– Coś ty! Bałaś się?
– Jeszcze jak! A kiedy mnie zobaczyła, wydała z siebie przeraźliwy krzyk i znikła.
– Ja bym umarła ze strachu.
– Ja też, ale nie miałam czasu, bo zaraz zjawił się Heath z Kaylą.
– Jak to? Jak mogli się tu pokazać?
– Nie, nie tu, nie po naszej stronie, tylko na zewnątrz muru. Musieli usłyszeć, jak usiłuję uspokoić Nalę, która oszalała na widok Elizabeth, bo przybiegli do mnie pędem.
– Nala też j ą widziała? Skinęłam głową.
Stevie Rae wzdrygnęła się.
– W takim razie to musiała być naprawdę ona.
– Jesteś pewną że umarła? – zapytałam, zniżając głos do szeptu. – Czy nie zaszła jakaś pomyłka? Może ona żyje i włóczy się po szkole? – - To brzmiało dość nieprawdopodobnie, ale równie nieprawdopodobnie brzmiała wersja z duchem Elizabeth, który mi się ukazał.
Stevie Rae głośno przełknęła ślinę.
– Ona nie żyje. Widziałam, jak umierała. Wszyscy w klasie widzieli.
Stevie Rae była bliska płaczu, a mnie też ogarniał coraz większy niepokój, więc szybko skierowałam rozmowę na mniej niesamowity temat.
– Może się mylę. Może to była jakaś gówniara z takimi oczami i ogólnie do niej podobna. Było ciemno i zaraz pojawili się tam Heath z Kaylą.
– Czego chcieli?
– Heath powiedział, że przyszedł mnie stąd wyciągnąć. – Przewróciłam oczami. – Masz pojęcie?
– Co oni, zgłupieli?
– Widocznie. A poza tym Kaylą dotąd moja najlepsza przyjaciółka, zachowywała się tak, że nie mam już wątpliwości, że lata za Heathem!
Stevie Rae sapnęła z oburzenia.
– A to zdzira!
– Nie żartuję. W każdym razie powiedziałam im, żeby sobie poszli i więcej nie wracali, czym w końcu byłam przy gnębioną i właśnie wtedy znalazł mnie Erik.
– Ojej! Czy był słodki i romantyczny?
– Coś w tym rodzaju. A, i mówił do mnie Z.
– O!… Takie zdrobnienie to dobry znak. Też mi się tak wydawało.
– I potem odprowadził cię do internatu?
– Tak, powiedział, że powinnam wziąć sobie coś do jedzenia, tyle że jedyne miejsce, gdzie mogę coś dostać, to sala rekreacyjną ale pewnie nie będę chciała tam wracać. – O psia-kostka! Zagalopowałam się. Nie chciałam aż tyle powiedzieć.
– Córy Ciemności były takie okropne? Spojrzałam w szeroko otwarte sarnie oczy Stevie Rae i uznałam, że nie mogę jej opowiedzieć całej historii z krwią. Za wcześnie na to.
– Wiesz, jak seksowna, piękna i z klasą była Neferet? Stevie Rae kiwnęła głową.
– No więc w zasadzie Afrodyta robiła to samo co Neferet, ale wyglądała z tym jak kurwiszon.
– Zawsze uważałam, że jest wredna – - powiedziała Stevie Rae, potrząsając głową z niesmakiem.
– Powiedz mi coś więcej na ten temat. – Popatrzyłam na Stevie Rae i nie wytrzymałam. – Wczoraj, zanim Neferet mnie tu przyprowadziła widziałam, jak Afrodyta próbowała zrobić Erikowi laskę.
– Nie mów! Rany, jakie to obrzydliwe! Zaraz, mówisz, że próbowała? O co tu chodzi?
– Powiedział jej, że nie chce, i ją odepchnął. Potem mówił, że w ogóle już jej nie chce.
Stevie Rae zachichotała.
– Założę się, że musiała stracić resztki rozumu. Pamiętam, jak bardzo jej na nim zależało, nawet wtedy gdy mówił do niej „nie".
– Wiesz, może by mi było jej żal, gdyby nie to, że… że… – Nie wiedziałam, jak to ująć.
– Że taka z niej wiedźma z piekła rodem? – podpowie działa usłużnie Stevie Rae.
– Tak, chyba o to chodzi. Ona zawsze się zachowuje tak, jakby miała prawo być złośliwa i wredna, i robić to, co jej się podoba, a każdy powinien jej słuchać, nadskakiwać i akceptować ją bez zastrzeżeń.
Stevie Rae potaknęła.
– W dodatku jej przyjaciółki są takie same.
– Tak, poznałam już tę okropną trójkę.
– Wojowniczą Straszną i Osę?
– Właśnie. Co one sobie myślały, wybierając takie imiona? – zapytałam, opychając się preclami.
– Pewnie dokładnie to samo, co każda po kolei z tego towarzystwa sobie wyobrażała: że są lepsze od pozostałych i nietykalne, bo ich Afrodyta zostanie następną starszą kapłanką.
– Nie sądzę, by Nyks do tego dopuściła – wyrwało mi się, zanim zdążyłam się dobrze zastanowić.
– Co chcesz przez to powiedzieć? One właściwie już się zakwalifikowały, a Afrodyta przewodzi Córom Ciemności, od kiedy na początku piątego formatowania ujawniły się jej zdolności wizjonerskie.
– Znaczy, że co?
– Miewa wizje, na przykład przyszłych tragicznych zdarzeń – wyjawiła Stevie Rae.
– Myślisz, że je sobie wymyśla?
– Nie, skąd! Jest nawet piekielnie dokładna. Ale wydaje mi się, a Damien i Bliźniaczki są tego samego zdania że ona mówi o tych swoich wizjach tylko wtedy, kiedy wokół niej znajdują się ludzie spoza jej najbliższego otoczenia.
– Zaczekaj, chcesz przez to powiedzieć, że ona wie o jakichś nieszczęściach, które się mają zdarzyć i którym może zapobiec, ale nic nie robi w tym kierunku?
– Właśnie. Tydzień temu podczas lunchu miała wizję, a te jej wiedźmy otoczyły ją wianuszkiem i zaczęły wyprowadzać z jadalni. Gdyby nie to, że Damien był spóźniony, więc biegł do jadalni i wpadł na nie z rozpędu, aż je roztrącił i zobaczył, że Afrodyta jest w transie, nikt by się o niczym nie dowiedział. A wtedy samolot by się rozbił i wszyscy pasażerowie by zginęli.
Precel utkwił mi w gardle. Krztusząc się, zdołałam wyjąkać:
– O do diabła! Samolot pełen ludzi!
– Tak, bo tym razem Damien, widząc, że Afrodyta ma wizję, sprowadził Neferet. Wtedy Afrodyta musiała opowiedzieć swoją wizję, w której samolot spada na ziemię zaraz po starcie. Jej wizje są bardzo wyraźne, opisała ze szczegółami lotnisko i numery samolotu. Neferet zanotowała te wszystkie szczegółowe informacje i skontaktowała się z lotniskiem w Denver. Tam powtórnie sprawdzono samolot i okazało się, że znaleźli jakąś usterkę, której przedtem nie zauważyli. Po wiedzieli, że gdyby go w porę nie naprawili, samolot runąłby na ziemię zaraz po starcie. Aleja wiem cholernie dobrze, że Afrodyta nie pisnęłaby o tym ani słówkiem, gdyby nie została do tego zmuszona. Nie dałam się nabrać na to jej kłamstwo, kiedy później powiedziała, że przyjaciółki wyprowadzały ją z jadalni, ponieważ wiedziały, że chce się widzieć natychmiast z Neferet. Gówno prawda.
Już chciałam powiedzieć, że to niemożliwe, by Afrodyta i jej wiedźmy mogły świadomie dopuścić do śmierci kilkuset osób, ale przypomniałam sobie, co mówiły w nocy: „Ludzcy mężczyźni są beznadziejni… Powinni wszyscy wyginąć…" i zrozumiałam, że nie było to tylko czcze gadanie, one mówiły poważnie.
– W takim razie dlaczego Afrodyta nie okłamała też Neferet? Mogła na przykład podać nazwę innego lotniska czy przekręcić numery samolotu?
– Nie da się okłamać wampirów, zwłaszcza gdy za dają konkretne pytania. I musisz też pamiętać, że Afrody ta ponad wszystko chce zostać starszą kapłanką. Gdyby do Neferet doszło, jaka jest fałszywa, jej plany mogłyby wziąć w łeb.
– Afrodyta nie ma żadnych predyspozycji, żeby zostać starszą kapłanką. To straszna egoistka, pełna nienawiści, takie same są zresztą jej koleżanki.
– No cóż, ale Neferet tak nie uważa, a poza tym była jej mentorką.
Zamrugałam z niedowierzaniem.
– Żartujesz?! I nie przejrzała na oczy? – To chyba nie możliwe, Neferet jest przecież znacznie mądrzejsza.
Stevie Rae wzruszyła ramionami.
– Przy Neferet ona się zachowuje inaczej.
– Mimo wszystko…
– A ponieważ ma wielkie zdolności wizjonerskie, zna czy to, że Nyks ma wobec niej swoje plany.