– Co ty, do licha, tu robisz? Pomachałam w jej stronę zgrzebłem.
– A jak myślisz? Pedikiur?
– Przestań się wygłupiać. Obchody Pełni Księżyca zaczną się za parę minut!
– O do diabła! – Raz jeszcze klepnęłam Persefonę i po biegłam do pomieszczenia z uprzężą.
– Zapomniałaś o tym czy co? – zapytała Stevie Rae, trzymając mnie za rękę, bym nie straciła równowagi, gdy migiem zrzucałam kalosze i wkładałam baleriny.
– Nie – skłamałam.
Wtedy uświadomiłam sobie, że całkiem zapomniałam również o obchodach urządzanych przez Córy Ciemności. A niech to, do diabła!
ROZDZIAŁ PIĘTNASTY
Byłyśmy już w połowie drogi do świątyni Nyks, kiedy zauważyłam, że Stevie Rae jest wyjątkowo spokojna. Spojrzałam na nią z ukosa. Czyżby nawet pobladła? Ścierpła mi skóra.
– Stevie Rae, czy stało się coś złego?
– Tak, to smutne i właściwie przerażające.
– O co chodzi? O obchody Pełni Księżyca? – Z nerwów zaczął mnie boleć brzuch.
– Nie, obchody ci się spodobają przynajmniej ta pierwsza część. – Wiedziałam, co miała na myśli: w porównaniu z obchodami w wydaniu Cór Nocy, na które miałam pójść później, ale jakoś nie chciałam o tym rozmawiać. To co Stevie Rae powiedziała mi po chwili, sprawiło, że kwestia Cór
Nocy wydała się w ogóle nieważna. – Przed godziną umarła jedna dziewczyna.
– Co? W jaki sposób?
– Tak jak się zawsze tutaj umiera. Nie przeszła Przemiany, więc jej organizm po prostu… – Przerwała, trzęsąc się z emocji. – To się stało pod koniec zajęć taekwondo. Na początku rozgrzewki zaczęła kaszleć, jakby jej brakowało tchu. Niczego w ogóle nie podejrzewałam. Albo może coś mi się wydawało, tylko odsuwałam od siebie takie myśli.
Uśmiechnęła się do mnie ze smutkiem, wyglądało na to, że jest jej wstyd.
– Czy można w jakiś sposób uratować takiego dzieciaka? Wiesz, po tym jak zaczną… – Nie dokończyłam, wyko nałam tylko nieokreślony gest.
– Nie, nie można. Kiedy twój organizm zacznie odrzucać Przemianę, nic się nie da zrobić.
– W takim razie nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia że wolałaś nie myśleć o dziewczynie, która zaczęła kasz leć. Przecież i tak nie mogłaś jej pomóc.
– Wiem, ale… to okropne. A Elizabeth była taka miła. Poczułam ukłucie w sercu.
– Elizabeth Bez Nazwiska? To ona umarła?
Stevie Rae kiwnęła głową i szybko zaczęła mrugać, starając się nie rozpłakać.
– Straszne – - powiedziałam cicho, niemal szeptem. Przypomniało mi się, jaka była taktowna w sprawie mojego Znaku i co mówiła o tym, jak Erik na mnie patrzył. – Widziałam ją na zajęciach teatralnych. Nic jej wtedy jeszcze nie było.
– Bo to tak jest. W jednej minucie ktoś, kto siedzi obok ciebie, wygląda najzupełniej normalnie, a za chwilę… – Stevie Rae wzdrygnęła się.
– A potem wszystko wraca do normy? Nawet jeśli ktoś ze szkoły umiera? – - Pamiętałam, że jak w zeszłym roku grupa drugoklasistów z naszej szkoły podczas weekendu miała wypadek samochodowy i dwoje z nich zginęło, już w poniedziałek do szkoły sprowadzono grupę dodatkowych terapeutów, a wszystkie zajęcia sportowe zostały odwołane na cały tydzień.
Wszystko dalej normalnie się odbywa. Powinniśmy się oswoić z myślą że to może się przytrafić każdemu z nas. Przekonasz się. Każdy będzie udawał, że nic się nie stało, zwłaszcza uczniowie starszych klas. Tylko koleżanki Elizabeth z trzeciego formatowania i jej bliższe przyjaciółki, czyli my, jej współmieszkanki, okazujemy cokolwiek. Od nas, z trzeciego formatowania wymaga się, byśmy zachowywały się odpowiednio i przeszły nad tym do porządku dziennego. Wiesz, czasem wydaje mi się, że dorosłe wampiry nie uważają nas za czujące istoty, dopóki nie przejdziemy Przemiany.
To mnie zastanowiło. Nie sądzę, by Neferet traktowała mnie jak istotę przejściową – powiedziała mi nawet, jak to dobrze, że mam swój Znak już wypełniony kolorami. Sprawiała wrażenie kogoś, kto nie wątpi w moją przyszłość, w przeciwieństwie do mnie samej. Nie miałam jednak zamiaru powiedzieć czegokolwiek, co by mogło świadczyć o tym, że Neferet traktuje mnie wyjątkowo. Nie chciałam być odmieńcem. Chciałam tylko, żeby Stevie Rae została moją przyjaciółką chciałam też poczuć się w tym środowisku jak we własnym domu.
– To naprawdę straszne – powiedziałam tylko.
– Tak, a jak się zdarzą to nie trwa długo.
Jakaś cząstka mnie chciała poznać więcej szczegółów, ale inna cząstka bała sieje usłyszeć. Na szczęście zanim mogłam zapytać o to, czego bałam się w odpowiedzi usłyszeć, Shaunee zawołała do nas ze schodów świątyni:
– Co tak długo? Erin i Damien są już w środku i trzy mają dla was miejsce, ale jak obchody się rozpoczną nikogo więcej nie wpuszczą. Pospieszcie się!
Wbiegłyśmy na schody i pospieszyłyśmy za Shaunee, która torowała nam drogę. Gdy tylko znalazłam się wewnątrz mrocznego przedsionka świątyni Nyks, otoczył mnie zapach dymu. Cofnęłam się bezwiednie. Stevie Rae i Shaunee natychmiast mnie uspokoiły.
– Nie ma powodu do obaw. – Stevie Rae napotkała mój wzrok i dodała: – Przynajmniej tutaj.
Uroczystości obchodów Pełni Księżyca są świetne. Zobaczysz, spodoba ci się. Aha, kiedy wampirzyca nakreśli pentagram na twoim czole i powie: „Bądź pozdrowiona", trzeba jej odpowiedzieć: „Bądź pozdrowiona" – wyjaśniła Shaunee. – Następnie idź za nami do naszego miejsca w kręgu. – Uśmiechnęła się, chcąc dodać mi otuchy, i pospiesznie przeszła do rozjarzonego światłem wnętrza świątyni.
– Zaczekaj – złapałam Stevie Rae za rękaw. – Może to głupie pytanie, ale co to jest pentagram? Znak szatana czy coś w tym rodzaju?
– Też tak na początku myślałam. Ale wszystkie te dyrdymały o szatanie to wymysł Ludzi Wiary, którzy chcą by wszyscy w to wierzyli, żeby… A tam – machnęła ręką.
– Nawet nie wiem, dlaczego ludziom zależy tak bardzo, by inni wierzyli w diabelskie moce i znaki. A prawda jest taka, że od kwadryliona lat pentagram oznaczał mądrość, doskonałość, opiekę. Symbolem jest pięcioramienna gwiazda. Cztery ramiona oznaczają cztery żywioły. Piąte, znajdujące się na samej górze, oznacza ducha. I to wszystko. Żadnych czarnoksiężników.
– Kontrola – mruknęłam zadowoloną że mam pretekst do rozmowy na inny temat niż śmierć Elizabeth.
– Co?
– Ludzie Wiary chcą sprawować nad wszystkim kontrolę, a jednym ze sposobów osiągnięcia tego jest to, że każdy musi wierzyć w to samo. Dlatego chcą żeby ludzie uważali pentagram za coś złego. – Zdegustowana potrząsnęłam głową. ~ Nieważne. Wchodźmy już. Jestem gotowa, bardziej nawet, niż przypuszczałam.
Weszłyśmy dalej, gdzie usłyszałam odgłos spływającej wody. Minęłyśmy piękną fontannę, za nią trochę na ukos znajdowało się łukowate wejście. W arkadowym wejściu wykutym w grubych kamiennych murach stała wampirzycą której jeszcze nie znałam. Ubrana była całkiem na czarno – w długą spódnicę i obszerną jedwabną bluzkę z szerokimi jak dzwon rękawami. Jedyną ozdobę stanowiła wyhaftowa na z przodu srebrną nicią postać bogini. Włosy miała długie i jasne, o pszenicznym odcieniu. Z szafirowego półksiężyca na czole spływały spirale okalające jej twarz o idealnych rysach.
– To Anastasia. Prowadzi zajęcia z zaklęć i obrzędów. Jest też żoną Smoka. – Stevie Rae zdążyła udzielić mi szeptem informacji, zanim podeszła do wampirzycy i przykładając do piersi zwiniętą dłoń, złożyła jej ukłon pełen szacunku.
Anastasia uśmiechnęła się i zanurzyła palce w kamiennej misie, którą trzymała w dłoni. Następnie nakreśliła na czole Stevie Rae pięcioramienną gwiazdę.