Выбрать главу

Teraz już nie musiałam czekać, aż Stevie Rae mnie szturchnie, by zwrócić się na prawo ku zachodowi. Jakoś domyśliłam się, że nastąpił moment kolejnego zwrotu, gdy żywioł wody zostanie przywołany.

– Przywołuję wodę z zachodu, niech obmyje ten krąg łaską odczuwania litości, by światło pełni księżyca obdarzyło nas darem uzdrawiania i zrozumienia.

Neferet zapaliła świecę trzymaną przez wampirzycę, która zwrócona była ku zachodowi. Ta uniosła ją i zaraz złożyła u stóp kapłanki. Usłyszałam plusk fal i poczułam przesycony solą zapach wody morskiej. Skwapliwie zwróciłam się na północ, wiedząc, że to kolej ogarnięcia żywiołu ziemi.

– Z północy przywołuję żywioł ziemi, którą proszę

0 dar objawiania tak by nasze modły i życzenia wyrażane od dziś mogły się spełnić.

Teraz poczułam pod stopami miękkość soczystej trawy na łące, w nozdrzach woń sianą usłyszałam też śpiew ptaków. Zapalono zieloną świecę, która została złożona u stóp „ziemi".

Może moja dziwna reakcja na te zjawiska powinna wzbudzić we mnie lęk, tymczasem przepełniała mnie radość

1 uczucie lekkości. Do tego stopnia, że gdy Neferet zwróciła się twarzą do ognia, który płonął w środku sali, i reszta zgromadzonych zwróciła się do wewnątrz kręgu, musiałam zatykać sobie usta by nie śmiać się na cały głos. Po drugiej stronie ognia stał ten niesamowicie przystojny poeta i trzymał w ręce wielką fioletową świecę.

Na końcu przywołuję ducha, by obdarzył nasz krąg dobrymi związkami, byśmy zaznali pomyślności jako twoje dzieci.

Nie do wiary, ale poczułam, jak rośnie mój dobry nastrój, szybuje na wyżyny, jakby ptaki trzepotały się w mych piersiach, gdy poeta, przytknąwszy świecę do wielkiego płomienia zapalił ją i postawił na stole. Wtedy Neferet zaczęła obchodzić cały krąg, wymieniając z nami spojrzenia i zagadując do nas.

– To pora pełni księżyca. Wszystko dochodzi do zenitu, po czym niknie. Dotyczy to nawet dzieci Nyks, jej wampirów. Ale podczas takiej nocy siły życiowe, działanie magii, kreatywność mają największą moc, świecą najpełniejszym blaskiem, tak jak księżyc naszej bogini. To pora budowania działania.

Słuchałam jej słów z bijącym sercem, a po chwili uświadomiłam sobie, że właściwie to co ona mówi, jest swojego rodzaju kazaniem. To było nabożeństwo, oddawanie boskiej czci, ale nigdy jeszcze żadne nabożeństwo nie wywarło na mnie takiego wrażenia jak to, z tworzeniem kręgu i poruszającymi słowami Neferet. Rozejrzałam się wokół siebie. Może cała sceneria tak na mnie działała? W powietrzu unosił się gęsty zapach kadzideł, migocące płomienie świec czyniły nastrój bardziej tajemniczym. Neferet miała wszystkie walory, jakie powinny cechować starszą kapłankę. Jej uroda była płomienną a głos naładowany magią, która skupiała uwagę wszystkich słuchaczy. Nikt nie osunął się w ławce zmożony snem, nikt nie rozwiązywał po kryjomu sudoku.

– W tym czasie zasłona dzieląca świat ziemski od tajemniczego i pięknego zarazem królestwa bogini staje się bardzo cienka, przejrzysta. W taką noc można bez trudu przekroczyć granice tych dwóch światów i poddać się urokowi i pięknu Nyks.

Czułam na skórze jej słowa słuchałam ze ściśniętym ze wzruszenia gardłem. Przeszły mnie dreszcze, Znak na moim czole stał się ciepły, nawet gorący. Wtedy poeta przemówił, a jego głos był głęboki i mocny.

– To jest czas, w którym to co eteryczne i ulotne nabiera realnych kształtów, kiedy czas i przestrzeń splatają się w dziele Stworzenia. Życie bowiem to krąg, ale także tajemnica. Posiadła j ą nasza bogini, jak też Erebus, jej małżonek.

Jego słowa trochę mnie pocieszyły po śmierci Elizabeth. Nagle jej śmierć przestała być czymś strasznym, przerażającym. Zaczęła się jawić jako naturalny składnik tego świata; świata, w którym każdy z nas miał swoje miejsce.

– Światło… ciemność… dzień… noc… śmierć… życie… wszystko to jest ze sobą powiązane, łączy je duch i dotknięcie bogini. Jeśli uda nam się zachować równowagę i wejrzeć w boginię, możemy nauczyć się łączyć czar i magię pełni księżyca i wpleść je w materię utkaną z naszej wyobraźni, która będzie nam towarzyszyć do końca naszych dni.

– Zamknijcie oczy, Dzieci Nyks – powiedziała Neferet – i prześlijcie bogini swoje najskrytsze marzenia. Tej nocy, gdy zasłona dzieląca oba światy jest szczególnie cienka, kiedy magia ogarnia świat zewnętrzny, może Nyks obdarzy was spełnieniem życzeń, oplecie pajęczynką zrealizowanych marzeń.

Magia! Przecież to było wołanie o czary. Czy to może się ziścić? Czy na tym świecie w ogóle istnieje magia? Przypomniałam sobie, jak mogłam za sprawą ducha zobaczyć słowa, jak bogini przyzywała mnie swoim widocznym dla mnie głosem do swojej jaskini, jak pocałowała mnie w czoło, zmieniając na zawsze moje życie. I znowu teraz, przed chwilą poczułam moc Neferet, gdy przyzywała cztery żywioły. Przecież nie było to – nie mogło być! wytworem mojej wyobraźni, to działo się naprawdę.

Zamknęłam oczy i pomyślałam o magii, która zdawała się mnie otaczać, i wtedy wypowiedziałam w przestrzeń nocy swoje życzenia. „Moim skrytym marzeniem jest czuć, że gdzieś przynależę… że w końcu znalazłam swój dom, swoje miejsce, z którego nikt mnie nie może zabrać".

Mimo niezwykłego ciepłą jakie biło z mego Znaku, głowę miałam lekką, czułam się szczęśliwą gdy Neferet kazała nam otworzyć oczy. Swym ciepłym, a jednocześnie władczym głosem, w którym słychać było zarówno kobietę, jak i wojownika prowadziła dalej uroczystość.

To czas niewidzialnych podróży w pełni księżyca. Czas na słuchanie muzyki, której nie stworzył człowiek ani wampir. To czas na zjednoczenie się z wiatrem, który nas pieści – tu Neferet skłoniła lekko głowę na wschód – z piorunem, który przypomina o pojawieniu się życia – skłoniła głowę na południe. – To czas skąpania się w wiecznym morzu i ciepłym deszczu, który przynosi nam ukojenie, w nieskończonej zieloności ziemi, która nas otacza i wśród której żyjemy. – Tu po kolei złożyła ukłon na zachód i północ.

Za każdym razem kiedy Neferet wymieniała żywioły, czułam, jak prąd przebiega przez moje ciało.

Cztery kobiety uosabiające żywioły podeszły jak na komendę do stołu. Wraz z Neferet i Lorenem uniosły w górę kielichy.

– Bądź pozdrowiona, bogini Nocy i pełni księżyca! -powiedziała Neferet. ~ Bądź pozdrowiona, Nocy, z której płyną nasze błogosławieństwa. Dziś składamy ci dzięki.

Z kielichami w dłoniach cztery kobiety rozeszły się w cztery strony.

– Za wszechwładną Nyks – powiedziała Neferet.

– I za Erebusa – dodał poeta.

– Z głębi naszego kręgu prosimy cię, byś obdarzyła nas umiejętnością porozumiewania się językiem dzikich zwierząt, bujania w przestworzach swobodnie jak ptaki, życia niezależnego i pełnego wdzięku wzorem kotów, znajdowania radości i zachwytu nad życiem, które poruszy nas do głębi. Bądź pozdrowiona!

Nie mogłam się powstrzymać od szerokiego uśmiechu. Nigdy nie słyszałam podobnych słów w żadnym kościele i nigdy też żaden kościół nie napełnił mnie taką energią jak tu.

Neferet upiła łyk z kielicha po czym podała go Lorenowi, który też z niego upił łyk i powiedział:

– Bądź pozdrowiona!

Powtarzając każdy ich gest, cztery kobiety przeszły szybko wokół całego kręgu, dając się napić z kielicha każdemu, dorosłemu bądź dziecku. Kiedy nadeszła moja kolej, ucieszyłam się, że z rąk Pentesilei otrzymuję napój i błogosławieństwo. To było czerwone wino, spodziewałam się, że będzie cierpkie, jak cabernet, który ukradkiem podpiłam kiedyś Mamie i który wcale mi nie smakował. To jednak smakowało zupełnie inaczej: było słodkie i korzenne. Po jego wypiciu moja głowa stała się jeszcze lżejsza.