beznadziejnej wojnie. Bóg jeden wie, czy akurat temu Stuartowi uda się zasiąść na angielskim tronie, nasz brat nie może jednak stracić życia, starając się go tam osadzić, Patricku!
– Dlaczego prosisz o to mnie? – zapytał Patrick.
– Czemu sam po niego nie pojedziesz?
– Gdyby odkryto, że odwiedzam króla, zostałbym uznany przez reżim Cromwella za zdrajcę. Mało kto wie, że mam przyrodniego brata, który jest jedynym potomkiem zmarłego księcia Henryka Stuarta. Gdyby wiedzieli, moja rodzina znalazłaby się w jeszcze gorszym położeniu. Mama obawia się, że Charlie zginie, albo, co gorsza, zostanie pojmany, uznany za zdrajcę w pokazowym procesie, a potem stracony. Nie wątpię, że poszedłby na śmierć z podniesioną głową, jak uczynili to przed nim inni Stuartowie, ale czy tego właśnie chcemy?
– Mam teraz obowiązki, Henry – powiedział Patrick. – Ożeniłem się i wkrótce urodzi mi się dziecko. No i są jeszcze dzieci Charliego, którymi muszę się opiekować.
– Brie powiedziała mi, że wziąłeś sobie żonę. Kim ona jest? Nie sądziłem, że kiedykolwiek się ożenisz, braciszku – zauważył Henry ze śmiechem.
– Ma na imię Flanna, jest córką Brodiego z Killiecairn. To prości górale. Flanna posiadała coś, czego pragnąłem dla siebie. Zaoferowałem staremu Lachlannowi podwójną cenę. Nie zgodził się jednak, żądając, bym wziął za żonę jego córkę. Więc tak zrobiłem! Matka radziła mi przed wyjazdem, bym się ożenił. Powiedziała, że to mój obowiązek wobec Glenkirk.
Uśmiechnął się.
– Olbrzym, który powitał cię w Glenkirk, to Angus Gordon, wuj Flanny. Jego ojcem był ostatni lord Brae. Angus jest, oczywiście, bękartem – wyjaśnił Patrick. – By uczynić sprawę jeszcze bardziej interesującą, mój dziadek Patrick Leslie, po którym odziedziczyłem imię, był też dziadkiem Angusa. Angus stanowił część posagu Flanny – zakończył ze śmiechem.
– Kiedy poznam twoją żonę? – zapytał Henry, zaciekawiony.
– Jutro, gdy już wypoczniesz, udamy się do Brae. Tam ją poznasz – obiecał Patrick.
– Dlaczego jest teraz w Brae? – zapytał Henry.
– To włości przynależnych do Brae pragnąłem. Flanna zawsze chciała odbudować zamek. Przebywa tam od kwietnia i właśnie tym się zajmuje. Chce, aby Brae przypadło kiedyś młodszemu synowi. Poza tym jest na mnie wściekła. Będę musiał wkrótce ją przeprosić, inaczej mój dziedzic przyjdzie na świat w Brae, nie w Glenkirk, jak być powinno – wyjaśnił.
– Co takiego zrobiłeś?
– To sprawa osobista, bracie – odparł książę – lecz muszę szybko naprawić nasze stosunki. Widzisz zatem, że nie mogę jechać po Charliego.