– Kayla? – - zapytałam, osłaniając drżącą ręką oczy przed rażącym światłem latarek.
– A nie mówiłem, że ją znajdziemy? – - odezwał się chłopak. – Zawsze chcesz się poddać przed czasem.
– Heath? – Czyżbym śniła?
– Aha! Hurra! Znaleźliśmy cię, mała! – - wrzasnął Heath. Nawet w oślepiającym świetle latarki mogłam do strzec, jak z małpią zręcznością wspina się po murze.
Z nieopisaną ulgą że to on, a nie jakieś kolejne monstrum, zawołałam do niego:
– Uważaj, Heath, bo możesz spaść i coś sobie złamać.
– Może nic mu nie będzie, chyba żeby upadł na głowę.
– Coś ty! Ja? W życiu! – odkrzyknął i podciągnął się na rękach, tak że po chwili siedział obok mnie na murze. -Możesz sprawdzić, Zoey, widzisz? Jestem mistrzem świata!
– znów wrzasnął, wyrzucając w górę ręce gestem zwycięzcy i szczerząc się jak głupi, rozsiewając wokół siebie zapach alkoholu.
Nie dziwota że nie chciałam się z nim dłużej spotykać.
– Daj spokój, przestań. Czy zawsze się będziesz na bijał ze mnie z powodu mojego niefortunnego zauroczenia Leonardem? ~ Wpatrywałam się w niego, czując się bar dziej dawną Zoye niż w ciągu ostatnich godzin. – Chodzi raczej o moje niefortunne i byłe zauroczenie tobą. Na szczęście nie trwało długo, a poza tym nie nakręciłeś fajnych filmów.
– No co ty, chyba nie wściekasz się już na mnie z powodu Dustina i Drew, co? Zapomnij o nich, to palanty – po wiedział Heath, rzucając mi spojrzenie jak zrzucony z kolan szczeniak, co dodawało mu wdzięku, kiedy był w ósmej klasie, ale co już nie działało przynajmniej od dwóch lat. ~ W każdym razie przyszliśmy tu, żeby cię stąd wyciągnąć.
– Co? potrząsnęłam z niedowierzaniem głową i zmrużyłam oczy. – Zgaście najpierw te latarki, bo nic nie widzę.
– Jak je zgasimy, to my nie będziemy nic widzieli -odpowiedział Heath.
Dobrze, w takim razie skieruj światło gdzie indziej. Heath skierował snop światła przed siebie i tak samo zrobiła Kayla. Teraz mogłam już odjąć dłoń od oczu. Z zadowoleniem spostrzegłam, że ręce przestały mi drżeć. Mogłam też już nie mrużyć oczu. Heath natomiast otworzył szeroko oczy ze zdumienia, kiedy zobaczył mój Znak.
– Patrz! Jest już całkiem wypełniony kolorami! O rany! Wygląda jak w telewizorze albo jeszcze lepiej!
Przyjemnie było się przekonać, że pewne rzeczy pozostają niezmienne. Heath był jak to Heath – milutki, ale nie najbystrzejszy egzemplarz w całej paczce.
– A ja? Ja też tu jestem! Widzisz mnie? ~ zawołała Kayla. ~ Niech mi ktoś pomoże wdrapać się na górę, tylko ostrożnie… zaraz, muszę odłożyć swoją nową torebkę. Może lepiej zdejmę buty? Zoey, nie masz pojęcia co straci łaś! Taką wyprzedaż u Bakersa! Najniższe ceny na wszystkie letnie sandały! Naprawdę! Siedemdziesiąt procent zniżki. Ja kupiłam pięć par za…
– Pomóż jej wejść – poleciłam Heathowi. – - Tylko to ją może powstrzymać od gadania.
Właśnie. Niektóre rzeczy pozostają niezmienne. Heath położył się płasko na murze i wyciągnął ręce do Kayli. Chichocząc, pozwoliła mu się wciągnąć na samą górę.
A kiedy tak chichotała podczas wciągania na górę, pomyślałam, a raczej nabrałam absolutnej pewności (takiej jak tą że nigdy nie będę matematyczką), że Kayli Heath się podoba. I to jak!
Nagle uwagi Heatha na temat jego zachowania na imprezie, na której mnie nie było, nabrały sensu.
– Jak się ma Jared? – - zapytałam, bezceremonialnie przerywając jej paplanie.
– Jared? Chyba dobrze – odpowiedziała, nie patrząc mi w oczy.
– Chyba?
Wzruszyła ramionami i wtedy spostrzegłam, że pod skórzaną kurtką ma skąpą koronkową bluzeczkę z wielkim dekoltem w cielistym kolorze, co sprawiało wrażenie, że odsłania więcej niż w rzeczywistości.
– A czyja wiem?… Właściwie tośmy się nie widzieli od jakichś kilku dni.
Nadal nie patrzyła na mnie, za to patrzyła na Heathą którego wzrok specjalnie niczego nie wyrażał, ale on zawsze miał takie bezmyślne spojrzenie. Jednym słowem: moja najlepsza przyjaciółka latała za moim chłopakiem. Wkurzyło mnie to, nagle pożałowałam, że noc jest taka ciepła, wolałabym, żeby było zimno, to by Kayla odmroziła sobie te swoje przerośnięte cycki.
Nieoczekiwanie zerwał się północny wiatr, który zaczął smagać lodowatymi podmuchami.
Z niewinną minką Kayla zapięła szczelnie kurteczkę i znów zachichotała, tyle że już nie zalotnie, ale nerwowo. Zaleciało od niej piwskiem i czymś jeszcze. Czymś, na co moje zmysły były szczególnie ostatnio wyczulone, tak że zdziwiłam się, że od razu od niej tego nie poczułam.
– Kayla, ty piłaś i paliłaś?!
Wstrząsnęła się i zamrugała, robiąc minę głupiutkiego króliczka.
Tylko parę. To znaczy, parę piw. No i… tego… Heath miał malutkiego skręta, a że naprawdę umierałam ze strachu przed przyjściem tutaj, wzięłam na odwagę parę sztachów.
– Musiała wziąć coś na wzmocnienie – - poparł ją Heath. Język mu się plątał jak zwykle, gdy wypowiadał zda nie dłuższe niż dwuwyrazowe.
– Od kiedy palisz trawkę? – zapytałam Heatha. Wyszczerzył się w bezmyślnym uśmiechu.
– Wielkie rzeczy, Zo. Tylko raz na jakiś czas funduję sobie skręta. Są bezpieczniejsze od papierosów.
Nie znoszę, jak nazywa mnie Zo.
– Heath – starałam się nie tracić cierpliwości. – Nie są bezpieczniejsze od papierosów. A jeśli nawet, to co to zna czy? Papierosy są obrzydliwe i palenie zabija. Poza tym trawkę palą najwięksi frajerzy w budzie. Nie mówiąc już o tym, że nie możesz sobie pozwolić na to, żeby mieć jeszcze mniej szarych komórek. – Chciałam dodać: „i plemników", ale nie posunęłam się tak daleko. Heath z pewnością opacznie by zrozumiał moją aluzję do jego męskości.
– A tam!… – powiedziała Kayla.
– Co mówisz, Kayla?
Nadal otulała się kurteczką. Teraz jej spojrzenie uległo zmianie, nie było to już spojrzenie naiwnego króliczka, ale chytrego rozzłoszczonego kota, który zamiatał nerwowo ogonem. Znałam to. Taką minę demonstrowała wobec tych, którzy nie należeli do grona jej bliskich koleżanek. Doprowadzało mnie to do szału i nieraz krzyczałam na nią, żeby nie była taka wredna. I teraz ona mnie częstuje tym gównem?!
– Powiedziałam: „a tam", bo nie tylko frajerzy palą trawkę, w każdym razie nie tylko od czasu do czasu. Znasz tych dwóch biegaczy, którzy grają w Union, Chrisa Forda i Brada Higeonsa? To nie są żadni frajerzy, tylko naprawdę seksowni, ekstra goście. Widziałam, jak palili na imprezie u Katie.
– Ej, oni wcale nie są tacy seksowni – zaprotestował Heath.
Kayla nie zwróciła na niego uwagi i dalej mówiła.
– A Morgan też czasami sięga po trawkę.
– Nie mów!… Morgan? – Owszem, byłam wkurzona na Kay, ale smakowita ploteczka to smakowita ploteczka.
– No… Wiesz, że przekłuła sobie na kolczyk nie tylko język, ale i… – wymówiła bezgłośnie słowo „wargi sromowe". – Masz pojęcie, jak to musiało boleć?
– Co? Co ona sobie przekłuła? – dopytywał się Heath.
– Nic – odpowiedziałyśmy jednocześnie i przez chwilę mogłyśmy jak kiedyś poczuć się niczym dwie najlepsze przyjaciółki.
– Kayla, jak zwykle zaczynasz mówić nie na temat. Gracze z Union zawsze mieli pociąg do narkotyków. Już za pomniałaś, że brali sterydy, przez co od szesnastu lat nie mogliśmy ich pokonać?
– Naprzód, Tigersi! Prawda, dokopaliśmy Unionom! – przypomniał Heath.
Zgromiłam go spojrzeniem.
– A Morgan po prostu zgłupiała, czego najlepszym dowodem jest to, że przekłuła sobie… – - Popatrzyłam na Heatha i zmieniałam zdanie: -…różne miejsca i zaczęła palić. Bo nikt normalny nie pali.