Kay zastanowiła się chwilę.
– A ja? – zapytała. Westchnęłam zrezygnowana.
– Słuchaj, po prostu nie uważam, żeby to było rozsądne.
– No cóż, może nie wiesz wszystkiego najlepiej. -Błysk pogardy znów zamigotał w jej oczach.
Popatrzyłam na nią, potem na Heatha, a potem znów na nią.
– Może masz rację. Ja rzeczywiście chyba nie wiem wszystkiego.
Złe błyski w jej oczach zgasły na chwilę, by zaraz powrócić. Nie mogłam powstrzymać się od porównania jej ze Stevie Rae, która (tego byłam absolutnie pewna, mimo że znałam ją tak krótko) nigdy, przenigdy nie zaczęłaby latać za moim chłopakiem, aktualnym czy byłym. Nie myślę też, by uciekła na mój widok, nawet gdybym zaczęła wyglądać jak potwór, właśnie wtedy, gdy potrzebowałam jej najbardziej.
– Chyba powinniście już wracać – powiedziałam do Kayli.
– Jak chcesz.
– Heath, pomóż jej zejść na dół.
Heath na ogół nie miał kłopotów z wykonywaniem prostych poleceń, więc i tym razem pomógł jej zejść. Kayla złapała latarkę i popatrzyła na nas z dołu.
– Pospiesz się, Heath. Jest mi naprawdę zimno. – Obróciła się na pięcie i zaczęła iść w stronę drogi.
– Wiesz co… – - zaczął Heath trochę niezręcznie. -Rzeczywiście zrobiło się nagle zimno.
– Zaraz przestanie – powiedziałam lekko i prawie nie zauważyłam, jak zimny wiatr zaraz ucichł.
– Tego… Zo… Ja tu przyszedłem, żeby cię stąd wyrwać.
– Nie trzeba.
– Co? – zapytał Heath.
– Heath, spójrz na moje czoło.
– No widzę. Masz taki półksiężyc. I cały jest wypełniony kolorem, nie tak jak przedtem.
– Ale teraz jest. Słuchaj uważnie, Heath. Zostałam Na znaczona. A zatem moje ciało przechodzi Przemianę, po której stanę się wampirem.
Wzrok Heatha zaczął wędrować od Znaku w dół, po całym moim ciele. Zatrzymał się chwilę na moich cyckach i potem wędrował dalej, po nogach, które – co dopiero teraz sobie uprzytomniłam ~ były całkiem odsłonięte, bo przy włażeniu na mur zadarła mi się spódniczka.
– Zo, wszystko jedno, co się stanie z twoim ciałem, mnie się i tak podobasz. Zawsze byłaś bardzo ładną ale teraz wyglądasz jak bogini. – Uśmiechnął się i pogładził mnie po policzku, co mi natychmiast uświadomiło, dlaczego lubiłam go przez tyle czasu. Mimo swoich wad Heath potrafił być naprawdę miły, przy nim zawsze czułam się jak skończona piękność.
– Heath – powiedziałam łagodnie – sporo się zmieniło.
– U mnie się nic nie zmieniło. – Przysunął się bliżej, przeciągnął mi ręką po nodze od kolana w górę i pocałował, czego się absolutnie nie spodziewałam.
Strąciłam jego rękę i zaraz mu się wyrwałam.
– Heath, próbuję ci coś powiedzieć!
– Można mówić i całować się jednocześnie – szepnął. Znów zaczęłam go przekonywać, żeby przestał, i wtedy poczułam to.
Jego puls pod moimi palcami.
Szybki, wyraźny. Wydawało mi się, że nawet go słyszę. A kiedy przysunął się, by mnie pocałować, spostrzegłam na jego szyi nabrzmiałą pulsującą żyłę, bo krew w nim krążyła w przyspieszonym tempie. A gdy jego wargi dotknęły moich ust, przypomniałam sobie smak krwi obecny w kielichu. Tamta krew była zimna i zmieszana z winem, poza tym pochodziła od chłopaka, który nic dla mnie nie znaczył. Krew Heatha gorąca… słodka… byłaby lepsza od krwi Elliotta Lodówki.
– O rany, Zoey, skaleczyłaś mnie! – - Wyrwał rękę z moich objęć. – Cholera, krew leci. Jeśli nie chciałaś, że bym cię całował, mogłaś mi to powiedzieć.
Podniósł rękę do ust i zaczął zlizywać czerwoną kropelkę, która się pojawiła na jego przegubie. Potem spojrzał na mnie i znieruchomiał. Na ustach miał ślad krwi. Czułam jej zapach, pachniała trochę jak wino, ale o niebo lepsze. Nic innego nie czułam, tylko ten zapach i dreszcz, który zjeżył mi włoski na skórze.
Musiałam jej spróbować. Niczego tak bardzo nie pragnęłam jak właśnie tego.
– Chcę… – usłyszałam siebie, jak mówię zmienionym głosem.
– Tak… – odpowiedział Heath jak w transie. – Co tylko zechcesz. Zrobię wszystko, co tylko zechcesz.
Teraz to ja przysunęłam się do niego, a gdy dotknęłam językiem jego warg, poczułam nieznaną dotychczas dziką przyjemność, ogarnął mnie ogień pożądania…
– Jeszcze… – szepnęłam.
Heath, jakby stracił nagle mowę, tylko skinął głową i podsunął mi swój przegub. Skaleczenie niemal już nie krwawiło, a kiedy polizałam cienką czerwoną kreskę, Heath jęknął. Dotknięcie moim językiem musiało wywołać jakąś reakcję, bo ranka zaczęła mocniej krwawić, kropla po kropli, coraz więcej, coraz szybciej… Drżącymi dłońmi uniosłam jego rękę i przycisnęłam ją do ust. Dygotałam, jęczałam z rozkoszy…
– O Boże! Co ty mu robisz? – Ostry głos Kayli przebił się przez zamglony rozkoszą mój umysł.
Puściłam rękę Heatha, jakby zaczęła mnie palić.
– Odwal się od niego! – wrzasnęła Kayla. – Zostaw go!
Heath nawet się nie poruszył.
– Idź – powiedziałam do niego. – Idź i nie wracaj.
– Nie – odrzekł nieoczekiwanie przytomnie.
– Tak. Idź stąd.
– Puść go! – wrzasnęła znów Kayla.
– Kayla, ty krowo, jeśli natychmiast się nie zamkniesz, zaraz tam zlecę na dół i wytoczę z ciebie krew do ostatniej kropli! -wybuchłam.
Usłyszałam jej zduszony krzyk i zobaczyłam, jak wreszcie odchodzi.
– Ty też musisz iść.
– Zo, ja się ciebie nie boję.
– Heath, ja się boję samej siebie, i to za nas dwoje.
– Ale mnie nie przeszkadza, co robisz. Kocham cię, Zoey, kocham cię bardziej niż przedtem.
– Przestań! – Nie miałam zamiaru krzyczeć na niego, z przykrością zobaczyłam, że kuli się pod wpływem mojego ostrego tonu. Przełknęłam ślinę i zniżyłam głos. – Proszę cię. Odejdź. – I szukając sposobu, by skłonić go do odejścia, dodałam: – Kayla na pewno będzie chciała sprowadzić gliny, a tego chyba żadne z nas nie chce.
– Dobrze. Pójdę. Ale nie na zawsze. – Pocałował mnie mocno i szybko. Poczułam następny przypływ rozkoszy, smakując krew na jego wargach, lecz on już zeskoczył zgrab nie z muru i zniknął w ciemnościach. Jeszcze przez chwilę widziałam kropkę światła z jego latarki, wkrótce jednak i ona znikła.
Wolałam nie myśleć o tym, co się stało. Jeszcze nie. Zsunęłam się po murze jak automat, dla równowagi trzymając się gałęzi. Kolana trzęsły mi się tak bardzo, że mogłam przejść jedynie do drzewa, pod którym usiadłam i dla bezpieczeństwa oparłam się o jego starożytny pień. Nagle objawiła się Nala, wskoczyła mi na kolana, jakby była moim kotem nie od kilkunastu minut, tylko od lat, a kiedy zaczęłam płakać, wspięła mi się na piersi i przycisnęła ciepły łepek do moich policzków.
Dość długo musiałam płakać, a gdy szloch przeszedł w czkawkę, pożałowałam, że wybiegając z sali rekreacyjnej, zostawiłam tam torebkę. Przydałyby mi się teraz chusteczki higieniczne.
– Masz. Wygląda na to, że są ci potrzebne.
Nali nie spodobało się, kiedy gwałtownie podskoczyłam na dźwięk tego głosu. Przez łzy zobaczyłam, że ktoś podaje mi chusteczki.
– Dziękuję – - wyjąkałam, biorąc je, by natychmiast wytrzeć nos.
– Nie ma za co – odpowiedział Erik Night.
ROZDZIAŁ OSIEMNASTY
– Nic ci nie jest?
– Nie. Dobrze się czuję. Naprawdę – skłamałam.
– Nie wyglądasz, jakbyś się dobrze czuła – zauważył Erik. – Mogę usiąść?
– Jasne. Siadaj – powiedziałam apatycznie. Wiedziałam, że mam czerwony nos. Na pewno byłam usmarkana, kiedy do mnie podszedł. Miałam też niejasne przeczucie, że był świadkiem przynajmniej części sceny, jaka się rozegrała pomiędzy mną a Heathem. Ta noc stawała się coraz gorsza. Spojrzałam na niego i pomyślałam: „Co tam, w takim razie niech będzie jeszcze gorzej", więc powiedziałam: – Gdybyś się nie domyślał, wiedz, że to byłam ja wczoraj w holu i widziałam tam ciebie z Afrodytą.