Выбрать главу

— Gablotę także, jaśnie pani? — zapytał Baine.

— Ga… — pani Mering popatrzyła ze zdumieniem na stertę bagaży. — Ojej, jak dużo bagażu! Wyjeżdża pani w podróż, madame Iritosky?

Madame i książę ponownie wymienili spojrzenia.

— Kto wie? — odparła madame Iritosky. — Kiedy duchy rozkazują, ja słucham.

— O, oczywiście — powiedziała pani Mering. — Nie, Baine, madame Iritosky będzie potrzebowała gabloty na seans. Wstawcie ją do salonu.

Zaciekawiło mnie, jakim cudem on ją tam wepchnie, pomiędzy otomany, aspidistry i ekrany przed kominkiem.

— I zanieście resztę rzeczy na górę — ciągnęła pani Mering — i rozpakujcie.

— Nie! — sprzeciwiła się ostro madame Iritosky. — Wolę sama rozpakować swoje rzeczy. Psychiczne linie mocy, pani rozumie.

— Oczywiście — przyświadczyła pani Mering, która chyba nie lepiej niż reszta z nas orientowała się, co to są psychiczne linie mocy. — Po herbacie zabiorę panią na dwór i pokażę miejsce, gdzie po raz pierwszy zobaczyłam tego ducha.

— Nie! — odmówiła madame Iritosky. — Ta długa podróż nadwaga moje siły. Pociągi! — wzdrygnęła się. — Po herbacie muszę odpocząć. Jutro pokaże mi pani cały dom i posiadłość.

— Oczywiście — pani Mering wydawała się rozczarowana. — Zbadamy spirytualną obecność w Muchings End — ciągnęła madame Iritosky. — Z pewnością jest tutaj duch. Nawiążemy łączność.

— Och, jak zabawnie! — zawołała Tossie. — Czy będą manifestacje?

— Możliwe — przyznała madame Iritosky i ponownie przyłożył rękę do czoła.

— Pani jest zmęczona, madame Iritosky — powiedziała pani Mering. — Musi pani usiąść i napić się herbaty.

Poprowadziła madame Iritosky i księcia do biblioteki.

— Dlaczego mi nie powiedziałaś o księciu de Vermicelli? — zwrócił się Terence do Tossie, kiedy szli za resztą towarzystwa.

— De Vecchio — poprawiła Tossie. — On jest okropnie przystojny prawda? Lilia Chattisbourne mówi, że wszyscy Włosi są przystojni. Czy pan też tak uważa?

— Duchy! — fuknął pułkownik Mering i trzepnął podbierakiem o nogę. — Brednie! Idiotyczne nonsensy! — I zamaszystym krokiem wrócił do bitwy Monmoutha.

Baine, który krytycznie oglądał bagaż, skłonił się i ruszył korytarzem w stronę kuchni.

— No więc? — zapytałem, kiedy wszyscy odeszli. — Co teraz zrobimy?

— Przygotujemy się na wieczór — odparła Verity. — Czy odratowano z wraku ten koszyk z pokrywą, w którym miałeś Księżniczkę Ardżumand?

— Tak — potwierdziłem. — Jest w mojej szafie.

— Świetnie — ucieszyła się Verity. — Przynieś go do salonu. Muszę przyszyć do podwiązki pudełko na fiołki w cukrze. — Zaczęła wchodzić na schody.

— Wciąż planujesz urządzić tutaj seans spirytystyczny z madame Iritosky?

— Jutro jest piętnasty. Masz lepszy pomysł?

— Nie możemy zwyczajnie zaproponować Tossie wycieczki do Coventry… tak jak do kościoła w Iffley?

— Ona nie pojechała do kościoła w Iffley, pojechała do Terence’a, i sam ją słyszałeś. Aż się pali, żeby zbadać posiadłość i zobaczyć manifestacje. Za nic z tego nie zrezygnuje.

— A co z księciem de Vecchio? — zapytałem. — Czy on może być panem C? Zjawił się akurat w odpowiedniej chwili i wygląda mi na takiego, co to używa fałszywego nazwiska..

— Niemożliwe — zaprzeczyła Verity. — Tossie była szczęśliwą małżonką pana C. przez pięćdziesiąt lat, pamiętasz? Książę de Vecchio przepuściłby jej wszystkie pieniądze i zostawił ją na lodzie w Mediolanie po trzech miesiącach.

Musiałem przyznać jej rację.

— Jak myślisz, co oni tutaj robią?

Verity zmarszczyła brwi.

— Nie wiem. Zakładałam, że madame Iritosky nigdy nie urządza seansów poza domem, bo w domu ma te wszystkie zapadnie i sekretne przejścia. — Otworzyła drzwiczki gabloty. — Ale niektóre jej efekty są przenośne. — Zamknęła drzwiczki. — Albo przyjechała, żeby przeprowadzić badania. No wiesz, poszperać w szufladach, przeczytać listy, obejrzeć portrety rodzinne.

Podniosła ferrotypię pary stojącej obok drewnianego drogowskazu z napisem: LOCH LOMOND.

— „Widzę mężczyznę w cylindrze — zaintonowała, dotykając czoła koniuszkami palców. — Stoi nad jakąś wodą… chyba nad jeziorem. Tak, stanowczo nad jeziorem”, a wtedy pani Mering woła: „To wujek George!” One tak robią, zbierają informacje, żeby przekonać łatwowierne osoby. Chociaż pani Mering nie trzeba przekonywać. Jest gorsza od Arthura Conan Doyle’a. Madame Iritosky podczas swojego „odpoczynku” pewnie zamierza wśliznąć się do sypialni i zgromadzić amunicję na seans.

— Powinniśmy ją namówić, żeby ukradła dla nas pamiętnik Tossie — zaproponowałem.

Verity uśmiechnęła się.

— Co dokładnie Finch mówił o pamiętniku? Czy to na pewno był piętnasty?

— Mówił, że pan Dunworthy kazał nam powiedzieć, że biegła sądowa odcyfrowała datę i to był piętnasty.

— Czy Finch mówił, jak ona do tego doszła? Wiesz, piątka wygląda bardzo podobnie do szóstki, albo do ósemki. A jeśli to było szesnastego czy osiemnastego, mamy czas na… muszę z nim porozmawiać — oświadczyła. — Jeśli pani Mering o mnie zapyta, powiedz, że poszłam zaprosić wielebnego pana Arbitage na seans. I spróbuj znaleźć dwa kawałki drutu, długie na jakieś półtorej stopy.

— Po co?

— Na seans. Finch przypadkiem nie zapakował tamburynu do twojego bagażu?

— Nie — zaprzeczyłem. — Myślisz, że powinnaś to robić? Pamiętaj, Co się wczoraj stało.

— Idę porozmawiać z Finchem, nie z biegłą sądową. — Naciągnęła rękawiczki. — A zresztą już całkiem wyzdrowiałam. Wcale nie uważam, że jesteś przystojny — zakończyła i wyfrunęła przez frontów drzwi.

Poszedłem do mojego pokoju, wziąłem kosz i zaniosłem go do salonu. Verity nie mówiła, co chce z nim zrobić, więc postawiłem go na kominku za ekranem, gdzie Baine nie powinien go zobaczyć, kiedy przyniesie gablotę, i odstawić w bezpieczne miejsce.

Kiedy wracałem korytarzem, Baine czekał na mnie w uprzątniętym już z bagażów westybulu.

— Czy mogę zamienić z panem słówko, sir? — zapytał. Spojrzał niespokojnie w kierunku biblioteki. — Na osobności?

— Oczywiście — odpowiedziałem z nadzieją, że nie będzie mnie znowu wypytywał o Stany Zjednoczone, i zaprowadziłem go do mojego pokoju.

Zamknąłem za nami drzwi.

— Chyba nie wrzuciliście znowu Księżniczki Ardżumand do rzeki?

— Nie, sir — zaprzeczył. — Chodzi o madame Iritosky. Rozpakowując jej rzeczy, sir, znalazłem kilka nadzwyczaj podejrzanych przedmiotów.

— Przecież madame Iritosky zapowiedziała, że sama się rozpakuje.

— Dama nigdy nie rozpakowuje bagażu — odparł Baine. — Kiedy otworzyłem jej kufry, znalazłem kilka niezwykłych przedmiotów: rozkładane pręty, trąbki, dzwonki, tabliczki łupkowe, akordeon z samogrającym mechanizmem, druty, po kilka jardów czarnej tkaniny i gazy. i książkę o sztuczkach magicznych. I to! — Podał mi małą buteleczkę.

Przeczytałem na głos etykietkę.

— Świecąca Farba Balmaina.

— Obawiam się, że madame Iritosky nie jest prawdziwym medium, tylko oszustką — powiedział Baine.

— Na to wygląda — przyznałem i otworzyłem buteleczkę. Zawierała białozielonkawy płyn.

— Boję się, że ona i książę de Vecchio mają niegodziwe zamiary wobec państwa Mering — ciągnął Baine. — Jako środek ostrożność ukryłem biżuterię pani Mering w bezpiecznym miejscu.