Выбрать главу

– Zoey, piłaś jego krew? – Jej głos brzmiał szorstko.

– Spróbowałam kropelkę. Zadrasnęłam go. Nie chciałam, ale gdy usłyszałam bicie jego pulsu, musiałam go skaleczyć.

– Czyli właściwie nie piłaś krwi z jego rany?

– Zaczęłam, ale Kayla wróciła i nam przerwała. Strasz nie spanikowała, tak że w końcu musiałam zostawić Heatha.

– On nie chciał? Potrząsnęłam głową.

– Nie chciał. – Zbierało mi się na płacz. – Neferet, tak mi przykro. Nie chciałam, żeby tak się stało. Nawet nie bardzo wiedziałam, co robię, dopóki Kayla nie zaczęła wrzeszczeć.

Zrozumiałe, że nie wiedziałaś, co się z tobą dzieje. Niby skąd nowa adeptka miałaby czerpać wiedzę o żądzy krwi? – Matczynym gestem dotknęła mojej ręki. – Przypuszczalnie jeszcze go nie nacechowałaś.

– Nie nacechowałam?

– To się często zdarza, kiedy wampiry piją krew bezpośrednio od ludzi, zwłaszcza jeśli byli ze sobą związani przed upuszczeniem krwi. Dlatego zabraniamy adeptom pić ludzką krew. Właściwie dorosłym wampirom również zdecydowanie się odradza żywić ludzką krwią bezpośrednio od dawcy. Istnieje odłam wampirów, które uważają to za niemoralne, i chcą tego prawnie zakazać – wyjaśniła.

Zauważyłam, jak pociemniały jej oczy, gdy to mówiła. Ich wyraz sprawił, że poczułam się niepewnie, zaczęłam się trząść. Wówczas Neferet zamrugała i wyraz jej oczu stał się znów normalny. A może tylko w wyobraźni zobaczyłam tę dziwną mroczność jej spojrzenia?

– Ale lepiej zostawmy te rozważania na szóste formatowanie.

– A co mam zrobić z Heathem?

– Nic. Powiedz mi, kiedy będzie usiłował znów się z tobą skontaktować. Jeśli do ciebie zadzwoni, nie odpowiadaj. Bo jeżeli doszło do nacechowania nawet dźwięk twoje go głosu będzie na niego działał i wabił go.

– Zabrzmiało jak cytat z Drakuli.

– To nie ma nic wspólnego z tą idiotyczną książką! -zaperzyła się Neferet. – Stoker oszkalował wampiry, co nas naraziło na niekończące się problemy z ludźmi.

– Przepraszam, j a nie chciałam… Machnęła ręką lekceważąco.

– Och, nie powinnam dopuszczać, by moje frustracje związane z tą książką skrupiały się na tobie. I nie martw się o swojego przyjaciela Heatha. Jestem pewna, że nic mu nie będzie. Powiedziałaś, że był na haju i podpity. Miałaś na myśli marihuanę?

Skinęłam głową.

– Aleja nie palę. Właściwie on też przedtem nie palił. Ani Kayla. Nie rozumiem, co się z nimi stało. Wydaje mi się, że się zadają z niektórymi piłkarzami z Union, którzy biorą narkotyki, a żadne z nich nie ma na tyle rozumu, by powiedzieć „nie".

– No cóż, jego reakcja na ciebie może wzięła się bar dziej z zatrucia narkotykiem niż z ewentualnego nacechowania. – Zamilkła na chwilę, po czym wyciągnęła z szuflady kartkę papieru i podała mi ołówek. – Może na wszelki wypadek zapisz ich nazwiska, imiona i adresy. Aha, i jeśli znasz, również dane tych piłkarzy.

– Dlaczego chcesz znać ich nazwiska? – Poczułam, że serce ucieka mi do pięt. – Chyba nie chcesz zawiadamiać ich rodziców?

Neferet roześmiała się.

– Oczywiście, że nie. Złe zachowanie ludzkich nastolatków to nie moja sprawa. Proszę cię tylko po to, żebym mogła skoncentrować na nich swoje myśli i może wyłowić ewentualne pozostałości nacechowania, jeśli takie powstały.

– A jeśli je znajdziesz? Co się wtedy stanie? Co będzie z Heathem?

– Jest jeszcze młody, więc skutki nacechowania nie będą znaczne, a czas i odległość sprawi, że w końcu zbledną. Natomiast jeśli został w pełni nacechowany, są sposoby, by to wyeliminować. – Już miałam powiedzieć, żeby w takim razie zrobiła coś, by nacechowanie przestało działać, kiedy dodała: – Żaden z tych sposobów nie jest przyjemny.

Napisałam nazwiska i adresy Kayli i Heatha. Nie miałam pojęcia gdzie mogą mieszkać piłkarze z Union, ale pamiętałam ich imiona. Tymczasem Neferet wstała i przeszła na zaplecze klasy, skąd przyniosła gruby podręcznik, którego tytuł wydrukowany srebrnymi literami głosił: Socjologia 415.

– Zacznij od pierwszego rozdziału i dalej idź przez całą książkę. Dopóki jej nie skończysz, niech to będzie twoja praca domowa zamiast tego, co normalnie zadaję reszcie słuchaczy kursu socjologii 101.

Wzięłam książkę. Czułam, że jest ciężka, ale jej okładka przyjemnie chłodziła moje rozpalone dłonie.

– Jeśli będziesz miała jakieś pytania, wszystko jedno czego dotyczące, przychodź od razu. Gdyby mnie tutaj nie było, przyjdź do mojego mieszkania w świątyni Nyks. Wchodzi się głównym wejściem, a stamtąd schodami po prawej stronie na górę. Obecnie jestem jedyną kapłanką w szkole, więc zajmuję całe pierwsze piętro. Nie przejmuj się, że możesz mi przeszkadzać. Jesteś moją adeptką więc masz do tego prawo – powiedziała na koniec z ciepłym uśmiechem.

– Dziękuję, Neferet.

– I nie martw się. Nyks cię Naznaczyła, a bogini dba o swoje wybranki. – Uścisnęła mnie na pożegnanie. – Pójdę do profesor Nolan powiedzieć, że to ja cię zatrzymałam. A teraz idź i zatelefonuj z mojego aparatu na biurku do swojej babci. – Jeszcze raz mnie uścisnęła i wyszła, zamykając za sobą cicho drzwi.

Usiadłam przy jej biurku, myśląc, jaka jest cudowna i jak dużo czasu upłynęło, odkąd moja matka ostatni raz wzięła mnie w objęcia. I nie wiadomo dlaczego zaczęłam płakać.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY

– Cześć, Babciu, to ja.

– Och, moja ptaszyną Zoey! Wszystko w porządku, kochanie?

Uśmiechnęłam się do słuchawki i otarłam łzy.

– Tak, Babciu, w porządku. Po prostu zatęskniłam za tobą.

– Ptaszynko, ja też się stęskniłam za tobą. – Zamilkła na chwilę, po czym zapytała: – Czy Mama dzwoniła do ciebie?

– Nie.

Babcia westchnęła.

– Wiesz, kochanie, może ona nie chce ci przeszkadzać, kiedy adaptujesz się do nowego życia. Powiedziałam jej, że rozmawiałam z Neferet, która mi wyjaśniła, że teraz codziennie bardzo dużo będzie się działo w twoim życiu.

– Dziękuję, Babciu, ale myślę, że to nie dlatego ona do mnie nie zadzwoniła.

– Może próbowała, tylko nie słyszałaś. Ja dzwoniłam wczoraj do ciebie, ale zgłosiła się tylko poczta głosowa.

Poczułam ukłucie winy. Nawet nie sprawdzałam, czy mi ktoś nie zostawił wiadomości.

– Zapomniałam naładować telefon. Zostawiłam go w pokoju. Przepraszam, Babciu, że się do mnie nie mogłaś dodzwonić. – Aby poprawić jej samopoczucie, a także aby skończyć już z tym tematem, dodałam: – - Sprawdzę, jak wrócę do pokoju, czy nie ma zostawionych dla mnie wiadomości. Może Mama dzwoniła.

– Właśnie, kochanie, może dzwoniła do ciebie. A teraz powiedz mi, jak ci tam jest?

– Dobrze. To znaczy, jest wiele rzeczy, które mi się podobają. Lekcje są fajne. O, Babciu, chodzę na szermierkę i na lekcje jazdy konnej.

– Cudownie! Pamiętam, jak lubiłaś jeździć na Króliku.

– Mam też swojego kota!

– Och, ptaszyno, tak się cieszę. Zawsze lubiłaś koty. Czy z kimś już się zaprzyjaźniłaś?

– Tak, moja współmieszkanka, Stevie Rae, jest świetna. I już zdążyłam polubić jej przyjaciół.

– Skoro wszystko tak dobrze się układa, to skąd te łzy?

Zapomniałam, że przed Babcią nic się nie ukryje.

– To dlatego, że… ciężko jest przejść przez niektóre rzeczy związane z Przemianą.

– Ale dajesz sobie radę, prawda? – W jej głosie słychać było zatroskanie. – Jak tam twoja głowa?

– Z głową wszystko w porządku, nie o to chodzi, ale… – Zamilkłam, nie wiedząc, jak to wszystko powiedzieć, chociaż miałam nieprzepartą ochotę wyznać jej wszystko. Poza tym bałam się, bałam się, że przestanie mnie kochać. Tak jak Mama, która przestała mnie kochać albo swoją miłość prze lała na swojego męża co w pewnym sensie jest nawet gorsze, niż gdyby przestała mnie kochać. Co j a zrobię, jeśli i Babcia odwróci się ode mnie?