Выбрать главу

Nie wyglądał na zaskoczonego.

– Wiem i żałuję, że to widziałaś. Wolałbym, żebyś nie wyrobiła sobie o mnie niewłaściwego sądu.

– A jaki sąd powinnam mieć?

– Że nic mnie nie łączy z Afrodytą.

– Nie moja sprawa. Wzruszył ramionami.

– Po prostu chciałbym, abyś wiedziała, że już nie chodzimy ze sobą.

Już miałam na końcu języka że zapewne Afrodyta o tym nie wie, ale przypomniałam sobie, co przed chwilą zaszło między mną a Heathem, i pomyślałam, co mnie samą zaskoczyło, że może nie powinnam być zbyt surowa wobec Erika.

– W porządku, nie chodzicie już ze sobą- zgodziłam się.

Siedział przez chwilę bez ruchu obok mnie, a kiedy znów się odezwał, w jego głosie dała się słyszeć nuta złości.

– Afrodyta nie uprzedziła cię, że w winie jest krew. Jego ton nie był pytający, mimo to odpowiedziałam:

– Nie.

Potrząsnął głową, zauważyłam, jak zacisnął gniewnie zęby.

– Obiecała mi, że ci powie. Miała to zrobić, kiedy się przebierałaś, a gdybyś nie chciała, mogłabyś nie pić tego wina.

– Kłamała.

– Nie dziwię się.

– Tak? – - Czułam, jak we mnie też wzbiera gniew. – Ze wszystkim źle się stało. Najpierw pod presją musiałam pójść na obchody organizowane przez Córy Ciemności, a tam podstępem nakłoniono mnie do spróbowania krwi. Po czym spotykam swojego prawie byłego chłopaka, który, tak się składa, jest stuprocentowym przedstawicielem ludzkiego gatunku, ale nikt nie raczył mnie uprzedzić, że najmniejsza kropla jego krwi zrobi ze mnie… potwora. – - Zagryzłam wargi, by znów nie wybuchnąć płaczem. Uznałam też, że lepiej nic mu nie mówić o tym, że widziałam ducha Elizabeth; dość wyznań jak na jedną noc.

– Nikt cię nie uprzedził, ponieważ takie reakcje nie za chodzą u osób, które przechodzą trzecie formatowanie – po wiedział łagodnie.

– Co? – wybełkotałam.

– Pożądanie krwi nie występuje, zanim nie osiągnie się szóstego formatowania, kiedy proces Przemiany jest niemal zakończony. Czasem słyszy się o osobach z piątego formatowania, u których mogą wystąpić takie reakcje, ale to się nieczęsto zdarza.

– Zaraz, co ty mówisz? – Czułam się, jakby rój pszczół szumiał mi w głowie.

– Na piątym formatowaniu wykłada się przedmiot o po żądaniu krwi i innych rzeczach, z którymi dorosłe wampiry mają do czynienia, a na szóstym, i na to kładzie się największy nacisk, wybiera się i doskonali specjalizację.

– Ale ja jestem na trzecim formatowaniu. – Uświadomiłam sobie, że mówię podniesionym głosem, więc zaczęłam mówić ciszej. – I chciałabym się dowiedzieć, jak przez to wszystko przejść w taki sam sposób jak inni.

– Za późno, Z – powiedział.

– Więc co teraz?

– Myślę, że powinnaś porozmawiać ze swoją mentorką. To Neferet, prawda?

Tak – odrzekłam przygnębiona.

– Ej, rozchmurz się. Neferet jest wspaniała. Prawie już nie bierze pod swoją opiekę żadnych adeptów, co znaczy, że musi w ciebie mocno wierzyć.

– Wiem. Tylko tak się czuję… – Właściwie co czuję na myśl, że mam opowiedzieć Neferet o wszystkim, co się tej nocy wydarzyło? Wstyd, zakłopotanie… Tak samo jak wtedy, gdy miałam dwanaście lat i musiałam powiedzieć nauczycielowi wu-efu, że właśnie dostałam miesiączkę i muszę iść do szatni zmienić szorty. Kątem oka zerknęłam na Erika. Siedział obok mnie, przystojny, troskliwy, idealny. Do diabła. Nie mogłam mu się do tego przyznać. Więc zamiast tego wypaliłam:

– Głupio. Będzie mi głupio. – Właściwie była to prawdą ale oprócz tego i wstydu odczuwałam jeszcze strach. Bałam się, że to mi przeszkodzi we wpasowaniu się w środowisko.

– Niech ci nie będzie głupio. Wyprzedzasz nas pod wieloma względami.

– W takim razie… – Wzięłam głęboki oddech i odważyłam się zapytać: – Powiedz mi, czy smakowała ci krew zmieszana z winem, które piliśmy dzisiaj?

– Wiesz, ze mną było tak: po raz pierwszy brałem udział w obchodach Pełni Księżyca organizowanych przez Córy Ciemności pod koniec trzeciego formatowania. Nie licząc „lodówki", byłem tylko ja z trzeciego formatowania, tak jak ty dzisiaj. – Roześmiał się niewesoło. – Zaprosiły mnie tylko dlatego, że dostałem się do finału konkursu na najlepiej wykonany dialog Szekspirowski i następnego dnia miałem lecieć do Londynu na finał. – Rzucił mi spojrzenie, w którym widać było lekkie zakłopotanie. – - Dotychczas nikt z Domu Nocy nie zaszedł tak daleko. Wyjazd do Londynu to była wielka sprawa. Prawdę mówiąc, uważałem, że to ja jestem wielki – dodał z nutką autoironii. – - Tak więc Córy Ciemności mnie zaprosiły, a ja tam poszedłem. O krwi wiedziałem. Miałem możliwość odmowy wypicia ale z niej nie skorzystałem.

– Jak ci smakowało? Szczerze się roześmiał.

– Wymiotowałem tak bardzo, że myślałem, iż dusza ze mnie uleci. To był najgorszy smak, jaki kiedykolwiek przedtem próbowałem.

Jęknęłam. Spuściłam głowę i ukryłam twarz w dłoniach. To dla mnie żadna pociecha.

– Bo tobie smakowało?

– Jeszcze jak! Mówisz, że dla ciebie był to najobrzydliwszy smak, ale dla mnie najznakomitszy, dopóki… – Zawahałam się, wiedząc, co mogłabym wyznać.

– Dopóki nie spróbowałaś świeżej krwi? – podpowie dział mi delikatnie.

Skinęłam głową, bojąc się dalej mówić.

Ujął mnie za przeguby, odciągnął na bok moje ręce i odsłonił mi twarz. Następnie wziął pod brodę i zmusił, bym spojrzała mu w oczy.

– Nie ma się czego wstydzić ani martwić. To normalne.

– Polubić smak krwi – to nie jest normalne. Nie dla mnie.

– Owszem, jest. Wszystkie wampiry muszą się liczyć z tym, że będą pożądać krwi – powiedział.

– Aleja nie jestem wampirem!

– Może nie jesteś, a raczej: jeszcze nie. W każdym razie na pewno nie jesteś przeciętną adeptką i nie ma w tym nic złego. Jesteś wyjątkową Zoey, a osoby wyjątkowe mogą zadziwiać otoczenie.

Powoli przesunął palec spod mojej brody na czoło i tak jak już raz zrobił, obwiódł nim zarys mojego ciemniejącego Znaku. Miły był jego dotyk – ciepły i trochę szorstki. Podobało mi się też w nim to, że jego bliskość nie wyzwalała we mnie dziwnych reakcji jak w przypadku Heatha. To znaczy, nie czułam jego tętna, nie widziałam pulsującej żyły na szyi. Choć nie miałabym nic przeciwko temu, żeby mnie pocałował.

Cholera! Czyżbym się stała wampirzycą ladacznicą? Co jeszcze mi się zdarzy? Czy żaden przedstawiciel gatunku męskiego (z Damienem włącznie) nie będzie mógł bezpiecznie się czuć w moim towarzystwie? Może powinnam unikać wszystkich chłopaków, zanim nie dowiem się dokładnie, co się ze mną dzieje, i nie zacznę kontrolować swoich reakcji?

Ale zaraz uświadomiłam sobie, że już próbowałam unikać wszystkich i oto dokąd mnie to zaprowadziło.

– Erik, skąd ty się tu wziąłeś?

– Szedłem za tobą- odpowiedział wprost.

– Dlaczego?

Zdałem sobie sprawę, co Afrodyta zrobiła i jakie to może mieć konsekwencje, a zatem że może potrzebny ci będzie przyjaciel. Mieszkasz w jednym pokoju ze Stevie Rae, prawda?

Kiwnęłam głową.

– Rozważałem, czyby nie przysłać ci jej tutaj, ale nie byłem pewny, czy chcesz, żeby się dowiedziała o… – prze rwał i tylko wskazał na salę rekreacyjną.

– Nie, nie! Nie chcę, żeby się dowiedziała. – Znów język zaczął mi się plątać, jak zawsze gdy chcę powiedzieć coś za szybko.