Выбрать главу

– My? – zdziwiłam się.

– Nie jesteś sama, Zoey – zapewniła mnie.

Już otworzyłam usta, żeby zaprotestować; przecież nawet nie wiedziałam jeszcze, jak to zrobię. Nie chciałam mieszać swoich przyjaciół w coś, co mogłoby się okazać – co mocno prawdopodobne – kompletnym fiaskiem. Damien jednak nie dał mi dość czasu na odmowę.

– Jesteśmy ci potrzebni – stwierdził – a nawet najbardziej wszechmogąca starsza kapłanka potrzebuje swojego kręgu.

– Hm, prawdę mówiąc, nawet nie myślałam o tworzeniu kręgu. Zamierzałam jedynie odprawić oczyszczające modły.

– A nie możesz utworzyć kręgu, potem odprawić modłów i poprosić Nyks o pomoc?

– Brzmi rozsądnie – stwierdziła Shaunee.

– Poza tym jeśli rzeczywiście odbierasz pięć żywiołów, jestem pewien, że odczujesz je także, gdy utworzysz własny krąg. Prawdą Damien? – Stevie Rae zwróciła się z tym pytaniem do gejowskiego mistrza naszej grupy, a reszta spojrzała na niego wyczekująco.

Brzmi rzeczywiście logicznie – przyznał Damien. Nadal gotowa byłam się opierać, mimo że gdzieś w środku czułam się mile połechtana i wdzięczna swoim przyjaciołom, że nie zostawiają mnie samej w obliczu ciężkiej próby.

Doceń ich, to szlachetne i niezwykle cenne klejnoty.

Myśl wypowiedziana przez znajomy głos przemknęła mi przez głowę i wtedy uświadomiłam sobie, że powinnam zaufać instynktowi, który się we mnie rozwijał od chwili, w której Nyks złożyła pocałunek na moim czole, zmieniając na zawsze mój Znak i moje życie.

– Dobrze, potrzebna mi będzie kadzidlana różdżka. – Popatrzyli na mnie nie rozumiejącym wzrokiem, więc zaczęłam im wyjaśniać: – To dla oczyszczającej części obrządku, bo nie mamy do dyspozycji bieżącej wody. A może mamy?

– Chodzi ci o strumyk, rzeczkę czy coś w tym rodzaju?

– upewniła się Stevie Rae.

– Tak.

– Jest mały strumyczek, który przepływa przez nasz te ren w pobliżu jadalni, a potem znika gdzieś pod budynkiem szkolnym – powiedział Damien.

– Nie będzie się nadawał, jest za bardzo widoczny. W takim razie użyjemy różdżki. Najlepsza byłaby zrobiona z wysuszonej lawendy z szałwią ale ostatecznie może też być sośnina.

– Mogę zdobyć lawendę z szałwią – zaofiarował się Damien. – - Mają tego typu rzeczy na składzie w szkolnym magazynie na lekcje o zaklęciach i urokach dla piątego i szóstego formatowania. Powiem, że pomagam jednemu ze starszych uczniów, któremu jest to potrzebne. Co się jeszcze przyda?

– W czirokeskim obrządku oczyszczającym Babcia zawsze oddawała cześć siedmiu świętym stronom czczonym przez Czirokezów, którymi są północ, południe, wschód, za chód, słońce, ziemia i istota. Ale wydaje mi się, że ja powinnam bardziej zwrócić się do Nyks. ~ Przygryzłam wargi, zastanawiając się, co robić.

– Dobrze myślisz – pochwaliła mnie Shaunee.

– Tak. Zwłaszcza że Nyks nie jest związana ze słońcem

– uzupełniła Erin. – Jest przecież Nocą.

– Moim zdaniem powinnaś posłuchać intuicji – zgodziła się Stevie Rae.

– Zaufanie do siebie to jedna z pierwszych rzeczy, jakie przyswaja sobie starsza kapłanka – powiedział Damien.

– Okay. W takim razie potrzebnych mi będzie pięć świec dla pięciu żywiołów – postanowiłam.

– Nie ma problemu – zauważyła Shaunee.

Tak, świątynia jest zawsze otwarta, a w niej świec do wyboru, do koloru.

– Czy to będzie w porządku stamtąd je wykradać? – Zabieranie czegoś ze świątyni Nyks nie wydawało mi się dobrym pomysłem.

– Jeżeli je zwrócimy, to będzie w porządku – uspokoił mnie Damien. – Co jeszcze?

– To chyba wszystko… Tak myślę…

Do lichą przecież dokładnie nie wiedziałam, co będę robiła.

– Kiedy i gdzie? – chciał ustalić Damien.

– Po obiedzie. Powiedzmy: o piątej. I nie możemy pójść wszyscy razem. Nie możemy sobie pozwolić na to, by Afrodyta lub któraś z Cór Ciemności pomyślała, że mamy jakieś zebranie, i nabrała podejrzeń. Spotkajmy się więc przy wielkim dębie po wschodniej stronie muru. – - Uśmiechnęłam się do nich krzywo. – - Łatwo znaleźć to miejsce; wystarczy tylko wyobrazić sobie, że chce się uciec z obchodów urządzanych przez Córy Ciemności w sali rekreacyjnej, by znaleźć się jak najdalej od tych wiedźm z piekła rodem.

– Bez trudu można to sobie wyobrazić – powiedziała Shaunee.

Erin chrząknęła potakująco.

– Dobrze, w takim razie przyniesiemy te rzeczy – obiecał Damien.

– Aha, my dostarczymy rzeczy, a ty wszechmogącność- powiedziała Shaunee, patrząc na Damiena z lekką drwiną.

– Ten rzeczownik nie ma takiej formy – pouczył ją Damien. – Powinnaś więcej czytać. Może wtedy twoje słownictwo nieco by się poprawiło.

– Twoja mama powinna więcej czytać – -odcięła się Shaunee. Nagle obie zaczęła niepohamowanie chichotać, przypominając sobie coraz bardziej pieprzne dowcipy z „twoją mamą".

Zadowolona, że wreszcie skierowali zainteresowanie na inne tory, zostawiona na chwilę w spokoju mogłam się skupić na rozmyślaniach oraz na sałatce, podczas gdy oni dalej przekomarzali się ze sobą. Jedząc sałatkę, przepowiadałam sobie jednocześnie słowa modlitwy oczyszczenia kiedy nagle Nala wskoczyła na ławkę obok mnie. Popatrzyła mi prosto w oczy i zaczęła mruczeć tak intensywnie jak uruchomiony silnik samolotu. Nie wiem dlaczego, ale od razu samopoczucie mi się poprawiło. A kiedy rozległ się dzwonek wzywający nas na lekcje, każdy z czworga moich przyjaciół uśmiechnął się znacząco, mrugnął i rzucił na pożegnanie: „Do zobaczenia Z". Oni też poprawili mi nastrój, mimo że poczułam lekkie ukłucie w sercu, słysząc w ich wykonaniu pieszczotliwą wersję mego imienia wymyśloną przez Erika.

Lekcja hiszpańskiego przeleciała jak z bicza strzelił. Przez całą godzinę ćwiczyliśmy, jak powiedzieć, że coś nam się podoba oraz że coś nam się nie podoba. Rozśmieszyła mnie profesor Garmy. Powiedziała że hiszpański odmieni nasze życie. Me gustan los gatos. (Lubię koty). Me gusta ir de compras. (Lubię zakupy). No me gusta lavar el goto. (Nie lubię myć kota). To ulubione stwierdzenia profesorki Garmy. Musieliśmy powiedzieć nasze ulubione, na czym zeszła nam cała godzina.

Próbowałam powstrzymać się przed napisaniem me gusta Erik czy no me gusta la wiedźma Afrodyta. Okay, domyślam się, że po hiszpańsku „wiedźma" nie powie się la wiedźma, ale jednak… W każdym razie lekcja była fajna i właściwie wszystko rozumiałam. Jeśli chodzi o lekcję jazdy, to nie przeszła jak z bicza strzelił. Podczas sprzątania stajni z nawozu można było pozwolić sobie na kontemplację

– cały czas przepowiadałam sobie oczyszczającą modlitwę

– mimo wszystko godzina to godzina. Tym razem Stevie Rae nie musiała po mnie przychodzić, zanadto zależało mi na czasie, żebym zwlekała z wyjściem. Kiedy zabrzmiał dzwonek, odłożyłam natychmiast zgrzebła zadowolona, że Lenobia znów poleciła mi oporządzić Persefonę, ale także przejętą ponieważ powiedziała mi również, że od następne go tygodnia mogłabym zacząć lekcje jazdy. Pospiesznie wy biegłam ze stajni, żałując, że w „zewnętrznym" świecie pora jest już późną miałam bowiem wielką ochotę zatelefonować natychmiast do Babci i pochwalić się, że tak dobrze daję sobie radę z końmi.

– Wiem, co się dzieje. Zatkało mnie na te słowa.

– Wielkie nieba, Afrodyto! Nie mogłaś się odezwać? Zaczaiłaś się tutaj jak pająk na muchy. Wystraszyłaś mnie.

– O co chodzi? – wydyszała. – Masz wyrzuty sumienia?

– Kiedy skradasz się za czyimiś plecami, możesz tego kogoś śmiertelnie wystraszyć. Wyrzuty sumienia nie mają z tym nic wspólnego.

– Znaczy, że nie masz wyrzutów sumienia?