Widziałem tylko rozmazane szare plamy. Czułem się jak wtedy, kiedy lekarz pokazuje mi skan. „Tutaj pan widzi płuca, serce…” — nigdy niczego takiego nie widzę.
— Wprowadziłem symulowane niekongruencje do modelu i zobacz, jak zmienia się symulacja — ciągnął T.J.
Podszedł do ekranu po lewej. O ile się orientowałem, wyglądał tak samo jak ten w środku.
— Tutaj na przykład Napoleon wysłał nieczytelny rozkaz do D’Erlona, żeby skręcił w kierunku Ligny, i w rezultacie D’Erlon wprowadził swoich ludzi za lewą flankę Napoleona zamiast przed, i pomyłkowo wzięto go za wroga. Wprowadziłem tu symulowanego historyka — wskazał szarość — który zastąpił notatkę Napoleona czytelnym rozkazem, co radykalnie zmieniło obraz, jak widzisz.
Musiałem mu wierzyć na słowo.
— Kiedy wprowadzasz niekongruencje, dostajesz wzorzec radykalnie zwiększonych poślizgów w ośrodku — wskazał świetlnym piórem — i nieco niższy poziom tutaj i tutaj w otoczeniu ośrodka, a dalej mniejsze peryferyjne plamki, kiedy system się koryguje.
Popatrzyłem na ekran z inteligentnym wyrazem twarzy.
— W tym przypadku system mógł się skorygować niemal natychmiast. D’Erlon wydał rozkazy swojemu zastępcy, który przekazał je porucznikowi, który nie dosłyszał ich w huku artylerii i jednak wysłał oddziały na lewą flankę, i sytuacja powróciła do pierwotnego kształtu — Wskazał świetlnym piórem na górny rząd ekranów.
— Wypróbowałem kilka wariantów o rozmaitym natężeniu. W tym historyk wyłamuje kłódkę na bramie w Hougoumont. W tym tutaj przeszkadza piechurowi strzelić, więc Letorte przeżył. A w tym historyk przechwytuje wiadomość od Blüchera do Wellingtona — mówił, pokazując jeden ekran za drugim. — Bardzo się różnią pod względem tego, jak oddziaływają na sytuację i ile trwa samokorekta kontinuum.
Wskazał kolejne ekrany.
— Ten trwał kilka minut, ten dwa dni, i najwyraźniej brakuje bezpośredniej korelacji pomiędzy rozmiarami niekongruencji a wywołanymi konsekwencjami. W tym — wskazał ostatni ekran na dole po lewej — zastrzeliliśmy Uxbridge’a, żeby udaremnić jego samobójczą szarżę, a jego zastępca natychmiast przejął dowodzenie z identycznym rezultatem. W tym natomiast — pokazał ekran w drugim rzędzie — historyk przebrany za pruskiego żołnierza potknął się i upadł w bitwie o Ligny, a samokorekta była ogromna, objęła cztery regimenty i samego Blüchera.
Przesunął się do środkowego ekranu.
— Tutaj zmieniliśmy okoliczności w La Sainte Haye. Strzechy zajęły się ogniem od pocisków artylerii, ale łańcuch ludzi z kociołkami pełnymi wody ugasił pożar.
Wskazał miejsce w pobliżu środka.
— Wprowadziłem tutaj historyka, który ukradł jeden kociołek. Stworzył poważną niekongruencje, a co najbardziej interesujące, samokorekta wywołała zwiększony poślizg nie tylko tutaj i tutaj — światło musnęło górną część ekranu — ale również tutaj, przed 1814 rokiem.
— Cofnęła się w przeszłość i skorygowała samą siebie?
— Właśnie — potwierdził. — W zimie 1812 roku była ostra zamieć, która rozmyła drogę przed La Sainte Haye i powstała głęboka koleina, która spowodowała, że przejeżdżający wóz zaprzężony w woły zgubił cześć ładunku, między innymi drewnianą beczułkę z piwem, którą znalazł służący i zaniósł do domu, do La Sainte Haye. Beczułka z odbitym wiekiem zastąpiła brakujący kociołek w brygadzie pożarowej, ogień ugaszono i niekongruencja się naprawiła.
Wrócił do komputera, stuknął w kolejne klawisze i wywołał nowe obrazy na ekranach.
— Ten, gdzie Gneisenau cofa się do Liege, i ten, gdzie historyk pomaga wyciągnąć działo z błota, też pokazują samokorekty w przeszłości.
— Dlatego kazałeś Verity skakać do maja? — zapytałem. — Bo myślisz, że niekongruencja spróbuje się naprawić, zanim zaistnieje?
— Ale nie wykryliśmy nigdzie żadnego poślizgu, tylko przy twoim skoku — odparł ze sfrustrowaną miną. — Każdy z nich — machnął w stronę ekranów — bez względu na wielkość samokorekty, wykazuje ten sam podstawowy wzorzec: radykalnie zwiększony poślizg w ośrodku, umiarkowanie zwiększony poślizg w najbliższym otoczeniu, a dalej od ośrodka izolowane nisze poślizgu.
— Co wcale nie pasuje do naszej niekongruencji — stwierdziłem gapiąc się w ekran.
— Nie pasuje — zgodził się TJ. — Poślizg przy skoku Verity wynosił dziewięć minut, i nie wykryłem żadnego radykalnego zwiększenia poślizgu wokół tego ośrodka. W ogóle jedyne poślizgi skupiają się w 2018 roku i są znacznie większe, niż powinny tak daleko od ośrodka.
Podszedł do komputera, wystukał coś i wrócił do ekranu po lewej, na którym zaszła niewielka zmiana.
— Jedyny zbliżony to ten — oznajmił. — Kazaliśmy historykowi wystrzelić pocisk armatni, który zabił Wellingtona.
Poszukał w kieszeniach pióra świetlnego, nie znalazł go i posłużył się palcem.
— Widzisz? Tutaj i tutaj, mamy radykalnie zwiększony poślizg, ale nie może objąć zmian i rozbieżności, które powstają tutaj, tutaj i tutaj — pokazał trzy miejsca blisko ogniska — i wielkość poślizgu spada ostro tutaj, a tutaj widzisz — pokazał dalej — jak rezerwy zawodzą i sieć zaczyna wadliwie funkcjonować, kiedy historia zmienia bieg.
— I Napoleon wygrywa bitwę pod Waterloo.
— Tak — potwierdził. — Widzisz podobieństwa do waszej niekongruencji tutaj — wskazał ciemniejszą plamkę szarości — gdzie występuje gniazdo zwiększonego poślizgu prawie siedemdziesiąt lat od ośrodka, i tutaj — plamka jaśniejszej szarości — brak poślizgu w małej odległości od ośrodka.
— Ale wciąż jest radykalnie zwiększony poślizg w samym ośrodku — zauważyłem.
— Tak — przyznał ponuro. — W każdej niekongruencji, którą badaliśmy. Oprócz waszej.
— Ale przynajmniej mogłeś udowodnić, że niekongruencja jest możliwa — pocieszyłem go. — Zawsze to już coś.
— Jak to? — nie zrozumiał. — To tylko matematyczne symy.
— Wiem, ale pokazałeś, co by było, gdyby… Gwałtownie pokręcił głową.
— Gdybyśmy naprawdę spróbowali wysłać historyka pod Waterloo, żeby przechwycił wiadomość, zastrzelił konia albo pokazał drogę, sieć by się nie otworzyła. Historycy próbują tego od ponad czterdziestu lat. Nikt nie zbliży się bardziej niż dwa lata i sto mil od Waterloo. — Gniewnie machnął ręką na rząd ekranów. — Te wszystkie symy bazują na sieci bez żadnych zabezpieczeń.
Więc wróciliśmy do punktu wyjścia.
— Czy coś mogło pokonać zabezpieczenia przy skoku Verity? — zapytałem. — Albo je uszkodzić?
— Sprawdziliśmy to jako pierwsze. Pod każdym względem to wyglądało na całkowicie normalny skok.
Wszedł pan Dunworthy z zatroskaną miną.
— Przepraszam, że tak długo trwało — powiedział. — Poszedłem sprawdzić, czy biegła sądowa wykryła coś na temat daty lub nazwiska.
— I wykryła? — zapytałem.
— Gdzie jest rekrut? — wtrąciła opryskliwie Warder, zanim pan Dunworthy zdążył odpowiedzieć. — Miał wrócić z panem.
— Posłałem go do katedry, musi czymś zająć lady Schrapnell, żeby tutaj nie przyszła i nie znalazła Neda.
Mogłem na nim polegać tak samo, jak w sprawie latarki czy znalezienia powrotnej drogi do domu, więc powinienem się streszczać.
— Czy biegła sądowa odcyfrowała nazwisko pana C?
— Nie. Zawęziła liczbę liter do ośmiu i zlokalizowała fragment o Coventry, a teraz pracuje nad datą.
No, to już coś.
— Potrzebujemy tego jak najszybciej — powiedziałem. — Terence i Tossie wczoraj się zaręczyli.
— O nie — jęknął pan Dunworthy i rozejrzał się, jakby musiał usiąść. — w czasach wiktoriańskich zaręczyny były bardzo poważną sprawą — wyjaśnił na użytek T.J. Potem zwrócił się do mnie: — Ned, wy dwoje ciągle nie macie żadnych wskazówek co do tożsamości pana C?