— Jeszcze nie — przyznałem. — Właśnie…
— Więc natychmiast musi pan to zrobić — oświadczył, chwycił mnie za ramię i powlókł w stronę namiotu wróżki. — Wróżby i kiermasz staroci to główne atrakcje festynu.
Wepchnął mnie przez czerwono-purpurową zasłonę do małego namiotu, gdzie zasiadała pani Mering przed kryształową kulą, której terminowe dostarczenie widocznie wymusiła na Felphamie i Muncasterze.
— Usiądź, panie — rzekła. — Musisz przekreślić mi rękę srebrem, podałem jej samotną złotą monetę, która mi została. Wydała mi kilka srebrniaków reszty, po czym przesunęła dłońmi nad kryształową kulą.
— Widzę… — zaintonowała grobowym głosem — …widzę przed tobą długie życie.
Tylko wydaje się długie, pomyślałem.
— Widzę… długą podróż, bardzo długą… szukasz czegoś. Czy to przedmiot wielkiej wartości? — Zamknęła oczy i przyłożyła dłoń do czoła. — Szkło jest mętne… nie widzę, czy odnajdziesz przedmiot poszukiwań.
— Nie widzi pani, gdzie on jest? — zapytałem, pochylając się do przodu, żeby zajrzeć w głąb kuli. — Ten przedmiot?
— Nie — odparła, kładąc ręce na kuli — to… Rzeczy Nie Są Takie, Jakie Się Wydają. Widzę… kłopoty… szkło się zamgliło… w samym środku… Księżniczka Ardżumand!
Podskoczyłem na dobry metr.
— Księżniczko Ardżumand! Niegrzeczna kicia! — zawołała pani Mering, sięgając pod swoją szatę. — Nie wolno ci tutaj wchodzić, ty brzydki, niegrzeczny kocie. Panie Henry, niech pan będzie tak dobry i odniesie ją do mojej córki. Ten kot całkiem psuje atmosferę.
Podała mi Księżniczkę Ardżumand, którą musiała odczepiać od szaty pazurek po pazurku.
— Zawsze sprawia kłopoty — orzekła.
Zaniosłem Księżniczkę Ardżumand na stragan ze starociami i poprosiłem Verity, żeby jej popilnowała.
— Czego się dowiedziałeś od pana Dunworthy’ego? — zapytała.
— Jeszcze nie przeszedłem. Dopadła mnie pani Mering — wyjaśniłem. — Ale zobaczyła w mojej przyszłości długą podróż, więc może teraz mi się uda.
— W mojej przyszłości zobaczyła wesele — powiedziała Verity. — Mam nadzieję, że wesele Tossie i pana C.
Wszedłem za ladę i podałem jej Księżniczkę Ardżumand, a potem wymknąłem się z festynu, pobiegłem ścieżką holowniczą do belwederku i skryłem się w krzakach bzu, czekając na otwarcie sieci.
Nie otwierała się przez całą wieczność, podczas gdy ja martwiłem się o Eglantynę i że wikary mnie przyłapie, a później, kiedy wreszcie zaczęła migotać, że lady Schrapnell mnie przyłapie.
Przeszedłem skulony, gotów czmychnąć, gdyby lady Schrapnell znajdowała się w laboratorium. Nie było jej, przynajmniej w tej części którą widziałem. Laboratorium wyglądało jak sala narad wojennych. Pod ścianą, gdzie siedziałem — ile dni temu? — stał system komputerowy tak wielki, że przy nim konsola sieci wyglądała jak karzełek. Wysoki rząd monitorów i trójwymiarowych zespolonych ekranów wypełniał całą przestrzeń laboratorium, której nie zajmowała sieć.
Warder siedziała przy konsoli, przesłuchując nowego rekruta.
— Wiem tylko — mówił nowy rekrut — że powiedział: „Wolę nie ryzykować, że znowu zostaniesz. Wskakuj do sieci”. No i wskoczyłem.
— I Carruthers nic nie mówił, że trzeba coś zrobić, zanim pójdzie za tobą? — wypytywała Warder. — Coś sprawdzić?
Rekrut potrząsnął głową.
— Powiedział: „Idę zaraz za tobą”.
— Czy ktoś był w pobliżu? Rekrut ponownie pokręcił głową.
— Syreny umilkły. A w tej części miasta nikt nie mieszka. Całkiem się spaliła.
— Syreny umilkły? — powtórzyła Warder. — Czy przeżyliście nalot? Czy bomba mogła trafić… — Nagle podniosła wzrok i zobaczyła mnie. — Co pan tutaj robi? Co się stało z Kindle?
— Zaawansowana dyschronia, dzięki waszym ludziom — odparłem, wyłażąc spod zasłon. — Gdzie jest pan Dunworthy?
— W Corpus Christi z biegłą sądową — odpowiedziała.
— Idź, powiedz mu, że tu jestem i muszę zaraz z nim porozmawiać — poleciłem nowemu rekrutowi.
— Próbuję ustalić, co się stało z Carruthersem — syknęła Warder zaczerwieniona z gniewu. — Nie może pan tutaj wchodzić i…
— To ważne — uciąłem.
— Tak jak Carruthers — odparła. Odwróciła się do nowego rekruta. — Czy na tym terenie były jakieś bomby z opóźnionym zapłonem?
Rekrut niepewnie przeniósł wzrok z niej na mnie.
— Nie wiem.
— Jak to nie wiesz? — rzuciła gniewnie Warder. — A budynki i ruiny na tym terenie, czy były stabilne? Tylko mi nie mów, że nie wiesz!
— Lepiej pójdę po pana Dunworthy’ego — zaproponował rekrut.
— No dobrze — ustąpiła Warder. — Tylko zaraz wracaj. Mam jeszcze kilka pytań do ciebie.
Rekrut czmychnął, potrącając po drodze T.J., który właśnie wchodził ze stertą książek, vidów i dysków.
— O, świetnie — powiedział na mój widok. — Chciałem wam obojgu pokazać… — urwał i rozejrzał się. — Gdzie jest Verity?
— W 1888 — odparłem. — Dostała dyschronii przez te wszystkie skoki dla pana.
— Niczego nie wykazały — oznajmił, próbując ustawić stos w równowadze — co nie ma żadnego sensu. Wokół ośrodka musi występować zwiększony poślizg. Chodź, pokażę ci.
Pociągnął mnie do systemu komputerowego, ale w połowie drogi zatrzymał się, podszedł do konsoli i zapytał Warder:
— Czy był jakiś poślizg przy skoku Neda?
— Nie miałam czasu obliczyć — fuknęła Warder. — Próbuję wyciągnąć Carruthersa!
— Okay, okay — rzucił T.J., podnosząc ręce obronnym gestem. — Może pani to obliczyć?
Odwrócił się do mnie.
— Ned, chcę ci pokazać…
— Co to za poślizg przy moim skoku? — przerwałem. — Przy powrotnych skokach nie ma żadnych poślizgów.
— Był przy ostatnim skoku Verity — wyjaśnił TJ.
— Co go spowodowało?
— Jeszcze nie wiemy — przyznał. — Pracujemy nad tym. Podejdź tutaj. Pokażę ci, co robimy. — Zaprowadził mnie do systemu komputerowego. — Czy Verity mówiła ci o symach Waterloo?
— Mniej więcej — odparłem.
— Okay, bardzo trudno jest stworzyć dokładny komputerowy model wydarzenia historycznego, ponieważ wchodzi w grę tyle nieznanych czynników, ale Waterloo to wyjątek. Bitwa została przeanalizowana i każdy incydent opisano z mikroskopijną dokładnością. W dodatku — jego czarne palce szybko stukały w klawisze — występowało kilka punktów krytycznych oraz pewna liczba czynników, które mogły zmienić wynik bitwy: gwałtowne ulewy szesnastego i siedemnastego, niecność generała Grouchy’ego…
— Niewyraźny charakter pisma Napoleona — wtrąciłem.
— Właśnie. Wiadomość Napoleona do D’Erlona i niezdobycie Hougoumont, między innymi.
Nacisnął kolejne klawisze, przechylając się do tyłu, żeby zobaczyć rząd zespolonych ekranów za plecami.
— W porządku, właśnie tego szukamy — stwierdził, wziął pióro świetlne i podszedł do środkowego ekranu. — To jest sym Waterloo takiego, jakie było naprawdę.
Ekran pokazywał trójwymiarową szarą mgłę z jaśniejszymi i ciemniejszymi miejscami.
— To jest bitwa — oznajmił T.J., włączył pióro i wskazał na środek trójwymiarowej mgły. — A tutaj — wskazał obrzeża — są sąsiednie obszary temporalne i lokalizacyjne, na które wpłynęła bitwa.
Światło wróciło na środek i szybko wskazało kilka miejsc.
— Tutaj widzisz bitwę o Quatre Bras, walkę o Wavre, szarżę Starej Gwardii, odwrót.