Выбрать главу

– Mówisz o żywych ludziach? – powiedziałam ochrypłym głosem. – Chyba nie w przeciwieństwie do osób nie żywych? – Zaczęło mi się znów zbierać na wymioty.

Erik roześmiał się.

– Nie, miałem na myśli: w przeciwieństwie do picia krwi uzyskanej od dawców rekrutujących się spośród wampirów.

– Nigdy o czymś takim nie słyszałam.

– Większość ludzi tego nie wie. Będziesz się o tym uczyła na piątym formatowaniu.

Coś jeszcze nie dawało mi spokoju.

– Kiedy mówiłeś o następstwach, co właściwie miałeś na myśli?

– Dopiero zaczynamy się o tym uczyć na zajęciach z socjologii wampirów 312. Chyba chodzi o to, że gdy dorosły wampir pije krew pochodzącą od człowieka tworzy się między nimi silna więź. I to niekoniecznie ze strony wampira, ale to ludzie bardzo łatwo się angażują. Co zresztą stwarza dla nich prawdziwe niebezpieczeństwo. Pomyśl tylko. Już sama utrata krwi nie jest czymś dobrym. A dodaj do tego jeszcze fakt, że my żyjemy dłużej od nich o całe dziesięciolecia, a nierzadko i stulecia. Popatrz na to z punktu widzenia człowieka, to naprawdę wielki problem: kochać kogoś, kto praktycznie się nie starzeje, podczas gdy on sam dostaje zmarszczek, brzydnie i w końcu umiera.

Przypomniałam sobie spojrzenie oszołomionego Heatha, który nie mógł oderwać ode mnie wzroku, i wtedy zrozumiałam, że będę musiała o wszystkim opowiedzieć Neferet, nawet gdyby miało to być bardzo trudne.

– Aha to musi być przykre – przyznałam słabym głosem.

– No i jesteśmy na miejscu.

Ze zdziwieniem spostrzegłam, że stoimy przed wejściem do internatu dla dziewcząt.

– Dziękuję, że… szedłeś za mną – - powiedziałam, uśmiechając się niepewnie.

– Kiedy znów pojawi się jakiś nieproszony gość i potrzebna ci będzie interwencją jestem do usług.

– Będę o tym pamiętała – obiecałam. – Dzięki. – Po sadziłam Nalę na swoim biodrze i zaczęłam otwierać drzwi.

– Ej, Z! -zawołał. Odwróciłam się.

– Nie oddawaj tej sukni Afrodycie. Przez to, że włączyła cię do kręgu, formalnie zaoferowała ci miejsce w szeregach Cór Ciemności. Istnieje tradycja, że szkolona na starszą kapłankę osoba podczas pierwszej nocy daje nowej członkini prezent. Nie sądzę, byś chciała do nich dołączyć, ale nie tracisz przywileju zatrzymania sukni. Tym bardziej że wyglądasz w niej o wiele lepiej niż Afrodyta. – Pochylił się i ujął moją rękę (tę wolną, bo drugą trzymałam Nalę), odwrócił ją przegubem do góry, po czym palcem poszukał żyły, a gdy ją znalazł, poczułam, jak tętno zaczyna mi galopować.

– Powinnaś też wiedzieć, że kiedy zechcesz raz jeszcze spróbować smaku krwi, jestem pod ręką. Pamiętaj o tym.

Pochylił się i nadal patrząc mi w oczy, popukał leciutko palcem w mój przegub, po czym złożył na nim delikatny pocałunek. Tym razem niepokój odczuwany w brzuchu stał się wyraźniejszy. Poczułam dreszcze na wewnętrznej stronie ud, zaczęłam szybciej oddychać. Z ustami na moim przegubie znów zajrzał mi w oczy, a wtedy dreszcz pożądania przeszył moje ciało. Wiedziałam, że poczuje, jak drżę. Połaskotał mnie językiem, wzmagając dreszcze. Potem uśmiechnął się do mnie i odszedł. Zaczęło świtać.

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

Na przegubie nadal czułam mrowienie od pocałunku Erika i nie byłam pewną czy jestem w stanie już mówić, więc ulżyło mi, kiedy zobaczyłam, że w holu wejściowym kręci się tylko kilka dziewcząt, które ledwie na mnie spojrzały, zaabsorbowane oglądaniem programu o amerykańskich top modelkach. Pobiegłam do kuchni, tam zaraz posadziłam Nalę na podłodze, licząc na to, że nie ucieknie, kiedy ja będę sobie przyrządzała kanapkę. Rzeczywiście nie uciekła, chodziła za mną po kuchni niczym pomarańczowy piesek, narzekając na mnie tym swoim dziwnym miaukiem. „Wiem", „rozumiem", powtarzałam co chwila, ponieważ wyobrażałam sobie, że ona beszta mnie za to, że zachowałam się jak idiotką w czym zresztą miała rację. Po zrobieniu kanapki złapałam jeszcze torebkę precelków (faktycznie, tak jak mówiła Stevie Rae, w żadnej szafce nie znalazłam śmieciowego jedzenia), jakieś brunatne picie (nawet nie wiem, co to było, tyle że brunatne i nie niskosłodzone), kotkę i popędziłam na schody.

– Zoey! Tak się martwiłam o ciebie! Opowiedz mi o wszystkim. – - Zwinięta w kłębek na łóżku, z książką w ręku, Stevie Rae najwyraźniej na mnie czekała. Miała na sobie górę od piżamy gęsto zadrukowanej wzorem w kowbojskie kapelusze, do tego bawełniane portki ściągane w pasie tasiemką. Słowo daję, wyglądała na nie więcej niż dwanaście lat.

– Widzisz? – zawołałam wesoło – Wygląda na to, że przybyło nam zwierzątko. – Odwróciłam się bokiem, tak by Stevie Rae mogła zobaczyć Nalę wczepioną w moje biodro.

– Pomóż mi, zanim czegoś nie upuszczę. Jak znam koty, ten egzemplarz będzie stale zrzędzić.

– Jaka milutka! – - wykrzyknęła Stevie Rae, chcąc ją wziąć ode mnie, ale Nala uczepiła się mnie tak mocno, jakby od tego zależało jej życie. Stevie Rae musiała więc zadowolić się wzięciem jedzenia, które położyła na moim nocnym stoliczku.

– Suknię masz bombową!

– Aha, przebrałam się w nią tuż przed uroczystością. – Wtedy sobie przypomniałam, że powinnam ją oddać

Afrodycie. Nie miałam zamiaru zatrzymać tego „prezentu", nawet jeśli Erik był odmiennego zdania. Tak czy owak oddanie sukni stanowiło dobrą okazję do „podziękowania" jej za to, że „zapomniała" powiedzieć mi o krwi. Wiedźma z piekła rodem.

– No więc?… Jak tam było?

Usiadłam na łóżku i dałam Nali precla, którym natychmiast zaczęła się bawić, uganiając się za nim po całej podłodze (przynajmniej przestała burczeć). Odgryzłam kawał kanapki. Owszem, byłam głodną ale też grałam na zwłokę. Nie miałam pewności, co mogę powiedzieć Stevie Rae, a co powinnam przemilczeć. Wstydziłam się mówić o całej tej historii z krwią co zresztą było okropne. Co ona sobie o mnie pomyśli? Czy będzie się mnie bała?

Przełknęłam pierwszy kęs i postanowiłam zwrócić rozmowę na bezpieczniejsze tory.

– Erik Night odprowadził mnie do domu – wyznałam.

– Mów szybko! – Zaczęła podskakiwać na łóżku jak diabełek na sprężynie. – Opowiedz wszystko dokładnie!

– Pocałował mnie – - dodałam, marszcząc znacząco brew.

– Chyba żartujesz! Jak? Gdzie? Dobrze było?

– Pocałował mnie w rękę. – Postanowiłam nie mówić całej prawdy. Nie chciałam wdać się w zawiłe tłumaczenia na temat przegubu, pulsu, krwi i ugryzienia. – - Na dobra noc. Staliśmy tuż przed drzwiami internatu. Owszem, było dobrze! -Posłałam jej uśmiech, choć usta miałam pełne jedzenia.

– Afrodyta musiała się zesrać, widząc, jak ty i Erik wy chodzicie razem z sali rekreacyjnej.

– Nie, właściwie ja wyszłam pierwszą a on potem mnie dogonił. Poszłam się przejść wokół muru, tam zresztą znalazłam Nalę. – Pogłaskałam kotkę po łepku. Zwinęła się obok mnie w kłębuszek, zamknęła oczy i zaczęła mruczeć. -W gruncie rzeczy wydaje mi się, że to ona mnie znalazła. Wdrapałam się na mur, bo myślałam, że ona potrzebuje po mocy, a potem – pewnie mi nie uwierzysz – zobaczyłam coś, co wyglądało na ducha Elizabeth, a jeszcze później mojego byłego chłopaka ze starej szkoły, Heatha, który pojawił się z moją byłą najlepszą przyjaciółką.

– Co?… Kto?… Powoli. Zacznij od ducha Elizabeth. Potrząsnęłam głową i w zamyśleniu żułam kanapkę.

Nadal jedząc, zaczęłam tłumaczyć.

– To było naprawdę niesamowite i bardzo dziwne. Siedziałam na tym murze i głaskałam Nalę i wtedy coś zwróciło moją uwagę. Spojrzałam na dół i zobaczyłam, że niedaleko mnie stoi jakaś dziewczyna. Popatrzyła na mnie, a oczy miała czerwone i błyszczące, przysięgam, że to była Elizabeth.