CZĘŚĆ DRUGA
Noc to nie pora dla człowieka.
Ona na trupy najchętniej czeka.
Księga znaczącego smutku
17
Anson Sharp przyleciał śmigłowcem z Palm Springs do Riverside jeszcze przed świtem. Podziemne laboratorium Geneplan, gdzie przeprowadzano eksperymenty bakteriologiczne, znajdowało się poza miastem. Czekało tam już na niego sześciu oficerów operacyjnych DSA i czterech szeryfów z ośmioma zastępcami, którzy przybyli kilka minut wcześniej. Nocnym strażnikom Geneplan przedstawili sądowy nakaz rewizji i wytłumaczyli wszystko względami bezpieczeństwa państwowego. Następnie weszli na teren laboratorium, zaplombowali wszystkie akta i komputery, a później – w raczej wystawnie urządzonym biurze doktora Vincenta Baresco, szefa zespołu badawczego – urządzili sobie centrum dowodzenia.
Świt odegnał już noc i gdy dzień objął w posiadanie świat, który roztaczał się nad podziemnymi laboratoriami, Anson Sharp rozparł się w olbrzymim skórzanym fotelu Vincenta i pijąc kawę, odbierał telefoniczne meldunki od swych podkomendnych rozrzuconych po całej południowej Kalifornii, jako że wszyscy wtajemniczeni w sprawę projektu „Wildcard” znajdowali się w areszcie domowym. W okręgu Orange zatrzymano we własnym domu, w North Tustin, koordynatora naukowego projektu, doktora Morgana Eugene’a Lewisa wraz z żoną. Doktor J. Felix Geffels przetrzymywany był w swym domu w Riverside, a więc na miejscu. Doktora Vincenta Baresco, szefa do spraw badań w całej korporacji, agenci DSA znaleźli w głównej siedzibie Geneplan w Newport Beach. Leżał nieprzytomny na podłodze w biurze Erica Lebena. Odnaleziono też ślady gwałtownej walki i użycia broni palnej.
Ludzie Sharpa nie przewieźli jednak krzepkiego ciała naukowca do żadnego szpitala publicznego, lecz zabrali je do bazy lotniczej marynarki wojennej w El Toro, gdzie obejrzał je w izbie przyjęć lekarz wojskowy. W ten sposób nie wypuszczono z rąk ani na chwilę Vincenta Baresco. Okazało się, że otrzymał on dwa potężne ciosy w krtań, wskutek czego nie mógł teraz mówić. Odzyskawszy przytomność, poinformował agentów DSA za pomocą pióra i kartki, że pobił go kochanek Rachael Leben, kiedy nakrył ich oboje na plądrowaniu sejfu Erica Lebena. Agenci nie uwierzyli, że jest to wszystko, co ma im do powiedzenia, i był z tego bardzo niezadowolony. Po chwili zaszokowało go odkrycie, że oni znają szczegóły dotyczące projektu „Wildcard” i wiedzą o powrocie do życia Erica Lebena. I znów za pośrednictwem pióra i kartki papieru Baresco zażądał, by przewieziono go do cywilnego szpitala i pozwolono skontaktować się z adwokatem. Chciał też wiedzieć, o co może być oskarżony. Oczywiście, wszystkie trzy żądania zostały zignorowane.
Rupert Knowls i Perry Seitz, finansiści, którzy wnieśli największy kapitał w przedsięwzięcie umożliwiając powstanie dziesięć lat temu Geneplan, znajdowali się w Palm Springs, na terenie Niebiańskiego Gaju, rozległej posiadłości Knowlsa o powierzchni pięciu hektarów. Trzech oficerów DSA przybyło tam z nakazem rewizji i aresztowania obu mężczyzn. Na miejscu znaleźli nielegalnie przerobiony pistolet maszynowy marki Uzi. Była to bez wątpienia broń, z której kilka godzin wcześniej zamordowano w Palm Springs dwóch policjantów.
Ani Knowls, ani Seitz – na czas nieokreślony zatrzymani w Niebiańskim Gaju – nie wnosili na razie protestów. Wiedzieli, jaki będzie scenariusz. Otrzymają niezbyt atrakcyjną ofertę nieodpłatnego odstąpienia rządowi amerykańskiemu wszelkich praw do projektu „Wildcard” oraz przekazania mu dotychczasowych wyników badań. Ponadto zażąda się od nich, by na zawsze zachowali milczenie na temat tego przedsięwzięcia, a także zmartwychwstania Erica Lebena. Zmusi się ich również do podpisania samoobciążających zeznań w sprawie zabójstwa policjantów. W ten sposób DSA absolutnie ich od siebie uzależni. Aczkolwiek wszystko to nie będzie miało ani podstaw, ani mocy prawnej, chociaż DSA złamie zasady demokracji i liczne ustawy, Knowls i Seitz przyjmą te warunki. Są bowiem ludźmi światowymi i wiedzą, że odmowa współpracy, a zwłaszcza próba dochodzenia swych konstytucyjnych praw, oznaczałaby dla nich mogiłę.
Cała piątka była w posiadaniu największej bodaj na świecie tajemnicy. Problem nieśmiertelności nie był wprawdzie jeszcze rozwikłany do końca, ale przecież kiedyś się go rozwiąże. Wtedy ten, kto będzie kontrolował tajemnice „Wildcard”, będzie też kontrolował świat. Gdy w grę wchodzi taka stawka, rząd nie zawraca sobie głowy aspektem moralnym sprawy, zwłaszcza w takim szczególnym przypadku jak ten. Otrzymawszy raport na temat Seitza i Knowlsa, Sharp odłożył słuchawkę, wstał z fotela i zaczął spacerować po pozbawionym okien podziemnym biurze. Wykonał kilka gwałtownych wymachów swymi dobrze zbudowanymi ramionami oraz kilka obrotów głowy osadzonej na grubej, muskularnej szyi.
Miał osiem dziur do załatania, co znaczy, że musiał zająć się ośmioma osobami. A oto już pięć spośród nich znajdowało się pod kontrolą. Szybko i bezboleśnie. Był zadowolony z takiego obrotu sprawy, a zwłaszcza z samego siebie. Tak, jest cholernie dobry w swym zawodzie.
W chwilach takich jak ta żałował, że nie ma z kim dzielić swych triumfów, kogoś, kto podziwiałby go, ale nie mógł sobie pozwolić na to, by ktoś zanadto zbliżył się do niego. Był wicedyrektorem agencji, człowiekiem numer dwa w całym zespole, i dążył do tego, by jeszcze przed czterdziestką zostać głównym szefem. Zamierzał zapewnić sobie to stanowisko, zbierając materiały obciążające obecnego dyrektora, Jarroda McClaina, i zmuszając go w odpowiednim czasie do dymisji. Chciał jednocześnie, by ten serdecznie go zarekomendował na swoje miejsce. McClain traktował Sharpa jak syna, wtajemniczając go we wszystkie tajne sprawy, i już teraz Anson miał dość wiedzy, by zniszczyć przełożonego. Ale był oczywiście człowiekiem ostrożnym i nie zrobiłby żadnego śmiałego posunięcia bez pełnej gwarancji powodzenia. A gdy już zdobędzie dyrektorski fotel, na pewno nie popełni błędu McClaina i nie dopuści do siebie tak blisko żadnego podwładnego. Będzie na szczycie sam, musi być sam, jeśli chce przetrwać długo. Tak więc już teraz przyzwyczajał się do samotności; miał protegowanych, ale nie miał przyjaciół.
Poprzez ćwiczenia usunął zdrętwienie karku i ramion. Powrócił za biurko, usiadł w fotelu, zamknął oczy i zaczął myśleć o trzech osobach, których jeszcze nie odnalazł, a które należało aresztować: Ericu Lebenie, pani Leben i Benie Shadwayu. W przeciwieństwie do pozostałej piątki nie zaproponuje się im układu. Jeśli Lebena uda się pochwycić „żywego”, zamkną go pod kluczem i będą badać niczym szczura laboratoryjnego. Panią Leben i Shadwaya usunie się po prostu – tak żeby wyglądało to na wypadek.
Istniało kilka powodów, by ich załatwić. Po pierwsze, oboje byli ludźmi niezależnie myślącymi, hardymi i uczciwymi… To bardzo niebezpieczna mieszanka, można powiedzieć: mieszanka wybuchowa. Przez nich cała sprawa mogłaby się dostać do wiadomości publicznej. W ten sposób ci zbłąkani idealiści stanęliby na drodze do kariery Ansona Sharpa. Inni – Lewis, Geffels, Baresco, Knowls i Seitz – poddadzą się z czystego koniunkturalizmu, ale nie Rachael Leben i Benny Shadway. Po drugie, żadne z nich nie popełniło nigdy jakiegokolwiek wykroczenia ani nie zaprzedało duszy rządowi, jak reszta panów z Geneplan. Nad ich głowami nie wisiały więc żadne miecze, a zatem nie sposób byłoby ich kontrolować.