Выбрать главу

– „…Przyśniła mi się ziemia u dobra sprawiedliwych. I stało mi się mdło, i jakoś straszno. I zdało mi się, że siedzę na wielkiej łące podle ciemnego lasu i śpię, a owce moje rozpierzchły się tu i tam. I śnię, jakobym zerwał się ze snu i widzę – bieda. Owieczki moje białe rozpierzchły się. Jedne pod samym lasem i od cienia drzew runo ich pociemniało. Inne już w samym gąszczu i niosą się stamtąd krzyki i beczenie, albowiem szarpią moje jagniątka wilcy. Słońce zasię już nisko, tylko patrzeć, jak zajdzie, i wyskoczą wilcy z lasu, i całe moje stado rozszarpią.

Zdjął mnie przeto strach wielki, wziąłem się biegać po polu, cóż mi począć? Nie zbiorę ja owiec, za daleko, za szeroko się rozpierzchły.

Widzę opodal małą garstkę – baran, owca i jagnię. Wygnałem je na drogę, gałęzią smagnąłem – pobiegły, Bogu dzięki. Uratują się.

Drugą garstkę jeste znalazłem, takoż pognałem…”.

– Znów nie rozumiem. – Teraz Fandorin sam przerwał lekturę. – Co to znaczy „jeste znalazłem”?

– „Jeste” w języku współczesnym to będzie „jest”, od czasownika „być”. Jakaś forma gramatyczna, która zanikła, nie jestem specjalistą – powiedział Nikifor Andronowicz. – A może to po prostu pomyłka przepisywacza. To się często zdarza: jeden się pomyli, a później wszyscy starannie to powtarzają, bo napisać inaczej grzech.

– Dalej też coś niezrozumiałego: „Po niej głagola i trzecią”.

– No, to akurat jasne. „Głagola” – czyli „rozmawiając”, „mówiąc”. Niech pan nie przerywa i czyta dalej.

– „…Po niej głagola i trzecią. I jeszcze za jedną połuiże zdążyłem. A więcej, widzę, nie zdołam. Słońce do połowy za lasem się pogrążyło, wilcy z wilczycami spomiędzy drzew szczerzą zębiska, wiele ich, a pomiędzy nimi Wilk-Antychryst, i kryż u niego na czole, a imię owego Antychrysta – Zud. Zguba nastała!. Co ja powiem ojcu ihumenowi, gdy spyta:»Gdzie stado moje?«.

I padłem, ja grzeszny, na kolana, i zakryłem oczy, aby nie ziemię, lecz Niebiosa ujrzeć. I modły zaniosłem do Bogurodzicy: wspomóż mnie, Dziewico, naucz, jak białe jagnięta ocalić?

Zlitowała się Przeczysta, rzecze mi ze złotego obłoku:»Białych nie ocalisz, bieluteńkie ratuj«.

Podniosłem się ja, spuściłem psy swoje, psa i psicę. Pies zląkł się ryku wilczego, podkulił ogon i precz uciekł. Psica zasię nie ulękła się, bieluteńkie mi z pola zebrała, i pognałem bieluteńkie do przybytku, a za mną krzyk i płacz był wielki – to wilcy pozostałe stado darli.

I wyszedł ku mnie ihumen, i pyta:»Powiedz, mnichu, gdzie wielkie stado moje?«.

Padłem mu do nóg z płaczem wielkim:»Jam grzeszny, panie, słaby i niegodny. Które spośród białych zdążyłem, przygnałem był, w liczbie bardzo niewielkiej, i jeszcze bieluteńkie, a reszta przepadła«.

I rzecze ihumen:»Maleńkie i bieluteńkie na skrzydła i w poczet aniołów«.

I odpuścił mi, i pobłogosławił”.

– To wszystko. K-koniec. I na odwrocie pusto. No i co pan powie, Nikiforze Andronowiczu?

Jewpatjew oznajmił z przekonaniem:

– Nie ma w tym tekście nic tajemniczego. To fragment Widzenia starca Amwrosija, dość znanego zabytku epoki piotrowej. Amwrosij był jednym z duchowych synów protopopa Awwakuma, dane biograficzne są skąpe. Sądząc z tego, że Widzenie napisane jest prostym, potocznym językiem, był to człowiek bez cerkiewnego wykształcenia, świecki. Istnieje dużo odpisów tego utworu. Jak już wspominałem, są w nich miejsca źle odczytane i po prostu niezrozumiałe. Mogę spojrzeć?

Nikifor Andronowicz wziął tekst i uważnie obejrzał.

– Przepisane całkiem niedawno. Z błędami, których profesjonalni przepisywacze nie popełniają. Na przykład imię Wilka-Antychrysta „Zud” napisano bez twardego znaku na końcu… – Oddał kartkę. – I w ogóle muszę pana rozczarować. Nie ma w tym nic ezoterycznego. Sen Amwrosija o białych owcach i wilkach znam od dzieciństwa. To poetycka alegoria o tym, że pasterz winien strzec swego stada przed Złym.

– A co oznacza metafora o tchórzliwym psie i odważnej p-psicy?

– Wiadomo, że tradycja starej wiary opiera się na babach. W czasach Amwrosija było inaczej, ale on był prorokiem, mógł zaglądać w przyszłość… No, a że samobójcy zabierają ten tekst ze sobą do miny, to nic dziwnego: wierzą, że uciekli przed wilkami do świętego przybytku.

– Znaczy, że ten papierek nie przyniesie żadnej szkody? Tfu, tfu! – Uriadnik splunął i z ulgą opadł na ławę.

Umilkli.

Erast Pietrowicz podszedł do okna, za którym, jakby dostosowując się do jego nastroju, gęstniał zmrok. Wyjął z kieszeni stary zielony różaniec i jął rytmicznie postukiwać paciorkami.

Masa obserwował pana z niepokojem i nadzieją. Jewpatjew chciał coś powiedzieć, ale Japończyk psyknął nań i przyłożył palec do ust.

Wzruszywszy ramionami, Nikifor Andronowicz wziął ze stołu ładną srebrną flaszkę i pociągnął z niej łyk.

– Może rumu? Pewnie pan zmęczony po podróży – zaproponował.

Kamerdyner Fandorina znów syknął gniewnie, ale za późno – proces dedukcji został zakłócony.

– P-przepraszam, co pan mówił? – Erast Pietrowicz odwrócił się i spojrzał z roztargnieniem na przemysłowca. – Czy pańska wiara nie zabrania picia alkoholu?

– Picie to grzech, ale wybaczalny. Nie to co palenie szatańskiego ziela – uśmiechnął się Jewpatjew, najwyraźniej chcąc dodać otuchy rozstrojonemu rozmówcy. – Napije się pan? Prawdziwy starowierca nie piłby z heretykiem z jednego naczynia, ale ja zaryzykuję – ciągnął tym samym tonem.

Na flaszce błyszczał pozłacany monogram:

– „N.A.” – to rozumiem. Ale dlaczego „M”? – wciąż z roztargnieniem zapytał Fandorin, biorąc butelkę. – Wszak pańskie nazwisko zaczyna się na „J”?

– To nie jest inicjał – wyjaśnił Jewpatjew. – To data. Widzi pan daszek na górze? To jest „tytło”. Litera „mysletie” z tytłem oznacza „40”. Dostałem to od swoich kancelistów na czterdzieste urodziny.

– „Mysletie”? – powtórzył Fandorin. – Mysletie? Otóż to! Trzeba myśleć, a nie…

Chwycił kartkę i wpił się w nią oczyma.

– No, oczywiście! To są c-cyfry!

– Co? – poderwał się Odincow. Masa też pochylił się naprzód.

– Cyfury?

– O czym pan mówi? – Nikifor Andronowicz bezradnie zapatrzył się na flaszkę.

– Jaką cyfrę oznacza litera „dobro”? – zapytał szybko Erast Pietrowicz, nie odrywając wzroku od kartki.

– Cztery.

– Aha, więc wskazano to w-wprost… A „jeste” to ile?

– Pięć.

– Zgadza się! A „głagola”?

– „Głagoł” to trzy. Ale o co właściwie…

– A „iże”? To też cyfra?

– Tak. Ósemka.

– Zatem „połuiże” to cztery! Więc o to tu chodzi! Nie rozumiem tylko tego „d-dobra sprawiedliwych”…

Wszyscy trzej rzucili się do Fandorina. Jewpatjew i Odincow, zachłystując się z przejęcia, zasypali go pytaniami. Masa po prostu patrzył mu w oczy – ale z tak namiętną niecierpliwością, że Erast Pietrowicz poczuł wyrzuty sumienia.

– Przepraszam, panowie. Zaraz wytłumaczę, co zrozumiałem. A dalej pójdziemy razem… – Wytarł spocone czoło przecudną chustą z zapaśnikami sumo. – Miałem rację. W tym fragmencie rzeczywiście jest klucz. Coś w rodzaju instrukcji czy proroctwa. Raczej proroctwa, które ktoś potraktował jako instrukcję postępowania…

– Nie mógłby pan mówić jaśniej? – jęknął błagalnie Nikifor Andronowicz.

– Wszystkie słowa, które wydają się w tekście zbędne, stanowią bardzo prosty szyfr. Starzec Amwrosij w swoim widzeniu ratuje najpierw małą garstkę - barana, owcę i jagnię. Czyli rodziców i dziecko – jak w Dienisjewie, gdzie pogrzebali się żywcem cieśla, jego żona i niemowlę. Potem mówi: Drugą garstkę jeste znalazłem, takoż pognałem. „Jeste” to cyfra pięć. We wsi Raj zakopało się w minie pięć osób. Po niej głagola i trzecią. „Głagoł” to trójka. To o wsi Maziłowo, gdzie zginęło troje: starosta z żoną i ich córką. Dalej w Widzeniu Amwrosij mówi: I jeszcze za jedną połuiże zdążyłem. „Połu-iże” – połowa ośmiu, czyli cztery.

– Ctery dziadki! – wykrzyknął Masa, nie odrywając od swego pana zachwyconych oczu.

– Niech pan da! – Jewpatjew odebrał Fandorinowi kartkę. -… W rzeczy samej! Niezwykła zgodność. Wszystko tak jak w proroctwie! Ale to oznacza…

– Zaraz! – przerwał mu Erast Pietrowicz, nawet nie zdając sobie sprawy, że jego palce szybko przesuwają nefrytowe paciorki różańca. – U dobra sprawiedliwych – to znaczy u czterech sprawiedliwych, czyli staroobrzędowych wsi! Jak tutaj, nad Zieleń-jeziorem.

– A ja dodam coś jeszcze. – Nikifor Andronowicz stuknął palcem w kartkę. – Co to jest według pana? O tutaj, przed imieniem Wilka-Antychrysta? Widzi pan ten znaczek? Czytając głośno, nic pan o nim nie powiedział, a i ja go przeoczyłem.